19.08.2017

60. Popełniłam błąd.

      Nie ma nic bardziej wkurzającego niż sobota, godzina czwarta i dzwoniący telefon. Twój telefon. Sięgnąłeś po niego, zawisając nade mną i szybko odebrałeś.
- Halo. - słyszałam tylko damski głos, ale żadnych słów nie wyłapałam. - Śpię, a co mam robić o tej godzinie? - mruknąłeś. - Pa.
- Co się stało? - odezwałam się. Położyłeś się, objąłeś mnie, nadal trzymając w dłoni telefon.
- Nie wiem.
- Emma?
- Ehe. Zapytała czy śpię i skończyła rozmowę. - westchnąłeś. Usnęliśmy.
Obudziłam się po jedenastej, ty już dawno wstałeś. Jak zawsze. Ale czy to źle że lubię sobie pospać jak mam wolne? Mam przynajmniej farta, bo nigdy mnie nie budzisz. Zawsze wstajesz po cichu, ogarniasz się i dajesz mi pospać. Usiadłam, zauważając że śpię na twoim telefonie. Aha, no tak, Emma i telefon o czwartej w nocy. Ubrałam się, wzięłam swój i twój telefon i zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli przy stole, była też Emma i Dylan. Dziadek był zachwycony że poznał twoją siostrę.
- Dzień dobry Misiu. - uśmiechnąłeś się i wyciągnąłeś do mnie rękę, ciągnąc abym usiadła na twoich kolanach bo nie było wolnych krzeseł. Objąłeś mnie ręką w talii przytrzymując i zająłeś się dalej dyskusją z Mikem i Dylanem. Wujek coś ustalał z Madd i dziadkami. Emma plotkowała z Ashley.
- Wyspałaś się? - zapytał wujek.
- Tak. - wzięłam twój kubek z kawą i się napiłam, natychmiast się krzywiąc. Zabrałeś mi go z uśmiechem. - Dlaczego nie słodzisz? - jęknęłam z grymasem.
- Bo kawy nie słodzę. Mówiłem ci jakiś czas temu. - uśmiechałeś się pocieszająco.
- Jak można nie słodzić.. - jęknęłam.
- On nic nie słodzi, a jak słodzi to tylko miodem. - odezwała się rozbawiona Emma.
- To bardzo zdrowo. - wtrącił dziadek.
- Ale za to po jednym takim łyku budzisz się natychmiast. - zaśmiał się Mike. Nadal siedziałam z niesmaczną miną.
- Jedz Emily śniadanie. - upomniała mnie Madd.
- Spałam na twoim telefonie. - oddałam ci go.
- Usnąłem z nim w ręku. - odłożyłeś go na stół. Wzięłam kanapkę i zaczęłam jeść.
- Emily, jutro wracamy do domu. - oznajmił wujek. Kiwnęłam głową. Zadzwonił mój telefon, wyjęłam go z kieszeni i odebrałam. - Halo.
- Hej Em, możemy się dziś spotkać? - odezwał się Jamie.
- Tak.
- Ale możemy we dwoje bez Maxima?
- Ee - zerknęłam na ciebie, piłeś tą beznadziejną kawę. - tak.
- To w barze Johna? O czternastej?
- Ok. Będę. - rozłączyłam się. Ciekawe jak to zrobię. I to chyba raczej nie wróży dobrze, że chce się spotkać bez ciebie, wiec pewnie chodzi o ciebie..
- Co masz taką minę? - zapytałeś.
- Będziesz bardzo zły jak cie zostawię? - spojrzałam ci w oczy, mina ci zrzedła. - W sensie.. wyjdę sobie na miasto bez ciebie? - kapłam się jak to zabrzmiało, wypuściłeś głośno powietrze.
- Prawie miałem zawał. - mruknąłeś. - Masz prawo do osobistego życia.
- To nie odpowiedź.
- Nie będę zły. Nie potrzebujesz pozwolenia ode mnie na wyjście. Nie mam zamiaru cie sprawdzać, monitorować, kontrolować i ani przesłuchiwać. Masz prawo mieć swoich znajomych i swoje sprawy. - popatrzyłam na ciebie.
