20.10.2017

71. Próg bólu.

      Czwartek, czwartunio. To taki mały piątunio nie? Nie. Bo u mnie dziś wyjątkowo był Armagedon piłą łańcuchową. Jakaś wybredna się robię? Czy to tak dużo że chce po prostu, zwyczajnie mieć spokojny dzień? Czy ci nauczyciele wszyscy się uwzięli żeby mnie wyczytywać do tablicy dokładnie co lekcje i to zawsze chociaż raz w tygodniu? Co ja im zrobiłam? Uczę się? Uczę. Nie wagaruje? Nie wagaruje. No to w czym problem?! Wyczekiwałam dzwonku ostatniej lekcji. Gdy w końcu zabrzmiał wystrzeliłam jak z torpedy aby opuścić te mury których dziś nienawidziłam. Poszłam na autobus. Wróciłam do domu przyklejając się do jedzenia które wciągnęłam na kanapie w salonie i podreptałam na górę, pogrzebałam trochę w laptopie, i wzięłam się za lekcje. Neal i Maddeleine wrócili do domu. Blondynka wpadła do mnie aby zaproponować że pójdziemy cie odwiedzić gdy skończę lekcje a oni zjedzą obiad. Po dziewiętnastej poszliśmy spacerem do ciebie.
- Emily. Tak się nie robi. - odezwał się surowo wujek, gdy złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi.
- Ale ja mam klucze od domu. - weszłam i od razu natknęłam się na ciebie. Stałeś przy wieszakach i grzebałeś w swojej kurtce po kieszeniach.
- Dobry wieczór Misiu. - uśmiechnąłeś się. - Dobry wieczór. - kiwnąłeś do Madd i wujka który zamknął drzwi.
- Dobry wieczór. - odpowiedział wujek a ja podstawiłam się na całusa.
- Maaaax! - krzyknęła Emma z góry.
- Co? - zawołałeś.
- Czy ja jestem gruba? - uśmiechnąłeś się.
- Nie.
- Ale przytyłam! Jestem gruba! - krzyczała.
- Wyglądasz dobrze. Widziałaś mój telefon?
- Nie. Ale Maax ja jestem pulpetem!
- Wyglądasz jak normalna kobieta a nie jak wieszak, przestań stwarzać sobie kompleksy. - spojrzałeś na mnie. - Zadzwoń do mnie. - wyjęłam telefon i wybrałam twój numer. - Zapraszam. Siadajcie. Herbaty? - pokazałeś gestem ręki salon. Wujek i Madd przeszli.
- Ja dziękuję. - odezwał się wujek.
- Ja herbatki. - uśmiechneła się Madd.
- Dzwonie. - oznajmiłam. Po chwili słychać było dzwoniący telefon w kuchni. Poszedłeś po niego.
- Mam. Dzięki. A ty czegoś się napijesz?
- Soku? - stanęłam w wejściu. Wstawiłeś wodę.
- Pomarańczowy?
- Tak. - kiwnęłam głową. Nalałeś do szklanki.
- Max - Emma zbiegła. - No zobacz jak ja wyglądam. - spojrzałeś na nią podając mi sok.
- Normalnie. Wyglądasz normalnie. Tak wyglądają kobiety. Normalne zgrabne i seksowne kobiety a nie wychudzone modelki z magazynów. - zmarszczyła brwi i pobiegła na gore. Zalałeś herbatę. - Madd słodzi?
- Tak. Dwie. - posłodziłeś, pomieszałeś i wziąłeś. Poszliśmy do salonu. Usiadłam na fotelu a ty na pufie.
- Max a to? - Stanęła na schodach.
- Może byś powiedziała jakieś dzień dobry? - zwróciłeś jej uwagę.
- Mówiła. - wtrąciła Madd.
- No Max? - pokazywała na ubranie na sobie.
- Czy ty planujesz dziś gdzieś wyjść? - oparłeś łokieć o kolano.
- Tak. Z Dylanem. Wrócę przed północą.
- Po pierwsze, jutro masz szkole i masz być najpóźniej o dwudziestej drugiej w domu. A po drugie, masz zamiar iść w tym? - wskazałeś ubranie.
- Tak.
- Nie wyjdziesz w tym z domu. Skąd ty to w ogóle masz? Ja ci takich ubrań nie kupowałem.
