28.04.2017

45. Latająca patelnia.

     Rano pojechałam na rozpoczęcie roku szkolnego z.. Emmą i Caroline u boku. W sumie, to Emma mnie obudziła rano, gdy przyszła powiedzieć ci że wychodzi. Nie krzyczała, nie wyzywała mnie, nie pultała się. Nie rozmawiałyśmy, jechałyśmy i przemieszczałyśmy się w ciszy, poza jakimiś krótkimi zdaniami, że jedzie autobus, albo jakieś inne pierdoły które były mało istotne. Po rozpoczęciu pojechałam do pracy, ogarnąć wszystko w dokumentach, obdzwonić klientów i ich poprzesuwać. Gdy wyszłam i wsiadłam w autobus postanowiłam jechać do Aidena. Dawno go nie widziałam. Do mieszkania weszłam dzięki kluczom. Były jego buty, a w łóżku znalazłam jego. Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia.
- Co tu robisz? - wszedł zaspany, potargany i w wygniecionej koszulce.
- Robię tosty. - uśmiechnęłam się. - O której wróciłeś do domu?
- O szóstej. - wstawił wodę i wyjął kubek.
- Ostatnio się nie widujemy, w sumie przez całe wakacje widzieliśmy się może trzy razy, nie wliczając w to widzeń w biurze FBI przez śledztwo.
- Dużo pracuje. Ty też pracowałaś. Mijaliśmy się  - nasypał sobie kawy.
- Wiem. - przystanęłam.
- Zająłem się sprawą z Peterem. Ciągle z Brianem pracujemy na najwyższych obrotach przy niej. - zalał kawę. - Jest wymagająca.
- Wiem. Chce żebyś wiedział że to doceniam. Jakieś postępy?
- Twój Max i Mike są bezpieczni. Ryan z Davem są pod lupą ciągle. Miły koleżka dla którego robi Ryan jest w innym mieście, poza naszą jurysdykcją, ale tamtejsi się tym zajmują. A teraz najlepsze. - upił kawę i spojrzał na mnie poważnie. - Prokuratura wydala nakaz zatrzymania Petera z zarzutami, a ten natychmiast się ulotnił. Nie wiemy gdzie jest.
- I co teraz? - założyłam ręce na piersi i zmarszczyłam brwi.
- Przyciskamy Ryana. Rozmawiamy z Maxem i Mikem. Przeczesujemy wszystkie znajome im kryjówki. Ale na tą chwile, nie ma po nim śladu. Problem jest taki, że Peter nie ma wtyk w FBI, ale ma w policji z którą współpracujemy. Niby pomagają nam go znaleźć, ale z Brianem myślimy że ktoś go kryje.
- No i co?
- Szukamy dalej, wykorzystując ludzi z FBI. - kiwnęłam głową.
- Nadal jeździ za mną twój kolega?
- Nawet go nie zauważasz. - uśmiechnął się. - Jeździ. - kiwnął głową.
- I co dalej?
- I będzie jeździł. Odwołam go jak będę miał pewność że nic ci nie grozi. Śledztwo jest w toku. Przynajmniej dobrze zarobie. - zaśmiał się. - W miesiąc wyrabiamy z Brianem tyle godzin że muszą nam zapłacić jak za dwa miesiące.
- To przynajmniej jakiś plus.
- Tak. Ale powoli zaczynamy być zmęczeni.. jak zakończymy sprawę, bierzemy urlop. Wyjadę do Montesano. - popatrzyliśmy na siebie i kiwnęłam głową.
- Tylko ty nie wyląduj też w szpitalu.
- Dobra. - spojrzał na mnie nagle. - Jak to też?
- Maxim był w szpitalu na kroplówce. Przez te zatrzymania i tak dalej, ciągle siedzi i nadrabia prace żeby wyrobić normę. Ciągle był zmęczony ostatnio, aż nie zasłabł.
- To nie fajnie. - zmarszczył brwi. - Mi nic nie jest.
- To świetnie. - spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Pączuś się o mnie martwi. Słodko.
- Zawsze się martwię o ciebie.
- Nie powinnaś iść spać? Szkoła się zaczęła o ile mi wiadomo.
- Możliwe panie czepliwy.

     Minął tydzień, nie chodziłam do pracy bo jak nie ma ciebie, to ja też nie mam roboty. Za to dla odmiany chodziłam do szkoły. Stwierdzam że wole prace, przynajmniej nie wracałam z niej tak wypluta jak po kilku godzinach w szkole. Masakra. Co mnie dziwiło? Emma. Była dla mnie miła, życzliwa.. może była chora? Jakaś gorączka czy coś? Caroline w sumie nas zostawiła, bo wybrała Tylera. My go nie lubiłyśmy z Emmą, więc Caroline biegała od nas do niego i od niego do nas. Po szkole pojechałam do pracy, Przez pierwszy tydzień po nas przyjeżdżałeś, bo aż tak nudziło ci się w domu. Teraz nadrabiasz zaległości, więc jeździmy autobusem. Zamknęłam torebkę w szafce i przebrałam się ze szkolnych ubrań, w te bardziej pracownicze. Weszłam do ciebie, siedziałeś nad jakimś projektem.
- Jestem. Co mam zrobić? - podniosłeś na mnie wzrok.
- Jane ma dla ciebie dokumenty. Jak w szkole?
- Nudno. Wole prace. - uśmiechnąłeś się. - Jak się czujesz?
- Dobrze. Paul dzwonił że ma moje wyniki i są w porządku. - pokiwałam głową. - Jak Emma? Chodzi na lekcje czy się zrywa?
- Chodzi i jest dla mnie nadzwyczaj milutka. Nie zauważyłam kiedy przeszła z opcji żeby mnie zabić, na opcje najlepsze przyjaciółki. - zaśmiałeś się.
- Rozmawiałem z nią kilka razy. Dylan jej próbował tłumaczyć. Chyba też doszła sama do jakiegoś porozumienia. Emily. - zacząłeś ale zamilkłeś. Oparłeś się o oparcie i chwile na mnie patrzyłeś. - Tylko nie wiem o której dzisiaj wyjdę. - mruknąłeś. - Mogłabyś dziś do mnie przyjść, po pracy?
- Myślę że tak.
- Zapytaj Neala czy możesz nocować. Jeśli chcesz, oczywiście. - popatrzyliśmy na siebie.
- Coś się stało?
- Nie. Chce spędzić z tobą czas. Poza tym.. - zamilkłeś. - Chce z tobą porozmawiać i chce coś z tobą zrobić. - zmarszczyłam brwi.
- Ok. - kiwnęłam głową. - Idę do pracy.
- Dobrze. Emily - zatrzymałeś mnie jeszcze. - Pamiętaj o tym że jeśli będziesz potrzebować wyjść wcześniej, albo wziąć wolne, to nie ma z tym problemu. Szkoła to twój priorytet.
- Ok, dzięki. - ruszyłam do wyjścia, zauważyłam że na stoliku masz kilka torebek prezentowych. Minęłam je, przyglądając się i poszłam zając się swoją robotą. Wyszłam przed tobą i pojechałam do domu, umówiliśmy się na telefon, kiedy będziesz w domu. Poszłam do kuchni gdzie był wujek z Madd. - Wujku, Maxim prosił żebym dziś do niego przyszła, ale to będzie późno bo jest jeszcze w pracy. - spojrzał na mnie pijąc herbatę. - Pytał czy mogę nocować.
- Emily, zaczął się rok szkolny. Wróciły zasady, w tygodniu jesteś w domu o dwudziestej pierwszej. W weekend
- Neal. - spojrzała na niego poważnie blondynka stojąca przy oknie. - Nie bądź starym zgredem. Idź, baw się dobrze i wyśpij się do szkoły w jego objęciach. - spojrzała na mnie. - I nie pytaj więcej wujka tylko przychodź do mnie.
- Skarbie, ja rozumiem sojusz kobiet. Ale jakieś zasady w tym domu muszą być.
- Dobrze, niech będą, ale zasady są po to aby je łamać. Raz na jakiś czas niech je złamie. Nigdy nie przyszła pijana? Nie przyszła. Nie przyszła śmierdząca papierosami? Nie przyszła. Nie kradnie, nie ucieka, pracuje, uczy się, robi na około siebie wszystko. Czego się czepiasz wyjścia?
- Nie kłóćcie się przeze mnie. - zaczęłam.
- Ależ Słonko my się nie kłócimy. My się spieramy jak małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. - zaśmiała się. Poszłam na górę a po dwudziestej napisałeś mi wiadomość że w domu będzie dwadzieścia po. Tak też przyszłam. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi roześmiana Emma.
- Chodź. - pociągnęła mnie od razu do kuchni. Był Dylan, ty i.. tort. - No, dmuchaj! - pospieszała cie. Zdmuchnąłeś świeczki i szybko pokroiłeś tort, rozdając każdemu z nas. Emma i Dylan szybko zjedli i się pożegnali. Stanęłam zmieszana gdy wyszli z domu i wlepiłam w ciebie wzrok, było mi głupio. Podszedłeś, łapiąc mnie za dłonie.
- Dziękuje że przyszłaś.
- Przepraszam. - spojrzeliśmy na siebie. - Nie mam nic dla ciebie. Nie złożyłam ci życzeń. Nie wiedziałam że masz urodziny..
- Emily. - złapałeś mnie za ramiona. - A skąd miałaś wiedzieć? Nie miałaś skąd się dowiedzieć. Poza tym.. Ty jesteś moim prezentem. - musnąłeś moje usta.
- Kupię ci coś i dam, a dziś złoże ci życzenia. Wszystkiego najlepszego. - stanęłam na palcach i ucałowałam twój policzek. Uśmiechnąłeś się.
- Dziękuje. Chodź. - pociągnąłeś mnie za rękę na górę, weszliśmy do twojego pokoju. -  Pamiętasz jak niedawno pytałem czy mi ufasz? Czy się mnie boisz? O potrzebie dotyku? I tak dalej?
- Tak.
- Myślałem o tym. - zdjąłeś bluzę, a ja stałam koło biurka. Podszedłeś stając przede mną. - Zrobisz coś dla mnie?
- Co?
- To moje życzenie urodzinowe. Niech to będzie twój prezent. - patrzyłam nie rozumiejąc. Sięgnąłeś po torbę i wyjąłeś dwie pary kajdanek, pokazując mi je. - To moje życzenie.
- Nie rozumiem. Dlatego mam nocować? - wzięłam je od ciebie. - Mam dać się przypiąć do czegoś? I co? Będziesz się ze mną tak kochał? To jakaś twoja fantazja? - mówiłam cicho zmieszana. Uśmiechnąłeś się zdziwiony. - Nie chce być związana..
- To dobrze, bo to nie dla ciebie. - zabrałeś mi je z rąk. - Chce żebyś pomogła mi przełamać swoją granice.
- Nie rozumiem. - patrzyłam ci w oczy.
- Chce żebyś przypięła mnie do zagłówka łóżka i dotykała, przytulała, co tam chcesz. Nie wiem czy dam rade, więc kajdanki zabezpieczą cie, żebym nie mógł cie uderzyć.
- Nie chce cie krzywdzić. - odezwałam się poważnie.
- Nie skrzywdzisz. Ja tego chce. Proszę cie o to.
- Dlaczego?
- Bo chce się zmienić. Chce dać ci coś od siebie. Brakuje ci dotyku, chce wejść na kolejny schodek w związku. Tylko z tobą tak daleko zaszedłem i tylko tobie pragnę dać coś takiego. Tylko tobie tak ufam aby pozwolić na coś takiego. Nie wiem jaki będzie tego efekt, nie wiem czy dam rade, ale chce spróbować. Proszę. - chwile milczałam, bijąc się ze swoimi myślami.
- Ale jeśli nie dasz, powiesz mi żebym przestała?
- Tak. - kiwnąłeś głową, więc i ja pokiwałam. Zacząłeś się rozbierać, zdjąłeś spodnie, skarpetki, koszulkę, zostałeś w bokserkach. Zabrałeś poduszki na bok i usiadłeś po turecku zaraz przy zagłówku. Wziąłeś ode mnie jedne kajdanki i zapiąłeś sobie na nadgarstku, to samo zrobiłeś z drugą parą, rozłożyłeś ręce na boki i przypiąłeś się do łóżka. Szarpnąłeś, sprawdzając czy się dobrze zapięły i czy nie dasz rady wysunąć dłoni. - Na szafce leży chustka Emmy, zawiąż mi oczy.
- Może lepiej żebyś widział?
- Zawiąż. - zrobiłam to i usiadłam przed tobą. Chwile siedzieliśmy w ciszy.
- Nie wiem czy chce to robić. Mam wrażenie że cie skrzywdzę.
- Nie skrzywdzisz. Poprosiłem cie o to. Nie bój się. - mówiłeś cicho. - Zaczynaj. - chwile jeszcze siedziałam. Podniosłam się na kolana, opuszkami dotknęłam twojego lewego nadgarstka, jadąc wolno i delikatnie po przedramieniu, ramieniu aż do barku. Przejechałam po szyi, na tors. Oderwałam rękę i dotknęłam twojego boku. Szarpnąłeś się, próbując odsunąć, ale kajdanki trzymały cie tak, że nie miałeś jak się odsuwać. Zabrałam rękę. Słyszałam jak oddychasz, szybko i krótko. - Nie przestawaj. - odezwałeś się. Głos miałeś dziwny. Dotknęłam twój brzuch, wzdrygnąłeś, drugą rękę ułożyłam na twoim boku. Znów się szarpnąłeś. Zacisnąłeś pięści i usta. Odwróciłeś głowę jakbyś chciał się odwrócić od dotyku. Przysunęłam się, całując twoją klatkę. Przejeżdżałam wolno dłońmi, po bokach i torsie, brzuchu, ramionach. Wzdrygałeś się, czasem szarpałeś. Obserwowałam. Dotknęłam twoich ud, bioder i usiadłam na tobie okrakiem.  Zarzucając ręce na twój kark. Pocałowałam twoje usta, wsuwając palce w twoje włosy.
- W porządku? - kiwnąłeś głową. Z każdym dotykiem, każdy twój mięsień się napinał, a oddech przystawał. Wstałam, biorąc z biurka kluczyk od kajdanek i wróciłam na łóżko. Odpięłam jedne kajdanki.
- Co robisz? - zdjęłam ci chustkę i rozpięłam drugie. Rzucając wszystko za siebie. Usiadłam na twoich nogach okrakiem i przylepiłam dłonie do klatki, zjeżdżając na boki. Spojrzałam ci w oczy, dopiero wtedy zauważyłam łzy.
- Ufam ci. Pamiętasz?
- Przestań, boje się że cie uderzę.
- Nie uderzysz. - złapałam twoje dłonie układając je na swoich bokach. Objęłam cie, zjeżdżając rękoma na twoje boki, na plecy. Przytuliłam się. Oparłeś czoło o mój bark.
- Przestań, proszę. - złapałeś mnie za ręce, odciągnąłeś i złożyłeś razem. Ciągle miałeś spuszczoną głowę. Wstałeś wychodząc do łazienki. Wstałam za tobą. Stałeś przy szafkach.
- Maxim. - podeszłam. Oparłeś się tyłem o blat, stanęłam przed tobą. Byleś dziwny. Zamknięty. Smutny. Twoje oczy były inne. Stałeś jak mały zbity chłopczyk.
- Myślałem że to będzie prostsze. - odezwałeś się cicho.
- Nie musisz robić tego dla mnie. Nie chce cie zmieniać. Wystarcza mi że jesteś obok. - popatrzyłeś w moje oczy.
- Myślałem że będzie łatwiej i że dam rade.
- Ale dałeś. - uśmiechnęłam się, ale wtedy posłałeś mi takie spojrzenie..
- Nie dałem. Nawet nie wiesz jakie przerażenie mnie ogarnęło. - odezwałeś się poważnie. Milczeliśmy. Złapałam twoje dłonie. Stanęłam na palcach i ucałowałam twoje usta.
- I tak jestem z ciebie dumna. Nie bądź smutny. Nawet jak uważasz że ci nie wyszło, to jesteś odważny próbując coś takiego zrobić. - uśmiechnęłam się. - Chodź zrobimy coś fajnego, a nie będziemy stać w łazience ze smutnymi twarzami. - pociągnęłam cie do pokoju. - Masz urodziny. Zróbmy coś. Chodź do sklepu, coś ci kupie.
- Nie chce od ciebie prezentu. - założyłeś spodnie.
- Dlaczego?
- Bo ty jesteś wystarczającym. - podszedłeś łapiąc mnie w talii i całując po szyi. Założyłeś koszulkę i wyszliśmy z domu, idąc za rękę skierowaliśmy się do parku. Nie rozmawialiśmy, wystarczała nam nasza obecność. Spacerowaliśmy, bez większego celu.

     Od samego rana w szkole zastanawiałam się co ci kupić i wiesz co? Nie wiem. Mam pustkę. To jest właśnie problem. Jesteśmy razem ale się nie znamy z takiej strony. Nie wiem co mogłabym ci kupić. Napisałam do Ash.
Potrzebuje pomocy z prezentem dla Maxima.  Nie wiem co mu kupić, jakieś pomysły?
Zadzwonił dzwonek na lekcje. Poszłam za Emmą i Caroline do sali na geografie.
Chyba wiem co możesz mu zaserwować ;) Spotkajmy się dziś?
Obym nie siedziała długo w pracy.
Ok. Po siedemnastej? Tak kończę prace.
Szturchnęła mnie w ramie Emma i pokazała zeszyt, na marginesie miała napisane: NUDA. Uśmiechnęłam się do niej. Ash odpisała krótkie ok. Po szkole pobiegłam na autobus jadąc do pracy. Wpadłam do firmy, stałeś przy ladzie recepcji z Jane i Joe. Poszłam się przebrać i wzięłam za prace, a po niej spotkałam się z Ashley w galerii handlowej w centrum miasta.
- Słuchaj, Max jest osobą która nie lubi prezentów. - mówiła idąc równo ze mną. - Jeśli już je dostaje, woli coś zrobionego własnoręcznie niż kupiony kolejny śmieć na półkę. Ale mam zajebisty pomysł. - skręciła do sklepu z bielizną.
- Ash. To ma być prezent dla niego, nie dla mnie..
- Tak. I będzie. - skierowała się do koronek i innych takich. - Ty, seksowna bielizna, romantyczny wieczór, igraszki miłosne. Przewiąże cie wielką czerwoną kokardką jak będzie trzeba. - wyszczerzyła się.
- No nie wiem..
- Ale ja wiem. Znam go. To mu się spodoba. - zaczęła grzebać w zestawach. Po kilku przebiórkach, wybrałyśmy jeden. Czarno czerwony, koronkowy zestaw. Bardzo seksownym. Szczerze mówiąc jedyny seksowny zestaw bielizny jaki posiadam. - Teraz, ja ogarnę po ciuchu kiedy będzie w domu i dam ci znać. Dał ci klucze od domu więc będzie łatwo. Załatwię z Emmą żeby jej nie było. Daj mi kilka dni, żeby się nie domyślił. - kiwnęłam głową. Rozeszłyśmy się, ale gdy wróciłam do domu zauważyłam na podwórku dwa auta więcej. Aidena i twój. Weszłam do domu, odkładając torebkę z zakupionymi rzeczami i nakryłam ją bluzą jak gdyby nigdy nic.
- Emily. - zawołał mnie wujek. Siedzieliście wszyscy w salonie. Madd w czarnej spódnicy do kolan i kremowej bluzce na pufie, wujek w spodniach od garnituru i błękitnej koszuli stał przy stoliku. Aiden w niebieskich jeansach i szarej bluzie na siwak, z kapturem siedział na kanapie, z wciągniętą nogą na górę i poduszką objętą rękoma. Ty siedziałeś obok niego, w czarnych jeansach i cienkiej czarnej bluzce z długim rękawem.
- Co się dzieje? - weszłam patrząc na ich miny i nie wiedziałam czego się spodziewać.
- Rozmawiamy właśnie o tobie. - wyjaśnił wujek.
- O mnie?
- Cześć Emily. - minął mnie Paul i usiadł obok ciebie.
- Tak. Dziś dostaliśmy wezwanie, z Maddeleine musimy wyjechać, na tydzień. Mamy sprawę w Los Angeles. Musimy się stawić jako adwokaci, więc pojechać, skontaktować się z klientem, wyciągnąć papiery, omówić wszystko.. Więc zaprosiłem twoich trzech aniołków żeby poprosić o opiekę nad tobą w tym czasie.
- Nie jestem dzieckiem. - zmarszczyłam brwi.
- Dorosła też nie jesteś. - zaczął Aiden.
- Nie rozmawiaj ze mną jak Maxim z Emmą, dobrze? - fuknęłam a ty się zaśmiałeś.
- Panowie - wujek na nich spojrzał. - Mam nadzieję że w tydzień zamkniemy sprawę. Emily ma szkolę, pracuje u ciebie - wskazał Maxima. - Ale jest jeszcze dzieckiem i byłbym bardzo wdzięczny gdybyście sprawdzali jak się ma.
- Nie ma problemu Neal. - odezwał się Paul. Aiden też pokiwał głową.
- Maxim?
- Nie musi mnie Pan o to prosić. Robię to codziennie.
- Fajnie, wiec jestem dzieckiem. Idę na gore, nie mam czasu, muszę odrobić geografie. - zmyłam się do siebie, schowałam zakupiony strój i usiadłam przy biurku zabierając się za lekcje. Rok szkolny zaczął się pełną parą, zaczęły się prace domowe, wypracowania, kartkówki, prace klasowe, sprawdzony, prace grupowe i tak dalej.. i tak dalej. Piątek nie był lepszy, w szkole było nawet całkiem znoście, za to w pracy byliśmy w terenie i było tyle roboty że z domu klientów wyszliśmy o dziewiętnastej, ale musieliśmy jechać jeszcze do szkółki i hali, więc w domu byliśmy dopiero po dwudziestej. Tak zmęczeni że nawet nie rozmawialiśmy w aucie. Padłam zaraz za wycieraczką na twarz. W sobotę odkryłam że mam tyle lekcji do odrabiania że nawet nie chce wiedzieć ile dokładnie. Tym bardziej że wiedziałam że w tygodniu mamy dwa sprawdziany sprawdzające naszą wiedzę z poprzedniej klasy. Cudownie. Tylko skakać z radości.

     W poniedziałek rano Neal i Madd wyjechali, zabierając ze sobą chyba pół kancelarii papierów. Coś mi się obiło o uszy że to sprawa o jakieś odszkodowanie. Po szkole poszłam do pracy, ale było tyle roboty że tylko biegałam między pokojami. Nawet nie mieliśmy kiedy porozmawiać. Ty też ciągle coś robiłeś, albo projekt, albo klient przyszedł, albo rozmawiałeś z Dylanem albo przez telefon ze szkółką. Wieczorem przyszedł do mnie Aiden robiąc na kolacje zapiekankę. Umówiliśmy się że będzie u mnie nocować, tak profilaktycznie, żebym nie robiła w majtki jak coś się wydarzy. Paul dzwonił co rano i wieczór, przywoził mi zakupy mimo że nie prosiłam. W środę siedziałam z Emmą na wolnej lekcji, teoretycznie na fizyce ale praktycznie, było zastępstwo z panią pedagog. Siedzieliśmy i jedliśmy drugie śniadanie. Caroline nie było, zwiała po drugiej lekcji z Tylerem. Ogarnęłam że jutro sprawdzian z poprzedniej klasy, a ja nie przeczytałam nawet połowy materiałów. Wyciągnęłam telefon i postanowiłam do ciebie napisać. Z tego co wiem, powinieneś mieć teraz przerwę między klientami.
Masz chwile?
Wysłałam, odpisałeś natychmiast.
Robię projekt. Co chcesz?
Żebyś mnie nie zabił za mój pomysł.
Mam dziś jakieś pilne sprawy w pracy?
- Piszesz z moim bratem? - zaczęła Emma.
- Tak.
Raczej nie.
- I co pisze? Jak mu się pracuje?
- W tym tygodniu mamy bardzo zawalony tydzień.
A mogę jutro zrobić dzisiejsze zamówienia i sprawdzić dzisiejsze dokumenty jutro?
- Wiesz że przynosi stery papierów do domu i wieczorami robi projekty?
- Nie. - spojrzałam na nią. - Ale to beznadziejnie. Niedawno był w szpitalu przez pracoholizm.
- Trochę przez Aidena i Ryana jeszcze.. - jęknęła. - Jak mu mowie że powinien odpocząć to mi jedzie że za odpoczynek mu nie płacą, a łóżkiem nie zapłaci za dom.
Czemu piszesz tak na około? Jak chcesz wolne to po prostu napisz.
Zaśmiałam się i zakryłam usta.
To nie tak. Mamy jutro test z biologii z tematów z zeszłego roku szkolnego i jestem średnio przygotowana. Chciałam dziś to nadrobić, ale jak wyjdę z pracy o siedemnastej to średnio. Mogę wpaść na godzinę i szybko wysłać zamówienia.
Emma szturchnęła mnie w ramie, pokazując okno gdzie widziała Caroline z Tylerem.
Masz wolne. Przywiozę cie do domku po lekcjach ;)
- Wygadałaś Maxowi że mamy test. - spojrzała na mnie, pokazując telefon. - Napisał mi, nie wychodzisz dziś z Dylanem. Sprawdzę twoją wiedzę na jutrzejszy test.
- Sorki. - przygryzłam wargę. - Chciałam wolne żeby doczytać tematy. - uśmiechnęła się.
- Spoko. I tak Dylan mi napisał że dziś nie da rady bo musi zostać w pracy. - No niech zgadnę dzięki komu musi zostać tam dłużej. Po lekcjach po nas przyjechałeś, odwiozłeś Emmę pod dom i mnie, po czym wróciłeś do firmy. Ja zjadłam obiad i poszłam zakopać się w książkach. Aiden mi napisał że dziś będzie później, bo musi zostać trochę dłużej w pracy. Po dziewiątej wieczorem poszłam się umyć i wskoczyłam w piżamę, włożyłam słuchawki w uszy puszczając swoją ulubioną piosenkę i poszłam do kuchni zrobić sobie kolacje. Tańczyłam przy blacie podśpiewując sobie refreny. Kątem oka, gdy odwróciłam się z patelnią do talerza aby nałożyć sobie jedzenie, zauważyłam siedzącą postać przy kuchennej wyspie. Krzyknęłam rzucając w nią patelnią, z jedzeniem i gorącym olejem. Rzuciłam się do ucieczki w panice, wbiegając na górę i wpadając do pokoju. Szybko wygrzebałam gaz pieprzowy z torebki który dostałam od Aidena i zgasiłam światło aby nie było mnie widać. Nagle ktoś wszedł do pokoju.
- Emily - Tylko tyle usłyszałam, bo spryskałam tego kogoś. Złapał mnie za nadgarstek uderzając nim dwa razy w ścianę aż nie wypuszczę pojemnika i szybko zapalił światło. - Emily to ja! - Krzyknąłeś. Podniosłam przerażony wzrok na ciebie i zastygłam. - Nie wierze że to zrobiłaś. - puściłeś mnie idąc prosto do łazienki. Słyszałam jak odkręcasz wodę. Kilka wdechów, uspokój się, wcale nie masz zawału. Weszłam za tobą. Byłeś pochylony i przemywałeś twarz.
- Nic ci nie jest? - podeszłam pytając cicho jeszcze drżącym głosem.
- Poza tym że spryskałaś mnie gazem pieprzowym i rzuciłaś we mnie gorącą patelnią, to nie. - podniosłeś się patrząc w lustro.
- Przestraszyłeś mnie. Kto normalny się tak zakrada! - krzyknęłam na ciebie.
- Pukałem, nie otwierałaś, miałaś otwarte drzwi. Wszedłem i widziałem że masz słuchawki więc zamiast zachodzić cie od tyłu, stwierdziłem że lepiej poczekać aż je zdejmiesz. - spojrzałeś na mnie. - Tylko zapomniałem że jesteś nieprzewidywalną wariatką która rzuca patelniami. - uśmiechnąłeś się rozbawiony, ja też. - Przepraszam. Nie chciałem cie przestraszyć. - odezwałeś się spokojnie, spojrzałeś w lustro i zacząłeś wyjmować soczewki kontaktowe. Mrugałeś i mrużyłeś oczy, poleciały ci jakieś pojedyncze łzy. - Ale celność masz taką że jakbym był prawdziwym zabójcą to pewnie bym cie właśnie zakopywał w ogródku.
- Ale coś cie trafiło? - zapytałam z nadzieją że jednak nie.
- Tak, jakieś opary jak zapalałem światło. Soczewki mam do śmieci, bo na nich osadził się gaz. - spojrzałeś na mnie. - Ale za to patelnia trafiła. - podniosłeś rękę, pokazując jak masz poparzoną dłoń, przed ramie i kawałek ramienia. Przygryzłam dolną wargę.
- Przepraszam. Nie chciałam. Wystraszyłam się.. nie myślałam.. to twoja wina. - burknęłam na końcu. Zaśmiałeś się.
- Wiem. Nie jestem zły. To moja wina. - przytuliłeś mnie w ramionach.
- Myślałam że to ojciec albo ktoś. Bardzo cie boli? - zapytałam troskliwie. Nadal serce mi wali jak oszalałe.
- W życiu czułem o wiele większy ból. Nie przejmuj się, przywykłem do niego. - potarłeś moje ramie.
- Może mi ktoś wyjaśnić co stało się patelni na dole? - wszedł zmieszany Aiden. - I dlaczego pół pokoju śmierdzi gazem pieprzowym?
- Bo Emily ćwiczy na mnie metody samoobrony. - uśmiechnąłeś się do niego. - Musimy ją poduczyć, bo prawdziwy morderca już by ją zakopał w ogródku.
- Ah to milunio. - zaśmiał się rozbawiony. - Ouł. Nie ładnie to wygląda. - wskazał twoją rękę marszcząc brwi.
- Nie takie rzeczy się przeżyło. - uśmiechnąłeś się i podszedłeś do Aidena, witając się podając sobie rękę. - Rzuciła we mnie kolacją, więc zjedzcie coś innego.
- Spoko, zajmę się tym. - kiwnął Aiden.
- Oh jaki to miły widok. - przyglądałam się z uśmiechem. - Właśnie to chciałam widzieć i to osiągnąć od początku.
- Pączku. - pokiwał na mnie palcem.
- Ja spadam, ranu muszę wstać. Nauczyłaś się? - spojrzałeś na mnie. Kiwnęłam głową. - Dobrze. Jestem z ciebie dumny Słonko. - wziąłeś w dłonie moje policzki. - Idę spać, też się wyśpij.
- Dobranoc. - ucałowałam cie.
- Maxim. - Aiden za tobą poszedł, odprowadził cie do drzwi cicho coś mówiąc. Kiwałeś głową i krótko odpowiadałeś.
***
Witam witam!
Dziś terminowo :)
Dziękuję za komentarze!

Miłego weekendu majowego Wszystkim! Mam nadzieję ze traficie lepszą pogodę niż szykuję się mi ;<

Kolejny rozdział za tydzień, piątek wieczór.
To chyba tyle na dziś.

Obserwatorzy