05.01.2011

Własny wzór - Święta Rodziny Teixeira.

Ogień. Czasem jest piękny, prawda? Siedzisz samotnie przed kominkiem. Wpatrujesz się w płomienie. W twoich oczach odbija się ich ciepło. Rozmyślasz. Choć macie siebie, jesteście samotni.

To ten dzień w roku, który zwykł być szczęśliwy. To ten dzień, w którym w każdym domu pięknie przystraja się stół. W rogu pokoju ubierasz choinkę. W domu unosi się zapach jedzenia. Śpiewasz kolędy. Gdy patrzysz za okno, widzisz biały delikatny śnieg a wieczorem czekasz na pierwszą gwiazdę na niebie. To Wigilia. Czas rodzinny. Ale od jakiegoś czasu nie świętujesz. Tu nie wolno. Tu nie obchodzą świąt, ale w zamian każą wam iść wcześniej spać.

Podchodzi do ciebie starszy brat i siada obok. Zerkasz na niego. Uśmiecha się. Dziwisz się. Skąd ma tą siłę? Co roku, odkąd zostaliście sami, sam wbrew zasadom panującym w placówce urządza święta. Tylko dla was. Czas dla was smutny, starał się zamienić w radosny uśmiech.

Już osiemnasta. Każą wam rozejść się po pokojach i szykować spać. Rozdzielili was do innych pokoi bo jest w innym przedziale wiekowym. On jak zawsze czeka do dwudziestej aż opiekunowie pójdą do domu. Wykrada się do młodszego rodzeństwa. Otwiera zamek w drzwiach wsuwką. Biegnie do was i wchodzi do pokoju. Siedzicie po ciemku aby nikt was nie złapał. Uśmiecha się, choć oczy ma smutne. Każe stanąć wam w kole i złapać się za ręce. Dziękuje Bogu za dobre rzeczy które wydarzyły się w tym roku. Później po cichu się modlicie. Składa wam życzenia. Przytula. Każe wypatrywać pierwszej gwiazdy na niebie a sam wraca na chwilę do swojego pokoju. Przynosi drobne prezenty które ukradł i trochę słodyczy. Gdy pojawia się pierwsza gwiazda na niebie, siadacie w kole na podłodze. Każe zamknąć wam oczy i opowiada piękną świąteczną bajkę. Obdarowuje was prezentami, choć wy nic nie macie dla niego. To nic. Nie jest mu przykro. Najlepszym prezentem dla niego to wasz uśmiech. Najmłodszy z was siada mu na kolanach i tuli się do jego rękawa. Daje wam słodycze i sok symulując kolację Wigilijną. Uśmiechacie się. Zaczyna szeptem śpiewać kolędę. Później mówi że najważniejsze, że wciąż jesteście razem. Macie siebie. Rodzina jest najważniejsza. Zaraz po północy układał was do snu i wracał do siebie.

Rano, zaraz po śniadaniu zawsze was gdzieś zabierał. Wymykaliście się gdy był czas na drzemkę. Wychodziliście przez okno. Brał was za ręce i dyskretnie wyprowadzał za ogrodzenie. Szliście na miasto. Pilnował was. Pozwalał wam wybrać po jednej rzeczy z zabawek lub słodyczy i kupował je za skradzione pieniądze. Później jak zawsze zabierał was na mus czekoladowy który uwielbialiście. Chodziliście też na plac zabaw czy w każde inne miejsce gdzie chcieliście być. Najważniejsze że byliście razem w czwórkę. Później wracaliście do bidula.

Robił to wszystko tylko dla rodzeństwa. Czuł się za nich odpowiedzialny jako najstarszy z braci. Zastępował ojca. Nikt nigdy go nie rozumiał, bo wydawał się być inny z zewnątrz. Ludzie nie wiedzieli co nosił w sercu. A nosił miłość. Wiele ich nauczył. Cierpliwości, wdzięczności. Prawdziwej miłości i wybaczania. Zrozumienia. Szczerej empatii. Wyrozumiałości. Spokoju ducha i opanowania. Uczciwości czy szczerości. A także lojalności. Gdy byli starsi pracowitości. A z języków angielskiego. Niestety nauczył was też kradzieży, strzelania czy otwierania zamków kawałkiem druta. Miał wielkie serce które zawsze biło i bić będzie tylko dla braci.

One Shoot by Avery.
Story of: "Własny wzór - Święta Rodziny Teixeira."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy