13.03.2015

19. Zadanie.

Obudziła się w nocy, usiadła na łóżku i sprawdziła telefon. Miała wiadomość od Derek'a który życzył jej miłych snów. Wstała i poszła do kuchni, wzięła szklankę i nalała sobie wody. Gdy chciała wrócić do pokoju zauważyła podświetloną czyjąś twarz.
- Tato! - Krzyknęła spanikowana i wypuściła z rąk szklankę. Chłopak wyciągnął zdezorientowany słuchawki z uszu i zapalił światło.
- Em to ja. - Wyciągnął do niej ręce i uważając na szkła do niej podszedł. Rozpłakała się. - Przepraszam. - Przytulił ją.
- Co się dzieje? - Wszedł do nich ojciec.
- Nic.. Przestraszyłam się. - Wytarła policzki w rękawy bluzy.
- To moja wina. Siedziałem po ciemku i słuchałem muzyki na słuchawkach. Nie zauważyłem jej. - Podrapał się po głowie.
- Dzieciaki.. - Pokręcił głową ojciec. - Idźcie do łóżek. Jest trzecia nad ranem. Tylko sprzątnijcie szkła. - Wskazał podłogę i wrócił się do sypialni. Brian i Emily posprzatali szkła i wytarli podłogę.
 - Em masz. - Podał jej słuchawki. Zdziwiona je wzięła. - Pożyczyłem..
- trzymaj. Ja mam drugie. - Uśmiechnęła się i mu je oddała. Rozeszli się do sypialni.
- Emily..? - Usłyszała kilka minut później.
- Co? - Zapaliła lampke przy łóżku. Chłopak podszedł siadając na kancie łóżka.
- Chciałaś ze mną pogadać w szpitalu..
- Tak.. Żebyś z nami zamieszkał. - Popatrzyli na siebie.
- Przepraszam. - Odezwał się nagle.
- Za co? - uniosła zdziwiona brwi.
- Za pocałunek. - Patrzył jej prosto w oczy. - Nie wiem czemu to zrobiłem.. To znaczy wiem. Ale wiem też że nie powinienem. I wiem że źle się z tym poczułaś. I że to przez to zerwaliśmy ze sobą kontakt. A bardzo mi brakuje rozmów z tobą.
- Ja.. - Spuściła wzrok. - Po prostu.. Nigdy nie miałam chłopaka i po prostu nie wiem co czuje.. Nie jestem w stanie odróżnić pewnych rzeczy.. Wiem że cię kocham - Spojrzała na niego. - Ale to chyba nie o taką miłość chodzi.. Na pewno jesteś dla mnie bardzo ważny. Ale gdybyśmy mieli być ze sobą.. Nie jestem w stanie tego ocenić. - Pokiwał do niej głową. - Nie odzywałam się bo nie wiedziałam co.. Jak powinnam zareagować..
- Chciałbym żeby było między nami jak wcześniej..
- To niech po prostu będzie. - Uśmiechnęła się. Przysunął się do niej i ją Przytulił. - Mogę ci coś powiedzieć?
- Pewnie że tak.
- Poznałam mężczyznę.. I chyba mam motylki w brzuchu jak go widzę.. - Spojrzała na niego uśmiechnięta. Uśmiechnął się też i mocniej ją Przytulił.

- Oglądasz auta? - Spytała kobieta, patrząc na wyświetlacz laptopa.
- Tak. Szukam samochodu bo.. Chce kupić auto Brian'owi. Taki dodatek do mieszkania. Wiem że przyda mu się do pracy.
- Dobry pomysł. - Pokiwała głową. - A ja chyba znalazłam idealne mieszkanie. Tylko musisz je zatwierdzić.

