15.12.2017

79. Dzień drugi. Alyson.

      Obudziłam się sama w łóżku, usiadłam przeciągając się i rozejrzałam po pokoju. Nie było cie, co mnie trochę zdziwiło. Wstałam zaglądając do łazienki. Pusto. Która godzina? Zaspałam na przetarg? Ale byś mnie nie obudził? Wzięłam do ręki telefon z szafki. Dziewiąta dwanaście. Więc nie zaspałam, przetarg jest na dwunastą. W takim razie gdzie jesteś? Wybrałam twój numer.
- Halo. - odebrałeś dość szybko.
- Hej, gdzie jesteś?
- Będę za minutkę w pokoju.
- Ok. - rozłączyłam się i kucnęłam przy swojej walizce, szukając ubrań. Wygrzebałam spodnie i czystą bieliznę, a reszta? Którą bluzkę? Wszedłeś do pokoju.
- Jestem.
- Nie wiem w co się ubrać. - nawet na ciebie nie spojrzałam, przekopując walizkę.
- Jest chłodno na dworze. - słyszałam jak się rozbierasz z kurtki i odkładasz na stół portfel i telefon.
- Gdzie byłeś?
- W sklepie. - kucnąłeś za mną. - Dzień dobry. - ucałowałeś mój policzek i łapiąc mnie ciepłą dłonią za ramie drugą rękę wysunąłeś z kolorowymi kwiatami. - I przepraszam za noc.
- Ojej. - mruknęłam totalnie zaskoczona. Wzięłam delikatnie kwiaty. - Ale z jakiej to okazji?
- Przepraszam za noc. - obejrzałam się na ciebie. Patrzyłeś na mnie, miałeś spokojne oczy. Wyglądałeś lepiej.
- Ale nie jestem zła. Przepraszasz za to że jesteś chory?
- Nie. Za to co powiedziałem. - zmarszczyłam brwi. - Prosiłem żebyś się nie przytulała. - wyjaśniłeś.
- Nie jestem o to zła. Rozumiem że źle się czułeś.
- Wiem że zrobiłem ci przykrość. Przepraszam za to. - chwile patrzyliśmy na siebie.
- Nie oczekiwałam od ciebie przeprosin, wiesz o tym? Rozumiem że było ci nie dobrze, bolał cie żołądek i byłeś rozdrażniony.
- Nie ważne, przepraszam cie za to. - pocałowałeś mnie w czoło i wstałeś.
- A jak się czujesz?
- Dużo lepiej. Jestem trochę rozkojarzony, ciężko mi się skupić. To przez antazolinę. Prawie wcale nie spałem i jestem senny.
- Co to za dziwne róże? - przyjrzałam się kwiatom. Wyglądały jak róże, tylko miały inne łodygi, liście i nie miały kolców.
- To Eustoma. - spojrzeliśmy na sobie, położyłeś się na brzuchu w poprzek łóżka.
- Eustoma.. czyli rodzaj róży?
- Nie. To zupełnie inne kwiaty. Co prawda jedne i drugie to eukarioty, rośliny naczyniowe i nasienne, klasy okrytonasiennej, ale róża jest z różowych, różowatych, a eustoma jest z astrowych, goryczkowych. To dwa inne gatunki, są z innych rodzin. - spojrzałam na ciebie, patrzyłeś na mnie uważnie. Westchnęłam ciężko. - Co? - zorientowałeś się.
- Nic. Wystarczyłoby zwykłe nie. - wzruszyłam ramionami. - Nie zrozumiałam ani jednego słowa które powiedziałeś. - uśmiechnąłeś się kiwając głową, ale chyba do siebie.
- Przepraszam. Emma też zwraca mi na to uwagę.
- Chyba tak jak Amy żyje z lekarzem, tak ja najwyraźniej muszę nauczyć się żyć z architektem. - uśmiechnęłam się. - Ale w sumie to mi się podoba. Może czegoś się nauczę? - Odwzajemniłeś uśmiech. - Co mamy dziś w planie?
- Przetarg. Spotkanie z zarządem. Szkolenie. Spotkanie z Alyson. - zadzwonił twój telefon, wstałeś do stołu. - Halo. - odebrałeś. - No cześć, co tam? - słuchałeś. - No to dobrze. - Słuchałeś. - To świetnie, bardzo się cieszę. - znów słuchałeś, usiadłeś na kancie łóżka. - Dlaczego? - Chwile słuchałeś. - Ale dlaczego? Podaj mi argument. - zerknąłeś na mnie, miałeś zmieszaną minę. - Ja uważam że super. - Słuchałeś. - Ale Em, nie daj sobie wmówić, że coś co zadowala większość ludzi musi być też wyznacznikiem twojego szczęścia. Miej to w dupie, to ty masz być zadowolona a nie inni. - znów słuchałeś. - Nie mów tak. - zmarszczyłeś brwi. - Nie mów tak do mnie. - odezwałeś się niezadowolony. - Ale tego nie robię. Gdybym rzucał się z okna za każdym razem gdy coś mi nie wyszło to spędziłbym życie w locie. Więc przestań. - słuchałeś. - Dobrze. Cieszę się. - Kiwnąłeś głową. - Będę. Zawszę będę cie wspierać. - aż sama się uśmiechnęłam. - We wtorek rano wylądujemy. - Wyciągnęłam bluzkę, szarą z dekoltem w serek. - Tak. - kiwnąłeś znów. - Ja ciebie też, pa. - rozłączyłeś się a ja wstałam. - Co zamówić ci na śniadanie?
- Cokolwiek. - poszłam do łazienki. Ubrałam się, ogarnęłam, przywieźli nam a w zasadzie to mi śniadanie. Bo ty nie jadłeś, po atakach alergicznych nie jesz, poza tym antazolina zaburza łaknienie czy coś tam. Pojechaliśmy na halę z Joe i Jane. Zaczął się przetarg na firmę wykonującą projekt dla lub z Green Monument. Czyli dwie godziny kompletnej nudy dla mnie, a później wcale nie było lepiej.. zaczęło się spotkanie zarządu Green Monument, czyli poszliśmy do budynku obok, gdzie był duży stół. Pech chciał że tym razem usiadłam jako ostatnia z naszej czteroosobowej grupki, a obok mnie usiadły jakieś trzy dziewczyny, tak wyperfumowane że aż mi oddech stawał. Odsunęłam się od nich jak tylko mogłam, co spotkało się z rzuconym przez nie w moim kierunku dziwnym spojrzeniem. Może nawet pogardą? Ale nie chciałam robić zamieszania i zamieniać się z tobą na miejsca. Zaczęło się spotkanie a ja zamiast pokasływać od czasu do czasu jak do tej pory, przez zmianę otoczenia, zaczęłam normalnie kaszleć co chwile. Wszyscy pewnie myśleli że jestem chora, w sensie przeziębiona czy coś. Obserwowałeś mnie uważnie.
- W porządku? Dobrze się czujesz? - zapytałeś cicho. Kiwnęłam głową.
- Podasz mi wody? - zapytałam, bo miałeś ze sobą butelkę. Podałeś a ja się napiłam. Miałam wrażenie że czas stanął w miejscu, a modliłam się o koniec. Starałam się zachować spokój, ale czułam jak każdy wdech jest trudniejszy, jak zaciska mi się gardło i płuca, jak zaczyna mnie boleć w klatce, a z chwili na chwile, oddech ulega kaszlowi. Złapałam torbę i szybko wyszłam. Nauczyłam się że bieganie pogarsza sprawę. Miałam wrażenie że absolutnie wszyscy na mnie patrzą. Wyszłam na zewnątrz, nie mogłam znaleźć inhalatora.
