06.03.2015

20. Gwarancja bezpieczeństwa.

- Co się stało?! - Od razu wstał widząc córkę.
- Tato to nic takiego. -Zaczęła.
- Skręciła kostkę. To nic poważnego. - Wyjaśnił Paul który przywiózł ją do domu.
- Ale jak to się stało?
- Tak że jestem sierotą i spadłam ze schodów..
- Idź się połóż i pamiętaj żeby nie obciążać za bardzo nogi. Sprawdzę jak się masz za trzy dni. - Podszedł do przyjaciela. - A ty jej wykupisz recepty. - Podał mu je.
- Dobrze. Ale to nic poważnego?
- Nic. Ale niech nie biega teraz. Lepiej żeby poleżała. A on co? - Wyjrzał z za ramienia przyjaciela na kanapę, na której spał Brian.
- Oglądał telewizję. Ale wiesz.. Mam wrażenie że nie czuje się za dobrze.. - Dodał cicho.
- Czemu?
- Nie wiem.. Tak mi się wydaje.
- Daj chłopakowi spokój. - Poklepał go.

Siedziała już na egzaminie i nerwowo pstrykała długopisem obserwując zegar. Nie umiała nic, więc nawet nie podjęła się czytania pytań. Minęło dopiero trzy minuty lekcji. Gdy spojrzała na kartkę zauważyła czerwoną kropkę laseru. Zerknęła w okno i znów na kartkę. Laser wskazywał jej odpowiedź B w zadaniu pierwszym. Zaznaczyła ją niepewnie a laser przejechał na pytanie dalej. Uśmiechnęła się do siebie. Nie wierzyła własnym oczom. Dotrzymał słowa. Gdy doszli do dwóch zadań otwartych poczuła jak wibruje jej telefon w kieszeni. Gdy dyskretnie go wysunęła, znalazła tam odpowiedzi. Po zakończonej lekcji wysłała wiadomość do Hector'a z podziękowaniami. Chłopak złożył broń przy której miał laser, a Scott schował laptopa i książkę od historii. Gdy wyszła ze szkoły na murku siedzieli obaj.
- I jak historia? - Zawołał. Podeszła uśmiechnięta.
- Zajebiście. Musimy to powtórzyć. Nie wierzyłam że mi Pomożesz.
- No widzisz. Następnym razem mi uwierzysz.
- Z pewnością.
- Jak się czujesz? Jak nogą?
- Dobrze. Nadal ją mam jak widać. - Zaśmiała się.

- Butch.. - Zajrzał do jego sypialni. Było chwilę po szóstej rano. Ubrany był w ciemne spodnie jeansowe, szare skarpetki i ciemno czerwoną bluzkę z długimi rękawami. Walker siedział na łóżku jeszcze w piżamie, ale miał zamiar już się ubierać. Zjeść śniadanie i zejść do biura na dół. Obrócił głowę w bok i spojrzał na młodego chłopaka. Jedną rękę miał w kieszeni spodni, a drugą trzymał klamkę drzwi.
- Już wstałeś? Jeszcze wcześnie. - Zdziwił się i odezwał zachrypniętym jeszcze głosem.
- Będzie ci dziś potrzebne auto?
- Nie.
- A pożyczył byś mi na dziś?
- Tak. Weź kluczyki z komody. - Wskazał mebel. Chłopak podszedł i wziął je.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Wrócę dziś późno..
- Nie tłumacz się. Jesteś dorosły.. Chyba że masz kłopoty, to wtedy się tłumacz. - Uśmiechnął się.
*
- Brian! - Przywitał się radośnie z nim Jesse. - Co ty tu robisz?
- Przyjechałem. - Oparł się o szafki. - Przecież mogę pracować. Nie jestem chory ani jakoś.. Strasznie poszkodowany. Tylko pogadam z Enzo.
- Spoko. Nudno tu było bez ciebie. Idę po mercedesa z parkingu, facet go zostawił trzy dni temu, bo nie ma ładowania. - Wyjaśnił i wyszedł.
- Brian? A ty co tu robisz? - Wszedł z innego pomieszczenia Enzo.
- Cześć. No przyjechałem. Chce wrócić do pracy. - Augustine podszedł bliżej.
- Słuchaj, jak dla mnie to możesz wracać ale nie wiem czy powinieneś. Jakby nie było masz rany na rękach, a to jest brudna robota. Innym bym pozwolił, ale my jesteśmy kumplami, nie chciałbym żeby coś ci się stało.
- Enzo, dam radę. Na prawdę. W razie czego przecież mam Jesse'ego pod ręką to mi pomoże. - Do garażu wjechał właśnie on w mercedesie.
- Jesse. - Zawołał Enzo. - On chce wrócić do roboty.
- No spoko. - Kiwnął głową. - Jak czuje się na siłach, to co, chłopak ma siedzieć w domu?
- No dobra. Jak chcesz. Jak zmienisz zdanie to mi powiedz. - Kiwnął głową i wyszedł.
- No dobra, a teraz mów jak z Emily? W szpitalu z nią Gadałeś nie?
- Normalnie. - Mruknął. - Jesse.. Nie wiem. Rozmawialiśmy. Wyjaśniliśmy sobie tamtą sytuację. Ona powiedziała co czuje, ja co myślę i powiedziałem jej wprost, że brakuje mi rozmów z nią i tak dalej. Powiedziała że też chce żeby było normalnie i uznała że pocałunku nie było. No i jest normalnie. Chociaż nie gadamy ostatnio bo ona ciągle wychodzi, albo jest w szkole, a jak jest w domu to śpi albo się uczy. No albo ja śpię.
- A ty jesteś zadowolony?
- Powiedziała że kogoś ma. - Popatrzyli na siebie.
- Co? - Skrzywił się nagle i założył ręce na piersi.
- Powiedziała że poznała kogoś i że czuje motylki w brzuchu jak go widzi i myśli że to miłość.
- I co teraz?
- Jesse.. - Westchnął. - Nic. Nic nie zrobię. Poczekam. Kocham ją, dlatego pozwolę jej odejść, być z kim kogo kocha i jest tego pewna, pozwolę jej być z kim na kogo zasługuje. A wiem że z tym kimś będzie szczęśliwa. Szczęśliwsza niż ze mną..
- Skąd wiesz? A może nie będzie? Co wtedy?
- Zrobię temu komuś krzywdę.. - Wyznał zakłopotany szczerze.
- A ty? Będziesz tak na to patrzeć? Brian nie dasz rady..
- To najwyżej wyjadę. - Popatrzyli na siebie.
- Uciekniesz.
- Nie mogę sobie pozwolić na niszczenie jej życia, bo ja coś czuje, wiedząc że tego nie odwzajemnia.
- Mam nadzieję że kiedyś poprosisz o pomoc w obiciu temu komuś mordy. - Klepną go w ramie.
- A ja nie..
- Brian! - Zawołał Enzo z garażu obok. Chłopak tam poszedł a mężczyzna zamkną za nim drzwi. - Co z Zetas? Ostatnie dwa wyścigi bez ciebie przegraliśmy.
- Mogę jeździć.
- To jutro masz odebrać auto i jechać na nasz tor, poćwicz trochę.
- Dobra. Enzo - Zaczął i chwilę się zastanowił. - Derek coś mówił..?
- O tobie? Nie. Przyjął do wiadomości co się stało i tyle. Trochę się wkurwił jak dwa razy straciliśmy kasę na zawodach, ale cóż.. On cię lubi. Od początku wiedziałem że mu się spodobałeś. Dobry z ciebie pracownik. - Klepnął go w ramie.

- No. I jak się podoba? - Spytała kobieta wprowadzając Bradley'a i Emily do nowego mieszkania. Mieściło się ono w białym, czteropiętrowym bloku w dobrej dzielnicy miasta. Blok należał do prywatnego osiedla które było ogrodzone, był tam stały monitoring i ochrona. Domofony były z kamerami. Garaże znajdywały się pod blokami. Mieszkanie znajdywało się na piętrze czwartym, można było się tam dostać schodami lub windą. Zaraz za drzwiami wejściowymi był jasny korytarzyk z kilkoma zdjęciami które użyczył Bradley. Po prawej stronie było wejście do kuchni która była utrzymana w kolorach szarości, była wyposażona w pełen sprzęt kuchenny. Z niej można było przejść do jadalni która była oddzielona tylko pół ścianką. Z jadalni w której był duży szklany stół i sześć krzeseł było drugie wyjście które prowadziło z powrotem na korytarzyk. Po lewej od wejścia do mieszkania były drzwi od łazienki która mieściła dużą wannę z prysznicem i wszystko to, co było w niej wskazane. Urządzona była kolorach bieli i czerni. Następne drzwi prowadziły do małego pokoju w którym był stworzony pokój na pozór gabineciku, tam mieszał się brąz z zielenią. Następne wejście które było łukiem w ścianie prowadziło do salonu który był nowocześnie urządzony. Były tam czarne kanapy i fotele, białe puchate dywany, szklany stolik, barek, duży telewizor, sprzęt grający oraz duże szklane drzwi na taras gdzie Katy zagospodarowała drewniano kamienną podłogę, podwyższone rabaty na około krawędzi tarasu w których znalazły się krzaki ozdobne, kilka kwiatów i drzewo. Tam też był grill, bar, ogrodowy stół z krzesłami, wiklinowe kanapy i jacuzzi. Wracając do mieszkania.. Ostatnie drzwi które znajdywały się obok jadalni, prowadziły do sypialni. Na środku znajdywało sie duże wygodne łóżko z granatową pościelą. Po prawej stronie była ściana zabudowana szafą ze szklanych paneli. Przy łóżku znajdywały się małe etażerki na których stały lampki. Nad łóżkiem wisiał obraz. Po lewej stronie znajdywało się ogromne okno które można było zasłonić granatowo czarnymi zasłonami.
- Urządziłam się w ekspresowym tempie więc mam nadzieję że wam się podoba.
- Żartujesz? - Zawołała Em. - Jest wyrąbiste!
- To nie koniec niespodzianek. - Zaczął Bradley. - Ale najpierw musimy tu ściągnąć Brian'a i wcisnąć mu klucze.
- Robi się. - Wyciągnęła telefon i wybrała numer Brian'a. - Brian przyjedź po mnie..! - Wyrwała nie dając mu szansy się odezwać.
- Co się stało? Gdzie jesteś?
- Wyśle ci adres smsem. Proszę przyjedź po mnie.. - Skamlała. Rozłączyła się i wysłała chłopakowi adres. Usiedli w salonie. Piętnaście minut później chłopak stanął przed drzwiami. Dziewczyna wstała i otworzyła mu z uśmiechem drzwi.
- Em? Nic ci nie jest? - Zdziwił się. Dziewczyna wciągnęła go do mieszkania i zamknęła drzwi. - Wszystko w porządku?
- Tak. - Z salonu wyszedł Butch i Katy. Chłopak był zdezorientowany.
- Co to ma być? Myślałem że..
- Wszystko w porządku. - Przytuliła go.
- Mamy dla ciebie prezent. - Podszedł bliżej Butch. - To mieszkanie, należy teraz do ciebie. Jest wykupione na własność, czynsz jest uregulowany do końca roku. Akt własności jest wystawiony na twoje dane. A to - Wyciągnął dwie pary kluczy. - Są twoje klucze. - Wcisnął je do jego ręki.
- Ale.. - Pokręcił głową. Był zmieszany i zaskoczony. - Ja..
- Tylko nie mów że nie możesz! - Krzyknęła kobieta.
- Masz dwie pary kluczy. Zrobisz z nimi co zechcesz. - Dodał Walker. - Ale zanim to, te bloki mają podziemne garaże. Nie będziesz musiał się już prosić o czyjeś auto. - Wręczył mu kluczyki od Range Rover'a. Chłopakowi odjęło mowę. Tylko stał, patrzył i próbował ogarnąć co się właściwie dzieje.
- Briaaan. - Przytuliła go. - Nie cieszysz się? - Spojrzała na niego.
- Ja nie wiem.. Ale dlaczego to dostaje? To kosztowało dużo pieniędzy. Nie wiem czy mogę to przyjąć..
- Już za późno na odmowy. - Uśmiechnęła się Katy. - Porozglądaj się.
- Chodź. Porozmawiamy. - objął go w ramionach i zaprowadził do sypialni zamykając drzwi. - Słuchaj.. Weź to mieszkanie i samochód. Zależy mi. To w pewnym stopniu gwarancja twojego bezpieczeństwa. - Zaczął. - To nie jest zwykłe mieszkanie i auto. Katy je urządzała ale ja wprowadziłem kilka zmian które uznałem za stosowne, biorąc pod uwagę dla kogo pracujesz. Mieszkanie ma system alarmów, zwykły antywłamaniowy,  głosowy reagujący na hałas, naciskowy pod podłogami, nawet na tarasie. Wszystkie okna zostały wymienione na kuloodporne, a jeśli ktoś będzie chciał cię podejrzeć, to nic nie zobaczy. Mieszkanie jest wytłumione żeby nikt nie mógł się podsłuchać. Laptop ma szyfrowane IP. Komórkę którą dostałeś może tylko namierzyć osoba znająca hasła, czyli ja. W każdym pomieszczeniu masz schowek na podręczną broń, w przedpokoju za zdjęciem Emily masz sejf, a w sypialni w szafie schowek wielkości ciebie z najpotrzebniejszymi rzeczami gdybyś musiał tam przesiedzieć kilka godzin.. Jest też wykonane z materiału kuloodpornego. Auto ma tablice rejestracyjne nie do namierzenia. Zostały oklejone specjalną folią, jeśli ktoś zrobi ci zdjęcie wyjdzie mu tylko biała plansza. W zależności pod jakim kątem patrzysz cyfry tablicy się zmieniają. Okna są kuloodporne, silnik i bak podwójnie obudowany. Schowek na broń w bagażniku i pod kierownicą. - Wyjaśnił a chłopak usiadł na łóżku.
- Skąd ty wiesz o takich rzeczach? - Spytał zdziwiony.
-  Wiem o wielu ciekawych i przydatnych rzeczach. To co?
- Emily! - Zawołał. Dziewczyna przykuśtykała.
- No? i co? Zgodzisz się?
- Pod jednym warunkiem. Jedna parą twoja. - Wyciągnął rękę z jedną parą kluczy do mieszkania.
- Trzymaj jeszcze to. - Wyciągnął z garnituru kopertę i podał chłopakowi.
- Co to?
- Wszystko ci spłonęło. Przyda ci się. - Wyszedł z pokoju. Chłopak zajrzał i znalazł tam całkiem pokaźną sumkę.
- Ale ja mam pieniądze! - Krzyknął za nim. - Dostałem wypłatę.. - Mruknął do siebie.

2 komentarze:

  1. Czemu mnie nie dziwi fakt, że dziewczyna niczego nie umiała? Może dlatego, że ona zawsze nic nie umie, bo zamiast się zajmować tym co trzeba, to się pakuje w tarapaty, a tatuś ją głaszcze po główce zamiast dać porządną burę. Jej niby brat niby obiekt westchnień tez ją popiera w tych jej banialukach i parodiach. Jak ona dalej będzie takie sztuki odpierdalała, to ja ją chyba zacznę uznawać za jakąś mega, dużo, bardzo upośledzoną, bo tylko to by było jakimś logicznym usprawiedliwieniem jej postępowania.
    Wybacz mi ten powyższy wywód na temat twojej głównej bohaterki.
    Brian też nie dorósł do żadnej dorosłej, dojrzałej i męskiej za razem decyzji. Nie chce jej, nie umie o nią zawalczyć, ale jak ktoś spieprzy coś czego on sam nawet nie miał odwagi zacząć i się podjąć, to temu komuś nakopie. Niechże jemu ktoś lepiej nakopie.
    Te dzieci Bradleya naprawdę trudno lubić i zastanawiam się czy posiadanie takiego do bani i nieogarniętego ojca jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla ich postępowania. Jeszcze Briana umiałbym jakoś usprawiedliwić, ale Emilki nie. On się chociaż starał dojrzeć, dorosnąć, poradzić sobie, tylko, że plagi, złośliwość rzeczy martwych i ojciec mu na to nie pozwolili. Emi natomiast wcale nie podjęła takiej próby i jedno co robi swoim postępowaniem to zasługuje na porządne manto i to niemal od każdej napotkanej osoby, bo chyba każdemu podpada i działa na nerwy (nawet gdy na kogoś wpada, to ma tego kogoś ochotę nakopać i nawciskać takiemu komuś).
    Z tego rozdziału najciekawszy był moment, konkretnie dialog, w którym dowiedziałem się, że Brian zna Dereka. Tak jak sądziłem spotkanie tego faceta i Em nie było tak zupełnie przypadkowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okay, na dziś koniec komentowania twojego bloga, choć może nie, bo już jest rano, więc może jeszcze dziś tutaj powrócę, może się wyrobię przed 24 :-)
    Co do Emi i Briana to ja już ich skomentowałam ostatnim razem, a ten rozdział nic nie wnosi do ich zachowania i oceny ich postaci.
    Ciągle czekam na jakąś męską, która mnie nie zawiedzie, którą polubię i choć nie będzie krystaliczna, bo wiadomo, ze nie ma ludzi bez wad, to i tak będzie miała moją sympatię. Brak mi chyba tutaj najbardziej takiego mężczyzny z jajami, takiego prawdziwego, z krwi i kości, bo męskie postacie na tym blogu wcale nie są męskie, to bardziej takie panienki tylko po prostu z pytonem między nogami.

    Pozdrawiam:
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy