21.09.2018

Epilog

      Obudziłam się rano, dziwnie spokojna. Usiadłam na łóżku, spałeś obok na brzuchu, wtulony w poduszkę. Wstałam i po cichu zeszłam na dół, pokój Emmy był zamknięty, w salonie Aiden i Scott spali na kanapie. Weszłam do kuchni, wyjęłam kubek i nalałam sobie soku. Ta noc była mi potrzebna. Poukładałam sobie wszystko w głowie.
- Dzień dobry. - złapałeś mnie za boki, podskoczyłam przestraszona.
- Chryste.. - jęknęłam a ty się zaśmiałeś. Wziąłeś kupek, kliknąłeś czajnik i wyjąłeś puszkę z kawą. - jak się czujesz?
- Dobrze. A ty?
- W porządku. - wzięłam szklankę i usiadłam przy wyspie. Ty nasypałeś sobie kawy i czekałeś na wodę. - I co teraz?
- Teraz? Teraz biorę urlop, biorę Emmę i wyjeżdżam gdzieś daleko żeby się odstresować. - uśmiechnęłam się.
- A ja?
- A ty jedziesz z Aidenem, wczoraj sobie to zaklepał. - zaśmiałeś się.
- A co ze szkołą? Nie było nas tydzień.
- Matko Kochana, serio teraz się martwisz szkołą? Złapaliśmy wczoraj twojego kata z dzieciństwa, a ty myślisz o szkole. - pokręciłeś głową i zalałeś kawę wodą. Wziąłeś kubek i usiadłeś na przeciwko mnie.
- Opowiesz mi? - spojrzałeś na mnie. - Proszę, opowiedz. Chce wiedzieć. Jak to się stało że ty brałeś w tym udział? Co się wczoraj wydarzyło? - patrzyłeś na mnie chwile.
- Jakiś czas temu dowiedziałem się od Ryana że Peter chce ci zrobić krzywdę, od razu skontaktowałem się z Aidenem. Z Brianem wymyślili plan. Ponieważ nie wiedzieliśmy kiedy Peter planuje to zrobić, a wiedząc że on wie, że jesteś pilnowana, wymyślili że ten cały teatr aby zachęcić Petera do ujawnienia się, a przy okazji do wskazania swoich wspólników. Zaczęło się od pozbycia się Aidena. Wykorzystali moment gdy chcieli aresztować wspólnika Petera, strzelił do Aidena który miał kamizelkę, ale upozorowali że nie miał. Mike i Paul pomogli zatuszować kłamstwo. Następnym krokiem była nasza ucieczka, odciągnięcie Petera od domu. Nie uśpiliśmy Scotta, udawał. Zabrałem cie, w tym czasie Aiden wyszedł z kliniki bo oczy Petera były skierowane na nas. Byliśmy teoretycznie łatwą zdobyczą. Mieliśmy być w ukryciu przez kilka dni. Później specjalnie pojechaliśmy do Montesano. W Montesano był Peter i jego ludzie. Mieliśmy mu się pokazać, wystawić, byliśmy już pilnowali przez agentów FBI, John był w to wciągnięty, że niby nam pomaga. Rozmowa z Brianem że zaraz wpadnie tu SWAT, danie kluczy i adresu przez Johna, to wszystko ściema. Taki był plan. Już pierwszego dnia byliśmy pilnowani przez auto z ludźmi Peteta. Gdy ruszyliśmy dalej, na autostradzie, dzięki kolegom Aidena z FBI którzy podstawili drugie takie samo auto z tą samą rejestracją, zgubiliśmy kolegów Petera. Tak znaleźliśmy się w domu siostry Johna. Dlatego gdy dojechaliśmy to za nami było auto z Aidenem i Scottem. Później to już była czysta formalność.
- A dlaczego ty pojechałeś na konfrontacje?
- Jak Pierwszy raz mnie zgarnęli do FBI, gdy Brian pokazał mi zdjęcie Petera, jak później usłyszałem kim dla ciebie jest.. - westchnąłeś. - natychmiast powiedziałem chłopakom że jeśli będę mógł, to pomogę im go złapać, każdym kosztem. Gdy zaczęło się to wszystko, podejrzewaliśmy że nie zgodzisz się na konfrontacje, że to będzie za dużo. Pytanie Aidena, było tylko formalnością, obaj wiedzieliśmy że na to nie pójdziesz. Przypomniałem Aidenowi że ja mogę to zrobić, chce tylko żebyś ty i Emma były bezpieczne. Brian z Aidenem opracowali nowy plan. Miałem zwabić Petera w konkretne miejsce pod pretekstem wystawienia ciebie. Miejsce miało być zabezpieczone prze, FBI i SWAT. Aiden był strzelcem z bronią snajperską, nie chciał powierzać tego zadania komuś innemu, miał mnie osłaniać gdyby coś poszło nie tak. Brian miał być w pobliżu mnie, w ukryciu, gdyby coś poszło nie tak. Dali mi kamizelkę. Gdy przyjechał Peter, miałem za zadanie wyciągnąć z niego kilka informacji. W pewnym momencie się zorientował że coś jest nie tak, zaczęła się szarpanina. Przyłożył mi broń do głowy zasłaniając się mną. Aiden nie miał czystego strzału i wiedziałem o tym. Wcześniej o tym rozmawialiśmy, co w takiej sytuacji. Aiden zna anatomie człowieka, konsultował się też z Paulem gdy był w klinice. Nie miał wyjścia, albo Peter strzeliłby mi w głowę, albo Aiden by do nas strzelił ale bym to przeżył. Pamiętam tylko jak dostałem w ramie, obaj się przewróciliśmy. Brian znalazł sie obok natychmiast. Wyszli inni, Peter od razu został obezwładniony i zabrany do radiowozu. Mnie wstępnie opatrzyli. Brian chciał zabrać mnie do szpitala a ja w amoku adrenaliny powiedziałem że nic mi nie jest i jedźmy do biura, spisać zeznania i zrobić tą papierkowa robotę. Pojechaliśmy, zrobiliśmy wszystko i dopiero później dotarliśmy do kliniki na szycie. - kiwnęłam głową.
- To.. Duża odwaga.. Dziękuje.. - przyznałam, uśmiechnąłeś się. - co teraz z Peterem?
- Zapytaj Aidena.
- Co mnie? - wszedł zaspany i usiadł obok mnie. - Czy dostane kawy? W takim wielkim kubku, czarnej kawy? - zaśmiałeś się widząc jego minę. Wstałeś wstawić wodę.
- Co z Peterem? - zapytałam.
- Ma przerąbane. - spojrzał na mnie. - Pójdzie siedzieć, do końca życie.
- A jeśli nie?
- Laia. Pójdzie. Dostanie dożywocie. Jego wspólnik sypie go tak że aż mi go żal. - popatrzył na mnie.
- A co z nami?
- Jesteście bezpieczni. Scott jeszcze będzie cie pilnować, do końca rozprawy sądowej i trochę po. Tak na wszelki wypadek. - kiwnęłam głową.

     Minął tydzień. Chyba najspokojniejszy tydzień mojego życia. Świadomość że Peter jest za kratami, to ukojenie i błogi spokój ducha. Wróciłam z Emmą do szkoły. Wujek wziął się za remont mojego pokoju. Ty zacząłeś nadrabiać pracę. Aiden i Brian pilnowali procesu Petera. Wszystko zdawało się układać. Scott był ze mną wszędzie i w sumie już przywykłam do jego obecności. Tony zapowiedział przeprowadzkę do Seattle, nie wiem czy to dobrze? Pomieszkiwałam u ciebie, bo w domu wujka śmierdziało spalenizna i co chwile się dusiłam, a teraz gdy zaczął się remont to jeszcze strasznie się pyliło.
- Emily, jadę do biura na chwile. - wszedł do salonu Scott. - Nie wychodź nigdzie i nie otwieraj drzwi, dobrze?
- Tak.
- Obiecaj mi że tego nie zrobisz.
- Obiecuje, mam lekcje, nigdzie nie pójdę. - popatrzył na mnie chwile, kiwnął głową i wyszedł. Zajęłam się zadaniami z biologii a po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i wyjrzałam przez okno, Ryan. Otworze, przecież Ryana znam, nic mi nie zrobi, nie? Otworzyłam.
- Maxim jest w pracy.
- Nie jest. Ma kłopoty, musisz mi pomóc. - odezwał się zdenerwowany. Popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- To znaczy?
- Jack się wkurwił za Petera. Musisz mi pomóc. - zatrzęsło mi się w środku. - Pojedź ze mną do hali, tam jest Mike i Brian, musimy coś zrobić.
- Poczekaj, tylko wezmę klucze. - wróciłam się do domu, obejrzałam się. Ryan został za zewnątrz. Wzięłam klucze, zamknęłam dom i wsiadłam z Ryanem do auta. Ruszyliśmy. I wiecie co? Nic mi tu nie śmierdziało. Przecież na miejscu jest Brian tak? I Mike. Nic mi nie grozi. Kapnęłam się że coś jest nie tak gdy zaczęliśmy wyjeżdżać za Seattle. Ryan zjechał w las i się zatrzymał.
- Chodź. - otworzył moje drzwi.
- Co to za pustkowie?
- Chodź.
- Gdzie chłopaki?
- Chodź ze mną. - warknął. Ruszyłam za nim. Dopiero wtedy do mnie dotarło że popełniłam błąd. Ale było już za późno. Ktoś narzucił mi coś na głowę i uderzył w kark, straciłam przytomność.
Ocknęłam się z bolącą głową i karkiem. Siedziałam. Miałam zakryte oczy, zaklejoną buzie i związane ręce.
- Trzeba się jej pozbyć. - usłyszałam głos, zdaje się że Davea.
- Ja do niej nie strzele. - odezwał się Ryan.
- Niech Max to zrobi.
- Nie zabije człowieka. - usłyszałam ciebie. Oddychałam szybko, serce biło mi jak szalone. Powinnam się szarpać, krzyczeć, dać ci znać że to ja. Nie mogłam. Nie byłam w stanie. Zastygłam w przerażeniu.
- Widziała wszystko, może nas wydać, trzeba się jej pozbyć. Jack kazał to załatwić. - odezwał się Dave.
- Nie zabije człowieka. - powtórzyłeś.
- To ja to zrobię. - poczułam lufę na skroni. Cicho pisnęłam.
- Poczekaj. - ktoś podszedł. - Hej, słyszysz? - to ty, byłeś gdzieś blisko. Kiwnęłam głową. - Kolega jest nerwowy. Jeśli będziesz współpracować to ci pomogę ok? - kiwnęłam. - Boisz się? - kiwnęłam. - Żałujesz że to zrobiłaś? - Kiwnęłam. - Nie zrobisz więcej takiej głupoty? - znów kiwnęłam. Ktoś ściągnął mi opaskę z oczy, oślepiło mnie jasne światło ale po chwili dostrzegłam że jesteśmy w domu Aidena. Siedzę na krześle w kuchni. Na blacie szafek siedzi Aiden, obok stoi Brian. W wejściu jest oparty Scott. Obok niego Ryan. Przede mną jesteś ty, a obok jest Dave który trzyma przy mojej głowie patyk od szczotki.. Nachyliłeś się do mnie układając dłonie na moich udach. - To dobrze że nie zrobisz, bo twoja naiwność i głupota właśnie pobiła rekord rekordów debilizmu. - spojrzałeś mi w oczy i zerwałeś taśmę z moich ust. Zabolało, ale nic nie powiedziałam. Muszę przyznać ci rację..
***
 Witajcie!
Udało się terminowo!
Dziś dużo ogłoszeń!

Jak widzicie, dzisiejszy wpis to epilog Tatuażu z Motylkiem. 
Chyba ktoś bardzo nie chce żeby ta historia się kończyła, bo - uwaga - ten epilog pisałam cztery razy bo trzy razy w jakiś magiczny sposób mi się usuwał! Tak, sam! No ale jest. Mam nadzieję że Was nie zawiódł?!
Teraz ogłoszenia. 
Większość osób zagłosowało za czymś nowym.
Mam napisany już prolog i połowę rozdziału pierwszego nowego opowiadania. Ta historia będzie ciut inna, ale mam nadzieję że skradnie Wasze serca równie mocno co Maxim i Emily. Ah! Co do Maxima i Emily.. gdy zaczęłam pisać nowe opowiadanie mój mózg zaczął pisać kolejne scenariusze do TZM.. więc - na razie - nie wykluczam możliwości prowadzenia nowego opowiadania i drugiej części Tatuażu z Motylkiem jednocześnie! Nic nie obiecuje, bo nie wiem co przyniesie mi wena i chęci, ale informuję że może tak być. Ale tak czy inaczej, wszystko będzie publikowane tu.
Jakoś na dniach wprowadzę zmiany w zakładce z bohaterami i zmienię nagłówek.
Myślę że prolog pojawi się za tydzień (28.09)? Góra dwa tygodnie (5.10). Zależy jak mi zejdzie ze zmianami na blogu. Informację znajdziecie jak zawsze w gadżecie po prawej u góry, będę go aktualizować.


Już dziś możecie przeczytać zapowiedź nowego opowiadania:

UCIEKAJĄC Z WIATREM

      Próbowaliście kiedyś uciekać przed przeszłością? To pewnie wiecie, że zawsze daje rade nas dogonić i to w najmniej oczekiwanym momencie. Ale teraz wiele się zmieniło, rozdzieliliśmy się z jedyną osobą której na mnie zależało i teraz uciekam sama. Powinnam już dawno nie żyć, ale jedyny członek mojej rodziny na to nie pozwolił. Wyjechałam, po raz kolejny. Sama. Zaczynam od nowa. Może teraz mi się uda?
      Chyba przyjeżdżając tu nie sądziłam że wpadnę z deszczu pod rynnę. Nie wiedziałam, że będąc tu będę bezpieczna ale sprowadzę niebezpieczeństwo na niego. Nie chciałam tego, a teraz nie wiem co mam zrobić.

Obserwatorzy