- To nie tak, ja bym cie zabrała ale
- Ale mi się nie tłumacz. - przerwałeś mi. - Nie jestem taki. Nie chce żebyś mi się tłumaczyła. - Zauważyłam kątem oka że przysłuchuje się nam babcia. - Jak chcesz mogę cie podwieźć żebyś nie zmarzła.
- To niedaleko.. - mruknęłam. Poczułam się przytłoczona. Potarłeś mój bok ręką. - Na pewno nie będziesz zły?
- Na pewno Misiu. - zjedliśmy śniadanie i się rozeszliśmy. Ja z Ashley i Emma usiadłyśmy w salonie, na kanapie, przed telewizorem. Ty z Mikem i Dylanem poszliście na gore do pokoju. Babcia i dziadek gdzieś poszli do innego pokoju a wujek podszedł do mnie.
- Emily, idziemy z Madd do Paula. Wrócimy przed obiadem.
- Ok. Ja wychodzę o czternastej ale wrócę raczej szybko.
- Dobrze. - kiwnął głową i odszedł.
- Gdzie idziesz? - zapytała Ashley.
- Spotkać się ze znajomym.
- Możemy zabrać się z tobą? - zapytała znów.
- Prosił żebym przyszła sama.. ale później możemy gdzieś iść.
- Czyli idziesz bez Maxa? - dopytała Emma. Kiwnęłam głową. - Do kolegi? - znów kiwnęłam. Chyba była średnio zadowolona.
- We wtorek sylwester, co robimy? - zapytała blondynka.
- Nie wiem, jakieś pomysły? - popatrzyłam po nich.
- Ja nie wiem. - wzruszyła ramionami Emma. - Idę do łazienki. - wstała i wyszła.
- A co zazwyczaj robicie w sylwestra? - zapytałam Ashley.
- Spotykamy się całą paczką i pijemy. Chodzimy po klubach, albo po mieście. Różnie. A ty?
- Chodziłam z Aidenem, Jess, Carlą, Jamiem, Dylan jak jeszcze tu mieszkał do baru Johna. Idę się ogarnąć bo jest po trzynastej. - wstałam i poszłam na górę. Dochodząc do pokoju usłyszałam dyskusje Emmy z tobą.
- I nic nie zrobisz? - naskoczyła na ciebie mówiąc niezadowolonym tonem.
- Nie. Nie wiem o co ci chodzi w tej chwili. - odezwałeś się spokojnie.
- Ona gdzieś idzie.
- No i?
- Bez ciebie! - fuknęła.
- I co z tego? Ma do tego prawo. Ma swoje życie, swoich znajomych. Nie musi wszędzie mnie zbierać. Nie jest na smyczy. Uspokój się. Ja też nie zabieram jej wszędzie.
- Idzie do kolegi. - mówiła niezadowolonym tonem, już widzę jej minę jak to mówi, zatrzymałam się przy ścianie.
- I co w związku z tym? Przestań mieszać Em. - westchnąłeś, byłeś spokojny.
- Masz zamiar ją puścić? Nie sprawdzisz tego?
- Ufam jej. Nie mam powodu aby ją o cokolwiek podejrzewać. Przecież może mieć kolegów, przyjaźni się z Aidenem, mieszkała tu tyle lat. Przestań wymyślać.
- Nie powinieneś się na to godzić.
- Em. Ja bardzo się ciesze że się o mnie martwisz i o mój związek, ale przesadzasz w tym momencie.
- Może chociaż ją wypytaj gdzie idzie?
- Nie mam zamiaru. Nie chce żeby mi się spowiadała gdzie, z kim, po co i dlaczego. To bez sensu. Ufam jej. A ty insynuujesz jakieś niestworzone historie.
- Może chociaż za nią pójdź?
- No, może jej jeszcze podsłuch podłoże? - zaśmiałeś się rozbawiony.
- Jesteś nienormalny, ja cie ostrzegam, poważnie, a ty masz to gdzieś.