Pod hotel podjechało auto, gdy dochodziła drzwi pasażera się otworzyły. Siedział tam Scott. Z przodu siedział Hector oraz starszy mężczyzna którego wołali Tony, to on prowadził. Wsiadła i zatrzasnęła drzwi. Momentalnie ruszyli z miejsca i z piskiem opon opuścili parking. Była zdenerwowana i ciągle przyglądała się Tony'emu i Hector'owi.
- Co będziemy robić? - Spytała, nie mogła wytrzymać tej niepewności. Tym bardziej że auto wyjechało poza obszar zabudowany, kierując się w czarny las.
- Zobaczymy jak radzicie sobie w terenie. - Odezwał się Hector. Zatrzymali się. Tony otworzył bagażnik.
- Podejdźcie. - Zawołał starszy mężczyzna. Założył im dziwne bransoletki na ręce i wręczył latarki.
- Co mamy zrobić konkretnie? - Spytał Scott.
- Proszę. - Wręczył im kartki. Była tam mapka i wypunktowany plan.
- Chwila. - Zawołała gdy Tony wsiadł do auta.
- No? - Spojrzał na nią Hector. - Mam kurwa biegać po lesie teraz? Wiesz że jutro mam egzamin zaliczeniowy z historii! Jak go zawale to nie zdam semestru!
- Emily. - Złapał ją za ramie. - Zróbcie to szybko i odwiozę was do domu.
- Pieprz się Hector! - Fuknęła nagle.
- Emily! - Krzyknął na nią. - Czas leci. Jak dasz sobie dziś radę to jutro pomogę ci z egzaminem.
- Ciekawe jak. - Odwróciła się na pięcie i usiadła na drodze. Chłopak wsiadł i odjechali.
- Musimy iść tam. - Poświęcił latarką po lesie.
- Chrzań się. - Burknęła.
- Emily. Proszę cię. Bo pójdę bez ciebie.
- To sobie idź! Mi nie zależy! Jutro zawale mega ważny egzamin więc ojciec się na mnie tak wkurwi, że wolę nie wracać do domu.
- Hector ci pomoże.
- Hector ci pomoże. - Sparodiowała go. - Ciekawe kurwa jak. - Chłopak się uśmiechnął.
- Zobaczysz. Jeszcze nas nie znasz. Nie znasz jego. A jest zupełnie inny niż wszyscy myślą. Jest za swoimi. Skoczy w ogień za nimi. Masz szczęście że jesteś w jego grupie.
- A ty nie jesteś?
- Nie. - Podszedł bliżej i pociągnął ją aby wstała i ruszyli. - Byłem w grupie Dominic'a. Uczył mnie, ale po pierwsze nie szło mi najlepiej a po drugie jakiś czas temu oberwało mu się na akcji.. Hector mnie przygarną na szkolenie.
- Co o nim wiesz?
- Niewiele jeśli chodzi o jego życie prywatne. Bo wiem tylko jak się nazywa. - Zaśmiał się. - Ale w Mala Noche, jest dobry. Ludzie mają do niego szacunek. Wie co robi, a jeśli coś mówi, to dotrzymuje słowa. Wiem też że jest za swoimi ludźmi z grupy i za osobami które szkoli. Więc jeśli coś ci obiecał, to tak będzie.
- Obiecał że zdam egzamin do Mala Noche.
- Zobaczysz że zdasz. Nie jest łatwo. Ale jeśli tak powiedział to nie da ci zginąć. - Klepnął ją w plecy a ona się potknęła o gałęzie i zsunęła się z górki. - Emily! - Poświęcił latarką w dół szukając jej. Zbiegł na dół. Dziewczyna siedziała i głośno Oddychała. - Jezu nic ci nie jest? - Spytał przestraszony.
- Wpadłam na gałąź. Chyba skręciłam kostkę.
- Wstań. Pomogę ci iść. - Pociągnął ją. Ruszyli dalej. - Teraz powinniśmy iść tam. - Wskazał świecąc latarką.
- Tu gdzieś powinien być objekt do znalezienia. - Świeciła latarką po ziemi. - Kurwa skąd mam wiedzieć czego mam szukać? Nawet nie wiem czy to zakopali czy powiesili na drzewie. Beznadzieja.
- Czekaj, przeczytam to jeszcze raz. Musieli dać jakieś wskazówki.
- Pośpiesz się bo mi zimno. Zaczyna mnie bardziej boleć ta nogą..  - Usiadła i nagle zauważyła. - Patrz. - Pokazała kopertę. Chłopak podszedł i ją wziął.
- Znajdziecie drogę idąc po świetle. - Przeczytał zawartość.
- A kuchnię po zapachu, łazienkę po wodzie, lodówkę po jedzieniu. - Mruknęła. - Wyłącz latarkę. - Poprosiła i zaczęli się rozglądać w poszukiwaniu światła. - Tam. - Wskazała.
- To idziemy. - Pomógł jej wstać. Znaleźli drogę na której był samochód.
*
- Idą. - Klepnął w ramie Hector'a który momentalnie podniósł wzrok z telefonu na jezdnię. Jego wzrok skupił się na dziewczynie która dziwnie szła. - Z dziewczyną jest coś nie tak. - Dodał a Hector wysiadł i pobiegł do nich z latarką.
- Co się stało? Nic ci nie jest? - Poświęcił po dziewczynie.
- O coś zaczepiła i spadła z góry. - Wyjaśnił Scott.
- Zrobiłaś sobie coś?
- Chyba tak. Strasznie boli mnie noga. Nie mogę w ogóle na nią stanąć. - Odezwała się cicho. - Chłopak poświęcił na jej nogi. Jedna była spuchnięta w kostce.
- Trzymaj. - Dał latarkę chłopakowi i wziął ją na ręce. Zaniósł aż pod samochód. Tam posadził ją na siedzeniu ale z nogami na zewnątrz.
- Co jest? - Zawołał Tony. Hector Kucnął aby obejrzeć z bliska nogę.
- Emily, zdejme ci but dobra? - Spojrzał na nią. Zgodziła się ale jak tylko zaczął odwiązywac sznurówki, poczuła ból. Zacisnęła zęby i dłonie.
- Hector? - Zawołał Tony.
- Poczekaj no! - Krzyknął i spojrzał na dziewczynę. - Będziemy musieli pojechać do szpitala. - Oznajmił.
- Nie! Żadnych szpitali. Poradzę sobie.
- Emily serio, to kiepsko wygląda.
- Zadzwonie do mojego lekarza.. Jest przyjacielem rodziny, ok?
- Dobra. - Wsiedli i ruszyli, Emily zadzwoniła do Paul'a ale ten kazał jej przyjechać. Najpierwsz szybko pojechali do siedziby gdzie Tony ze Scott'em poszli do szefa a Hector wziął swoje prywatne auto i pojechał pod wskazany przez nią adres. Zatrzymali się pod czteropietrowym blokiem. Wjechali na piętro trzecie i zapukali do mieszkania.
- Wejdźcie. - Otworzył im uśmiechnięty. Mężczyzna przyjrzał się chwilę chłopakowi który pomagał jej chodzić. - Chodźmy do salonu, usiądziesz a ja to obejrze. - Zaproponował. Przemieścili się tam. Em usiadła, Hector stał niespokojnie obok, a Paul podciągnął rękawy bluzki i Kucnął przed nią. - Co się stało? Dokładnie.
- Potknęłam się. Spadłam z góry. Znaczy ze schodów. - Poprawiła kłamiąc. - Hector pomagał mi się uczyć historii na jutrzejszy egzamin.. - Mężczyzna podciągnął jej spodnie i delikatnie zdjął skarpetki.
- I jak wam poszło? - Zerkał na nią.
- Całkiem.. Ała! Zostaw! - Krzyknęła nagle na niego. Mężczyzna popatrzył na nią nie zabierając rąk.
- Cii. Muszę sprawdzić czy masz całe kości, chyba że chcesz spędzić kilka godzin w szpitalu czekając na prześwietlenie. - Popatrzył na nią, miała już w oczach łzy.
- Chce do domu, zostaw mnie. Samo się zagoi.. - Jęknęła co spowodowało że Hector poczuł się winny. Paul zrobił drugi ruch a dziewczyna znów krzyknęła.
- Już. - Oznajmił lekarz. - Czujesz palce?
- Tak.
- Wstań. - Pociągnął ją za ręce. - Spróbuj stanąć. Ale nie przenoś całego ciężaru na tą nogę. - Wykonała zadanie. - Dobra. Siadajcie.
- I co teraz? - Spytała.
- Przez trzy dni stabilizator. Później opaska elastyczna albo bandaż. Dam ci leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwobrzękowe i w razie czego heparynę przeciw zakrzepom. To ci starczy do rana, a później weźmiesz normalne leki w proszkach. Wypisze ci receptę.
- A teraz dostanę nienormalne proszki?
- Teraz w ogóle nie dostaniesz proszków tylko zastrzyki. - Uśmiechnął się a ona przełknęła ślinę.
- Wieeesz.. Ale mnie już nie boli. - Zmieniła od razu zdanie. - Niepotrzebnie przyjeżdżałam.
- Poczekaj tu. - Zaśmiał się i wyszedł do innego pokoju.
- Hector..! Zabierz mnie stąd..!
- Ale czemu? - Spytał zdezorientowany.
- Bo kurwa cię proszę..! On idzie po zastrzyki..!
- Boisz się igieł? - Zdziwił się.