- Emily. - wybiegłeś za mną. Rzuciłam torbę na ziemię, lekko się pochylając oparłam ręce o ścianę i lekko pochyliłam się do przodu. Bardzo kaszlałam, praktycznie nie mogłam złapać powietrza. To tak, jakbyś mógł tylko je wydychać. Gardło, przełyk i płuca miałam maksymalnie ściśnięte, jakby ktoś na tobie siedział. Ból w klatce piersiowej, nie do opisania. Kaszel był tak silny że zaczęłam pluć śliną z krwią z popękanych naczynek. - Trzymaj. - podsunąłeś mi inhalator pod usta. Natychmiast szybko go złapałam, wstrząsnęłam i wzięłam dawkę leku. Bardzo uważnie mnie obserwowałeś ale byłeś raczej spokojny, albo bardzo starałeś się tak wyglądać. Ugięte ręce przycisnęłam do boków klatki piersiowej, aby zmniejszyć poczucie dyskomfortu i bólu. Lekko pochylona do przodu odeszłam kawałek. Dawno nie miałam takiego napadu astmy. Leki mi nie pomagały.. wzięłam je drugi raz i usiadłam na ziemi. Kucnąłeś przede mną, ale kawałek dalej aby mi nie przeszkadzać. Obserwowałeś. Chyba zwymiotuje od tego kaszlu. Oczy mi łzawią. Jest ciut lepiej, znów wzięłam leki. - Joe, przynieś jej wodę, moja stoi na stole. - poprosiłeś. Bo Joe z Jane do nas wyszli, choć nie wiem w którym momencie. Zaczęłam łapać powietrze, łapczywie. Miałam świszczący oddech. Kręci mi się w głowie. Standard. Oddech wracał do normy. Oddychałam przez usta, niemalże rzucając się na powietrze, mimo to oddech był szybki ale płytki. Joe wrócił i podał ci wodę. - Dziękuję. - Spojrzałeś na mnie. - Misiu, w porządku? - kiwnęłam głową. - Pomóc ci? - pokręciłam głową. Joe i Jane też się przyglądali. Wiem że co jakiś czas ktoś wyglądał przez drzwi. - Mogę do ciebie podejść? - kiwnęłam głową. Twój głos był bardzo opanowany. Podszedłeś bliżej, kucając z mojego boku. - Chcesz wody? - znów kiwnęłam głową, odkręciłeś butelkę i mi podałeś. Całe szczęście pijesz niegazowaną zawsze. Wzięłam kilka łyków z przerwami na oddech i oddałam ci butelkę. Siedzieliśmy chwile w ciszy.
- Słabo mi trochę.. - wyszeptałam, miałam chrypę przez kaszel i nadal bolało mnie w klatce.
- Spokojnie. Zaraz będzie ci lepiej. Nie powinnaś się kłaść. - zaskoczyłeś mnie, skąd to wiesz? - Boli cie? - zapytałeś cicho, chyba z nadzieję że nie. Kiwnęłam głową. Złapałeś delikatnie moją dłoń, miziając ją kciukiem. Miałeś tak nieszczęśliwe oczy..
- Jakoś wam pomóc? - zapytał Joe.
- Pójdziesz po kierowce? Wrócimy do hotelu, Emily powinna odpocząć.
- Nie.. - jęknęłam kręcąc głową. - Zostań.. nic mi nie będzie.. - mówiłam cicho.
- Jedziemy do hotelu, razem. - odezwałeś się stanowczo. Joe z Jane poszli, my siedzieliśmy w ciszy. Powoli wszystko wracało do normy, oddychałam, więc dotleniałam chwilowo niedotleniony organizm a uczucie omdlenia się oddalało. Ból w klatce też ustępował. Czułam się zmęczona. - Lepiej się czujesz?
- Tak.
- Zaraz podjedzie. - wróciła Jane. Po chwili podszedł Joe.