- Bo wymyślasz.
- Rób sobie co chcesz, tylko później mi nie mów, że cie nie ostrzegałam. - otworzyła uchylone drzwi wiec ruszyłam, weszłam do pokoju i natychmiast zostałam obrzucona jej pogardliwym wzrokiem. Wyszła bez słowa. Spojrzałam na ciebie, stałeś przy łóżku. Spokojny, może nawet trochę rozbawiony.
- Co tam Misiu? - zapytałeś.
- Przyszłam się przebrać bo zaraz idę. - kiwnąłeś głową z uśmiechem. - Co się stało? Posłała mi takie spojrzenie..
- Nie przejmuj się nią. - Zapewniłeś, położyłeś się na łóżku z telefonem.
- Szybko wrócę.
- Nie musisz. I nie tłumacz mi się. Nie jestem chłopakiem który będzie trzymać cie na smyczy, sprawdzać, przesłuchiwać albo inne porąbane akcje. Ufam ci. Możesz iść i robić na co masz ochotę. Masz prawo do posiadania swoich znajomych i swoich spraw. Nie musisz mnie wszędzie zabierać bo zadusiłabyś się w takim związku. - patrzyłeś mi w oczy mówiąc szybko. - Idź, baw się dobrze, jak będziesz potrzebować taksóweczki w którąś stronę to daj znać. - westchnęłam i poszłam do łazienki się ogarnąć. Piętnaście minut później tuptałam do baru. Padał śnieg i było mroźno. Przez okno widziałam siedzącego przy oknie Jamiego. Usiadłam obok niego.
- No hejo. - zdjęłam kurtkę.
- Dziękuję że się zgodziłaś. - uśmiechnął się. - napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. O co chodzi?
- O Maxima. - zaczął poważnie. - Czy on mnie nie lubi? Albo mojej rodziny? Czy ktoś zrobił coś nie tak? Albo może jest zły o ten obiad, o tą reakcje uczuleniową? Albo może ktoś powiedział mu coś przykrego? - zasypał mnie pytaniami wwiercając we mnie wzrok. Cholera. Tego się obawiałam. Westchnęłam.
- Czemu tak myślisz?
- Bo jest taki.. - pokręcił głową, szukając słów.
- Arogancki? Oschły? Wycofany? Nieufny? - otworzył szerzej oczy i kiwnął. - Maxim jest.. - podrapałam się po skroni. No i co ja mam teraz zrobić? - Jest skomplikowaną osobą. - brawo Em, brawo! Nienawidzisz tego sformułowania i go używasz. Tylko przy klaskać i pogratulować. - Bardzo dużo przeżył w domu dziecka, to go bardzo zmieniło, miało na niego, na jego charakter i życie ogromny wpływ.
- Nie rozumiem.
- Nie ja powinnam z tobą o tym rozmawiać. Zapytaj Maxima. Na pewno ci powie. Wyjaśni ci.
- Boje się go spytać. Wiem że mi nie powie a w dodatku narażę przez to nasze i tak skomplikowane stosunki. Em, pomóż mi. Bardzo mi zależy. Powiedz mi o co chodzi, chce zrozumieć, chce wiedzieć, może mu pomogę? - zamilkłam, chwile na siebie patrzyliśmy.
- Nie mogę. - odezwałam się ciszej. - Ja nie mogę Jamie. Musisz to usłyszeć od niego. Nie mam prawa o tym mówić. On mi ufa, nie mogę. - kręciłam głową. - Jeśli go zapytasz, na pewno odpowie na twoje pytania.
- Pomóż mi. Proszę cie. Nikt inny mi nie pomoże. Tylko ty go znasz z moich znajomych. - westchnęłam ciężko.
- Możemy do niego pójść, poproszę go żeby ci to wyjaśnił. Tylko tyle mogę zrobić.
- To chodźmy już teraz. - wstał i zaczął zakładać kurtkę.
- Już? Dziś? - zdziwiłam się.
- Tak. Chodź. - Pośpieszył mnie. W dziesięć minut wróciliśmy do domu dziadków, Dylana i Emmy już nie było. Weszliśmy na górę, wujka z Madd jeszcze nie wrócili. Dziadkowie siedzieli w salonie. Mikea i Ash chyba nie było, a ty leżałeś na łóżku, z telefonem w ręku.
- Już wróciłaś? - zdziwiłeś się widząc mnie w drzwiach, jeszcze bardziej zdziwił cie widok Jamiego.
- Porozmawiaj z bratem. - zaczęłam łagodnie. Usiadłeś marszcząc brwi w niezrozumieniu. - Zapytał czemu jesteś arogancki, czy go nie lubisz albo czy masz coś do jego rodziny. - Jamie chrząknął zakłopotany. - Nie bój się go. - spojrzałam na Jamiego. - Z Maximem rozmawia się szczerze. - Nie wierze że to mówię. Spojrzałam na ciebie. Przesunąłeś się do krawędzi łóżka, spuszczając nogi na ziemie.
- A konkretnie o czym mamy rozmawiać? - zapytałeś.
- O tym dlaczego taki jesteś.
- Bo taki już jestem. - Odezwałeś się spokojnie, ciszej i patrzyłeś mi w oczy.
- O domu dziecka.
- Ty to wymyśliłaś? - odezwałeś się poważnie, posyłając mi surowe spojrzenie.
- Max - zrobiłam krok do ciebie. Byłam zakłopotana i czułam się niezręcznie, ale chce dla was dobrze. - To twój brat, powinien znać prawdę. - wstałeś wyprostowany, z taką miną i posłałeś mi takie spojrzenie, że się wystraszyłam. Widziałam gniew, ale i strach z paniką.
- Nie pozwolę żebyś decydowała o tym co mam robić i nie pozwolę żebyś mnie do czegoś zmuszała. A ty - wskazałeś brata. - Zamiast mieszać w to Emily, powinieneś przyjść do mnie. - mówiłeś poważnie. Cofnęłam się do tyłu. Pierwszy raz widziałam u ciebie taki wzrok. Miałam ochotę się natychmiast zmyć.
- Nie bądź na nią zły, chce nam pomóc. - zaczął zakłopotany Jamie. - Poprosiłem ją o to.
- Nie ważne, powinieneś przyjść do mnie.
- To porozmawiacie? - zapytałam.
- Nie ma o czym.
- Ale to twój brat, chyba ma prawo
- Emily - spojrzałeś na mnie surowo. - nie pozwolę żebyś mnie zmuszała do rzeczy których nie chce robić. Nie decyduj za mnie. Lepiej wiem co jest dla nas lepsze. Nie powinnaś się w to wtrącać, to nie twoja sprawa, a Jamie powinien wiedzieć że ma z takimi pytaniami przychodzić do mnie, a nie do ciebie. - uniosłeś ton ale nie krzyczałeś, a mi aż ugrzązł oddech gdzieś po drodze. Czuję się jakbyś mnie atakował. Zniżyłam wzrok.
- Chciałam tylko pomóc. Mógłbyś to docenić, a nie na mnie naskakujesz. - wyszłam z pokoju, zeszłam na dół, wciągnęłam buty i wyszłam, idąc prosto do Aidena. Doszłam dość szybko, zapukałam, otworzyła jego uśmiechnięta mama i pobiegłam jak za dawnych czasów na górę. Siedział przy biurku z laptopem. Usiadłam na łóżku bez słowa, a on tylko zerknął.
- Co się stało? - zaobserwował.
- Nie wiem. Chciałam pomóc a ostatecznie zostałam sama zaatakowana. - odwrócił się w moją stronę na krześle.
- A konkretniej? - patrzył na mnie łagodnie.