- Ale co ci się nie podoba? - burknęła.
- To że moja siostra wygląda jak tania dziwka z burdelu. - odezwałeś się surowo. - Ubierz się normalnie a te szmaty wyrzuć.
- Chce wyglądać seksownie..
- Seksownie? To ubierz coś seksownego, a nie coś co sprawia że wyglądasz jak wyłuzdana dupodajka z pornografii. Masz to wyrzucić.
- Tobie jak zwykle się coś nie podoba!
- Emma! - krzyknąłeś na nią. - Zaraz w ogóle nigdzie nie pójdziesz. - Uwielbiam to kino z wami. Nic tylko chrupać popcorn do tego. Madd tez się uśmiechała a Neal was bacznie obserwował.
- No Max!
- Masz się przebrać. - odezwałeś się nakazująco.
- Ale nie mam w co.. mam zwykłe ubrania.
- Zwariuje z nią. - spojrzałeś na mnie i wstałeś.
- Maxim. Ja pójdę. - wstała Maddeleine. - Pomogę jej, jestem kobietą. - wyprzedziła cie i pobiegła na górę. Usiadłeś.
- Jak się czujesz? - zapytał wujek.
- Dobrze. - spojrzałeś na niego. Patrzyliście się na siebie, tak trochę mierząc wzrokiem. Jak to się stało? Tak zachowywaliście się z Aidenem, jakoś doszliście do porozumienia to teraz będziesz się tak zachowywał z wujkiem? Oszaleje chyba!
- Nie bolą cie żebra? - chrząknęłam. Obaj zwróciliście na mnie swoje oczy.
- Trochę bolą.
- Trochę? Jak ja miałam złamane jedno żebro to nawet oddychać nie mogłam, ty masz złamanych kilka i jest spoko? - dziwiłam się.
- Emily, mam bardzo wysoki próg bólu, nie jest w stanie mnie złamać, w swoim życiu tyle go doświadczyłem że do niego przywykłem, to jak kumpel z paczki.
- No to żeś sobie porównanie wybrał.. - zmarszczyłam brwi. Wujek się przysłuchiwał.
- Taka jest prawda. - wzruszyłeś ramionami.
- Paul wspominał że masz dużo widocznych zrostów na kościach. - spojrzeliście na siebie, kiwnąłeś szybko głową i spuściłeś wzrok na stolik. - To nie powód do wstydu synu. - podniosłeś na niego wzrok. Zmieszany.
- Proszę tak do mnie nie mówić.
- Dobrze. Przepraszam.
- Już się kłócicie? Jak rasowy ojciec i kandydat na męża. - podeszła Maddeleine. Usiadła obok wujka. - Jak się czujesz Maxim? - spojrzała na ciebie.
- Dobrze.
- Max. A teraz? - na schodach stanęła Emma.
- To jest seksownie. - kiwnąłeś głową a ona wbiegła na gore. Po chwili zeszła z torebką.
- A mogę wrócić później?
- Nie. Dwudziesta druga góra. - westchnęła ciężko.
- Nawet jak mnie Dylan odwiezie?
- Nawet jak cie dziesięciu Dylanów odwiezie.
- To idę. - wyszła z domu.
- Posłuchajcie panowie, zacznijcie ze sobą rozmawiać. Normalnie. - zaczęła blondynka. - To przez niedomówienia tu stanęliście, trzeba się otworzyć i ruszyć dalej. Maxim, Neal też był w domu dziecka, rodzina Fireheartów adoptowała go gdy miał osiem lat. Był w ośrodku pod Seattle.
- Maxim też był pod Seattle. - odezwałam się i to spotkało się z rzuconym przez ciebie spojrzeniem w moją stronę.
- Łączy was więcej niż myślicie. - uśmiechnęła się Madd.
- Nie sądzę. - zaprzeczyłeś.
- Pamiętam taką panią, kucharkę, blondynkę, zawsze brała dzieci na kolana. - zaczął wujek.
- Pani Betty. - spojrzałeś na niego. Kiwnął głową.
- Moją opiekunką była pani Stella. Za moich czasów młoda brunetka.
- Stella Messer. - kiwnąłeś głową.
- A ten.. jak on się nazywał.. ? - podrapał się po skroni. - Steven? Chyba
- Steven Grinch - odezwałeś się cicho i spuściłeś wzrok na podłogę.
- To był dziwny gość. Za moich czasów to byli młodzi ludzie, zaczynający swoje kariery zawodowe. Pracowali jeszcze gdy tam byliście?
- Tak. - kiwnąłeś głową. Zerknąłeś na mnie, nie byłeś w humorze.
- Maxim, nie zamykaj się. Ja rozumiem że to nie są fajne przeżycia, bo nie są. Ale w życiu jest o wiele więcej gorszych. - odezwał się spokojnie wujek. Zacisnąłeś mocniej usta, składając razem dłonie, łokcie miałeś oparte o kolana. Pochyliłeś lekko głowę. Widziałam jak się sam ze sobą szarpiesz żeby nie odezwać się niestosownie. Oby nie wygrał Maxim Arogant.
- Nie znasz mnie. - wypaliłeś podnosząc poważny wzrok na wujka. - Nie znacie mnie. Ani trochę. Nie wiecie co przeżyłem w swoim życiu i jaki to miało na mnie wpływ. Nie macie zielonego pojęcia przez co musiałem przejść w swoim życiu i ile mnie to kosztowało. Ale za to uważacie że najlepiej wiecie jak mnie oceniać i jak mnie pouczać. - zapadła cisza. Mierzyłeś się wzrokiem z wujkiem.
- Masz racje. - Madd przyznała ci rację łagodnym głosem. - Maxim, my cie nie oceniamy, ani nie pouczamy. Nie patrz na nas jak na wrogów. Neal trochę zabłądził, ale nie chcemy wyrządzić ci krzywdy. - zapewniła.
- Uważacie mnie za kryminalistę, nie patrząc na to że od wyjścia z domu dziecka nie byłem karany, nie wliczając mandatów za złe parkowanie.
- Ja nie uważam cie za kryminalistę. - odezwała się Madd i spojrzała na wujka. - Moze byś się odezwał? - wujek chrząknął i poprawił się na kanapie.
- Maxim. To nie tak. Ja nie uważam cie za kryminalistę. Nie zostałeś nigdy skazany. To nie ocenianie cie, tylko obawa czy nie skrzywdzisz Emily, który już trochę w życiu przeszła..
- Wiem co przeszła. - zapewniłeś.
- Maxim mnie nie skrzywdził przez tyle czasu. - wtrąciłam.
- Nie prawda. - spojrzałeś na mnie poważnie. - Uderzyłem ją.
- Sprowokowałam cie wtedy. - wyrwałam od razu. Wujek chrząknął.
- Emily, nie broń mnie. Fakt jest taki że cie uderzyłem. - odezwałeś się spokojnie.
- Ile razy? - zapytał wujek.
- Dwa. - przyznałeś. - Raz na samym początku znajomości, drugi trochę później.
- Jakie dwa..? - zmarszczyłam brwi. - Uderzyłeś mnie w szpitalu.
- I w lesie jak jechaliśmy z Davem. - A. No tak. Wtedy jak wpakowałam się na tył twojego auta.
- Dlaczego ją uderzyłeś? - zapytał surowo wujek.
- Sprowokowałam go. - odezwałam się szybko. Pokręciłeś do mnie głową.
- Bo mam wypaczony mózg przez dom dziecka. - spojrzałeś na wujka i westchnąłeś cicho.
- Nie rozumiem? - odezwał się spokojnie wujek. Patrzyłeś na niego chwile, spuściłeś wzrok na podłogę i wstałeś. Złapałeś koszulkę i ją ściągnąłeś, pokazując ciało z bliznami. Położyłeś bluzkę na pufie na której siedziałeś. Zerknąłeś na wujka, na Madd i na mnie po czym usiadłeś wbijając wzrok w podłogę. Zapadła cisza. Spojrzałam na wujka i Madd. Blondynka odwróciła wzrok w druga stronę, wujek patrzył w twoim kierunku ale chyba nie na ciebie.
- Emily mi pomaga. - odezwałeś się po chwili cichym tonem. - Jest jedyną osobą która do mnie dotarła, zrozumiała i zaakceptowała. Pomaga mi się zmienić, zaakceptować siebie, nauczyć się dotyku, tego który nie krzywdzi. - widziałam jak wzbiera w tobie smutek i jest ci przykro. Przełknęłam ślinę. Nie wiem co powinnam zrobić?
- Ciesze się że Emily może ci pomóc. - odezwała się Maddeleine i delikatnie się uśmiechnęła. - Uważam że powinniście rozmawiać ze sobą częściej, szczerzej, jak ojciec - klepnęła udo wujka - i syn. - wskazała ciebie.
- Ja tez tak uważam. - spojrzał na ciebie wujek. Był jakiś zamyślony. Założyłeś koszulkę.
- Max! - usłyszeliśmy przy drzwiach które po chwili trzasnęły a w salonie zjawił się Mike. - Dobry wieczór.. - odezwał się zmieszany. - Przyjechałem po swoje rzeczy.. - podrapał się po skroni.
- Zdaje się że w salonie ich nie ma. - kiwnąłeś głową patrząc na niego.
- Tak.. - kiwnął głowa i poszedł na górę.
- Wszyscy wchodzą tak do ciebie bez pukania? - zapytał wujek.
- Nie, tylko ci najbliżsi. - zapewniłeś.

      Wczorajsze spotkanie uważam za beznadziejnie katastrofalne. Wróciłam w jeszcze gorszym humorze niż szłam. Mieszał się we mnie żal, ból i upokorzenie. Choć twoje, a nie moje. Ale niemal czułam jak jest ci ciężko, jak bardzo jesteś nie swój. Nie wiedziałam jak pomóc. Czy jestem aż tak beznadziejna? Następnego dnia wcale nie było lepiej. Nie wyspałam się. Humor miałam podły. Wszystko mnie drażniło i denerwowało. Było mi smutno. Odliczałam tylko czas do wyjścia ze szkoły. A gdy już wyszłam i dreptałam do autobusu, będąc przekonana że dziś cie nie będzie, bo Emmy nie było w szkole, ogarnęłam że chyba nie zabrałam z szafki książki. Więc szłam grzebiąc w torbie. Potknęłam się o kafelki chodnika i teatralnie wywinęłam orła na chodniku lecąc na ręce. Całe szczęście nie na zęby.. złapałam się za nadgarstek, bo mnie bolał.
- Nic ci nie jest? - kucnąłeś przede mną. Spojrzałam na ciebie zmieszana.
- Co tu robisz? - jęknęłam a ty złapałeś mnie za bolący nadgarstek i zacząłeś lekko masować.
- Przyjechałem po ciebie. - spojrzałeś na mnie. - Wszystko w porządku? - zapytałeś spokojnie, najpewniej widząc moją minę.
- Tak.
- Coś się stało? Dlaczego jesteś smutna?
- Mam dziś do dupy dzień. - wstałam.
- Nie boli cie? - złapałeś mnie za nadgarstek i lekko ruszałeś na boki.
- Nie. - Połowa rzeczy wypadła mi z torebki. Kucnęłam żeby je pozbierać, pomogłeś mi.
- No..! - warknęłam gdy wysypała mi się jeszcze kosmetyczka.
- Zostaw. - złapałeś mnie za rękę i szybko wszystko zebrałeś, wsadzając mi do torebki którą wziąłeś do ręki. - Chodź. - wstałeś i wyciągnąłeś do mnie rękę. Złapałam ją i podreptaliśmy razem do auta. Torebkę rzuciłeś na tył i otworzyłeś mi drzwi z przodu. - Zapnij pasy. - zerknąłeś na mnie gdy sam wsiadłeś. Zapięłam i podparłam głowę o rękę, a rękę o drzwi. Ruszyliśmy. - Nikt nie zrobił ci przykrości? - zapytałeś po chwili ciszy spokojnym głosem.
- Nie. Mam zły dzień. Nie wyspałam się. Nauczyciele się mnie doczepili. Ludzie mnie drażnią. - złapałeś mnie za rękę którą miałam na udzie.
- Czyli, mówiąc inaczej, trzeba cie nakarmić i przytulić. - spojrzałam na ciebie. Zerknałes na mnie i się uśmiechnąłeś. - Co byś zjadła?
- Nie pracujesz?
- Nie. Mam wolne.
- Ty nigdy nie masz wolnego. - znów na ciebie spojrzałam, patrzyłeś na drogę.
- Mike na mnie nawrzeszczał. Paul mi wypisał zwolnienie i mam je wykorzystać. To raczej była groźba.
- Yhym. - mruknęłam. - A jak się czujesz?
- Dobrze.
- Ty zawsze czujesz się dobrze.
- Niewiele rzeczy jest w stanie mnie skrzywdzić, wyrządzić szkody czy złamać. - wzruszyłeś obojętnie ramionami.
- No ale fizycznie chyba odczuwasz ból? Nie jesteś robotem.
- Nie jestem. - zerknąłeś na mnie rozbawiony. - Odczuwam. Ale psychicznie lepiej sobie z nim radzę. Przywykłem do niego. Nauczyłem się go. Mam bardzo wysoki próg bólu który mi faktycznie doskwiera. - popatrzyłam za okno chwile.
- Czyli.. jak ci, dajmy na to, zakopie w krocze to to będzie jeszcze twój próg bólu czy już nie? - obserwowałam cie. Uśmiechnąłeś się patrząc na drogę.
- Dokupię ci czekoladę do obiadu. - uśmiechnęłam się.
- A co z Emmą? Nie było jej dziś w szkole.
- Wiem, jest w domu. Jest chora. - zerknąłeś na mnie. - W nocy dostała gorączki trzydzieści dziewięć stopni. Kaszle aż jej się odrywa. Byłem z nią dziś u lekarza. Ma zwolnienie do przyszłego piątku i antybiotyk.
- To mogę dać jej lekcje. Tylko hm.. dobrze byłoby je skserować.
- To ja skseruje w Wisterii.
- Wszystko byle by na chwile do pracy pojechać nie? Nie. Dam wujkowi. - zerknąłeś na mnie i się uśmiechnąłeś.
- Co zjesz? Pizze? Kebab? Naleśniki?
- Naleśniki. Twojej roboty. Z pieczarkami.
- Oo. Jeszcze jakie wymagania. - zaśmiałeś się. - Dobrze. Więc jedziemy do mnie.
- Świetnie. - Odezwałam się cicho. Szybko dojechaliśmy do domu, podjechałeś pod garaż i wysiadłeś żeby go otworzyć. Wróciłeś i wjechaliśmy do niego. Zgasiłeś auto i wysiadłam. Ty za mną. Zamknąłeś garaż a ja w tym czasie wzięłam torebkę.
- Chodź. - wziąłeś mnie za rękę i weszliśmy drzwiami do domu. Zdjęłam kurtkę którą mi zabrałeś i poszedłeś powiesić. Zdjęłam też buty. Rozebrałeś się a ja rzuciłam w salonie na kanapę torebkę. - Usiądź sobie, pójdę tylko sprawdzić jak Em i będziemy robić naleśniki. - uśmiechnąłeś się i poszedłeś na górę. Stanęłam przy oknach na taras i patrzyłam chwile na ogród. Zbiegłeś do mnie.
- I co? - zapytałam.
- Śpi. Ja idę robić naleśniki, a ty jak chcesz, albo chodź ze mną, albo pooglądaj coś, zrób lekcje, nie wiem, zajmij się czymś. - uśmiechnąłeś się i poszedłeś do kuchni. Poszłam za tobą i usiadłam przy wyspie. Robiłeś w misce ciasto na naleśniki. Zerknąłeś na mnie i kręciłeś się przy szafkach biorąc potrzebne rzeczy a chwile później zacząłeś smażyć. Położyłam ręce na blacie a na nich głowę na policzku, tak aby cie widzieć. Gdy skończyłeś smażyć naleśniki a zacząłeś pieczarki, zeszła do nas Emma.
- Nath. - jęknęła stojąc w wejściu kuchni. Była w czarnej piżamie, w jakieś różowe wzorki. Włosy w nieładzie zwisały na jej ramionach. - Hej Emily. - odezwała się do mnie, machnęłam jej.
- Co Mała? Jak się czujesz? - zapytałeś zerkając na nią.
- Słabo.. nie mogę oddychać przez katar i boli mnie gardło i głowa. - wychrypiała. - Robicie naleśniki? - zapytała.
- Tak. Zjesz?
- Może zjem.. - podeszła do ciebie i objęła w pasie. Odwzajemniłeś uścisk. Położyła głowę na twojej klatce.
- Połóż się do łóżka. - dotknąłeś policzkiem jej czoła. - Pośpij a ja przyniosę ci jedzenie. Masz jeszcze gorączkę.