Tak jak obiecałam, raz w miesiącu, notka podwójna!

20. Gwarancja bezpieczeństwa.
- Co się stało?! - Od razu wstał widząc córkę.
- Tato to nic takiego. -Zaczęła.
- Skręciła kostkę. To nic poważnego. - Wyjaśnił Paul który przywiózł ją do domu.
- Ale jak to się stało?
- Tak że jestem sierotą i spadłam ze schodów..
- Idź się połóż i pamiętaj żeby nie obciążać za bardzo nogi. Sprawdzę jak się masz za trzy dni. - Podszedł do przyjaciela. - A ty jej wykupisz recepty. - Podał mu je.
- Dobrze. Ale to nic poważnego?
- Nic. Ale niech nie biega teraz. Lepiej żeby poleżała. A on co? - Wyjrzał z za ramienia przyjaciela na kanapę, na której spał Brian.
- Oglądał telewizję. Ale wiesz.. Mam wrażenie że nie czuje się za dobrze.. - Dodał cicho.
- Czemu?
- Nie wiem.. Tak mi się wydaje.
- Daj chłopakowi spokój. - Poklepał go.

Siedziała już na egzaminie i nerwowo pstrykała długopisem obserwując zegar. Nie umiała nic, więc nawet nie podjęła się czytania pytań. Minęło dopiero trzy minuty lekcji. Gdy spojrzała na kartkę zauważyła czerwoną kropkę laseru. Zerknęła w okno i znów na kartkę. Laser wskazywał jej odpowiedź B w zadaniu pierwszym. Zaznaczyła ją niepewnie a laser przejechał na pytanie dalej. Uśmiechnęła się do siebie. Nie wierzyła własnym oczom. Dotrzymał słowa. Gdy doszli do dwóch zadań otwartych poczuła jak wibruje jej telefon w kieszeni. Gdy dyskretnie go wysunęła, znalazła tam odpowiedzi. Po zakończonej lekcji wysłała wiadomość do Hector'a z podziękowaniami. Chłopak złożył broń przy której miał laser, a Scott schował laptopa i książkę od historii. Gdy wyszła ze szkoły na murku siedzieli obaj.
- I jak historia? - Zawołał. Podeszła uśmiechnięta.
- Zajebiście. Musimy to powtórzyć. Nie wierzyłam że mi Pomożesz.
- No widzisz. Następnym razem mi uwierzysz.
- Z pewnością.
- Jak się czujesz? Jak nogą?
- Dobrze. Nadal ją mam jak widać. - Zaśmiała się.

- Butch.. - Zajrzał do jego sypialni. Było chwilę po szóstej rano. Ubrany był w ciemne spodnie jeansowe, szare skarpetki i ciemno czerwoną bluzkę z długimi rękawami. Walker siedział na łóżku jeszcze w piżamie, ale miał zamiar już się ubierać. Zjeść śniadanie i zejść do biura na dół. Obrócił głowę w bok i spojrzał na młodego chłopaka. Jedną rękę miał w kieszeni spodni, a drugą trzymał klamkę drzwi.
- Już wstałeś? Jeszcze wcześnie. - Zdziwił się i odezwał zachrypniętym jeszcze głosem.
- Będzie ci dziś potrzebne auto?
- Nie.
- A pożyczył byś mi na dziś?
- Tak. Weź kluczyki z komody. - Wskazał mebel. Chłopak podszedł i wziął je.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Wrócę dziś późno..
- Nie tłumacz się. Jesteś dorosły.. Chyba że masz kłopoty, to wtedy się tłumacz. - Uśmiechnął się.
*
- Brian! - Przywitał się radośnie z nim Jesse. - Co ty tu robisz?
- Przyjechałem. - Oparł się o szafki. - Przecież mogę pracować. Nie jestem chory ani jakoś.. Strasznie poszkodowany. Tylko pogadam z Enzo.
- Spoko. Nudno tu było bez ciebie. Idę po mercedesa z parkingu, facet go zostawił trzy dni temu, bo nie ma ładowania. - Wyjaśnił i wyszedł.
- Brian? A ty co tu robisz? - Wszedł z innego pomieszczenia Enzo.
- Cześć. No przyjechałem. Chce wrócić do pracy. - Augustine podszedł bliżej.
- Słuchaj, jak dla mnie to możesz wracać ale nie wiem czy powinieneś. Jakby nie było masz rany na rękach, a to jest brudna robota. Innym bym pozwolił, ale my jesteśmy kumplami, nie chciałbym żeby coś ci się stało.
- Enzo, dam radę. Na prawdę. W razie czego przecież mam Jesse'ego pod ręką to mi pomoże. - Do garażu wjechał właśnie on w mercedesie.
- Jesse. - Zawołał Enzo. - On chce wrócić do roboty.
- No spoko. - Kiwnął głową. - Jak czuje się na siłach, to co, chłopak ma siedzieć w domu?
- No dobra. Jak chcesz. Jak zmienisz zdanie to mi powiedz. - Kiwnął głową i wyszedł.
- No dobra, a teraz mów jak z Emily? W szpitalu z nią Gadałeś nie?
- Normalnie. - Mruknął. - Jesse.. Nie wiem. Rozmawialiśmy. Wyjaśniliśmy sobie tamtą sytuację. Ona powiedziała co czuje, ja co myślę i powiedziałem jej wprost, że brakuje mi rozmów z nią i tak dalej. Powiedziała że też chce żeby było normalnie i uznała że pocałunku nie było. No i jest normalnie. Chociaż nie gadamy ostatnio bo ona ciągle wychodzi, albo jest w szkole, a jak jest w domu to śpi albo się uczy. No albo ja śpię.
- A ty jesteś zadowolony?
- Powiedziała że kogoś ma. - Popatrzyli na siebie.
- Co? - Skrzywił się nagle i założył ręce na piersi.
- Powiedziała że poznała kogoś i że czuje motylki w brzuchu jak go widzi i myśli że to miłość.
- I co teraz?
- Jesse.. - Westchnął. - Nic. Nic nie zrobię. Poczekam. Kocham ją, dlatego pozwolę jej odejść, być z kim kogo kocha i jest tego pewna, pozwolę jej być z kim na kogo zasługuje. A wiem że z tym kimś będzie szczęśliwa. Szczęśliwsza niż ze mną..
- Skąd wiesz? A może nie będzie? Co wtedy?
- Zrobię temu komuś krzywdę.. - Wyznał zakłopotany szczerze.
- A ty? Będziesz tak na to patrzeć? Brian nie dasz rady..
- To najwyżej wyjadę. - Popatrzyli na siebie.
- Uciekniesz.
- Nie mogę sobie pozwolić na niszczenie jej życia, bo ja coś czuje, wiedząc że tego nie odwzajemnia.
- Mam nadzieję że kiedyś poprosisz o pomoc w obiciu temu komuś mordy. - Klepną go w ramie.
- A ja nie..
- Brian! - Zawołał Enzo z garażu obok. Chłopak tam poszedł a mężczyzna zamkną za nim drzwi. - Co z Zetas? Ostatnie dwa wyścigi bez ciebie przegraliśmy.
- Mogę jeździć.
- To jutro masz odebrać auto i jechać na nasz tor, poćwicz trochę.
- Dobra. Enzo - Zaczął i chwilę się zastanowił. - Derek coś mówił..?
- O tobie? Nie. Przyjął do wiadomości co się stało i tyle. Trochę się wkurwił jak dwa razy straciliśmy kasę na zawodach, ale cóż.. On cię lubi. Od początku wiedziałem że mu się spodobałeś. Dobry z ciebie pracownik. - Klepnął go w ramie.

- No. I jak się podoba? - Spytała kobieta wprowadzając Bradley'a i Emily do nowego mieszkania. Mieściło się ono w białym, czteropiętrowym bloku w dobrej dzielnicy miasta. Blok należał do prywatnego osiedla które było ogrodzone, był tam stały monitoring i ochrona. Domofony były z kamerami. Garaże znajdywały się pod blokami. Mieszkanie znajdywało się na piętrze czwartym, można było się tam dostać schodami lub windą. Zaraz za drzwiami wejściowymi był jasny korytarzyk z kilkoma zdjęciami które użyczył Bradley. Po prawej stronie było wejście do kuchni która była utrzymana w kolorach szarości, była wyposażona w pełen sprzęt kuchenny. Z niej można było przejść do jadalni która była oddzielona tylko pół ścianką. Z jadalni w której był duży szklany stół i sześć krzeseł było drugie wyjście które prowadziło z powrotem na korytarzyk. Po lewej od wejścia do mieszkania były drzwi od łazienki która mieściła dużą wannę z prysznicem i wszystko to, co było w niej wskazane. Urządzona była kolorach bieli i czerni. Następne drzwi prowadziły do małego pokoju w którym był stworzony pokój na pozór gabineciku, tam mieszał się brąz z zielenią. Następne wejście które było łukiem w ścianie prowadziło do salonu który był nowocześnie urządzony. Były tam czarne kanapy i fotele, białe puchate dywany, szklany stolik, barek, duży telewizor, sprzęt grający oraz duże szklane drzwi na taras gdzie Katy zagospodarowała drewniano kamienną podłogę, podwyższone rabaty na około krawędzi tarasu w których znalazły się krzaki ozdobne, kilka kwiatów i drzewo. Tam też był grill, bar, ogrodowy stół z krzesłami, wiklinowe kanapy i jacuzzi. Wracając do mieszkania.. Ostatnie drzwi które znajdywały się obok jadalni, prowadziły do sypialni. Na środku znajdywało sie duże wygodne łóżko z granatową pościelą. Po prawej stronie była ściana zabudowana szafą ze szklanych paneli. Przy łóżku znajdywały się małe etażerki na których stały lampki. Nad łóżkiem wisiał obraz. Po lewej stronie znajdywało się ogromne okno które można było zasłonić granatowo czarnymi zasłonami.
- Urządziłam się w ekspresowym tempie więc mam nadzieję że wam się podoba.
- Żartujesz? - Zawołała Em. - Jest wyrąbiste!
- To nie koniec niespodzianek. - Zaczął Bradley. - Ale najpierw musimy tu ściągnąć Brian'a i wcisnąć mu klucze.
- Robi się. - Wyciągnęła telefon i wybrała numer Brian'a. - Brian przyjedź po mnie..! - Wyrwała nie dając mu szansy się odezwać.
- Co się stało? Gdzie jesteś?
- Wyśle ci adres smsem. Proszę przyjedź po mnie.. - Skamlała. Rozłączyła się i wysłała chłopakowi adres. Usiedli w salonie. Piętnaście minut później chłopak stanął przed drzwiami. Dziewczyna wstała i otworzyła mu z uśmiechem drzwi.
- Em? Nic ci nie jest? - Zdziwił się. Dziewczyna wciągnęła go do mieszkania i zamknęła drzwi. - Wszystko w porządku?
- Tak. - Z salonu wyszedł Butch i Katy. Chłopak był zdezorientowany.
- Co to ma być? Myślałem że..
- Wszystko w porządku. - Przytuliła go.
- Mamy dla ciebie prezent. - Podszedł bliżej Butch. - To mieszkanie, należy teraz do ciebie. Jest wykupione na własność, czynsz jest uregulowany do końca roku. Akt własności jest wystawiony na twoje dane. A to - Wyciągnął dwie pary kluczy. - Są twoje klucze. - Wcisnął je do jego ręki.
- Ale.. - Pokręcił głową. Był zmieszany i zaskoczony. - Ja..
- Tylko nie mów że nie możesz! - Krzyknęła kobieta.
- Masz dwie pary kluczy. Zrobisz z nimi co zechcesz. - Dodał Walker. - Ale zanim to, te bloki mają podziemne garaże. Nie będziesz musiał się już prosić o czyjeś auto. - Wręczył mu kluczyki od Range Rover'a. Chłopakowi odjęło mowę. Tylko stał, patrzył i próbował ogarnąć co się właściwie dzieje.
- Briaaan. - Przytuliła go. - Nie cieszysz się? - Spojrzała na niego.
- Ja nie wiem.. Ale dlaczego to dostaje? To kosztowało dużo pieniędzy. Nie wiem czy mogę to przyjąć..
- Już za późno na odmowy. - Uśmiechnęła się Katy. - Porozglądaj się.
- Chodź. Porozmawiamy. - objął go w ramionach i zaprowadził do sypialni zamykając drzwi. - Słuchaj.. Weź to mieszkanie i samochód. Zależy mi. To w pewnym stopniu gwarancja twojego bezpieczeństwa. - Zaczął. - To nie jest zwykłe mieszkanie i auto. Katy je urządzała ale ja wprowadziłem kilka zmian które uznałem za stosowne, biorąc pod uwagę dla kogo pracujesz. Mieszkanie ma system alarmów, zwykły antywłamaniowy,  głosowy reagujący na hałas, naciskowy pod podłogami, nawet na tarasie. Wszystkie okna zostały wymienione na kuloodporne, a jeśli ktoś będzie chciał cię podejrzeć, to nic nie zobaczy. Mieszkanie jest wytłumione żeby nikt nie mógł się podsłuchać. Laptop ma szyfrowane IP. Komórkę którą dostałeś może tylko namierzyć osoba znająca hasła, czyli ja. W każdym pomieszczeniu masz schowek na podręczną broń, w przedpokoju za zdjęciem Emily masz sejf, a w sypialni w szafie schowek wielkości ciebie z najpotrzebniejszymi rzeczami gdybyś musiał tam przesiedzieć kilka godzin.. Jest też wykonane z materiału kuloodpornego. Auto ma tablice rejestracyjne nie do namierzenia. Zostały oklejone specjalną folią, jeśli ktoś zrobi ci zdjęcie wyjdzie mu tylko biała plansza. W zależności pod jakim kątem patrzysz cyfry tablicy się zmieniają. Okna są kuloodporne, silnik i bak podwójnie obudowany. Schowek na broń w bagażniku i pod kierownicą. - Wyjaśnił a chłopak usiadł na łóżku.
- Skąd ty wiesz o takich rzeczach? - Spytał zdziwiony.
-  Wiem o wielu ciekawych i przydatnych rzeczach. To co?
- Emily! - Zawołał. Dziewczyna przykuśtykała.
- No? i co? Zgodzisz się?
- Pod jednym warunkiem. Jedna parą twoja. - Wyciągnął rękę z jedną parą kluczy do mieszkania.
- Trzymaj jeszcze to. - Wyciągnął z garnituru kopertę i podał chłopakowi.
- Co to?
- Wszystko ci spłonęło. Przyda ci się. - Wyszedł z pokoju. Chłopak zajrzał i znalazł tam całkiem pokaźną sumkę.
- Ale ja mam pieniądze! - Krzyknął za nim. - Dostałem wypłatę.. - Mruknął do siebie.