- Zadzwonił Jamie prosząc o spotkanie. Poszłam. Pytał się o Maxima, czemu taki jest, czy go nie lubi i tak dalej. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie chciałam zostawić go bez pomocy ale to nie w mojej roli jest rozmawiać z nim o takich rzeczach, więc zaprowadziłam go do Maxima, poprosiłam aby z nim porozmawiał, bo to w końcu jego brat, ma prawo wiedzieć, a on na mnie naskoczył, że nie pozwoli żebym go zmuszała, żebym decydowała i że nie powinnam się wtrącać. Chciałam dobrze, chciałam pomóc, a dostałam po dupie. - mówiłam szybko nadal pod wpływem emocji. Aiden podrapał się po skroni i westchnął.
- No szczerze mówiąc, to ma trochę racji. - wlepiłam w niego wzrok. No nie wierze. - To nie twoja sprawa ile wie Jamie i co mówi mu Max.
- Ale to jego brat!
- Ale to nic nie znaczy, nie mieli ze sobą kontaktu przez naście lat, są jak obcy ludzie. Poza tym nie znasz powodów dla których Max mu nie mówi pewnych rzeczy. - mówił spokojnie i łagodnie.
- Ale mi powiedział.
- Ale tobie ufa. Laia, powiedział ci bo ci ufa, to zaufanie do ciebie, nie do całego świata. Nie nadwyrężaj tego zaufania, bo na tym stracisz.
- Mimo wszystko, mógł inaczej zareagować. - naburmuszyłam się zakładając ręce na piersi.
- Mógł, ale może poczuł się przyparty do muru? Postawiłaś go trochę w fakcie dokonanym, masz tu brata, mów mu tu teraz natychmiast. Tak się nie załatwia takich spraw Laia. Nie dziwie się że zareagował obroną.
- To co miałam zrobić? - wlepiłam w niego wzrok.
- Powiedzieć Jamiemu żeby sam zapytał, albo że ich umówisz i pogadać z Maxem na osobności, na spokojnie, żeby miał czas przygotować się psychicznie.
- Bronisz go. - fuknęłam marszcząc brwi.
- Patrze obiektywnie. - wyciągnął do mnie wskazujący palec. - Nie wiem co przeżył, ale wnioskując po wyglądzie jego ciała które miałem przyjemność widzieć na biwaku w lesie, to wnioskuje że ma za sobą potężnie nie fajne doświadczenia i nie ma się co mu dziwić, że nie chce o nich gadać.
- Czyli źle zrobiłam. - westchnęłam.
- Popełniłaś błąd, każdemu się zdarza. On też je popełniał.
- Co mam teraz zrobić?
- Pogadaj z nim.
- Chyba nie chce się teraz z nim widzieć..
- Możesz zostać u mnie. Ale plus taki że chociaż wiesz że to nie jest pizda. Ma swoje zdanie.
- Nie wierze że to mówisz. - otworzyłam szerzej oczy, kręcąc głową.
- Szukam plusów, to twoja szkoła. - Zaśmiał się, chwile milczeliśmy.
- Co robisz? - zapytałam zmieniając temat.
- Szperam po internecie. Kiedy wracasz do domu?
- Jutro, a ty?
- W poniedziałek.
- Plany na sylwestra? - uśmiechnęłam się.
- Jeszcze brak, ale jest opcja że wsadzą mnie na zmianę, bo wiesz, alkohol, masowe imprezy, stan gotowości, blabla. - wywrócił oczami.
- Kiedyś spędzaliśmy więcej czasu razem. - posmutniałam.
- Kiedyś miałem inną, mniej wymagającą prace. Ale przynajmniej codziennie ze sobą piszemy. - uśmiechnął się. - No a przynajmniej staram się pisać. - kiwnęłam z uśmiechem.
- To mogę zostać?
- Zawsze. - wstał. - Co robimy? Może pogramy w stare planszówki? - podszedł do regału z książkami i grami.
- No! Daj jakąś. - Klasnęłam. Wybrał jedną i usiadł ze mną na łóżku.
- Zaczynasz. - podał mi kostki. Jak za dobrych.. dobrych? Starych czasów. Tak nas wciągnęło że nawet nie wiem kiedy wybiła dziewiąta wieczorem. - Laia.
- Hm?
- Czy ty masz zamiar teraz unikać Maxa?
- Nie lubiłeś go, a teraz go bronisz. Nie lubiłeś go a teraz mówisz że mam się z nim godzić.
- Bo jesteś z nim szczęśliwa. - odezwał się ciszej patrząc mi w oczy, westchnęłam. - Powinnaś z nim porozmawiać.
- A pójdziesz ze mną?
- Zawsze, na koniec świata. - uśmiechnęliśmy się do siebie. Takim sposobem wróciliśmy do domu. Podjechaliśmy autem i weszliśmy razem.
- Dobry wieczór Aiden, tak sądziłem że jest u ciebie. - uśmiechnął się wujek, wychodząc z kuchni. - Maxim jest na górze, chyba masz coś do załatwienia z nim. - spojrzał na mnie. Kiwnęłam głową.
- Mówił coś? - zapytałam.
- Nie, ani słowa. Ale babcia to najlepszy policjant domowy. - uśmiechnął się. Weszłam na górę i zauważyłam że siedzisz w pokoju z Ashley i Mikem. Zauważyłeś mnie i natychmiast wstałeś i ruszyłeś w moją stronę. Aiden klepnął moje ramie dodając mi otuchy i przeszedł do Mikea i Ash.
- Emily, musimy porozmawiać. - podszedłeś, twój głos był spokojny, oczy też. Przełknęłam ślinę. Weszliśmy do naszego pokoju, zamknąłeś drzwi. Myślałam że będzie mi mniej niezręcznie i głupio. Była poddenerwowana. Podszedłeś łapiąc mnie za dłonie. - przepraszam jeśli cie uraziłem ale nie pozwolę żebyś decydowała za mnie. - patrzyłeś mi w oczy. Mówiłeś spokojnie, łagodnie.
- Chciałam tylko pomóc.
- Wiem, rozumiem, ale poczułem się przyciśnięty do ściany, postawiłaś mnie w niezręcznej sytuacji. Tak się nie robi. Przepraszam jeśli na ciebie krzyczałem, byłem zdenerwowany, nie chciałem cie zranić. Rozumiem że chciałaś pomóc, ale to moje sprawy rodzinne, mam swoje powody dla których Jamie nie wie pewnych rzeczy. Poza tym uważam że to nie dotyczy ciebie i nie powinnaś się w to wtrącać.
- Poprosił mnie o to, nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam dobrze a poczułam się przez ciebie atakowana.
- Przepraszam. Nie chciałem. - patrzyłeś mi w oczy, westchnęłam.
- To ja przepraszam, myślałam że robię dobrze, ale Aiden wyprowadził mnie z błędu.. - przytuliłeś mnie, pocierając moje ramie i ucałowałeś w głowę. - Jesteś jeszcze na mnie zły?
- Nie Misiu. Wszystko w porządku.
- Mogę cie przytulić..?
- Możesz. - zaśmiałeś się. Wsunęłam ręce na twoje boki i objęłam.

      Niedziela. Wróciliśmy do Seattle, gdzie zdążył pokazać się śnieg. Rano okazało się że Aiden też dziś wrócą, bo dostał telefon że w poniedziałek ma być w pracy. Ty odebrałeś Emmę od Dylana który też wrócił i pojechałeś do domu. Zjadłam z Nealem i Maddeleine jedzenie z KFC które kupiliśmy po drodze i poszłam się rozpakować na górę. Później się wykąpałam i poszperałam w internecie na laptopie.

      W poniedziałek po jedenastej zbiegłam w piżamie na dół. Madd w szlafroku siedziała w salonie, a wujek wychodził z kuchni z kubkami kawy.
- Emily. - odezwał się do mnie, usiedliśmy na kanapie. - Powiedz mi, jakie masz plany na jutro?
- Jeszcze nie wiem.
- My będziemy w domu, przyjdzie Paul i kilku znajomych. - odezwała się Maddeleine.
- Zadzwonię i się dowiem. - poszłam po telefon do pokoju. Miałam wiadomość od Aidena.
Nuudaaaa.
Zaśmiałam się i odpisałam.
Jak tam w pracy? Ja dopiero wstałam. Pracujesz jutro? Jakieś plany na sylwestra?
Chwile poczekałam.
Szczęściara, mój budzik dzwonił o piątej. Siedzę na centrali i się nudzę. Jutro mam wolne. Planów brak.
To świetnie.
To zabiorę cie ze sobą :)
Wybrałam numer do ciebie. Szybko odebrałeś.
- Poczekaj chwile. - odezwałeś się. - Wróć tutaj! Emma!
- No co? - usłyszałam jej stłumiony głos.
- Posprzątaj to.
- Ale jak?
- Reka ci nie przeszkadzała żeby zrobić bałagan to nie będzie ci przeszkadzać w robieniu porządku.
- Ale Nath..
- Nie. Jak nie posprzątasz to nie wyjdziesz z domu. Halo Misiu?
- Jestem. Problemy?
- Siostra. Co tam?
- Jakie mamy plany na jutro?
- Idziemy do centrum. Później może się gdzieś zakotwiczymy.
- Ok. Zabieram Aidena ze sobą.
- Dobrze. Nie rzucaj rzeczami! - krzyknąłeś do Emmy. Coś ci odpowiedziała. - Szanuj moje pieniądze. - odkrzyknąłeś. - Ja ją dziś przywiąże do kaloryfera. - westchnąłeś a ja zaczęłam się śmiać.
- Jak ty mnie czasem bawisz.
- Bardzo śmieszne. Faktycznie. Bardzo.
- Co robisz? - usiadłam na parapecie.
- Zaraz będę robić obiad.
- Jest jedenasta.
- Zanim się zrobi to akurat będzie pora obiadu. Co? - odezwałeś się chyba do Emmy, coś mówiła. - Nie. - Znów coś mówiła. - Powiedziałem nie. Idź do siebie bo mi przeszkadzasz. - znów mówiła. Nie wiem czemu mnie to bawi. - Z Emily.
- Weź mu coś powiedz! - krzyknęła a ja parsknęłam śmiechem.
- Idź albo siadaj i obieraj warzywa.
- To idę.
- Tak właśnie myślałem. Przepraszam Misiu ale moja siostra jest dziś bardziej nieznośna niż zazwyczaj. - Odezwałeś się.
- Ja mogę poobierać ci warzywka.
- Poradzę sobie.
- Emily śniadanie. - wszedł wujek.
- Dobrze, już idę. Maxim, muszę kończyć wujek woła na śniadanie.
- To smacznego Misiu. - rozłączyłam się i zeszłam na dół, usiadłam przy stole z Madd i Nealem. - Idę z Maximem i znajomymi na miasto jutro. I z Aidenem.
- Wolałbym żebyście byli w domu.
- Neal. Przestań. Może jeszcze ma nie wychodzić z pokoju? - odezwała się Madd.
- Wiesz ile popaprańców chodzi po ulicy? A w sylwestra to już w ogóle.
- Będzie z Maximem i Aidenem. Będzie bezpieczna. - uśmiechnęła się Madd.
***
 Hej! Witam! 
Pewnie zauważyliście że nie udało mi się wstawić rozdziału.. ? Niestety burze połamały wszystkie drzewa na których miałam zasięg. A tak poważnie to było do D... z zasięgiem, na tyle że żeby skontaktować się ze światem to trzeba było biec dwa kilometry dalej do najbliższych zabudowań i i tak miało się po jednej kresce zasięgu xD
Kocham te czarne dziury zasięgowe!

Ale już wróciłam. Cała. Zdrowa. Trochę podrapana, pocięta, pokuta, pogryziona i po całkiem sympatycznej reakcji alergicznej na błonkoskrzydłe i moje kochane gzy! Dzięki nim corocznie mam przyjemność zobaczyć lekarza w szpitalu xD
Ale już sytuacja opanowana!

Dodaję rozdział i czekam na Wasze propozycje co tu zrobić z zaległym rozdziałem?

Nie przedłużając -do napisania!

Obserwatorzy