- Chce wziąć kąpiel bo jestem cała mokra.. mam mokrą pościel.
- Zaraz ci zmienię pościel.
- Mogę się wykąpać?
- Możesz, tylko wolałbym przy tobie być. I nie możesz mieć za zimnej ani za ciepłej wody. Poczekasz aż tu skończę? - kiwnęła głową i poszła wolno do salonu.
- Chyba słabo się czuje. - zaczęłam.
- Ma gorączkę, jest marudna i zmęczona.
- To tak jak ja. Tylko bez gorączki. - zerknąłeś na mnie mieszając pieczarki. - Jak ty z nami wytrzymujesz?
- Nie jest źle. - uśmiechnąłeś się. - Jestem bardzo cierpliwym człowiekiem. I wyrozumiałym.
- Prawda.
- A jak z Nealem?
- Ee.. nie wiem. Dobrze. Tak mi się wydaję. - kiwnąłeś głową. - to co zrobiłeś. To duży krok dla ciebie. - spojrzałeś na mnie chwile patrząc.
- Nie chce o tym rozmawiać Emily.
- Dlaczego?
- Bo nie jestem gotowy na to. Muszę to przetrawić w sobie. - kiwnęłam głową. - Jedzonko gotowe. Ile zjesz?
- Dwa. Nie trzy... ee.. a mogę cztery? - mruknęłam a ty zacząłeś się śmiać.
- Możesz. Tylko ty i Emma je jecie. Zapytam ile zje. - wyszedłeś ale jakoś szybko wróciłeś. - Maruda usnęła na kanapie w salonie. - Podszedłeś do szafek, wziąłeś z niej naleśniki i przestawiłeś na wyspę. Pieczarki przesypałeś do miski i tez postawiłeś na wyspie. Z szafek wziąłeś talerz i sztućce z szuflady po czym usiadłeś obok mnie. Podsunąłeś mi pusty talerz, nałożyłeś naleśnika, pieczarki i zawinąłeś. - Smacznego Kochanie. - pocałowałeś mój policzek. Wzięłam się za jedzenie, a ty coś grzebałeś w telefonie.
- Pyszne wiesz? - uśmiechnęłam się. Odwzajemniłeś. - Mówiłeś że pierwszy projekt to wasz ogród.
- Pierwszy duży projekt do zrealizowania. - kiwnąłeś głową. - Tak. Zaczynamy od poniedziałku. Jamie będzie się uczył.
- To świetnie. - Znów coś pisałeś na telefonie. - Z kim piszesz?
- Z Jamiem. Jedzie z rzeczami do mieszkania. - wzięłam gryza naleśnika. Wyciągnęłam rękę i palcami przejechałam po twojej łopatce i boku. Nie zareagowałeś. Zrobiłam to drugi raz i przejechałam na brzuch. Nawet nie masz łaskotek? - Hm? - mruknąłeś cicho do mnie.
- Mogę?
- Możesz. - spojrzałeś na mnie i się uśmiechnąłeś. Przysunąłeś się i mnie ucałowałeś w usta po czym wróciłeś do telefonu. - Ale mogłabyś zjeść póki ciepłe a nie mnie tu zaczepiasz.
- Marudzisz. A gdzie masz połamane żebra?
- Od pasów bezpieczeństwa.
- Czyli gdzie..? Jedno żebro w dwóch miejscach?
- Nie Misiu. - wstałeś i podciągnąłeś bluzę w której byłeś. Na klatce miałeś sporo siniaków, które układały się w pasy auta. Tu mam pęknięcia, czuć je przez skórę. Chcesz zobaczyć? - chciałeś złapać mnie za rękę.
- Nie! - Zabrałam dłonie do siebie.
- Nath. - weszła Emma. - Mogę zjeść? - mówiła cicho.
- Tak.
- Jest mi zimno.
- Masz gorączkę. Nałóż sobie a ja zmienię ci pościel. - pocałowałeś mnie w usta i przeszedłeś na przedpokój. Emma wzięła talerz z szafki i usiadła obok mnie, zrobiła sobie naleśnika.
- Czuje się fatalnie. - spojrzała na mnie.
- Wyglądasz nie lepiej.
- Dzięki. - uśmiechnęła się delikatnie. Zajęłyśmy się jedzeniem. Wróciłeś do nas.
- Pościelone.
- Wezmę prysznic co? - Emma wstała.
- Dobrze. Zjadłaś?
- Tak. - wyszła z kuchni. Usiadłeś obok mnie.
- Mam do ciebie jedno pytanie. - odwróciłeś się do mnie na stołku. - Byłaś kiedyś w Nowym Jorku?
- Nie. A co? - Spojrzałam na ciebie odsuwając pusty talerz.
- A chciałabyś go odwiedzić?
- No tak. Ale nie mam możliwości. - Kiwnąłeś głową. - A co?
- A nic. Pytam. - uśmiechnąłeś się.
***
 Hejo!
Dziś terminowo, choć wieczorem.
Dziękuję za komentarze pod ostatnimi rozdziałami!
Wasze słowa, to największa nagroda i motywacja do pisania dalej <3

Aktualnie piszę 78 rozdział.

Przeglądałam też wyrzutki - czasem piszę scenę ale ostatecznie ją wyrzucam z akcji lub znacząco zmieniam. Ale zazwyczaj ich nie wyrzucam, a kopiuje do innego pliku i tam czekają sobie na.. sama nie wiem co?
Teraz przemknęło mi przez głowę czy bylibyście zainteresowani takimi wyrzutkami? Takim backstagem  opowiadania? Taką trochę.. inną wersją niż była publikowana?
Oczywiście nic nie obiecuję, nie wiem czy odważę się opublikować takie sceny, a jeśli tak, to czy wszystkie które mam. Ale zapytam, bo może? Bo co mi szkodzi zapytać? :)

To chyba tyle na dziś, miłego weekendu, ciepełka, zdrówka i trzymajcie się!
Spotykamy się za tydzień!

PS. Pojawiają się też głosy "chcemy maraton" - jak się na to zapatrujecie? Większość z Was ma rok szkolny, nie wiem czy da radę tak czytać :)
PS2. Nie zapomnijcie odpowiedzieć napytanie o wyrzutkach!





! ! ! ! ! ! ! ! ! ! SPOJLER ! ! ! ! ! ! ! ! ! !
72. Śniadanko.




[...]
Przyspieszyłam bo wydawało mi się że jedzie za mną wolno auto. Gdy doszłam do domu, weszłam szybko do środka, pośpiesznie zamykając drzwi. Zauważyłam trzy pary butów i kurtki, które nie były twoje a tym bardziej Emmy.
- Insynuujesz jakieś głupoty. - usłyszałam cie z kuchni. Miałeś poważny ton.
- Nie. Mówię serio Max. Ale zrobisz z tym co chcesz. - mówił jakiś chłopak, ale nie wiem jaki.
- Nie zrobię z tym nic, bo to jakieś brednie. - zdjęłam kurtkę i odwiesiłam na wieszak.
- Jesteś głupi. Jak można być tak naiwnym? My ci mówimy coś w dobrej wierze, a ty masz to gdzieś. Kogo znasz dłużej, nas czy ją?
[...]
Z tym że ty już leżałeś prawie płasko z jakąś poduszką pod głową. Telewizor był wyłączony, tak samo światła, nie tyle w salonie a całym domu. Chwila. Która jest godzina?
- Maxim. - szepnęłam. - Maxim. - uniosłam lekko głowę aby na ciebie zerknąć, miałeś otwartą buzię i oczy choć zamglone. Dostrzegłam ranę na skroni, od pocisku. Zaczęłam krzyczeć i próbować się wyplątać z koca.  
[...]
- Niedługo rocznica śmierci Beth. - przełknęłam ślinę, przeszył mnie dreszcz. - Rodzice zamówili w Montesano mszę i robią spotkanie rodzinne z odwiedzeniem cmentarza. - kiwnęłam delikatnie głową, powstrzymując się od pokazania łez. W gardle rosła mi gula płaczu. - Od pogrzebu nie byłaś ani razu u mamy. - Paul chrząkną. - Nie zrozum mnie źle, nie nakazuję ci abyś tam jechała bo nie odwiedzałaś mamy, tylko pomyślałem że może chciałabyś to zrobić? Teraz mieszkasz daleko. - patrzył na mnie, Paul też a ja gapiłam się w podłogę.
[...] 

Obserwatorzy