- Zostaniecie z nią? Pójdę porozmawiać z Larrym.
- Tak. Jasne. - zgodził się Joe.
- Zaraz wracam Misiu. - wstałeś i poszedłeś. Wróciłeś po paru minutach, wraz z Larrym.
- Ojej. - skwitował widząc mnie. Aż tak źle wyglądam? Pewnie tak. Podjechał samochód. Chwile jeszcze pogadałeś z nim i Joe, po czym podszedłeś do mnie.
- Dasz radę wstać? - kiwnęłam, ale mimo to złapałeś mnie pod rękę. Całe szczęście bo zakręciło mi się w głowie i stojąc już oparłam się o ścianę. Wziąłeś moją torbę i poszliśmy do auta. Do hotelu dojechaliśmy w parę minut i dostaliśmy się do pokoju. Usiadłam na łóżku. Odłożyłeś moje rzeczy na stół. - Pomóc ci się przebrać?
- Rozepnij mi stanik, przeszkadza mi. - podszedłeś i wsunąłeś rękę pod bluzkę rozpinając go. Od razu lepiej mi oddychać. Chwile posiedziałam i wstałam ściągając ubrania. Zostałam w majtkach i założyłam twoją koszulkę w której śpisz. Położyłam się, układając wysoko poduszki aby być na pół siedząc.
- Pomóc ci? Mogę coś dla ciebie zrobić? - pytałeś spokojnie.
- Nie. Dziękuje.
- Odpocznij. Zostanę z tobą. - położyłeś się obok mnie na boku. Szczerze? Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Astma męczy.

      Obudziłam się jakiś czas później, nie było cię w łóżku. Usiadłam rozglądając się po pokoju. Nie ma cie. Wstałam i wolno przeszłam do łazienki.
- Maxim? - zajrzałam. Pusto. Wróciłam do pokoju i napiłam się wody z butelki. Ciekawe która godzina? Otworzyły się drzwi.
- Tak. Dobra. - usłyszałam cie, ktoś do ciebie jeszcze coś mówił ale cicho. - To tak zróbmy. - wszedłeś i zauważyłeś mnie. - Wstałaś. Jak się czujesz? - zamknąłeś drzwi.
- Dużo lepiej. Astma męczy, dała mi tym razem po dupie. - podszedłeś do mnie i delikatnie mnie objąłeś. - A ty jak?
- Ja dobrze. Cieszę się że ci lepiej. Może jesteś głodna? Zamówić ci coś?
- Nie, na razie nie chce jeść. - usiadłam na łóżku, nakrywając się tylko na nogi. Wyjąłeś telefon na stół i podszedłeś do łóżka. - Rozmawiałeś z Larrym i Stevem? Nie będziesz miał problemów przez to że wyszedłeś ze spotkania i nie było cie na szkoleniu?
- Nie będę miał. - wszedłeś na łóżko, kładąc się w poprzek, na brzuchu i podpartych łokciach. - Emily, ja nie jestem tu pierwszy raz. Współpracuje z kongresem i Green Monument od pięciu lat, cały czas. Wiedzą jaki ze mnie architekt. Spotkania i szkolenia są bardziej dla nowych, żeby ich zaciekawić, uświadomić im tą działalność.
- Czyli nic cie nie ominęło?
- Nic co byłoby dla mnie ważne. - pokręciłeś głową.
- A rozmawiałeś z Larrym?
- Tak. Przejął się tobą gdy cie zobaczył. - patrzyłeś na mnie.
- Dziękuję że mi pomogłeś. - uśmiechnęłam się, byłeś trochę zaskoczony.
- Nic nie zrobiłem.. - zmarszczyłeś brwi.
- Byłeś spokojny i opanowany, obserwowałeś mnie i całą sytuację. Poza tym nie zostawiłeś mnie, tylko byłeś tam ze mną. A to bardzo dużo. Daje mi taki wewnętrzny spokój, że jak coś pójdzie nie tak i na przykład zemdleje, to nikt mnie nie okradnie, nie zgwałci, nie pobije, nie nie wiem co.. ale wiesz o co mi chodzi. Że mnie pilnowałeś i byłeś gotów mi pomóc w razie czego. - uśmiechnąłeś się do mnie. - Swoją drogą trochę mnie zaskoczyło że wiedziałeś, że na przykład nie powinieneś do mnie podchodzić zbyt blisko, że nie powinnam się kłaść podczas ataku, że uczucie zasłabnięcia jest normalne i zaraz ustępuje, że będę chciała pić po wszystkim, że lepiej się zapytać czy można już podejść.. - wyliczałam na palcach.
- Szukałem informacji o astmatykach w internecie, nie znalazłem nic oprócz opisu specyfiki choroby. Więc porozmawiałem z kimś, kto do tej pory ci pomagał.
- Z Aidenem. - kiwnąłeś głową.
- Niesamowite ile szczegółów mi podał, ile ma informacji na twój temat. - pokręciłeś głową z uznaniem - Dokładnie wie co robić w poszczególnych przypadkach. Jak się zachowywać, co robić, na co zwracać uwagę, jak i kiedy pomagać. Bardzo mnie zaskoczył. - uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. - Dużo mnie nauczył. - przyznałeś. Siedzieliśmy chwile w ciszy. - Choć muszę przyznać że ciężko patrzeć na to jak się dusisz. Pierwszy raz byłem świadkiem takiego ataku. Wyglądałaś strasznie, blada, sine usta, czerwone oczy, nie możesz złapać powietrza..
- Nie wyglądasz lepiej jak masz reakcję uczuleniową. No może bez czerwonych spojówek bo nie wypluwasz płuc kaszląc. - zaśmialiśmy się. - Aiden ci powiedział że podczas ataku boli mnie w klatce piersiowej? Wydawałeś się tym przejęty, zawiedziony gdy potwierdziłam. - skupiłam na tobie wzrok. Patrzyłeś w kołdrę przed sobą miziając ją palcami.
- Jak mam być szczery.. - zacząłeś cicho i spokojnie. - to twój ból który widziałem w twoich oczach, złamał mi serce.. twoje cierpienie to najgorszy widok dla mnie. Doświadczyłem tyle bólu w życiu, że bardzo nie chce aby cierpieli moi bliscy. Nie mogę sobie z tym poradzić, bo wiem że nie mam na to wpływu i nie mogę kompletnie nic z tym zrobić. Ja nauczyłem się radzić sobie z bólem, a ty.. - pokręciłeś głową - jesteś delikatna, wrażliwa, pod tym względem słaba. Nie masz takiej tolerancji na ból jak ja. Nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem się z tym pogodzić. Gdybym umiał, gdybym mógł, zabrałbym od ciebie i swoich bliskich cały ból i cierpienie. - spojrzałeś na mnie. Miałam łzy w oczach. Podniosłam się i cie objęłam, kładąc się przy tobie. Podniosłeś jedną rękę pozwalając abym się wślizgnęła pod ciebie i mnie przytuliłeś, wsuwając ręce pode mnie. Wciągnąłeś katar.
- Płaczesz?
- Jest mi przykro. - wyszeptałeś. Ale płaczesz? Bo nie wiem.
- Dlaczego? - wsunęłam dłonie na twój kark. Miałeś policzek przytulony do mojej klatki.
- Bo nie mogę ci pomóc. Nie chce żebyś cierpiała, żeby coś cie bolało, żeby ktoś sprawiał ci przykrość. - przytuliłam cie mocno i potarłam twoje plecy rękoma. Trochę mnie tym zaskoczyłeś. Nie znam cię od takiej strony, kompletnie nie znam. To trochę wzruszające że tak uważasz.
- Bardzo cie kocham, wiesz? - szepnęłam.
- Ja ciebie bardziej. - wtuliłeś się i tak leżeliśmy dłuższą chwile. Zadzwonił mój telefon, więc mnie puściłeś i wstałam.
- Halo. - odebrałam.
- Cześć! Dzwonię z firmy Rosalie, Genger, asystentka Alyson. Czy spotkanie z Maximem jest aktualne?
- Tak. Jak najbardziej. Dziś o dwudziestej. - usiadłam na skraju łóżka.
- Świetnie. W takim razie proszę o przekazanie że spotkają się w holu hotelu.
- Dobrze.
- To dzięki i pa!
- Do usłyszenia. - rozłączyłam się.
- Co się stało? - zapytałeś podnosząc się na łokcie.
- Dzwoniła Genger. Od Alyson z Rosalie. Pytała czy spotkanie aktualne.
- Nie zostawię cie samej.
- Ale nic mi nie jest. Idź. - byłeś niezadowolony. - Nie marudź. Bardzo jej zależało żeby się spotkać.
- Jej zawsze zależy. - westchnąłeś.
- Macie spotkać się o dwudziestej w holu hotelu. Więc zacznij się ogarniać. - jęknąłeś coś i położyłeś się na płasko, po czym wstałeś. Ktoś do nas zapukał, otworzyłeś.
- Hej, Max, chodź na chwile. - usłyszałam Joe. Wyszedłeś na korytarz a ja poszłam do łazienki. Po paru minutach wróciłeś, a ja położyłam się do łóżka. Ogarnąłeś się i podszedłeś do mnie.
- To idę, zadzwonisz do mnie jak coś się będzie dziać?
- Nic nie będzie się dziać. Pa. - pomachałam ci rękoma. Cmoknąłeś mnie i wyszedłeś. Wskoczyłam do łóżka spać. Wiem że mnie przebudziłeś jak wróciłeś bo dałeś mi całusa a później gdzieś poszedłeś. Obudziłam się jak ktoś parę razy zapukał do drzwi. Usiadłam, ciebie nie było ale słyszałam że leci woda pod prysznicem. Wstałam otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu moim oczom ukazała się wysoka, szczupła, dość zgrabna dziewczyna, o błękitnych oczach, blond brązowych włosach ombre, w spódniczce przed kolano i białej bluzce z rozpiętym o jeden guzik za dużo.. choć przyznam że biust miała ładny. Była w pełnym makijażu i czerwonych ustach.
- O, cześć, jestem Alyson. - wyciągnęła do mnie rękę.
- Emily. - uścisnęłam jej dłoń.
- Dobrze zapamiętałam? Tu jest pokój Maxa z Wisterii tak?
- Tak.
- A możesz go zawołać? - uśmiechała się ciągle. Jej idealnie białe zęby kontrastowały z czerwoną szminką. Czułam się onieśmielona, jeszcze w tej piżamie..
- Y.. Maxim jest pod prysznicem.. - zerknęłam na drzwi łazienki.
- O.. ym.. no nic.. to napiszę mu wiadomość. Dzięki. Pa. - machnęła mi radośnie i poszła. Zamknęłam drzwi, totalnie.. zawstydzona? Wzięłam telefon, była północ. Pisał do mnie Aiden.
Jak tam w wielkim mieście?
Uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole.
Całkiem fajnie. Tylko miałam dziś atak astmy :(
Twój telefon dał o sobie znać, leżał na stole przede mną. Zauważyłam napis:
Jedna nowa wiadomość: Kochanie
Zamrugałam. Wysłałam to do ciebie? Sprawdziłam. Nie, do Aidena. Chwila.. ta cała Alyson miała wysłać ci wiadomość.. aż mi się coś zagotowało w środku. Wyszedłeś w szarych dresach do pokoju z mokrymi włosami które wycierałeś ręcznikiem.
- Wstałaś Misiu? Jesteś głodna?
- Jak się bawiłeś z Alyson? - spojrzałam na ciebie uważnie.
- Wcale się nie bawiłem, rozmawialiśmy.
- Była tu, coś od ciebie chciała, powiedziała że napisze ci wiadomość.
- No i dobrze. - odniosłeś ręcznik do łazienki i wróciłeś. - Jak się czujesz? - Wziąłeś telefon, jak mniemam żeby przeczytać wiadomość.
- Dobrze. - Uśmiechnąłeś się do telefonu czytając i zacząłeś odpisywać. Świetnie. Nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji.
- Idę pod prysznic. - wstałam, przechodząc złapałeś mnie za bok chcąc objąć. Wyrwałam się. - Daj mi spokój. - mruknęłam i weszłam do łazienki. Przyszedłeś za mną z kamienną miną.
- Coś się stało?
- Nie.
- Coś zrobiłem?
- Nie.
- To o co chodzi?
- O nic. - odpowiadałam szybko. Obserwowałeś mnie kompletnie zmieszany.
- Jesteś na mnie zła?
- Możesz dać mi spokój dziś? Chce wziąć prysznic. - warknęłam. Kiwnąłeś głową i wyszedłeś. Rozebrałam się i weszłam pod ciepłą wodę. Stałam, pozwalając aby woda spływała po moim ciele. Próbowałam się opanować. Nie wiem co mam zrobić teraz? Ostatecznie sama cie umówiłam na spotkanie z nią. Mam z tobą porozmawiać? Nie mam żadnych dowodów, a ty możesz mi wcisnąć kit. Jestem na ciebie zła, jak nigdy dotąd. Wyszłam, wytarłam się i weszłam do pokoju, leżałeś na łóżku i z kimś pisałeś. Usiadłam obok. Położyłeś telefon na brzuchu ekranem w dół i spojrzałeś na mnie.
- Chcesz ze mną porozmawiać? - zapytałeś spokojnie.
- Nie. - twój telefon znów dał znać o wiadomości.
- Widzę że coś się dzieje. - patrzyłeś na mnie.
- Nic się nie dzieje. - starałam się opanować. Jak mam cie przycisnąć to muszę mieć dobry dowód. Nie do końca wiem co mam zrobić, jestem pierwszy raz w takiej sytuacji, jestes moim pierwszym chłopakiem. Położyłam się, odczytałeś wiadomość i znów odpisałeś. Starałam się usnąć ale ciągle ktoś do ciebie pisał. - Z kim tak piszesz?
- Z Emmą. - A ja dam sobie rękę uciąć że z tą całą "Kochanie". Właśnie sobie uświadomiłam że często mi mówisz że piszesz z Emmą. A jak za każdym razem to była ta Kochanie? Odwróciłam się do ciebie tyłem i usnęłam.
***
Witam wszystkich!
Dziękuję pięknie za komentarze pod ostatnim rozdziałem, dziękuję też Anonimom które się pokazują!

Właśnie piszę 88 rozdział - mam nadzieję ze zdążę go opublikować zanim mnie zabijecie :]

Jak chcecie rozdział za tydzień?
Dużo osób chce maraton Świąteczny.
Ja miałam pewien tajny plan związany ze Świętami (pamiętacie wyrzutki...?) ;)
Piszcie co o tym sądzicie i jak Wam pasuje. Część osób pewnie wyjeżdża i nie będzie miała dostępu do internetu.
Wstępnie pisze że rozdział w piątek za tydzień - czyli standardowo. Piszcie w komentarzach jak Wam pasuje i co chcecie, będę na bieżąco aktualizować informacje o publikacji rozdziałów (prawa strona bloga, gadżet - INFO - Rozkład rozdziałów). Zaglądajcie tam!

 Na tę chwilę, to tyle. Do napisania! Trzymajcie się cieplutko!

Obserwatorzy