Dziękuję za miłe komentarze pod ostatnim rozdziałem! To największa motywacja do pisania! Dziękuję też za cierpliwość wszystkich bloggerek! Jeśli kogoś pominęłam i mam nadal zaległe notki, bardzo proszę pisać w komentarzu! I z góry przepraszam ^^
Życzę Wam miłego weekendu!


PS. A ja dziś właśnie zaczęłam pisać 40 rozdział xD Chyba zacznę dawać co tydzień podwójne notki?! XD

14 komentarzy:

  1. Kocham te podwójne rozdziały, choć przyznam, że potrójnymi też bym nie pogardziła. Dobrze, że oboje sobie wyjaśnili co jest między nimi grane, szkoda tylko, że Em nie odwzajemnia jego uczuć. choć przyznam, że pewnie czuje to samo co on, tyle, że jeszcze o tym nie wie i zasłania się tym nowym, na widok którego ma motyki, Szkoda mi Briana, chyba nikt by nie chciał usłyszeć czegoś takiego.
    Hector jednak dotrzymał słowa? Byłam pewna, nawet bym sobie dała rękę uciąć, że się na nią wypnie, ale nie Scott miał rację, dla swoich zrobi wszystko. Chociaż tyle dobrego:)
    Końcówka bardzo mi się podobała, ten cały system zabezpieczeń o którym opowiadał Bradley, matko co najmniej jakby miał chronić prezydenta, albo jakiegoś świadka koronnego :) Fajnie, że Brian przyjął prezent, bałam się, że się zbuntuje i wybiegnie z mieszkania obrażając się, dobrze, że się stało inaczej. Teraz ma własne mieszkanie, do którego może zapraszać Em :)
    Pozdrawiam serdecznie :******

    PS Pytałaś o nowy rozdział - Już się pojawił na moim blogu, niestety tym razem bez Alana w roli głównej :(
    zapraszam i gwarantuję silne emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No prosze prosze.. dwa rozdziały na raz. Rozpieszczasz nas :) :*

    Wiesz, że staram się być zazwyczaj obiektywna, więc zacznę od drugiego rozdziału, w który włożyłaś chyba więcej roboty i wyobraźni. Konkretnie - bardzo bardzo klarownie i realnie opisałaś systemy antywłamaniowe, kuloodporne itp., o których człowiek kompletnie nie ma zielonego pojęcia. Strasznie mi się to spodobało. Nie wiem dziewczyno co Ty czytasz i gdzie i czy pijesz za dużo coli - ale chylę czoła :)

    Widzisz? Jestem nieomylna. Derek i dwie strony medalu. Brian i Derek się znają, co mnie cieszy, że będzie więcej perypetii z nimi w roli głównej. Bardzo żałuję, że Emily nie wie co to miłość i łączysz ją z Derekiem. Smutne. Ale może jeśli wypijesz przysłowiowo więcej coli, Brian znów pocałuje Em. Jejuuu, a jakby jeszcze Hector się w niej zakochał? Wszyscy się o nią troszczą, denerwuje mnie to. Powinna stać się bardziej samodzielna.

    Pierwszy rozdział? Myślałam, że zadanie w lesie będzie bardziej wymagające. To Ci słabo wyszło :D Ale nie twierdze, że całkiem do bani. Uwielbiam postać Hectora i wszystko co o nim piszesz.

    Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Podwójny rozdział? Fajnie! Ale myślę, że sensowniej by było gdybyś po prostu nazwała go 19, a wydłużyła na 19 i 20. Bo po co dodawać dwa numerki jak można jeden;D

    Co do notki. Nie często mi się to zdarza, ale tutaj coraz bardziej się przekonuję, że nie lubię głównej bohaterki;/ Na początku jeszcze ją jakoś znosiłam, a może nawet lubiłam, ale teraz coraz bardziej działa mi na nerwy. Tak jak w tym lesie... najpierw zabiega by przynależeć do tej grupy, a potem strzela jakieś fochy i awanturuje się jakby wszystkich miało obchodzić, że ona ma jakiś tam egzamin. Zachowuje się jakby to ona miała rządzić nimi, a nie oni nią. Na miejscu tamtych ludzi pokazałabym jej gdzie jest jej miejsce, a nie ustępowała i przymilała się. Poza tym niezła z niej wojowniczka skoro na pierwszej lepszej misji zwichnęła nogę xD

    Co do Briana... Sytuacja wygląda niby jasno, ale nie spodziewałam się, że Braian naprawdę coś do niej czuje. Myślałam raczej, że oboje będą żałować tego pocałunku i że oboje o nim zapomną. A tutaj okazuje się, że Emily znalazła sobie kogoś nowego, a Brian naprawdę coś do niej czuje. Smutne. Ale tak jak już kiedyś mówiłam, nie wierzę, że jej związek z Derekiem będzie trwały, więc może Brian będzie miał jeszcze swoją szansę?

    Pozdrawiam! ;*
    A w wolnej chwili zapraszam na kolejny rozdział do mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brian mnie nieźle zaskoczył!
    To świetne, że dodałaś dwa rozdziały, ja trochę spauzuję i poczekam na Ciebie :D
    Życzę dużo weny! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jak zawsze mi się podobał. Jedyne, co mi uprzykrza życie, to nie wyjustowany tekst :D ale sama nie dawno zaczęłam wprowadzać tę opcję :)
    Hmmmm..... Em troszkę zachowuje się jak rozkapryszona gówniara... zmieniła się dosyć, mam wrażenie, że na początku traktowała to jakoś poważnie, a teraz marudzi... Choć z jednej strony ją rozumiem, egzaminy są przecież ważne - prawda? No ale też ich rozumiem, bo w tym biznesie nie ma przerwy na egzaminy :D
    Hector pozytywnie mnie zaskoczył :)
    Brian ma mieszkanko, Brian ma mieszkanko - będzie bara..... blabla :D haha... nie no, super że ma własne lokum ;)
    Tylko, że Em i Derek.... kurde, to nie tak ma być xD Ygh !

    życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejo! :3 Ja obiecałam, wpadłam i oto jestem! :D Przyznam, że przeczytałam streszczenie, ale ja zawsze korzystam z niego, jak jest. Nie mam czasu na nadrabianie notek :/ Nawet nie wiesz ja,się ucieszyłam, jak zobaczyłam u Ciebie w zakładkach streszczenie! Taki uśmiech pojawił się na mojej twarzy! :D Ale ten rozdział już przeczytałam tak normalnie (heh, nie było nawet wyjścia, bo do niego nie było streszczenia) ^.^
    Hm. Od czego by tu zacząć? Ok. Historia bohaterki jest bardzo ciekawa. Naprawdę! Powiem nawet, że ją bardzo polubiłam :D Dopiero po przeczytaniu tego rozdziału zdałam sobie sprawę, jak piszesz. Naprawdę świetnie i wspaniale się to czyta! Wierz mi! :*
    Ulala! Em miała pecha, że musiała spaść z tej... No! Górki! Ja jeszcze nigdy niczego sobie nie złamałam. Nawet palca nie wybiłam! I nie wiem, jak to jest. Mogę jedynie sobie wyobrażać ból bohaterki. Z opowiadań innych wynika, że nie jest to przyjemnie doznanie :/
    Ech. Przepraszam bardzo, ale jakoś nie wiem co napisać oprócz tego, że rozdział wspaniały! Ja tylko nie mogę doczekać się nn! :D Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! :***
    PS. U mnie w zakładce streszczenie pojawiło się streszczenie kolejnych dwóch rozdziałów ^.^
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko ! Nie no po prostu szaleje z radosci ! Straszniejsze ciesze na te podwójne rozdziały :D chociaż szczerze mówiąc długie rozdziały są zazwyczaj nudne i myślałam ze tu tez tak bedzie a tu bum ! I patrzę koniec...poborowym tak sie mega wciągnęłam ze nie wiem jak ja w nocy zasne...będę sie denerwować co dalej ;-)

    I ciesze sie ze Emily sobie wszyatko wyjaśniła z Brian'em. Chociaż ja tak bym chciała zeby byli razem...

    I ta akcja ze sprawdzianem ? Bezcenna. Myślałam ze Hector jej serio nie pomoże a tu niespodzianka ! :-)
    I myśle ze dobrze ze Brian wrócił do pracy. Myśle ze przez to się triszkę odstresuje ;-) i mam nadzieje ze da sobie radę.
    I strasznie mnie zaskoczyła z tymi wszystkimi zabezpieczeniami w mieszkaniu i zabezpieczeniami samochodu. Super !

    Z olbrzymie niecierpliwością czekam na next :-D

    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    czuc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Podwójne rozdziały to chyba najlepsza opcja. Wydaje mi się, że relacja, która teraz łączy Derecka i Em jest o wiele lepsza.
    Również mnie mega zaskoczyło, że Brian przyjął to mieszkanie! Jestem ciekawa jakie rzeczy będą się działy w tym mieszkaniu. :)
    Bardzo mi się podoba to jak opisałaś te wszystkie zabezpieczenia, czytając mogłam sobie to wyobrazić jakbym tam była.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Miłego weekendu!
    secret-harrystyles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. No Brian mnie mocno zaskoczył :). A wracając do rozdziałów to Emily oczywiście coś sobie zrobiła podczas testu w lesie. Czułam, że zrobi sobie jakąś kuke, bo ja również tak mam, że jak ktoś karze mi coś robić, gdy jestem mocno zła, to też albo się uderzę, albo potknę :P. Moment t egzaminem z historii mnie rozbawił, te bym tak chciała :<<. No i Brian, bardzo mnie zaskoczył.
    Czekam na nowy i gorąco pozdrawiam! :*
    http://xxforeverxxx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. No i przeczytałam! :D
    Hmm od czego by to zacząć, może od tego że polubiłam Emily, mimo, że jest pyskata, buntownicza, to widać , że jest sobą a to ceni się najbardziej. Polubiłam też Briana, dlatego bardzo mi go szkoda, tym bardziej po wyznaniu Emily, że poznała Dereka...
    Martwi mnie ta cała mafia, w którą wpakowała się E. teraz skręcona noga, co będzie później ? Pomoc Hectora w czasie egzaminu była nieziemska xD czemu mi nikt tak nigdy nie pomagał?! Powoli się do niego przekonuję, ale jeszcze nie do końca mu ufam. Co do prezentu dla Briana to bardzo się ciesze! Nie zasługiwał na mieszkanie w takich warunkach, a te mieszkanie które dostał jest świetne! No i samochód! Do szczęście brakuję mu już tylkoEmily.. ale kto wie, może kiedys? Piszesz już 40 rozdział? Szok :D To niezłe wyprzedzenie masz, ja zazwyczaj pisze na bieżąco niestety :P Podsumowując opowiadanie bardzo m się podoba, jest dużo akcji, ciągle coś się dzieje!
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow Brian strasznie mnie zaskoczył. Bardzo ciekawy rozdział :)
    Co do tych podwojnych rozdziałów to świetny pomysł, aż mi się buzia uśmiechnęła. Nie mogę doczekac się kolejnego rozdziału! :)

    http://scar-never-fade.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hejka! Spóźnienie wytłumaczę grypą, panującą w moim mieście.
    No więc tak - te podwójne rozdziały to dobry pomysł. Mam więcej do czytania i nie czekam. Cierpliwa nie jestem, więc mi tam jak najbardziej takie coś pasuje.
    Briaaaaan! ~ Wiedziałam, wiedziałam, że on kocha Emilly, wiedziałam! Ale ona teraz ma kogoś innego... kurcze, to się nazywa niezłym romansidłem.
    I co teraz będzie? Ja mam nadzieję, że Brian jakoś zacznie działać i co? No i powie jej, co do niej czuje. Że ją kocha, nie jako brat. No.
    Też chcę takiego gościa jak Hector, co mi będzie na sprawdzianach podpowiadał... przydatne to. Muszę iść sobie kupić laser, właśnie znalazłam nowy sposób na ściąganie xD
    Pozdrawiam serdecznie ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedactwo się przestraszyło i już płacz... mówiłem, że beksa, jeszcze dzieciak co się w dorosłość i nielegalność zaczęła bawić. Boże, jak ona mnie strasznie irytuje ;-/ A najbardziej to mnie wkurwia, że jej wszystko płazem uchodzi i jeszcze się nad nią rozczulają jakby była jakąś ofiarą, podczas gdy ona jest prowokatorką i nieznośną, niewychowaną gówniarą. Wybacz wulgaryzm, ale ona wzbudza we mnie skrajne emocje i to niepozytywne.
    Oj po pocałunku będzie im trudno by było tak jak kiedyś. Na dodatek nie wydaje mi się by on był dobrym powiernikiem i słuchaczem o jej motylkach w brzuchu. Ta gadka była z jej strony nie na miejscu, ale z drugiej ma u mnie w końcu jednego małego plusika za to, że byłą szczera, niczego nie zatajała i nie pomijała. Powiedziała prosto z mostu i już sytuacja klarowna i jasna jak słonko w pogodne dni.
    Ja się dziwię, że Emi się tak boi ojca i jego reakcji na niezdany egzamin. W końcu ten facet jest tak... jako ojciec to jest łagodny bardziej niż baranek, o ile to jest możliwe.
    "bardziej boleć ta nogą" - noga.
    "a kuchnie po jedzieniu" - jedzeniu.
    Teraz jeszcze ci się będą nad nią rozczulać z powodu tego, że zrobiła sobie coś w kostkę. Chciała się bawić w tą całą gangsterkę, znała konsekwencje i ryzyko które podejmowała to niech teraz ją boli i niech się nikt nad nią nie lituje. Powinna być twarda! Niech się uczy życia! Mam nadzieję, że przez tą kostkę jej ojciec się dowie o jej wybrykach i głupich pomysłach. A najlepiej jakby się ten Maddox dowiedział. Tak PS to zaczyna mi go już trochę brakować. Jakoś tak zniknął Mad z tego opowiadania i przykro mi się robi z tego powodu, bo to był mój ulubiony bohater.
    Jeszcze się boi igieł. Boże co za dzieciak. Niech ją ktoś przełoży przez kolano chociaż za to stękanie. To tak jakby samemu się nachlać, a potem płakać z powodu kaca i każdemu marudzić jak to boli, jak to suszy, jak to męczy i jak to mu niedobrze. Jest decyzja jest konsekwencja i na tym koniec i nie ma co się rozczulać, wiedziała na co się pisze... ja jej chyba nigdy nie polubię, a uwierz mi bardzo się staram.

    OdpowiedzUsuń
  14. Po tym rozdziale powiem jedno. Emi to się powinno ustawić, zadać jej w dupę kosmicznego kopa i wysłać na księżyc! Nie potrafię jej ścierpieć, ale to mniejsza o to bo jest ważniejsza sprawa niż moja sympatia do niej. Ja rozumiem, że ona ma taki charakter i że taka ma być, ale brakuje mi logiki - wchodzi ojcu na głowę, ojciec na to pozwala, ale ojca się boi - głupio to rozegrałaś, nie przemyślałaś do końca tej sprawy.

    Pozdrawiam:
    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy