10.04.2015

24. Spotkanie z bagażnikiem. (Sprawdzian i zaproszenie)

- Cześć.  - Zaczepił ją w szkole Hector. Zerknęła na niego.
- Cześć.
- Amy nie ma?
- Jakby cie to faktycznie interesowało. - Mruknęła a on się przysiadł.
- Co tam?
- Czego chcesz? - Spojrzała na niego siadając prosto.
- Pogadać?
- To mów co chcesz usłyszeć a nie pierdolisz głupoty. - Popatrzyli na siebie uważnie.
- Skąd to masz? - Wskazał bransoletkę.
- A co cie to interesuje? - Zmarszczyła brwi.
- To mnie to interesuje że jak Ian to zobaczy to każe mi cie zabić. To znak Zetas.
- Patrzył jej poważnie w oczy. Zerknęła na przywieszkę w kształcie płomienia.
- Kupiłam to w sklepie. - Skłamała nagle. - Skąd miałam wiedzieć?
- Zdejmij to.
- Nie.
- Dlaczego? Przecież sama ją kupiłaś.
- Bo mi się podoba. - Hector pokręcił głową.
- Ostatnio nie wracasz do somu. Gdzie się plączesz?
- A co cie to interesuje? To wolny kraj. Mogę chodzić, mówić i robić co zechce. Nie mam zamiaru ci się spowiadać. Tym bardziej że nie spowiadam się własnemu ojcu.
- Od kiedy rozmawiamy w ten sposób? - Zdziwił się nagle. - Już cie nastawili? Pamiętaj do kogo należysz. Nie wygrasz z tym. A kłócąc się ze mną i rozmawiając w ten sposób, wcale sobie nie pomagasz. - Wstał i odszedł.

Po lekcjach jak zawsze przed budynkiem szkolnym czekał Brian, który na wszelki wypadek postanowił ją zawozić i odbierać ze szkoły, wiedział że w otoczeniu siostry kręci się Hector który próbuje dziwnie na nią wpłynąć. Przez czas pracy w zgrupowaniu zdążył poznać pewne zachowania. Wiedział że Cardoso coś kombinuje, coś po prostu mu nie pasowało w tej układance. Czuł że idzie im za prosto, za łatwo, ale wiedział też że jeden fałszywy ruch może zaważyć na życiu dziewczyny. Wsiadła do auta i od razu ruszyli.
- Rozmawiałaś z Hector'em?
- Tak.
- Czego chciał? - Popatrzyła na niego chwilę. Był skupiony na drodze. Miała już dosyć. Czuła że jej życie zwariowało, że znalazła się pod ostrzałem, że nie ma możliwości ucieczki, że wszyscy, absolutnie wszyscy chcą wiedzieć co robi, kontrolować ją przy najmniejszym ruchu, kontrolować to co mówi, robi i myśli. Miała dość. Wiedziała i miała świadomość że ma kłopoty, może nie do końca wiedziała na jaką skale, ale wiedziała że je ma. Chciała aby to się już skończyło. Tęskniła za życiem buntowniczki i rozrabiaki który handlował w szkole. Nie kręciła ją nauka strzelania, bijatyk czy jazdy autem. Dobijał ją też fakty że nie może o tym porozmawiać z kimś normalnym, czyli z poza mafii. Bała się że ktoś wtedy zrobi krzywdę Amy. No i te ciągłe kłamstwa którymi faszerowała ojca. Dobra, aniołkiem nigdy nie była. Kłamała jak z nut nie raz, ale ostatnio ilość kłamstw wzrosła czterokrotnie. Już sama się gubiła w tym co mówiła dzień wcześniej. Postanowiła to przemyśleć i jakoś zmienić tą sytuację. Najprawdopodobniej przejąć inicjatywę i wziąć wszystko w swoje ręce.
- Nic. - Odezwała się cicho.
 - Nie kłam. Nigdy nie umiałaś tego robić.
- Przypieprzył się do bransoletki! - Brian Zerknął na nią i stając na czerwonym świetle uniósł jej nadgarstek patrząc na biżuterię. - Nie dziwię się. - Wlepił wzrok za okno z wymalowanym uśmiechem na twarzy.
- Czemu?
- Skąd ją masz?
- Dostałam. Od Derek'a.
- No i nic ci nie świta? Płomień, azot, Zetas.
- Co? - uniosła brew do góry.
- Zetas specjalizuje się w autach. W wyścigach i transporcie. Tuningujemy auta w dopalacze, dwutlenek azotu który daje duże przyśpieszenie w kilka sekund. Azot daje płomień. Więc Płomień to nasz znak.
- Powiedziałam że ją kupiłam. A on się obraził.
- No i dobra. - Zaśmiał się. Zerknął na telefon który wydał z siebie dźwięk, leżał na panelu między siedzeniami. Też spojrzała. Dostrzegła tam napis "Jes" i kawałek wyświetlonej wiadomości którą otrzymał.
- Nie lubię go. - Fuknęła pod nosem. Nie mogła się powstrzymać. Brian się cicho zaśmiał.
- Nie znasz go.
- I nie chce poznać.
- I to jest błąd. Przyjaźnie się z nim od tylu lat, nigdy mnie nie skrzywdził w najmniejszym stopniu. Ba! Nawet bronił mnie własną dupą w robocie, a prywatnie zawsze mi pomagał.
- Jest aroganckim, pewnym siebie dupkiem. Który z resztą wciągnął cię do mafii.
- Doszedłem bo chciałem. To był mój wybór. Co do Jesse'go. Nie znasz go. Jest pewny siebie i wygadany, ale jest też cholernie inteligentny. A w przyjaźni, jako przyjaciel jest bardzo lojalny, wyrozumiały, oddany i wierny..
- Jest wariatem który uciekł z psychiatryka.
- Jes jest spokojny i opanowany. To ja jestem impulsywnym wariatem.
- Pfff to to się akurat zgadza. - Spojrzała na niego uśmiechnięta.
- Serio Em. Możesz go nie lubić, ale proszę nie rób nic głupiego. To mój przyjaciel, jest mi jak brat. Pomaga mi.
- Pijesz z nim? - Spytała ciekawa.
- Pewnie że tak.
- I który pierwszy jest pijany?
- No pewnie że ja. - Roześmiał się.
- I co on wtedy robi?
- Dostarcza mnie do łóżka. Pilnuje żebym się nie zabił. Trzyma żebym nie wpadł do kibla jak rzygam. Przeważnie w tym kierunku. - Pokiwała głową.
- Wiesz że on jest z Amy?
- Wiem.
- No.. on jest w porządku jeśli chodzi o te sprawy?
- Tak. On nie jest typem, poderwać, wejść,  dojść, wyjść, zostawić. Angażuje się w związek.
- Amy bardzo go kocha. - Brian na nią spojrzał zatrzymując się pod blokiem.
- Wiem. Nie martw się o nią. On też ją kocha.

- Em. Czy ty jeszcze tu mieszkasz czy już wyprowadziłaś się do Brian'a? - Zawołał ojciec gdy weszła do mieszkania.
- Jeszcze mieszkam.
- A mi się wydaje że już się wyprowadziłaś. - Założył ręce na piersi.
- Ojejku. Przepraszam no. Chcieliśmy spędzić trochę czasu razem.
-Trochę, to jest kilka godzin, a nie kilka dni. No ale dobrze, przynajmniej nigdzie się nie szlajałaś tylko byłaś u niego. - Westchnął. - Dzwonili do mnie ze szkoły. - Zaczął po chwili. - Mam przyjść na zebranie. Co nabroiłaś?
- Nic. - Popatrzył na nią surowo. - Na prawdę! Akurat tym razem nic nie zrobiłam. - Naburmuszyła się. Bradley pokiwał głową.

- Kurwa no. - Usiadła rzucając torbę na ławkę.
- Co jest? - Od razu zapytała blondynka.
- Nie zdam. Wszystko się chrzani.
- Ale dlaczego? Spokojnie. Z czego masz zagrożenia?
- Matma. - Zaczęła wyliczać na palcach. - Literatura. WF. Historia. WOS. Fizyka. Chemia. Przedsiębiorczość.
- Czekaj. - Zatrzymała ją. - Lepiej powiedz z czego nie masz zagrożeń.
- Z biologii i geografii. - Amy głośno wypuściła powietrze.
- Chcesz mi powiedzieć że.. z dwunastu przedmiotów które mamy, nie masz zagrożenia tylko z dwóch?
- No.. wczoraj dzwonili do taty, że ma przyjść.
- Em. Dowiedz się co masz zrobić z każdego przedmiotu. Pomogę ci. Masz jeszcze miesiąc. Nawet jak nie uda ci się poprawić wszystkiego, to będziesz miała mniej poprawek na drugi semestr. - Emily pokiwała głową ale było jej przykro, czuła gule w gardle która była przedsmakiem płaczu. Nie dość że miała problemy w szkole, to jej życie prywatne wywróciło się do góry nogami przez te zasrane mafie. Pragnęła komuś się wygadać.
- Ej. - Objęła ją w ramionach Amy. - Będzie dobrze. Dasz rade.

Stała oparta o ścianę hotelu, na głowie miała kaptur a w ręku papierosa. Wpatrywała się za ogrodzenie gdzie była jezdnia. Na dworze było już ciemno, auta oświetlały drogę, kojarzyło jej się to z okresem świątecznym. Przed nią była wąska droga wewnętrzna hotelu a za nią ogrodzenie i dwupasmowa ulica. Zaciągnęła kolejny raz papierosa i wolno wypuściła dym który przez sekundę zakrył jej twarz. Na uliczce przed nią pojawił się wolno jadący samochód. Okna miał otwarte, a w szoferce siedziało dwóch mężczyzn. Zatrzymali się koło niej, wolno spuściła na nich wzrok znów zaciągając się papierosem.
- Kicia, masz ogień? - Zawołał jeden.
- Kiciać to sobie możesz do kota. Mam. - Burknęła i wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę. Mężczyzna wysiadł, wsunął papierosa do ust i wziął z jej ręki zapalniczkę, oczywiście muskając jej dłoń. Uśmiechnął się szarmancko. Podpalił papierosa i na nią popatrzył bawiąc się jej zapalniczką.
- Ty masz w ogóle osiemnaście lat?
- A co Pana to interesuje?
- Pana? - Zaśmiał się. - Jesteś stąd? Wynajmujesz tu pokój?
- Nie. Jestem Nimfą wodną  z Zasiedmiogórogrodu i sprzedaję cukierki. - Popatrzyła na niego poważnie wyczekując reakcji którą był śmiech. Po chwili się uspokoił i pokręcił głową. Oddał jej zapalniczkę z poważną miną i nagle wyrwał jej papierosa z rąk, którego wyrzucił na ulice. Popatrzyła na niego, na swojego papierosa, znów na niego i nagle uderzyła go w klatkę oburącz. Mężczyzna złapał ją za ręce, szarpnął w taki sposób że się przewróciła. Nagle koło nich znalazł się kierowca i przytknął jej do buzi jakiś cuchnący materiał. Chwile później jej bezwładne ciało zostało wrzucone do pustego bagażnika.

Poczuła przeszywający ból policzka, jakby ktoś walną ją patelnią w połowę twarzy. Otworzyła oczy i ujrzała coś, czego kompletnie się nie spodziewała. To była jakaś stara, rozpadająca się hurtownia albo wytwórnia. Siedziała na krześle, ze związanymi z tyłu rękoma. Przed nią stał wysoki, długowłosy mężczyzna a za nim kilku innych. Jednym z nich był pan palacz spod hotelu.
- Kurwa. Znowu? - Mruknęła do siebie. Jej częstotliwość pakowania się w kłopoty była nawet jak dla niej, zbyt częsta. Przynajmniej od momentu gdy zaczęła mieć podejrzenia i kumple Brian'a porwali ją sobie dla żartu.
- Księżniczka się obudziła. - Pochylił się do niej. - To teraz pogadamy. Widzisz, twój szef, wisi nam kasę. - Obserwowała ją, a ona zerkała na niego i wkoło po otoczeniu.
- Ta? - Mruknęła. - I co ja mam do tego?
- A to ślicznotko, że potrzebuje teraz kilka nowych informacji. Gdzie Mala Noche ma siedzibę?
- Wyglądam ci na mapę? Albo google maps? - Popatrzyła na niego. Zazgrzytał zębami.
- A ten twój koleszka.. Hector.. Ziółko z niego. Nie powinnaś się z nim kolegować.
- A ty mój ojciec jesteś? - Mężczyzna oparł dłonie o boki krzesła, uśmiechnął się i nagle uderzył ją w twarz z taką siłą, że przewróciła się z krzesłem. Wypluła krew i ledwo złapała astmatyczny oddech przez tumany kurzu które się wzbiły.
- Podnieś ją. - Mruknął a inny mężczyzna postawił razem z nią krzesło. Znów podszedł facet który z nią rozmawiał. - inaczej. - Pokazał jej zdjęcie, na którym był Brian. Jej źrenice zrobiły się większe a serce zabiło mocniej. - Jeśli mi nie pomożesz, to on, straci najpierw palec, później dłoń a na końcu łeb! - Krzyknął.  - Jego kumpel. - Pokazał inne zdjęcie. Na nim był Jesse. - Dla kogo pracują? - Popatrzył na nią. - Dla kogo?! - Wrzasnął.
- Nie wiem!
- Wiesz! Mów!
- To super że ty lepiej wiesz co ja wiem! - facet wyciągnął broń i przystawił do jej nogi.
- Mów!
- Nie wiem. - Strzelił w podłogę a ona podskoczyła ze strachu. - Nie wiem kurwa ty jebany psychopato!
- Dawaj mi tu nazwiska wszystkich! I dla kogo pracują!
- Dla Spangeboba! - Krzyknęła nagle i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. Spoważniała gdy zobaczyła minę oprawcy. - Mówię przecież że nie wiem ty tępa dzido. - Wycedziła po chwili, kompletnie nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Zobaczymy czy nie będziesz wiedzieć jak pośle po twojego ojca. - Em się uśmiechnęła. Chciała zachować zimną krew mimo że w środku czuła się galaretą.
- Proszę bardzo ale on też tego nie wie więc marnujesz swój czas. I kurwa mój bo miałam się uczyć. - Zmarszczyła brwi przypominając sobie semestralne zagrożenia. Mężczyzna odszedł ale nagle gwałtownie się odwrócił, zrobił krok w jej stronę i ją uderzył. Znów przewróciła się z krzesłem tylko tym razem siła upadku uwolniła jej ręce. Gdy znów ją posadzili dyskretnie wysuwała dłonie z więzów.
- Nie wiem, czy ty jesteś taka głupia.. czy nie doinformowana. Czy na tyle głupia że nie zdajesz sobie sprawy że możesz stracić życie. - Mówił wolno mężczyzna.
- Wiesz. Głupi zawsze ma szczęście. - Ukazała rząd białych zębów. Ten nagle podszedł złapał krzesło i pociągnął na krawędź, gdzie była dziura w podłodze.
- Mów! - Krzyknął i przechylił krzesło tak, że stało tylko na tylnych nogach, a ona była pochylona w stronę dziury. Gdyby ją puścił, zabiłaby się. Każdy mięsień jej ciała był napięty.
- Koleś, Hector to dupek. Jest frajerem! Chodzę z nim na kilka przedmiotów tylko! Nie chcesz go poznawać! To jebany arogant!
- Ci ze zdjęć.
- Nie wiem kim są. - Przechylił bardziej krzesło. - No nie wiem! - Nagle po hali poszło echo przewróconej blachy.
- Sprawdźcie to. - Skinął facet. Dwóch mężczyzn wyszło. Więc ona została też tylko z dwójką. Postawił ją i odszedł kawałek.
- Mów. Dla kogo pracują?
- Dla misia Gogo. - Mruknęła i w końcu uwolniła ręce i wyczekała moment, wstała i zaczęła biec. Jeden z nich rzucił się w pogoń za nią. Biegła i przewracała za sobą wszystko co tylko mogła. Przed nią stanął inny mężczyzna. Złapał ją za ramiona ale ona zapamiętała nauki Jesse'go. Stopa, brzuch, nos. Piętę wbiła w jego stopę, łokieć w brzuch i podniosła pięść aby rozkwasić mu nos. Gdy znów chciała się rzucić do ucieczki, usłyszała.
- Emily. - Odwróciła się i zobaczyła Tim'a, Jesse'go i Brian'a który podszedł i przytulił rozdygotaną dziewczynę.
- Co..? Co to ma kurwa być..? - Spytała zaskoczona ich obecnością. Podeszli też jej oprawcy, choć teraz miała wątpliwości czy nimi są.
- Musieliśmy cie sprawdzić. - Wyjaśnił Tim.
- Sprawdzić? A co ja kurwa pralka jestem?! - Wrzasnęła. Każda część jej ciała drgała, serce waliło mocno a oddech świszczał.
- Do pralki ci daleko, ale takie mamy zasady.
- Zdałaś. - Uśmiechnął się Brian. - Chodź, odwiozę cię. - Objął ją ramieniem i zaprowadził do auta.
- Ile jeszcze takich niespodzianek mnie czeka? - Spytała się, gdy już byli w aucie.
- Takich? Już wcale. Ale.. masz inny problem.
- Kto ci wygadał? Amy? - Popatrzyli na siebie.
- A co? - Spytał zdziwiony.
- A co chciałeś powiedzieć? - Zmarszczyła brwi.
- Ty mnie tu nie czaruj, co nagrzeszyłaś?
- Noo.. mam kilka zagrożeń.. wiesz. Standard nie? Amy powiedziała że mi pomoże. - Brian pokiwał głową.
- Jak będziesz potrzebować pomocy z czymś, to jestem do dyspozycji.
- Dzięki. A co chciałeś?
- Hector. Czatuje pod hotelem. Jestem prawie pewien że cie śledzi.
- Co?!
- No tak. Mam go na oku od jakiegoś czasu bo nie pasuje mi.. coś.. i zauważyłem że często siedzi w samochodzie pod hotelem.
- I co teraz?
- Ty nic nie rób. Nie przyznawaj się że wiesz. A ja to jeszcze sprawdzę a w razie co, wezmę Jesse'go i nauczymy go kultury i prywatności. - Uśmiechnął się.

Przed wejściem do mieszkania dostała wiadomość, gdy zobaczyła nadawcę, od razu się uśmiechnęła. Maddox napisał:
Jestem w mieście.
Weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Na kanapie siedział ojciec i Katy.
- Emily. Musimy porozmawiać! Idź do pokoju, przyjdę do ciebie jak Katy pójdzie.
- A co się stało..?
- Byłem w szkole. - Powiedział poważnie.
- Poprawie wszystko. Już jestem umówiona na część zaliczeń! Amy mi pomoże. I Brian też obiecał. - Ojciec pokiwał głową.
- I całe twoje szczęście że już się za to wzięłaś! - Popatrzył na nią. - Maddox przyleciał. - Dodał po chwili.
- Wiem. Pisał do mnie. Mogę się z nim spotkać..?
- No z nim, to nawet jak ci zabronię to.. - Machnął ręką a ona zadowolona poszła do pokoju.

- Emily, jest sprawa. - Dosiadła się do niej uśmiechnięta jak zawsze Amy.
- No? - Mruknęła przeglądając notatki z angielskiego.
- Moi rodzice wyjeżdżają. - Spojrzała znacząco na przyjaciółkę, a ta podniosła wzrok z wymalowanym już uśmiechem.
- Kiedy?
- Piątek wieczór. Do niedzieli.
- Jutro? To o której?
- Impreza zaczyna się o 19 ale chciałabym żebyś mi pomogła z zakupami i tak dalej.
- No spoko. To od razu po szkole co? Ja powiem ojcu że będziemy się uczyć.
- No dobra. - Pokiwała głową. - Ah. No i jesteś zaproszona z Derekiem. Podaj mu mój adres.
- Na prawdę? - Spytała zaskoczona ale bardzo ucieszona.
- No skoro jesteście razem, to nie wypada żebyś przychodziła bez swojej połówki. Jeszcze ktoś cie poderwie i będzie na mnie! - Uśmiechnęła się. - Ah. No i.. wiesz, w tych czasach golenie tamtych miejsc.. to podstawa związku. - Emily zrobiła wielkie oczy niedowierzając słowom przyjaciółki. Czasem blondynka zaskakiwała ją swoimi słowami i bezpośredniością. - Wiesz jaki rozmiar ma Derek? Powinnaś kupić zabezpieczenie.
- Amy! - Szturchnęła ją czując się zawstydzona. - Ty się z Jesse'm zabezpiecz lepiej a nie mi tu..
- U nas w związku to Jes dba o te rzeczy. Tak się umówiliśmy. A propo. Przygotuje wam sypialnie obok mojej, tą w której zawsze śpisz jak u mnie nocujesz.

- Cześć. - Do zakładu wszedł Brian, odłożył bluzę na szafki popatrzył chwile na Jesse'go który grzebał coś pod maską auta.
- Cześć. Jak tam? - Skinął na niego głową.
- Mam mały problem.
- No? - Podszedł bliżej.
- A nawet dwa.
- Zdzierżę nawet trzy. - Zaśmiał się.
- Pierwszego nie jestem pewien, muszę to jeszcze sprawdzić. Ale zauważyłem że dość często Hector jest blisko Em.
- Śledzi ją?
- Tego właśnie nie wiem ale żeby to sprawdzić, muszę wziąć wolne.
- Spoko, tylko powiedz Enzo.
- Nie będziesz zły? Wszystko spadnie na ciebie.
- Brian, przestań. Wiem ile ona dla ciebie znaczy. Poza tym wiem że Hector to kawał drania. A drugi?
- Em idzie jutro do Amy "uczyć się". - Zrobił cudzysłów rękoma.
- Rodzice Amy wyjeżdżają i robi imprezę.
- Wiem geniuszu. I to jest problem. Hector może łatwo wmieszać się w tłum, a ja przecież tam nie pójdę, to będzie dziwnie wyglądać.
- Ale ja tam będę. - Uśmiechnął się Jes.
- Domyśliłem się. Dlatego
- Dlatego będziesz się dobrze bawić z Amy. - Podszedł nagle Derek. - Ja też dostałem zaproszenie. - Klepnął go w ramie.

Dziękuję pięknie za komentarze, dziękuję też za kilka uwag i rad!
Dziś zadziwiająco krótko pod rozdziałem, bo jest tylko 3 w nocy..
Miłego - podobno CIEPŁEGO - weekendu!

17 komentarzy:

  1. Tu będzie mój komentarz, po wypiciu dziesięciu kaw i ogarnięciu się <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ochłonęłam -___- i komentuje, po przeczytaniu TWOJEGO TWORU.

      Oh Em! Myślałam, że wzięła się troszkę w garść, a tutaj taki zaskok, oj oj, ogień , a nie dziewczyna! :D
      Ona jest niemożliwa xD ( przyznaję się bez bicia, orłem nie byłam xD ale jak zdarzyły mi się zagrożenia, to kułam ile mogłam :D ) a ona na imprezę leci :D Yeah
      No nie powinna się tak do nich odnosić... ;/ czuję kłopoty!

      czekam! <3

      Usuń
    2. Emi wychowała się bez zasad, ram, granic, nigdy nie poniosła żadnych konsekwencji, bo przed wszystkim jest chroniona. "Zakloszowano" ją. Ty kułaś, bo wiedziałaś, że nikt za ciebie się tego nie nauczy i nikt za ciebie tego nie zda, poza tym wiedziałaś, że jak nie zdasz z klasy do klasy to zawalisz rok życia, że być może rodzice się wkurzą, albo sama sobie to będziesz wyrzucała, a Emi ma to gdzieś, bo ma tatusia, braciszka i ich kolegów by ją wyciągali z kłopotów. Ja bym taką zostawiła samą sobie, nie pomagał, nie wyciągała do niej ręki, bo ona nie jest godna żadnej pomocy. Choć to też wina jej ojca, bo on nic od niej nie wymaga. Ja się dziwię, że ta dziewczyna w ogóle ma jakąś koleżankę, bo ja bym się z takim pustakiem zaznajamiać nie chciała.

      sie-nie-zdarza.blogspot.com
      prawdziwa-legenda.blogspot.com

      Usuń
  2. Fajnie, że było więcej opisów! :)
    Bicie Emily po twarzy tu już lekka przesada! Nawet patelnią! ( czy am w szczególności xD
    Nie rozumiem czemu tak bardzo Emily nie lubi Jessego. Nie wiem, wydarzyło się coś, we wcześniejszych rozdziałach i dlatego nie wiem? Bo mi akurat on wydaje się bardzo spoko.
    Kurczę, tyle zagrożeń i idzie się "uczyć" na imprezę, w sumie to coś się może nauczy, jakieś procenty, i inne takie xD
    Hektor mnie wkurza i to bardzo. Jest namolny. Powinien się odczepić od Em, czy on jest aż tak głupi, że tego nie rozumie? Niby mafia i w ogóle ale on przesadza.

    Pozdrawiam, Eff

    PS. o 20 dzisiaj pojawi się nowy rozdział, zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Heeeeej to znów ja :)
    Jak mnie tu strasznie długo nie było! Widze że dużo mnie ominęło, więc zabrałam się za czytanie wszystkich rozdziałów. Zauważyłam kilka fajnych gadżetów na blogu. Mówię o pisanym streszczeniu, to bardzo pomocne, choćby dlatego że można w szybki sposób przypomnieć sobie co było kilka rozdziałów wstecz, albo po prostu kilka nadrobić. Podoba mi się panel z informacjami gdzie piszesz o tym ile masz już napisane i kiedy będziesz publikować notki. Bardzo kreatywnie stworzona podstrona z bohaterami, o blogu i spisem treści. Widzę że zostałaś patronatem bloga Leilah! Do niej też wpadnę.
    Fabuła. No różni się to niesamowicie bardzo od Twoich poprzednich opowiadań, widać że pracujesz, rozwijasz swoje pióro. Zdecydowanie na plus. No i coś co liczy się najbardziej, czyli pomysł. Za dużo na blogspocie jest mdłych lovestory! To faktycznie się wyróżnia.
    Już pokochałam postać Briana, choć ciekawi mnie Jesse. Niby go tu całkiem sporo, ale jednak jest tajemniczą postacią. Tak samo jak Derek. A Emily? Jak zawsze pokręcona do potęgi! Zawsze nieprzewidywalna. Uwielbiam tak złożone, skomplikowane postanie, jakie Ty tworzysz. Bo się wyróżniają.
    Lece dalej.
    Na pewno jeszcze tu wpadnę!

    Panna Baby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Czyżby Emily wreszcie dostrzegła, że znalazła się w ogromnych kłopotach?Przez moment myślałam, że zaczyna mądrzeć i będzie chciała jakoś zapanować nad własnym życiem. Ale jak przeczytałam o tym, że chce wziąć sprawy we własne ręce to zwątpiłam we wszystko. Już ja widzę jak ona sama sobie ze wszystkim daje radę! Pokazała, że kłopoty to jej drugie ja i sądzę, że może być coraz gorzej. Poza tym ponownie zaskoczyła mnie swoją arogancją i sposobem w jaki odzywała się do tych mężczyzn, którzy ją porwali. Mogła sobie tylko zaszkodzić tymi wyzwiskami i kpiną. Kiedyś się doigra. Tak czuję.
    10 zagrożeń? O mój Boże!

    Ciekawa jestem, co się wydarzy na tej imprezie. Może być naprawdę gorąco, tym bardziej jeśli ludzie będą wstawieni. Alkohol i mafia to nie jest dobre połączenie. Tym bardziej jeśli w otoczeniu znajduje się przyciągająca kłopoty Lily. Czuję, że będzie czad xD

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo! :3
    Rozdział wspaniały! ♡ :* Jejku! Coraz bardziej zaczynam się wkręcać w tą historię i zawsze z ogromną niecierpliwością oczekuję nowego rozdziału! Twój blog już po przeczytaniu pierwszych słów skradł moje serce. Mówię jak najbardziej serio! :***
    Oj! Zagrożenia... No ok. Nie sądziłam, że będzie ich miała aż tyle. Tylko dwa są ok. I to jeszcze biologia i geografia o.O Cóż... Nie spodziewałabym się, że akurat te przedmioty będą jej szły tak dobrze. Obstawiałabym na takim polskim (ale tutaj raczej angielski), bo w końcu język ojczysty, ale wiesz... U mnie w klasie też mają zagrożenia z polskiego xD Hehe. Tylko jakim cudem? :P W sumie to nie dziwię się, że ojciec Em tak się zdenerwował. W końcu przez to może zostać, a poprawiać to będzie miała sporo :o Jednak bardzo się cieszę, że Amy chce jej pomóc :D
    A! Skoro już jestem przy Amy... Bardzo ją polubiłam i jest to moja jedna z ulubionych bohaterów, choć nie równa się z Brianem, który skradł moje serce ♡
    Hehe. Jak ją złapali, go pierwsza moja myśl:,, Porwali ją! Już po niej! ’’ A tu nagle zaczynają ją o wszytki wypytywać i naprawdę zaczęłam wierzyć, że to tak jakby wrogowie. Za Chiny bym się nie spodziewała, że to będą Ci od Briana! Naprawdę! No! Ale skoro chcą ja przyjąć, to muszą ja sprawdzić xD Ojć... Musiało ją boleć, jak ją walnęli :/ Ale cieszę się bardzo, że zdała ^.^
    Hector... Też uważam, że śledzi Em. Mam złe przeczucia. Coś czuję, że na tej imprezie coś się wydarzy :/
    Hehe. Go ja z niecierpliwością czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę kochana! Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! Ściskam! :***
    PS Jeśli chodzi o rozdział u mnie... Dopiero dzisiaj zaczęłam pisać i jest to jakieś ok. 200 słów :/ Zajęłam się za bardzo wystrojem bloga i tak jakoś wyszło. Jakoś wciąż mi nie pasuje :/
    madziula0909

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo przepraszam za takie zaległości w komentowaniu u ciebie! Każdy rozdział czytałam, jednak po prostu nie miałam czasu, aby napisać jakiś sensowny komentarz, wybacz.
    Nie wiem dlaczego, ale słysząc słowa Hectora kończące ich rozmowę, dostałam ciarek na ciele. Nie zabrzmiały one wcale dobrze, ani przyjaźnie.
    O moj Boże, nie wyobrażam sobie jak bardzo Emily musiała olewać nauke, żeby doprowadzić do tylu zagrożeń! Jezu, ja nie wiem, jak ona to ogarnie w zaledwie miesiąc. Wcale się nie dziwię, że potrzebuje kogoś, komu mogłaby się wygadać. Ostatnio tyle się w jej życiu dzieje. Na pewno by jej ulżyło.
    Jezu, co tu się dzieje! Jakim cudem ta dziewczyna tak łatwo pakuje się w kłopoty?! Jest taka lekkomyślna i głupia chwilami, że mam ochotę ją porządnie walnąć w łeb. Ja piernicze, ja naprawdę myślałam, że ta akcja była na serio haha. XD Nie dziwię się, że Em się porządnie wystraszyła.

    Pozdrawiam i życzę weny!
    http://your-perfect-imperfections-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże z tym porwaniem, to byłam chyba równie przerażona jak Em. Oj Zetas sie nie pierdzieli, podróż w bagażniku, związanie, bicie, ludzie... faktycznie wyglądało to baaaardzo "profesjonalnie"? Niech będzie :)
    Podobało mi się, ze Em była taka zadziorna i nie puściła pary z ust. No i jak się im odgryzała. Nieźle, facet jej przykłada pistolet, a ona się stawia. Matko, ja bym chyba szybciej na zawał zeszła niż by mnie zastrzelili :)
    Ale końcówka stanowczo mi się nie podoba!!!
    Dlaczego ona jest z tym Derekiem. Niby nic do niego nie mam, jest w porządku i dobrze ją traktuje, ale do jasnej anielki nie jest Brianem.
    Em, rozkazuję ci jako twój cichy głos rozsądku, rzuć w diabły Dereka i bądź z Brianem.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  8. Bang! Rozwalasz system dziewczyno :) Skoro dostała taki wpiernicz, mogłaś troche wylać więcej krwi. Byłoby jeszcze bardziej dramatycznie. Do teraz napięcie mnie nie opuszcza.

    Wszyscy się tak uczepili tego Hector'a, że aż mi go szkoda. Nie wiem czemu, ale jakoś jeszcze się nie przekonałam, żeby ten chłopak chiał na prawdę zrobić Emily krzywdę. Nawet jeśli by musiał ją zabić, tak jak wspominał. Myśle, że wcale by się nie odważył. Zakochał się w niej, to raz. Pilnuje ją, możliwe dlatego żeby mieć kontrolę nad planami Zetas, żeby bronić bardziej własnego tyłka? To dwa. Poza tym Mala Noche to pikuś. To trzy.

    Wciąż niewiarygodnym jest dla mnie, że Brian'owi nie przeszkadza zbyt to, że Derek jest chłopakiem Emily. Że gra takiego tchórza, który potrafi walczyć tylko o auta, kase i życie. A miłość? Która tli się gdzieś w sercu? Boli.

    Ciekawe co się wydarzy na imprezie. Nie wątpie, że Hector się tam pojawi. Jess i Derek na planie B. Ponadto nie zdziwię się, powiem więcej (ucieszyłabym się, gdyby nawet pojawił się tam Brian).
    Bardzo mnie cieszy, że dodajesz poniekąd Brianowi więcej pewności siebie. Że się robi zadziorny. Fajnie, fajnie.

    Ps. Najbardziej rozbawiły mnie odpowiedzi Emily na pytania. Zwłaszcza te - "jestem nimfą wodną z zasiedmiogórogrodu" . Kozak tekst :D

    Buźki mała :*

    OdpowiedzUsuń
  9. I mnie dotknęło pytanie, dlaczego ona się idzie uczyć na imprezę? ;o
    Zamiast imprezować powinna się wziąć w garść bo ma mnóstwo problemów, a teraz jeszcze dojdzie szkoła. Ja tam nie lubię Derecka i nadal uważam, że ona powinna być z Brianem. Uwielbiam go odkąd pamiętam.,
    Przepraszam, że komentarz taki krótki, ale dopadł mnie brak weny.
    Czekam na następny.
    W wolnej chwili zapraszam do siebie na nowy rozdział. :)
    http://secret-harrystyles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje! Zostałaś nominowana do Liebster Award :)
    Więcej informacji na moim blogu: http://four-page.blogspot.com/2015/04/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  11. No i jestem :) Wybacz mi, że dopiero teraz, ale czas miałam tak zawalony, że szkoda gadać.
    Co do rozdziału...
    ....A już myślałam, że ją naprawdę porwali hah fajnie, że zdała. Mogę nawet powiedzieć, że jestem z niej dumna :D
    Hector to podejrzany typek i hu...wie co mu po głowie chodzi :3
    Amy i jej tekst "No i.. wiesz, w tych czasach golenie tamtych miejsc.. to podstawa związku." - MEGA! Uwielbiam ją!
    Czekam na rozwój wydarzeń na imprezie. Coś czuję, że domówka zmieni się w rzeźnie hah ale nie czaruje już :D
    Dawaj szyko nexta!
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem! Wreszcie! Czas mnie gonił przez cały (ponad chyba...) tydzień, więc pojawiam się z komentarzem dopiero teraz. Wybacz!
    A więc Hector, według mnie, nawet się martwi o Emily. Chociaż miał trochę racji, nie powinna nosić bransoletki na widoku, ale co poradzić? Przecież nie miała pojęcia, że to znak Zetas.
    Również współczuję Emily - tyle zagrożeń... i co najgorsze - ona musi to wykuć w krótkim czasie inaczej mogiła.
    Impreza! Czy tylko mnie się wydaje, że coś zaiskrzy między Derekiem a Emilly? I co na to Brian :3
    Pozdrawiam i ślę dużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wciąż na Ciebie czekam!
    Szkoda mi Emily :c ale niech coś będziemy między nią a panem D :D

    OdpowiedzUsuń
  14. I po co kłamie na temat tej bransoletki? Jaki jest w tym sens?
    Zastanawiam się którzy z nich są gorsi, która z tych organizacji jest bardziej niebezpieczna i chce zaszkodzić Emi, a którzy chcą ją chronić.
    Częstotliwość pakowania w kłopoty nawet jak na nią... - uśmiechnąłem się przy tym. Jedno z lepszych zdań w całym opowiadaniu.
    Aż dziwne, że Emi się śmieje w takiej sytuacji a nie sika ze strachu. Wcześniej płakała z byle jakich i banalnych powodów, tak więc teraz tym bardziej powinna wyć i histeryzować.
    Tak czułem od samego początku że to będzie sprawdzian, taki kolejny test, bo tamci (ten pierwszy gang) podobnie ją przetestowali.
    Briana pomocy już raz potrzebowała - w matmie, nie pomógł jej, olał, pozwolił się obijać. Teraz więc niech da lepiej dziewczynie spokój i już ją niczego nawet nie próbuje uczyć.
    Surowość tatusia jest genialna - szybko się zapala i jeszcze szybciej gaśnie xD
    Golenie tamtych miejsc... - tekst z "Nigdy w życiu" tam był podobny i jeszcze w kilku filmach go słyszałem, zawsze mnie to bawiło.
    Zobaczymy jak wyjdzie ta impreza. Rozumiem, że Emi idzie? Ojciec ją puści? Szlabanu nie ma? Bradley to Bradley, jego to chyba nikt w tej łagodności i pobłażaniu nie podrobi.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy