16.01.2015

10. Nocne odwiedziny.

- Gadałeś z nią? - Spytał Jesse i usiadł na masce auta. Na przeciwko niego, na szafkach siedział Brian.
- Nie.. Ale czuje że ją wystraszyłem.
- Kolacją?
- Nie głupku. Odwiozłem ją do domu i.. Pocałowała mnie. Tak tylko Musnęła, a ja debil do kwadratu zacząłem ją całować. Nie wiem co mi do łba strzeliło. Nie mogłem się powstrzymać. Od tamtej pory się z nią nie widziałem. Nawet ze sobą nie piszemy, a zwykle chociaż to robiliśmy. Ale czuje że się wystraszyła, a ja nie potrafiłbym spojrzeć jej teraz w oczy.
- No ale z nią nie Gadałeś tak? Może po prostu.. Nie wiem. Jest młodsza, może nie wie co powinna zrobić? Może nie jest pewna tego co czuje albo nie wiem co. Po prostu jest zajęta. Jesteś starszy, a przede wszystkim jesteś facetem. To ty powinieneś odezwać się pierwszy. Może jej wyjaśnij sytuację? Powiedz co czujesz.
- Jesse, ale ja ją wtedy jeszcze bardziej wystraszę. Zawsze traktowaliśmy się jak.. Rodzeństwo.. Razem dorastaliśmy. Boję się że po prostu.. Ona ma mnie tylko za brata tak? A ja.. Już sam nie wiem. Sam się pogubiłem..
- Jedź, przeproś ją, wytłumacz, powiedz co ci w duszy gra.
- Nie chce żeby wyszło tak że.. Ja jej wszystko wyznam, a ona powie że nic do mnie nie czuje. To będzie niezręczne. Ja nie będę wiedział jak zareagować, ona.. Nie wiem co zrobi. Ale będzie dziwnie.
- Jakby już nie było. Nie odzywacie się do siebie!
- Nie chce wyjść na jakiegoś.. Psychopatę.
- Słuchaj. Żeby innych zapalić, trzeba samemu płonąć. Więc jak nie jesteś pewien, zrób sobie rachunek sumienia.

Obudził go dzwonek do drzwi i walenie. Ktoś się dobijał. Zapalił lampkę i Zerkną na zegarek. Była za dziesięć czwarta. Wstał i wyszedł z pokoju.
- Idę już! - Krzyknął.
- Co się dzieje..? - W drzwiach drugiego pokoju stanęła Emily.
- Nie wiem. Wracaj do łóżka. - Odezwał się Butch i podszedł do drzwi. Spojrzał przez wizjer i otworzył zdziwiony. - Co tu robisz? Wiesz która jest godzina? Nie masz kluczy? - Zasypał go pytaniami.
- Nie wiem.. - sapnął. Ledwo stał na nogach. Butch mu się przyjrzał.
- Jesteś pijany?
- Tak.. Bardzo.. - Kiwnął głową opierając się o framugę. Błądził gdzieś wzrokiem.
- Przyjechałeś autobusem?
- Samochodem.
- Prowadziłeś?
- Kolega mnie odwiózł..
- Wejdź. - Wciągnął go za kurtkę do mieszkania.
- Nie.. Ja wracam.. Do domu..
- To twój dom. Zostań. Prześpij się. Wytrzeźwiej. Jesteś nieprzytomny.
- Nie. Ja nie mogę tu zostać. A poza tym chce wracać do domu.
- Brian, rozbierz się i idź do łóżka. Rano wrócisz do swojego mieszkania.
- Nic nie rozumiesz, nie mogę zostać..
- Czemu?
- Bo Emily.. Ona mnie.. Ja po prostu zrobiłem coś bardzo głupiego wiesz..? - Ojciec spojrzał za chłopaka, na przedpokój, gdzie stała Emily. Spuściła wzrok.
- Emily śpi. - Klepnął go w ramie. - Chodź do pokoju.
- I dobrze.. Że śpi.. - Sapnął.
- Brian, chodź do łóżka.. - Złapała go za rękę. Spojrzał na nią zdziwiony i przestraszony, miał inne oczy. Smutne i zamglone. Był bardzo pijany. Zabrał rękę i się odsunął, ale nie złapał równowagi i się przewrócił na drzwi.
- Brian. - Złapał go Butch. - Wstań. Emily idź pościelić mu łóżko. - Pociągnął go aby wstał i zaprowadził do dawnego pokoju. Zdjął kurtkę i buty. - Kładź się. - Poczekał chwilę. - Jest ci nie dobrze?
- Co?
- Będziesz wymiotować?
- N.. Nie.. - Butch otworzył okno i zgasił światło.
Rano, Emily jeszcze spała, Bradley siedział w kuchni w szlafroku i pił kawę. Wszedł Brian. Był blady i marnie wyglądał.
- Dzień dobry. Jak tam główka? - Spytał gdy chłopak usiadł na przeciwko niego i oparł głowę o ręce.
- Bardzo wczoraj nagrzeszyłem..? - Spytał cicho.
- Nie. Gadałeś bez ładu, składu i nic nie zrozumiałem. Chciałeś wracać do domu na piechotę. - Chłopak westchnął.
- Przepraszam za to.. Kolega mnie tu przywiózł.
- Wiem. Tylko to zrozumiałem. Czemu nie mógł odwieźć cię do twojego mieszkania?
- Bał się mnie zostawić samego.. - Ojciec Pokiwał głową.
- Dobrze zrobił. Podziękuj mu za to. - Upił łyk kawy.
- Jezu, ale źle się czuje.. Odwieziesz mnie do domu..?
- Jeśli chcesz. A właśnie. W nocy mówiłeś coś o Emily, nie zrozumiałem za bardzo o co ci chodziło..? - Popatrzyli na siebie.
- Nie wiem.. Nie pamiętam..  Pewnie gadałem jakieś pijackie głupoty. - Skłamał, akurat to pamiętał.

- Byłem w hotelu. - Podszedł do Jesse'go.
- No brawo. I jak było? - Uśmiechnął się nachylając się do silnika auta.
- Nie pamiętam. Wczoraj byłem w barze, najebałem się jak szpadel. Kolega odwiózł mnie do hotelu. Wiem że coś mówiłem Butch'owi o Emily ale nie pamiętam co.. - Popatrzyli na siebie.
- No ty to jesteś agent.. - Pokręcił głową. - A Emily? Co na to?
- Nie pamiętam!
- No z nocy to z pewnością. Ale w końcu musiałeś wytrzeźwieć i się obudzić nie?
- Jak wstałem to jeszcze spała..

- Był w domu w nocy. - Zaczęła chowając ręce do kieszeni. Szły chodnikiem który prowadził od domu Amy do centrum dzielnicy. Na ulicach paliły się już latarnie, bo mrok zalał miasto. Było po dwudziestej pierwszej.
- I co mówił? - Spojrzała na nią blondynka.
- Nic ważnego w sumie. Był pijany. Głównie mówił że chce wracać do swojego mieszkania i napomknął coś o tym że.. Nie może u nas zostać bo coś.. Bo zrobił coś bardzo głupiego.. Czy coś, nie dużo zrozumiałam z jego pijackiego bełkotu..
- Ciekawe. A jak wytrzeźwiał?
- Jak się obudziłam rano to jego już nie było.
- Stchórzył?
- Tata mówił że go odwiózł bo źle się czuł.
- Może przyjedzie jeszcze?
- Nie sądzę.
- To co, będziecie teraz do końca życia się unikać?
- Nie wiem Amy! - Westchnęła. - Jeszcze ten Maddox przyleciał i zawrócił mi w głowie..
- Oh odczep się od niego. Kochasz go i to już się nie zmieni.
- Wiesz, nie wiem czy to jest normalne, kochać się w facecie starszym od siebie o jakieś.. Ponad dziesięć lat, w dodatku jest nieosiągalnym celem bo po pierwsze jestem za młoda, po drugie.. Nie wiem, ale po prostu nie. A na marginesie kochać kogoś w kim się zadurzyło jako małe dziecko, bo widziałam w nim bohatera kreskówki.
- No widzisz, ja też mam takiego kogoś. Od lat bujam się w wspólniku rodziców z firmy. Może nie są osiągalni ale.. Przynajmniej ich mamy. I mamy z nimi szalone sny. - Rozmarzyła się.
- Ja to mam ostatnio sny z Brian'em. Chociaż dziś śnił mi się Hector..
- Co? - Zaśmiała się. - W ogóle, co z wami? Urządzacie sobie jakieś tajne pogawędki. Obgadujecie mnie, czy jak?
- Niee, no co ty. Po prostu.. - Zamilkła na chwilę. - Mamy wspólny interes. To znaczy on ma. A ja musiałam się zgodzić bo.. No bo tak. - Zakręciła się. Przetarła dłonią czoło i nerwowo spojrzała na przyjaciółkę.
- Jaki interes? Chodzi o te pracę domowe..?
- Tak! - Krzyknęła wyszczerzona. - Chce dorobić i wiesz.. Mamy się dzielić robotą i kasą..
- Spoko. No, czyli się dogadujecie. A nie mówiłam że do siebie pasujecie? - Uśmiechnięta spojrzała na brunetkę.
- Ta. Jak cholera..
- Dziewczynki.. - Zatrzymał je starszy mężczyzna. Wyglądał na bezdomnego.
- Proszę odejść. - Odezwała się Amy. Po tych słowach złapał ją za nadgarstek i podszedł bliżej.
- Mi się nie odmawia, suczko! - Przejechał jej ręką po kroczu i wsunął rękę pod bluzkę. Blondynka stała sparaliżowana strachem.
- Zostaw ją posrańcu! - Krzyknęła Emily. Mężczyzna na nią spojrzał i ciągnąc za rękę Forbes, podszedł do niej. Przyjrzał jej się. Puścił blondynkę i przylgnął do brunetki. Czuła jego łapska na biodrach, talii i dekolcie. Szarpnęła go aby ją puścił. Po rozkładany nóż sięgnęła gdy polizał jej policzek. Nóż wbiła z całej siły i wyjęła. Mężczyzna krzyknął, zrobił dwa kroki do tyłu, a ona złapała przyjaciółkę za rękę i zaczęły uciekać. Całe szczęście ich nie gonił. Po dobiegnięciu do posesji Forbes, dziewczyny przysięgły sobie, nikomu o tym nie mówić, a Amy wezwała taksówkę dla Em.


Heejo!
Tak jak pisałam, obiecałam i zostało zaakceptowane przez czytelników - notki cotygodniowe.
Nie wiem jak to wyjdzie w dalszych planach, ale póki ferie to tak będzie :D
Wiem, dziś znów krótszy, ale jakoś tak mi się podzieliło, nie chciałam dzielić jednej sceny na dwa rozdziały. Ale mam nadzieję że się podoba ^^
Dziękuję za pozytywne komentarze pod notkami <3



Serdecznie polecam! Jeśli ktoś lubi fantasy / romans!
sacrificed-to-the-devil

 Do kolejnej moje Robaczki <3

PS. Jeśli mam coś u kogoś jeszcze zaległego w czytaniu to proszę o informację w komentarzu!

<3

10 komentarzy:

  1. Ojej Braian się upił i przyszedł do mieszkania Em, liczyłam że po pijaku wyzna jej co naprawdę czuje, że powie jej całą prawdę, szkoda... Ale może to i lepiej historia będzie trwała dłużej :)
    No i jego rozmowa z Jesse bardzo mi sie podobała. Gdyby posłuchał jego rad... :)
    Końcówka rewelacyjna, kim był ten mężczyzna? Zwykłym bezdomnym? Raczej nie chce mi się w to wierzyć, mam wrażenie, że jeszcze nieraz pojawi się w twoim opowiadaniu, choć wolałąbym nie
    http://nim-ci-zaufam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że po pijaku Brian będzie bardziej wylewny. Ale może to i dobrze, że o niczym nie powiedział, bo gdyby ojciec się dowiedział, że pocałował Emily to mógłby tego nie zrozumieć i ostro się wkurzyć. W końcu wychowywali się razem tyle lat... To rzeczywiście dziwna sytuacja. Podobały mi się te dialogi na początku i przedstawienie sytuacji z perspektywy obu stron. Natomiast końcówka mnie... zwaliła z nóg. Wiem, że Emily się broniła, ale wbicie komuś noża to nie jest takie hop siup... Tak po prostu zostawiła tego faceta i uciekła? Bez emocji? Jakby się nic nie stało...

    Pozdrawiam i czekam na następny!:*

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no. Po Brianie się tego nie spodziewałam, nieźle nabroił. Zastanawiam się nad tym co będzie dalej z tego "interesu" Emily i Hectora, ciekawie będzie. Ten bezdomny - dziwny poparaniec, biedne. Tyle się dzieje i mam tyle pytań bez odpowiedzi. Uhh :D
    Zdecydowanie za krótko!
    Dziękuję za polecenie bloga, czekam na kolejny rozdział! :*
    Buźka! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ogarnęłam w końcu niesfornego laptopa - niestety, sprawa GG nadal jest w toku -_-
    Noooo Brian O.o kurde, ty cholero... :D ale dobrze, że nie wypeplał :P
    Rzeczywiście, dziwna sprawa trochę... no ale...
    Hmmm.... ten bezdomny jakiś podejrzany i wydaje mi się, że ta bezdomność to tylko przykrywka...
    Ale czy one rzeczywiście go zabiły? Coś czuje, że jeszcze się pojawi, albo on zrobi wszystko, żeby je wrobić w swoją śmierć... ahaha za dużo filmów oglądam ostatnio i moja bujna wyobraznia szaleje :P
    Notka wspaniała <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy Brian w końcu zachowa sie jak prawdziwy mężczyzna czy będzie uciekał przed Emily przez co najmniej 10 kolejnych odcinków?

    Miło, że co tydzień będą odcinki. Wciąż wierze, że któregoś pięknego dnia odcinki będą nieco dluższe i bardziej muśnięte dreszczykiem emocji. Chyba, że to masz na celu, bawić się w spokojnym rytmie. Może warto troche rozszerzyć horyzonty i zaszaleć? Ze dwa odcinki wstecz, gdy tonowałaś akcję i spokój na przemian, było świetnie! Nie, że mi się nie podoba. Taka drobna uwaga. To bardziej porywa. Wciąga. Że czytelnik ma ochotę Cie rozerwać na strzępy, że w takim momencie skończyłaś.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek. Zaskocz mnie :P

    Ps. Mam nadzieje, że Cie nie uraziłam. Sama nie jestem na wysokich lotach odnośnie pisania, kiedyś może i byłam.. ale! Takie drobne rady, kiedy ktoś je bierze sobie do siebie, Z DYSTANSEM, są dobre. Mimo wszystko, są także pochwałą. Hm. Pozwół, że zacytuję: Żeby innych zapalić, trzeba samemu płonąć.
    Mądre i spodobało mi się. Serio. Zapal własną ambicje (wsród głupich obowiązków szkolnych, żart oczywiście :D, jak bd miała odrobine chwili), pokaż to. Bo ja uważam i czuje, że kiedy Ty dryfujesz w szalonej akcji, gdzie się dużo dzieje, to jest właśnie Twój żywioł. I w tym Twoje odcinki ukazują całą swoją fabułę!

    Dziękuje za uwagę i pozdrawiam. Buziaczki Maleńka :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno totalnie mnie zaskoczyłaś! Końcówka najlepsza na całym świecie. Emily wbiła nóż temu bezdomnemu! On jest jakiś mega dziwny. Jestem ciekawa co będzie dalej, więc szybciutko dodawaj kolejny! Zazdroszcze Ci ferii, ja dopiero za dwa tygodnie mam, ehh. Dużo weny. :) ( Wcześniej Claude )

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam ten obrazek, który masz w tle. Strasznie miło mi się kojarzy z pewnym blogerem... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej!
    I znowu jestem. Tym razem nadrobię zaległe rozdziały.
    Notka świetna, świetna, i jeszcze raz świetna. Jesteś, piszesz cudownie.

    Ostatnia scena lekko mnie przeraziła. Dobrze, że dziewczynom nic się nie stało. Kiedy czytałam dialogi między Brian'em a jego kolegą, chciałam powiedzieć mu tylko jedno: "weź się ogarnij, koleś" Zamiast powiedzieć jej to co czuje, unika jej i tak jest tylko gorzej. W ten sposób sprawy na pewno nie rozwiąże. Nie dowie się co do niego czuje Emily dopóki sam jej tego nie powie... O, jesteś, o jesteś... Chyba powiedziałam wszystko co miałam na ten temat powiedzieć.

    Opisujesz wszystko bardzo realistycznie... Czytając twoje opowiadanie, można przeżywać z bohaterami wszystko to co oni czują... Dobrze to brzmi? :)

    Po prostu cudowny rozdział. To chyba tyle. Idę czytać dalej. :)

    Pozdrawiam i życzę duuuuużo weny :)

    http://ourangelsalwaysfall.blogspot.com/


    OdpowiedzUsuń
  9. Brain pijany... tak jak myślałem wcześniej odpowiedzialności nie ma w nim za grosz, ale w sumie jest jeszcze młody, nie musi być skrajnie dojrzały, ale to nie znaczy że ma być od razu skrajnie dziecinny. Pomimo tego Briana darze większą sympatią niżeli Emi. Jej naprawdę ktoś powinien ukrócić ten język.
    Co do 10 lat różnicy to naprawdę nie wydaje mi się jakąś skrajnie dużą różnicą, raczej taką względną. Wydaje mi się, że 5-10 lat różnicy to tak właśnie akurat między kobietą a mężczyzną, bo 1-2 to stanowczo za mało, a 12-20 to za dużo.
    Akcja z próbą gwałtu (chyba tak to mogę nazwać) czy to będzie miało jakieś znaczenie dla późniejszego postępu opowiadania? Ten facet jest kimś ważnym? Pojawi się jeszcze? Ma jakiś motyw, czy działał tak sobie po prostu jak zwykły zboczeniec?
    PS. Jeśli na któryś komentarz mi odpiszesz to daj mi znać i wrzuć link do tego rozdziału z odpowiedzią do spamu czy gdziekolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubię Briana i nie kryje tego. Niby szczególnie mi nie wadzi, ale jakby go ktoś wystrzelił, to bym nawet się uśmiechnęła. Z Emi jest odwrotnie, ona mi wadzi, chce by spotkało ją coś złego, ale jakbyś ją uśmierciła, to byłoby mi przykro. Może w tym przypadku zaczynają się u mnie uaktywniać takie objawy jak: kobieca solidarność, albo solidarność jajników. Sama nie wiem czy to dobrze, bo tak obiektywnie patrząc, to Brian jest bardziej pozytywny, sympatyczny i rozsądny. Chociaż w twoim opowiadaniu to chyba tylko Maddox rozsądkiem jakoś szczególnie grzeszy.
    Scena próby gwałtu i Emi w tym wszystkim. Ta dziewucha to naprawdę magnes na kłopoty.

    To tyle na dziś, jutro postaram się doczytać pięć kolejnych rozdziałów i skomentować kolejną dziesiątkę. Jak będę miała takie tempo to już w czwartek będę na bieżąco. O ja cię kręcę, niemożliwe, ja i na bieżąco.

    Pozdrawiam
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy