18.01.2019

6. Charlie.

     Poniedziałek, wstałam rano, zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły, w bardzo dobrym humorze! W sobote wszystko sobie wyjaśniliśmy i czułam się z tym o wiele lepiej. Po lekcjach poszłam do pracy, gdzie ciepło przywitała mnie Rose i Joe który jeszcze był.
- Lepiej się czujesz? – zapytała Rose.
- Tak. – uśmiechnęłam się podchodząc do kasy. – Co się działo jak mnie nie było?
- Nic szczególnego, poza tym co widać. – wskazała sklep.
- Właśnie. Potrzebuje skserować dokumenty ze szkoły, sekretariat wydał mi je na chwile. Mamy ksero?
- Nie, Jamie nie ma. – odezwał się Joe który z nami stał. Kurczę. – Nathan kseruje rzeczy Charlie, zapytaj jego. Dobra dziewczyny, ja lecę. Do juterka. – uśmiechnął się zakładając sobie kurtkę.
- Pa. – odwzajemniłam uśmiech.
- Do jutra. – odezwała się Rose a do sklepu weszli klienci. Tak zleciał nam dzionek, a po pracy poszłam do domu Charlie. Zapukałam i chwile poczekałam. Otworzyła mi ona.
- Hej, chodź. – otworzyła szerzej drzwi, więc wyszła do mnie Orio. Pomiziałam ją za uszami i weszłam.
- Hej, jest Nathan? Mam do niego prośbę.
- Tak, rozbierz się, zawołam go. – uśmiechnęła się i poszła na góre. Zdjęłam buty i kurtkę po czym z Orio skierowałam się do salonu. Charlie zeszła. – Zaraz zejdzie. – Uśmiechnęła się i usiadła na kanapie.- Jak w pracy?
- Wszystko dobrze. – uśmiechnęłam się. Po schodach zszedłeś ty, wolnym krokiem. Wyglądałeś jakoś inaczej. Byłeś w dresowych szarych spodniach i białej koszulce, na twojej buzi widoczny był lekki zarost. – Cześć. – uśmiechnęłam się.
- Hej. – odezwałeś się cicho i podszedłeś, Orio natychmiast do ciebie podeszła, pogłaskałeś ją. – Chodź do kuchni, wezmę sobie wodę. Chcesz coś? – zaprzeczyłam ruchem głowy ale poszłam za tobą do kuchni. Stanęłam z boku a ty podszedłeś do blatów i wyjąłeś sobie szklankę z szafki.
- Przepraszam że ci przeszkadzam, ale Joe powiedział że masz dostęp do ksero?
- W pracy. – kiwnąłeś głową nalewając sobie wody.
- Potrzebuje skserować dokumenty ze szkoły. Chce się postarać o taki dodatek ze szkoły, z racji tego że mieszkam sama.
- Mogę ci skserować, ale nie wiem czy będę jutro w pracy. – podszedłeś do wyspy. No właśnie, jest godzina dwudziesta a ty jesteś w domu?
- A ty byłeś dziś w pracy? – zmarszczyłam brwi.
- Tak, zwolniłem się przed południem.
- Jak to się zwolniłeś?! – otworzyłam szeroko oczy. Uśmiechnąłeś się.
- W sensie, do domu. Źle się dziś czuje.
- A.. – chwile milczeliśmy, piłeś wodę. – A jest w mieście gdzieś ksero?
- Idź do Christiana, ma ksero w barze.
- O. I super. – uśmiechnęłam się. Weszła do nas Charlie, z dzwoniącym telefon który ci podała. Zerknąłeś na ekran i odebrałeś
- Ottero. – Odebrałeś. Chwile słuchałeś. – A wiemy gdzie jest teraz? – znów słuchałeś. – To niech Tayler sprawdzi. – znów słuchałeś. – Ok. – rozłączyłeś się i odłożyłeś telefon na blat.
- Wolny dzionek co? A wydzwaniają co pół godziny. – odezwała się Charlie.
- Są sprawy które nie mogą czekać. – odezwałeś się spokojnie. – Poszłabyś na spacer z Orio.
- Tak. Już idę. – kiwnęła głową i wyszła.
- To ja będę się zbierać.
- A ty, co dziś jadłaś? – wskazałeś mnie palcem.
- Na śniadanie kanapki, na lunch sałatkę z kurczakiem, w pracy mieliśmy pączki a teraz ide do domu na kolacje. - chwile na mnie popatrzyłeś.
- Czyli nic ciepłego nie jadłaś?
- No tak się złożyło. – wzruszyłam ramionami. Ruszyłeś do lodówki wyjmując garnek i jakieś naczynie. Z dolnych szafek wyjąłeś pojemniki. – Ej, co robisz?
- Dam ci obiad, odgrzejesz sobie. – zerknąłeś na mnie.
- Ale ja mam jedzenie w domu.
- I jakoś wątpię żebyś gotowała o tej godzinie. – nawet się do mnie nie odwróciłeś, tylko przekładałeś jedzenie.
- Zjem kanapki.
- Nie marudź. – zamknąłeś pojemniki i wziąłeś je do ręki. – Trzymaj. – podałeś. – Tylko pojemniki oddaj bo nosze w nich papu do pracy. – uśmiechnąłeś się.
- Ale naprawdę, ja
- Przestań. – przerwałeś mi z uśmiechem. – Smacznego. Do domu. – uśmiechnęłam się.
- Dziękuje. – poszłam się ubrać i wróciłam do domu. Jak się okazało dostałam zupę krem z pomidorów, ale cos jeszcze było tam dodane, oraz ryż z warzywami i mięskiem w sosie śmietanowym. Było naprawdę pyszne, jestem ciekawa które z was tak dobrze gotuje? Usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi, więc wyjrzałam z kuchni. Chris.
- Emily, to ja. – zawołał.
- Hej.
- Dobrze że jeszcze nie śpisz. Przyszedłem włączyć ogrzewanie żebyś nie zmarzła. Jutro przyjdę ogarnąć rośliny na ogrodzie, ale w dzień, pewnie będziesz w szkole.
- Ok. Nie ma problemu. W koncu to twój dom. – uśmiechnęłam się. – Właśnie, mam prośbę, Nathan mówił że masz ksero w Verdant?
- Tak, mam, coś potrzebujesz?
- Skserować dokumenty. – podeszłam do torebki i je wyjęłam podając mu.
- Nie ma problemu, skseruje ci. Mam to zrobić teraz czy mogę jutro?
- Możesz jutro. – kiwnął głową.
– Jadłaś coś dziś? – serio, każdy będzie teraz o to pytać?
- Tak. Nawet na kolacje dostałam wyprawkę obiadową od Nathana.
- Dobrze. To idę do piwnicy.


     W czwartek wieczorem ktoś zaczął walić w moje drzwi, akurat jadłam kolacje. Niechętnie wstałam otworzyć.. najpierw wyjrzałam przez okno aby sie upewnić czy to bezpieczne. Charlotta, a na dworze leje deszcz. Otworzyłam.
- Dzięki! – weszła natychmiast do środka, była zapłakana. – Napijesz się ze mną? – stanęła po środku salonu.
- Herbaty? – zapytałam badawczo.
- Herbaty? Alkoholu! – krzyknęła na mnie.
- Co się stało? – przyglądałam jej się.
- Pokłóciłam się z Joe. Masz jakąś wódkę? – rozglądała się po salonie.
- Nie. – popatrzyła na mnie chwile.
- Pójdziesz ze mną do Verdant?
- Czy to mądre? Zapijać kłótnie? – zmarszczyłam brwi.
- Tak. Jestem zarazem wkurwiona i jest mi przykro. To co? Rose nie może.
- Dobrze. Idziemy na piechotę?
- Nie mam prawka. – wzruszyła ramionami. Założyłam buty i kurtkę, zamknęłam dom i ruszyłyśmy z kapturami na głowie do baru Christiana. Gdy weszłyśmy Charlie podeszła do barmana wołając go po imieniu i chwile gadali, podał jej butelke wódki i dwa kieliszki, zgarnęła to i poprowadziła na tył do stolika. Gdy usiadłyśmy zdjęłam przemoczoną kurtkę. – Więc, co tam u ciebie? – zerknęła na mnie i zaczęła rozlewać.
- Nic nowego. O co pokłóciłaś się z Joe? – westchnęła.
- Nie chce ci się tego słuchać, uwierz mi.
- A co jeśli chce? – popatrzyła na mnie chwile i westchnęła.
- Lepiej powiedz co jest między tobą a Nathanielem? – pytanie podchwytliwe?
- A co ma być?
- Oh przestań. Widzę jak na siebie patrzycie. To jak on o ciebie dba.
- Jeśli chodzi o obiad
- Obiad. – przerwała mi wywracając oczami. – Nan jest taki że wszystkim by pomagał jakby mógł. Mówię o inne dbanie.
- Nie wiem o czym mówisz. – założyłam ręce na piersi opierając się o oparcie plecami.
- Nie zaprasza zwykłych dziewczyn do swojej sypialni.
- Nie spałam z nim.
- Spałaś i to razy dwa jak mniemam. – przełknęłam ślinę. – Mówiąc spałaś mam na myśli spanie, a nie seks. Raz u nas, raz u Christiana. – i raz u mnie w domu.. dobrze doinformowana jest!
- Skąd to wiesz? – błądziłam po stoliku wzrokiem.
- Prosze cie. – zaśmiała się. – Z Nanem nie mamy tajemnic, poza tym ucieczka z domu Christiana po imprezie nikomu nie umknęła. – zamrugałam. Stuknęła kieliszkiem o mój i wypiła, zrobiłam to samo.
- To nie tak jak myślisz. – wydukałam w końcu.
- Najlepszy argument świata, niczym nie bo nie. – parsknęła śmiechem. – Słuchaj ja nic do tego nie mam, chce żeby mój brat był szczęśliwy. Jeśli coś do siebie macie, tu super. Miec taką bratową? Marzenie. – wskazała mnie. Nie nadążam?
- A ty i Joe?
- Oh. – machnęła ręką i nalała nam wódki.
- Dziewczyny. – podszedł Christian. – Alkohol w środku tygodnia?
- I co, zbijesz mnie? – spojrzała na niego wypijając kolejny kieliszek. Uśmiechnął się.
- Nie. Nathaniel wie że tu jesteś?
- Jeszcze nie.
- Jeszcze? – popatrzył na nią.
- Jeszcze bo zaraz go pewnie poinformujesz jak się nie mylę. – uśmiechnęła się cwano. – Spoko możesz mu powiedzieć.
- Charlie. – spojrzał na nią. – Coś się stało?
- Nie.
- Charlie. – popatrzyli na siebie. – Co się wydarzyło?
- Joe. Zadowolony?
- Alkohol to nie rozwiązanie.
- Kurwa no, wiem, ale i tak chce się napić i co mi zrobisz? – fuknęła. Tylko się przyglądałam.
- Nic. Nie martw się, wszystko sie ułoży. Wracam do pracy. Zamówcie sobie jakieś jedzenie do tego, na koszt firmy.
- Dobra. – westchnęła. Odszedł a my zamówiłyśmy sobie jeszcze frytki. Jak byłyśmy przy końcu butelki to w barze zjawiłeś się ty, Charlie dostała ataku śmiechu. Podszedłeś do Chrisa który stał za barem z barmanem. Chwile pogadaliście i skierowałeś się do nas. Ją głasknąłeś po głowie a mi skradłeś całusa w policzek i usiadłeś na krześle.
- Jak tam dziewczynki moje?
- Przestań. – burknęła.
- Co zrobił Joe? – zapytałeś przebiegając wzrokiem po Sali.
- Nie ważne.
- Skoro pijesz, to chyba jednak ważne. – spojrzałeś na nią.
- Sama to wyjaśnie z Joe, nie wtrącaj się. – spojrzała na ciebie, uniosłeś dłonie w geście obrony.
- Nie atakuj mnie Charlie. Martwię się o ciebie. – wetchnęła na te słowa i wypiła kolejny kieliszek.
- Nathan. – Chris podszedł z talerzem z jedzeniem. – Zjedz coś.
- Ale.. no dobra. Dzięki. – wziąłeś widelec od niego. Charlie zabrała ci frytke z talerza, uśmiechnąłeś się do niej. – Jadłaś coś? – spojrzałeś na mnie.
- Teraz zamiast cześć co u ciebie będziesz pytać jadłaś coś? – zaśmiałam się. – Jadłam.
- Ja tez jadłam. – wtrąciła Charlie. – Razem jadłyśmy.
- Dobrze. Cieszę się. – uśmiechnąłeś się.
- Jak w pracy? – zapytała Charlie kradnąc ci znów frytkę.
- Przestępstwa, kradzieże, mordercy i psychopaci. – odezwałeś się znudzony.
- Czyli standard.
- Tak. – kiwnąłeś.
- Nuda. – znów wzięła frytkę z twojego talerza. – Chce do domu. – westchnęła.
- Zaraz jedziemy. – wziąłeś jedzenie do buzi. Chwile później skończyłeś. – Poczekajcie tu. – wstałeś i poszedłeś do Christiana, chwile rozmawialiście i wróciłeś. – Chodźcie. – Wstałam, gdy wstała Charlie prawie się przewróciła. Złapała się stolika a ty złapałeś ją pod ramie.
- Stoję! Stoję! – krzyknęła machając drugą ręką. – Wcale tyle nie piłam!
- Oczywiście ze nie, to tylko wiatr. – odezwałeś się spokojnie, spojrzała na ciebie poważnie.
- Mam szlaban?
- Jak dojdziesz do auta sama to nie. – popatrzyliście na siebie, drugą ręką odciągnęła twoją którą ją trzymałeś.
- Dam radę. – ruszyła chwiejnym, aczkolwiek pewnym krokiem. Skinąłeś na mnie aby tez szła i ruszyłeś za nami. Gdy doszła oparła się o bok auta, otworzyłeś je i otworzyłeś jej drzwi. Wsiadła, mnie zaprosiłeś na przód. Chwile później ruszyłeś. Podjechałeś pod mój dom. Spojrzałam na ciebie, byłeś spokojny.
- Poradzisz sobie? – spojrzałeś na mnie z uśmiechem. Kiwnęłam głową.
- Dziękuję. – obejrzałam się, Charlie już spała. – Dasz sobie radę?
- To moja siostra. – uśmiechnąłeś się zerkając na nią.


     W sumie, powiem wam że bardzo dobrze czuje się w towarzystwie Nathaniela. Swobodnie i bezpiecznie. Chciałabym poznać go bliżej. Jestem zaintrygowana jego osobą. Z myśli wyrwał mnie dzwonek, zebrałam rzeczy i ruszyłam do wyjścia. Zadzwonił mój telefon. Wygrzebałam go spod książek z torby, ty.
- Halo? – odebrałam idąc w stronę Jtters.
- Emily, mam prośbę.
- Tak?
- Wyprowadzisz Orio? Musze zostać w pracy, Charlie ma korki, Chris jest poza miastem, Jamie nie może. Wystarczy że otworzysz jej chociaż ogród.
- Jasne, nie ma sprawy. Jak wejdę do domu?
- Charlie ci da klucze.
- Ok. To zaraz do niej zadzwonię i do Jamiego że się spóźnię.
- Jamie wie.
- Ok.
- Dziękuję Emily.
- Nie ma sprawy. – rozłączyłam sie i wybrałam numer Charlie.
- No? – odebrała. – Gdzie jesteś? Bo ja biegnę na przystanek.
- Idę w stronę Jtters. Masz
- Dać ci klucze, wiem. Jesteś przy głównej? Skręć w prawo i chodź do przystanku. Mam autobus za trzy minuty. – ruszyłam. Doszłam po chwili, Charlie już miała w reku klucze. – Trzymaj. Górny zamek. – wskazała klucz. – Musisz wyłączyć alarm, trzynaście, dwadzieścia siedem, osiemdziesiąt cztery, zero cztery.
- Ee.. – jeknęłam.
- Wyśle ci wiadomością. Moj autobus. – wskazała jadący bus. – szelki i smycz Orio są w szafie. Tej suwanej przy wejściu.
- Ok. – kiwnęłam głową, uśmiechnęła się do mnie i wsiadła. Ruszyłam do domu. Gdy doszłam o dziwo dostałam się bez problemu do domu, chwilowo spanikowałam nie widząc urządzenia od alarmu ale w końcu się udało. O dziwo Orio stała w przedpokoju i w ciszy mi się przyglądała, przywitałam się z nią miziając ją pod brodą. Ubrałam jej szelki i zapięłam smycz wychodząc na zewnątrz. Zamknęłam dom i poszłyśmy na spacer. Szczerze to było super, z początku była trochę sceptyczna i mnie obserwowała, ale później grzecznie sobie tuptała, wąchała i załatwiała swoje sprawy zerkając na mnie co jakis czas. Gdy mijaliśmy się z innymi psami nie zwracała na nie za bardzo uwagi, a troche sie tego obawiałam, bo gdyby mnie pociągnęła to leciałabym za nią. Odprowadziłam ją do domu, sprawdzając w kuchni czy ma jeszcze wodę w misce i pobiegłam do pracy, wysłałam ci zdjęcie ze spaceru gdy Orio szła przede mną.. Wieczorem zapukałeś do moich drzwi.
- Wejdź. – uśmiechnęłam się otwierając szeroko drzwi.
- Dzięki. – wszedłeś. – Dziękuję za Orio. – uśmiechnąłeś się.
- Nie ma za co. – usiadłam na kanapie.
- Pomyślałem że.. w weekend moi znajomi z pracy robią parapetówkę, może byś pojechała ze mną? – patrzyłeś mi w oczy.
- Do Phoenix?
- Tak. Pojechalibyśmy w piątek wieczorem, a wrócili pewnie w niedziele jakbym wytrzeźwiał. – przyznałeś z uśmiechem. Impreza z tobą? Trzy dni z tobą? Jasne że pojadę. Mam nadzieję że pracujesz ze spoko ludźmi.
- Mogę pojechać.
- Super. – ucieszyłeś się, szczerze. Widziałam iskierki w twoich oczach. Gdy się uśmiechasz masz takie słodkie zmarszczki koło oczu.. potrząsnęłam głową aby odgonic te myśli, choc wzroku nie mogłam oderwać.
- Ale w piątek pracuje.
- Ja też.
- Jak ci sie opłaca jechać z Phoenix tu, zabierać mnie i jechać tam spowrotem? – zmarszczyłam brwi.
- Dla ciebie? Warto. – popatrzyliśmy na siebie.
- Naprawdę? – wypaliłam zdziwiona.
- No. – mruknął przyglądając się mi. – Myślałem że.. – mruknął znów odbiegając wzrokiem. Wstałam podchodząc do niego i się przytuliłam. Potrzebowałam tego. Mam wrażenie że jest tu najbliższa osobą którą mam. 
***
Ucinam wcześniej, bo kolejna scena będzie dłuższa, więc rozdział byłby mega długi :)
Jest kolejny rozdział, ale jakoś czytelnicy spadli po zakończeniu TZM :(
Szczerze powiedziawszy ja też kochałam tamto opowiadanie i coraz częściej myślę o napisaniu drugiej części, ktoś, coś? :P
Niedługo startuje też z psim blogiem <jupi>
Do napisania!
Kolejny rozdział za dwa tygodnie, będzie pikantnie! Ups.. wygadałam haha :D
 

Obserwatorzy