15.05.2015

29. Zmiany na lepsze czy problemy? (Zerwanie, szlaban i oskarżenie.)

- Emily? - Otworzyła jej zdziwiona blondynka w piżamie i szlafroku.
- Dobry wieczór pani Elizabeth. - uśmiechnęła się blado do starszej kobiety, która była matką Amy. - Wiem że jest późno ale.. mogę na chwilkę wejść do Amy?
- Proszę, wejdź dziecko. - wpuściła ją a Em od razy poszła do pokoju przyjaciółki.
- Em? Co ty tutaj robisz? - zawołała radośnie i ucałowała ją w policzek Forbes, która wyskoczyła z łóżka.
- Mam pytanie.
- No? Pytaj.
- Czy według ciebie.. Jesse.. jest godny zaufania?
- Tak. Oczywiście że tak. Czemu pytasz?
- Bo.. nie wszystko może wiedzieć Brian..
- To brzmi nieco tajemniczo, ale dobra.. jeśli chodzi o Jessiego to dobry chłopak. Możesz mu zaufać. Tylko go nie okłamuj, bo tego nie lubi. - Kiwnęła głową.
- To ja już pójdę.
- Em. Co z zaliczeniami? Ostatnio nie było cie w szkole kilka dni, nauczyciele się denerwują.
- Nie wiem. Muszę to przemyśleć.
- Przyjdź w poniedziałek. Bo cie nie przepuszczą..
- Muszę już iść. - Wyszła z jej pokoju i opuściła posiadłość rodziny. Wsunęła kaptur na głowę i ręce do kieszeni, co chwilę rozglądała się na około siebie. Bała się, było ciemno i cicho. Szła szybkim krokiem w stronę domu O'Leili który był po drugiej stronie osiedla. Miała tylko nadzieje że będzie w domu i nie będzie spać, mimo że było dobrze po dwudziestej drugiej. Pod dom doszła całkiem zestresowana, dwa razy mijali ją jacyś dziwni ludzie, poza tym już sama nie wiedziała co robi. Jesse. Ona i Jesse. Chyba oszalała. Stanęła przed drzwiami i zadzwoniła dzwonkiem. Stała chwilę i rozglądała się po ulicy. Idąc widziała włączone pojedyncze lampki w domu. Zadzwoniła jeszcze raz. Nagle otworzyły się drzwi. Chłopak był zaspany, w jeansach i koszulce.
- Emily? - zapytał zdziwiony.
- Ja.. - popatrzyła na niego chwile. - nie wiem po co tu przyszłam, ale chyba nigdzie indziej nie.. - walnęła nagle. - nie miałam gdzie. - dokończyła szeptem. Chłopak popatrzył na nią zdziwiony i przeczesał zdrową ręką włosy do tyłu. Był zaskoczony jej obecnością.
- Wejdź, proszę. - Zaprosił ją i zamknął za nią drzwi. - Chodź, napijesz się czegoś? - zaprowadził ją do kuchni. Ściana była już zamalowana, ale nie to przykuło wzrok dziewczyny. Na stole były kredki i kartki, zabawki dziecka. Małego.
- Nie, ja chciałam tylko... - wyjęła z torebki kopertę. - Chciałam cie przeprosić i.. podziękować za to co zrobiłeś i.. - mówiła cicho. Nie zmieniła o nim zdania, nadal był aroganckim, przemądrzałym dupkiem, ale było też w nim coś.. czego wcześniej nie dostrzegała. - Za dziś.. - podniosła na niego wzrok. Patrzył na nią z zaskoczoną minął. - Proszę. - wysunęła do niego rękę.
- Co to..? - Tylko spojrzał, nie wyciągając po to rąk.
- Nie wiedziałam co ci kupić więc..
- Zabierz to. Nie wezmę od ciebie pieniędzy. - odezwał się, jakby urażony.
- Ale należą ci się. Uratowałeś mnie.. a dziś uratowałeś Briana.. wiem że.. źle cie traktowałam ale już rozumiem.. jesteś w stanie zrobić wszystko dla Briana.. - popatrzyli na siebie. Jesse nie wiedział co o tym myśleć, oparł się o szafki tyłem.
- Brian jest dla mnie bardzo ważny. - Zaczął cichym głosem. Zerkał to na nią, to po pomieszczeniu. - Więc jeśli jemu zależy na tobie, to mi też. Poza tym nie mogę pozwolić żeby zginęli niewinni ludzie z mojego powodu. - Kiwnęła głową. - Bradley wie że tu jesteś? Jest dwudziesta trzecia, powinnaś być już w domu.
- Właściwie too.. jestem dziś trochę nieproszonym gościem w domu więc.. trochę nie mam się gdzie podziać.. ale jak użyczysz mi wifi to sprawdzę sobie autobus do Briana.  - Odezwała się zakłopotana.
- Mogę ci jakoś pomóc? Coś się stało?
- Nie. To.. sprawy rodzinne.  - Wydukała. - Powinnam o tym pogadać z Brianem więc.. o ile w ogóle będzie chciał mnie widzieć.
- Emily.. - Zawahał się. - Brian.. - Westchnął. - Ma ostatnio kiepski czas. Wiem o tym że ostatnio często  się kłócicie i sprzeczacie, ale.. to nie może zaważyć na tym co was łączy. Nie powinienem ci tego mówić, ale powiem, bo chce dla was dobrze i wierze że jeśli będziesz wiedziała to uzbroisz się w cierpliwość i wyrozumiałość dla niego. - Patrzyli na siebie. - Ostatnio dużo się dzieje, Brian ma dużo na głowie, ciągle stara się rozwiązywać wszystkie problemy, ciągle czymś się martwi, czasem zapomina na czym mu zależy i przemawiają przez niego emocje danej chwili. Przez to co się dzieje jest zestresowany, nie dosypia i nie dojada, dlatego nie powinniśmy mu dokładać kolejnych zmartwień i problemów do rozwiązania. Więc jeśli to nie są sprawy życia i śmierci i sama sobie dasz radę, to oszczędź mu tego.. albo przyjdź do mnie.. nie wiem jak często się z nim widujesz, ale ja codziennie i widzę jak marnieje. Wiem że przy was jest inny, przy Bradleyu chce być postrzegany jak osoba dorosła, radząca sobie i odpowiedzialna. Nie przyzna się że ma kłopot albo sobie z czymś nie radzi. Nie chciałbym żeby się rozchorował albo wpadł w jakąś chorobę psychiczną. Wiem co zaraz powiesz, że ja też mu daje takie powody, wiem o tym. Ostatnio bym sobie bez niego nie poradził, ale też jeśli mogę, to staram się ograniczać do minimum. - Usiadła przy stole i zaczęła myśleć.
- Nie wiedziałam.
- Na pewno zauważyłaś, albo i nie bo zawsze był agresywny jak ktoś cie krzywdził. Ale jest bardziej nerwowy, mniej odporny na stres, zmęczony. Może i nawet trochę się już pogubił w tym wszystkim.
- Mogę u ciebie przenocować..? Wolałabym nie pokazywać się dziś w domu, a jak pójdę do Amy to jej mama zamorduje mnie wzrokiem. Brian też właśnie odpadł bo zaraz będzie mnie wypytywać..
- Możesz. - Kiwnął głową.
- Jak ramię?  - Zapytała nagle.
- Trochę boli.
- Czyje to zabawki..? - Wzięła do rąk samochodzik.
- Dziecka. No przecież nie moje..
- Jesse.. a ty.. to ty uczyłeś Briana wszystkiego?
- w Zetas?
- No.
- Tak.
- A.. - Zawahała się. - Chce żebyś mnie uczył.. chce umieć i wiedzieć to co ty. - wlepili w siebie wzrok. Jes uniósł brwi ale kiwnął głową na zgodę. Chwile milczeli wpatrując się w wyposażenie kuchni. - Derek.. dziś prawie mnie gwałcił.. to dlatego Brian się wściekł.. - Wyszeptała, wpatrywała się w stół, ale chłopak przerzucił na nią wzrok. - to było jakieś totalne nieporozumienie.. zaczął mnie obłapiać a później na chama.. - pokręciła głową i oparła się zakładając ręce na piersi. - zaczął wsadzać mi palce.. to obrzydliwe. - Wzdrygnęła - ale to chyba jeszcze nie gwałt..? A później wracam do domu i mam nadzieję że pójdę spać, ale nie, nakrywam ojca z Katy w łóżku jak się pieprzą.. a później ona mi prawi te swoje matczyne przykazania "miałaś nocować u Amy" blablabla.. chuj jej do tego. Kim ona jest i jakim prawem zabawia się w naszą matkę..  - przed nią, po drugiej stronie stołu usiadł Jesse.
- Chcesz o tym pogadać? - Spojrzała na niego zaskoczona, miał zatroskaną twarz, nie znała go takiego. W sumie nie wiedziała czemu mu to wszystko mówi, chyba potrzebowała się wygadać. - Derek to dupek.. nie powinnaś się z nim zadawać. A to co zrobił.. jeśli zrobił to wbrew twojej woli to można to nazwać gwałtem.
- Czemu mi to mówisz?
- Bo wiem że chcesz wiedzieć. - popatrzyli sobie w oczy. Miał racje. - Jeśli chcesz, możesz to zgłosić na policję.
- I wkopać ciebie i Briana że jesteście w mafii i Brian go jeszcze pobił.. - Jesse się uśmiechnął. Co za ironia losu. - Chociaż najpierw mu kilka razy przywalił za ciebie. - Jes spoważniał.
- Co?
- No. Zapukał, Derek otworzył a Brian bez słowa go w szczękę. Poprawił mu z.. sześć razy i powiedział.. "To za Jessa".. wtedy ja wyszłam z pokoju, zobaczył policzek i udo i.. puściły mu hamulce. A powinien się cieszyć, gdyby nie zapukał.. na prawdę by mnie tam zgwałcił.
- Emily, czy Brian na pewno powiedział "to za Jessa"?
- "za Jessa" słyszałam wyraźnie. A co? - popatrzył na nią chwile.
- Muszę z nim porozmawiać. On na prawdę jest nie obliczany i zamienia się w maszynę do zabijania jak chodzi o ciebie i o mnie. Miał tam pójść i powiedzieć że wyjeżdża. A wyjeżdża?
- Nie. Emily nie wiesz wszystkiego. Ale jakby tak powiedział to lepiej by było dla niego.

- Dobry wieczór panie Bradley. - odezwał się cicho do słuchawki, patrząc na dziewczynę która usnęła na kanapie.
- Jesse? Czemu dzwonisz o tej porze? - Zerknął na zegarek, było chwile po północy. Przeszedł do kuchni i oparł się o szafki.
- Nie chce żeby się pan martwił o Emily. Jest u mnie. Zostanie na noc. Przepraszam, że nie zadzwoniłem wcześniej, ale nie chciałem przy niej rozmawiać.
- Dziękuję Jesse. Rozumiem że może u ciebie zostać..?
- Tak. Nie ma problemu.
- Mogę z nią porozmawiać? Nie odbiera ode mnie telefonów..
- Emily śpi. Mam ją obudzić?
- Nie, nie.. Odbiorę ją rano, dobrze?
- Nie ma problemu.
- Jesse.. a nie wiesz co z Brianem? Nie odzywa się od twojego postrzału. Właśnie, a jak ty się czujesz?
- Brian.. jest w domu, odpoczywa. Mieliśmy ciężki tydzień. A ze mną wszystko dobrze.

- Słucham? - odebrał mimo zdziwienia, które go ogarnęło gdy zidentyfikował numer i zerknął na wczesną godzinę.
- Dzień dobry Panie Walker, z tej strony James Austin, wychowawca Emily. Czy mógłbym prosić pana o spotkanie?
- Tak, oczywiście. Coś się stało?
- wolałbym porozmawiać w szkole i wyjaśnić całą sytuację. Kiedy mógłby pan przyjechać?
- Za godzinę będę miał czas. Ale tylko do około dziesiątej. Może być?
- Tak. Akurat będę miał okienko. To do zobaczenia.
*
- Proszę, niech pan siada. - Weszli do jednej z sal, wskazał jedną z ławek, nauczyciel też usiadł. - Dziękuję że znalazł pan czas.
- Nie ma problemu, to w końcu moje dziecko. Co się stało panie Austin?
- Tyle się nazbierało że nie wiem od czego zacząć. Może spytam i przepraszam jeśli to pana urazi, ale czy ma pan jakieś problemy domowe albo rodzinne? - Butch zmarszczył brwi i chwile patrzył na nauczyciela.
- Jakie problemy domowe? Nie. Nie wydaje mi się. Co to ma wspólnego ze szkołą?
- A czy Emily ma jakieś problemy? Coś się wydarzyło..? Nie wiem..?
- Nie. Nie. Nic. Do czego pan zmierza?
- Próbuję dociec czemu ostatnio tak diametralnie się zmieniła. Wie pan że córka ma zagrożenia?
- Tak.
- Całkiem ich sporo. Niestety podejrzewam że nie zda semestru. Tym bardziej że robi to, co robi.
- Przepraszam, czy mógłby pan konkretniej określić? Co robi i o co chodzi? Bo ja nie jestem jasnowidzem..
- Tak. Przepraszam. Więc, Emily ma dużo zagrożeń, kilka z nim zaczęła poprawiać, umawiała się z nauczycielami ale później przestała chodzić do szkoły. Pojawia się na jeden dzień, później nie ma jej kolejnych trzech. Nie przynosi usprawiedliwień. Gdy jest w szkole da się zaobserwować zmiany w jej zachowaniu. Jest rozkojarzona, zmęczona, zestresowana i zagubiona. Pali papierosy i kompletnie się z tym nie kryje. Ostatnio w szkole była w zeszły poniedziałek. Próbowaliśmy z nią rozmawiać w obecności pedagoga ale nie chciała nic mówić, jedynie padały obelgi w kierunku nauczycieli i twierdzi że się do niej przyczepiliśmy.  Amy, jej szkolna przyjaciółka, twierdzi że też nie wie co się dzieje. Co gorsza, nauczyciele mnie alarmują że na lekcjach i przerwach ma o wiele częstsze napady astmy, a nawet mdleje, martwią się o jej stan zdrowia. Dyrekcja zaczęła się denerwować. Wszyscy chcemy jej pomóc ale jeśli ona nie przychodzi, to mamy związane ręce. Część kadry pedagogicznej jest w stanie wystawić jej pozytywne oceny na semestr pod dwoma warunkami: będzie chodzić na lekcje, i drugi, ponieważ jest bardzo dobra z geografii i biologii to zrobić prace nadprogramowe z zakresu rozszerzonego z tych przedmiotów. Wezmą to jako prace na rzecz szkoły. A reszta nauczycieli w czasie trwania drugiego semestru nadrobi z nią indywidualnie materiał z pierwszego semestru, tak żeby miała ciągłość. Myślę że warto, tym bardziej że z taką inicjatywą przyszedł do mnie pan Weeneck, nauczyciel matematyki. Teraz właśnie omawia z resztą kadry szczegóły. Co pan o tym sądzi?
- Jestem.. - Westchnął. - Nie wiem co powiedzieć. Porozmawiam z córką.
- Myślę że warto spróbować. Niech pan z nią porozmawia, jakoś na nią wpłynie. Chcemy jej pomóc, a nie zaszkodzić.
- Dzień dobry. - do sali wszedł Weeneck który prywatnie był przyjacielem Butcha, a nielegalnie był jego wspólnikiem.
- Dzień dobry. - Odezwał się Walker.
- Powiedziałeś już wszystko?
- Tak. Pan Bradley zgodził się porozmawiać z Emily.
- Pani White i pan Ginestra zgodzili się na poprawienie Emily. Warunki są takie że ma chodzić do szkoły i każda nieobecność ma być usprawiedliwiona dokumentem od lekarza. Zrobią jej zestawienie tematów które będzie miała opracować i oddawać w określonych terminach przez cały następny semestr. Oczywiście w razie czego służą pomocą, choć uważają że Emily jest wybitnie zdolna z ich przedmiotów i nie będzie musiała zgłaszać się po pomoc. Będzie musiała chodzić na dodatkowe zajęcia indywidualne aby nadrobić tematy z jeszcze bieżącego semestru. No i podpisanie oświadczenia. - Popatrzyli na siebie. Walker pokiwał głową.
- Myślę że to są bardzo korzystne warunki w zamian za poprawę wszystkich zagrożeń semestralnych.
- Też tak uważam. - zgodził się ojciec.
- W takim razie czekamy do końca tygodnia, proszę przekonać Emily i z nią przyjechać, dobrze?
- Oczywiście panie Austin.

- Masz dziecko? - zawołała do słuchawki telefonu blondynka, ale chłopak zamilkł. - Pytam czy ten bachor, jest twój?! - wrzasnęła.
- Amy, to nie tak jak myślisz Kochanie.
- A jak? Mówiłeś że jesteś jedynakiem! Więc co to za dziecko?
- Mój syn.
- Słucham?! I kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?!
- Amy, nie mówiłem bo wiedziałem jak zareagujesz.
- Więc już nic nie musisz mówić! To koniec! - krzyknęła i się rozłączyła. Chłopak opuścił rękę z telefonem i wlepił wzrok w małego blond chłopca bawiącego się na dywanie. Było mu przykro.

- Emily. - wszedł do jej pokoju. Leżała na łóżku i spała. - Wstań. Musimy porozmawiać.
- Nic nie zrobiłam. - Usiadła na łóżku, a mężczyzna na krześle przy biurku.
- Chce porozmawiać, szczerze. Więc proszę cie nie kłam. Dzwonili do mnie ze szkoły, byłem na rozmowie. Czemu nie chodzisz do szkoły? - popatrzyli na siebie chwile.
- Bo nie chce.. i tak nie zdam!
- Emily, dziecko, nawet jeśli tak będzie to wcale cie to nie usprawiedliwia. Musisz chodzić na lekcje. - patrzył na nią, ona siedziała po turecku pod kołdrą a jej wzrok był wlepiony we wzory na niej. - Byłem na rozmowie z twoim wychowawcą. Mówił że nie chodzisz, że pyskujesz, wspomniał też o astmie i omdleniach. Czemu ja nic nie wiem?
- Ostatnio miałeś dużo na głowie.. - Wzruszyła ramionami.
- Emily, jesteś moim dzieckiem, nie możesz przede mną ukrywać takich rzeczy. To twoje zdrowie. Żeby to była najgorsza prawda, to chce wiedzieć. - Westchnął. - Dobrze. Wracając do szkoły. Phil wymyślił i zorganizował nauczycieli, aby cie poprawili. Zgodzili się pod kilkoma warunkami. Masz chodzić do szkoły, usprawiedliwienia tylko od lekarza, w zamian za poprawienie ocen będziesz przez cały przyszły semestr robić nadprogramowe prace z rozszerzeń z biologii i geografii, a na resztę przedmiotów będziesz chodzić indywidualnie aby nadrobić zaległości. Emily, wiem że lubisz biologię i geografię,  nauczyciele ci pomogą robić te projekty. To chyba mała cena za poprawienie wszystkich jedynek, prawda?
- Wiesz dlaczego to robią? - podniosła na niego wzrok. - Bo widzą we mnie biedne dziecko które wychowuje się bez matki. - spojrzała mu w oczy.
- Emily, nawet jeśli tak myślą to na twoją korzyść. Poza tym to wymyślił Phil. Masz dziś ze mną pojechać do szkoły i podpisać oświadczenie.
- A co jak będę chora, albo będę się źle czuć? Albo.. nie wiem, no coś się wydarzy?
- Masz chodzić do szkoły, jak będziesz chora to będziesz miała zwolnienie lekarskie od Paula. A jak wyjątkowo nie będziesz chciała iść to masz nie uciekać, tylko mi powiedzieć. Tak?
- Tak..
- A teraz powiedz co z tymi omdleniami i astmą?
- Miałam gorsze dni. Chyba mi wolno?
- Czemu nic mi nie powiedziałaś?
- Przyzwyczaiłam się do astmy.
- A omdlenia?
- To teraz dostanę ochrzan za to że nie chciałam cie martwić, tak?! - krzyknęła i uderzyła dłońmi o kołdrę.
- Nie krzycz. - Upomniał ją. - Posłuchaj. Martwią się o ciebie w szkole. Rozmawiałem też z Amy. Ja też się o ciebie martwię, bo jesteś moim dzieckiem. Więc rozmawiałem z Paulem i w przyszłym tygodniu mam z tobą przyjechać na badania. A teraz, proszę podaj mi swoją torebkę.
- Co? - Uniosła zdziwiona brwi.
- Torbę. Już. - Wstała z łóżka i wyjęła swoją torebkę z szafy. Podała ojcu który wszystko wyłożył na blat biurka. Spojrzał na nią gdy torebka była pusta.
- No co? - Spytała zdezorientowana.
- Dobrze, spytam wprost. Gdzie masz papierosy? - zaskoczył ją. Trochę się wystraszyła.
- Jakie papierosy..?
- Emily, nie denerwuj mnie. - odezwał się surowym głosem. - Proszę, papierosy na biurko.
- Nie mam żadnych papierosów.
- Wiem że masz. Daje ci dwie minuty zanim zacznę ci przeszukiwać pokój i Bóg wie co jeszcze tu znajdę, a ty później będziesz sprzątać. Radzę ci je oddać po dobroci. - Wywróciła oczami i weszła na fotel, papierosy były na szafie. Podeszła podając je ojcu. - Siadaj. - Usiadła na łóżku. Bradley zajrzał do paczki aby sprawdzić ile jest wypalonych. - Od kiedy palisz?
- Nie pale.. popalam. Rzadko.
- Nie da się popalać, albo palisz i jesteś uzależniony, albo nie palisz wcale. Od kiedy pytałem?
- Nie pamiętam.
- Więc teraz będzie tak. Za szkołę, ucieczki, kłamstwa i ukrywanie faktów, masz szlaban na miesiąc, za papierosy, na drugi miesiąc. Zero wyjść, tylko do szkoły i ze szkoły. Koniec z jakimikolwiek pieniędzmi. Jeśli złapie cie na którejś z wcześniej wymienionych sytuacji, będę wyciągać konsekwencje.
- Ale
- Co ale? Emily, ty masz astmę dziecko! To jak dawać cukierki cukrzykowi drugiego stopnia! Nawet nie dyskutuj. - Wstał. - Ubierz się, jedziemy do szkoły.
- A jak sobie nie poradzę?! - krzyknęła nagle. Bradley wrócił się do jej pokoju.
- Co sobie nie poradzisz? Emily, ty jesteś zdolna, tylko leniwa! A jak będziesz miała problem to masz mnie, Briana, Amy.. Przecież nie będziesz sama.

- Tata jest u siebie? - Spytała jednej z pracownic która przyjmowała gości.
- Tak. - Uśmiechnęła się blond kobieta. Emily ruszyła holem hotelu, aby zaraz za ladą recepcji skręcić w zamknięty korytarz który prowadził do gabinetu ojca, pomieszczeń gospodarczych, zapleczy, pomieszczeń pracowniczych, sali konferencyjnej, wejścia do klubu dla pracowników i wyjścia ewakuacyjnego. Zapukała do drzwi gabinetu i nadusiła klamkę. Bradley siedział przy biurku a koło niego stała Katy z jakimiś dokumentami. Oboje na nią spojrzeli.
- Co chcesz Emily? - zaczął Bradley.
- Przeszkadzam?
- Nie. Siadaj. - wskazał krzesło po drugiej stronie biurka.
- To zrobić to zamówienie? - dopytała kobieta.
- Porozmawiaj z Joeyem, czy to chce czy nie. - Kobieta kiwnęła głową i wyszła. - Co chcesz?
- Mogę wyjść?
- Nie. Masz szlaban i nawet ze mną nie dyskutuj.
- Ale.. chce jechać do Paula.. przejrzałam tematy z biologii i część z nich jest typowo medyczna.. może będzie miał jakieś książki.. poza tym jeden z punktów to opisanie i omówienie ciekawej choroby, a ja na chorobach się nie znam, a z google nie będę brać. - Popatrzyli na siebie.
- Zadzwonię do niego czy nie pracuje dziś i jak się zgodzi to cie zawiozę.
- Czyli teraz będę ubezwłasnowolniona tak?
- Nie. Będziesz pod ostrzejszym nadzorem ojca, bo jak pozwoliłem ci żebyś miała wolną rękę tak jak Brian to właśnie jest tak, jak jest. Więc teraz będe cie pilnować, żebyś sobie przypomniała ile masz lat, a nie ile ci się wydaje że masz. - popatrzyli na siebie. Bez słowa wstała i wyszła.

Wieczorem siedziała w swoim pokoju i przeglądała tematy z geografii, Bradley dopiero kilka minut wcześniej wrócił do domu. Nie rozmawiali ze sobą od rozmowy w gabinecie, jej było przykro i czuła się bardziej skarcona niż zasługiwała, przecież tylko kilka razu uciekła z lekcji, większość nieobecności jest z powodu szkolenia Zetas i Mala Noche. Ale nie mogła przyznać się ojcu. Butch znów czuł się okropnie, nigdy nie lubił karać swoich dzieci, zawsze wolał szczere rozmowy. Ale tym razem czuł że musi tak zrobić, czuł że to wymyka mu się spod kontroli. Musiał znaleźć sposób na to, aby wpłynąć na zachowanie córki. Usłyszał dzwonek do drzwi i ruszył wolnym krokiem aby je otworzyć. Za nimi stał.. Jesse.
- Briana nie ma, jest u siebie. - odezwał się patrząc na chłopaka, wyglądał na zdenerwowanego.
- Wiem. Ja do Emily, jest? - Butch obrzucił go kompletnie zdziwionym wzrokiem.
- Jest, wejdź.
- Nie, dziękuje, poczekam tu.
- Emily ma szlaban więc jak chcesz gdzieś ją zabrać
- Nie przyjechałem po nią, mam tylko jedno pytanie. - Przerwał mu. Bradley ze zdziwieniem kiwnął głową i poszedł po córkę.
- Co tu robisz? - Podeszła wolno szurając nogami. Jej smutne oczy ślizgały się po nim. oparł ręce o futrynę i popatrzył na nią chwile, chciał załatwić to na spokojnie.
- Chce ci tylko powiedzieć, że szkoda że mnie nie znasz.. i nie chcesz poznać, chociaż na tyle, żebyś mogła mnie oceniać. Szkoda że nie wiesz kim dla was jestem na prawdę. Chciałem wierzyć że się zmieniłaś.. takich rzeczy się nie robi Emily. Nie zrobiłem ci nic, nigdy w życiu, zawsze starałem się być w porządku do ciebie, ale ty zawsze mnie o coś oskarżasz, jak nie o Briana, to o Amy, a jak nie o nich to o cokolwiek innego. A nic im nie robię, nigdy w życiu nie wyrządziłem im krzywdy, a nawet brałem winę na siebie żeby im się nie dostało! Prędzej sam bym sobie coś zrobił, bo są dla mnie ważnymi osobami. A ty? Uratowałem ci życie, sam oberwałem, choć nie miałem takiego obowiązku, mogłem cie tam zostawić na pewną śmierć! Ale nie miałem sumienia żebyś została tam sama, ani odwagi żeby później móc spojrzeć w oczy Brianowi albo twojemu ojcu. A ty mi robisz takie świństwo! Uczę cię na szkoleniach, zgodziłem się bo Brian mnie prosił, żeby nie prowadził cie ten dupek Tim, pokazuje ci przydatne rzeczy, a ty robisz wszystko żeby mnie zniszczyć.. czym ja ci zawiniłem? Możesz mi podać choć jeden powód, dla którego tak mnie traktujesz? Tak mnie nienawidzisz? Czy ja ci kiedyś coś zrobiłem? Powiedziałem? Czy źle potraktowałem Briana? - mówił pełen żalu i rozgoryczenia. Emily patrzyła na niego kompletnie zdezorientowana, zastanawiając się o co mu chodzi. Rozmowie z zaciekawieniem przysłuchiwał się Butch stojący kilka kroków od nich. Jesse miał wlepiony wzrok w dziewczynę.
- Ale.. Ja nic nie zrobiłam.. - zmarszczyła brwi.
- Liczyłem że chociaż będziesz miała odwagę się przyznać.. rozumiem że Amy jest twoją przyjaciółką, chcesz ją chronić, to tak jak ja Briana.. ale czasem mogłabyś się zastanowić co robisz.
- Ale ja nic nie zrobiłam! - krzyknęła zirytowana. - Nawet nie wiem o co ci chodzi!
- Byłaś u mnie, nocowałaś. Widziałaś Mattyego. Tylko ty. Brian by nie wypaplał.
- Chwila.. chodzi o twojego syna? - mruknęła. - A co mnie obchodzi twój syn?! Mam w pizdu swoich problemów! I mam przejebane na najbliższe miesiące! A nie jeszcze się przejmować dzieckiem. Poza tym uznałam że jak jesteś z Amy to ona wie, z resztą wisi mi to bo to wasze sprawy, moja sprawa to będzie jak ją skrzywdzisz dupku! Poza tym nie rozmawiałam z nią od.. trzech dni! Ostatnio z nią gadałam przed tym jak u ciebie nocowałam! Ale spoko, przyzwyczaiłam się że wszyscy zawsze mnie oskarżają za nic! Los kurwa najmłodszej z rodziny! - trzasnęła mu drzwiami przed nosem i poszła do swojego pokoju. Miała tak beznadziejny dzień, a on jeszcze się na nią darł. Dobra, może nie darł.. bo był aż wkurwiająco spokojny, choć w jego oczach widziała zupełnie coś odmiennego, ale mówił tak dobitnie! Rzuciła o ścianę zeszytem i się rozpłakała. Wszyscy ją winili, nikt nie znał prawdy. Miała już dość, wszystko się komplikowało i kumulowało wokół niej.

Witajcie witajcie :)
Jestem i dziś będzie bardzo krótko, ponieważ - jestem pozbawiona komputera. Po tygodniu walki wszystkich znajomych informatyków, został dumnie zaniesiony do serwisu, gdzie panowie złapali się za głowę robiąc wielkie oczy.
Także pozdrowienia dla sympatycznych panów! :D

Ale jak na tą chwile jestem pozbawiona komputera, teraz ukradłam laptopa brata, ale już nade mną stoi żeby mu go zwrócić, więc xD

Dlatego też z góry przepraszam inne bloggerki za nieobecność na ich blogach i brak komentarzy pod nowymi postami, obiecuję wszystko nadrobić jak tylko odzyskam mój sprzęt!

Dziękuję też za pozytywne komentarze pod ostatnim rozdziałem, dziękuję też bardzo serdecznie anonimowej czytelniczce która podpisała się "M"!
Jest mi niezmiernie miło że ktoś wytrwał zemną tyle lat, że nadal czyta co piszę, że to się podoba i co lepsze (lub gorsze? xd) dobrze wspomina czasy blogu onetowskiego gdzie zaczynałam pisać jakieś.. 6 czy nawet 7 lat temu?! W dodatku mdłe love story z fan fiction z Ryanem Shecklerem xD
No ale, moje droga M - Bardzo Ci dziękuję że się ujawniłaś, mimo że wiem, że jest Was więcej! :P
Co do pytania, nie, nie studiuje ani nie studiowałam medycyny :) Ale od zawsze bardzo interesowałam się biologią (ba! mam ją rozszerzoną wraz z geografią xD ) i lubię medycynę, dużo o niej czytam, mam jakąś słabość do panów lekarzy i lubię gdy pojawiają się w moich opowiadaniach. No a jak już się pojawiają i coś piszę, to najpierw o tym czytam, żeby nie walnąć gafy :))


Dobra, miało być krótko, ale ja oczywiście tak nie umiem! xD
Kończę, bo brat już tupie w tą i z powrotem!
Do napisania! Mam nadzieję, już ze swojego sprzętu!

PS. Zapraszam do poszperania w zupełnie nowej zakładce z bohaterami, gdzie nie tylko dużo się zmieniło, ale i doszło kilka bohaterów! <3

14 komentarzy:

  1. Czuć w tym rozdziale, że Em kompletnie sobie ze wszystkim nie radzi, ale nie mogę powiedzieć, żeby było mi jej żal. Sama się w to wszystko wplątała i ciągle jeszcze na własne życzenie pogarszała swoją sytuację. To było pewne, że kiedyś wszystkie złe decyzje obrócą się przeciwko niej i proszę bardzo: kumulacja. bardzo podobała mi się reakcja Butcha i jego zaostrzony rygor. Skoro Em nie potrafiła docenić wolności i zachowywać się jak osoba dorosła to teraz będzie pilnowana jak dziecko. I może to ją czegoś nauczy. Ciekawa też jestem kiedy jej przejdzie ten okres buntu. Bo na razie rzuca się o pierdoły, ciągle coś jej nie pasuje i uważa się za pępek świata. Jesse przyszedł porozmawiać na spokojnie, a ona już wrzaski, krzyki i Bóg wie co jeszcze. To niemiłe, że oskarżył ją pochopnie, ale skąd mógł wiedzieć? Ciekawa jestem kto doniósł... Może Derek?W sumie ciekawa jestem, co on w ogóle kombinuje i kim naprawdę jest. No i co tak bardzo trapi Briana. Coraz więcej tajemnic! :D Podoba mi się! ;*

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na pewno nie jest E. żal i uważam, że ktoś powinien nią potrząsnąć, tak raz a porządnie.
      Czuję w kościach, że zaostrzony rygor ojca długo nie potrwa, bo zaraz się nad nią ulituje i ugłaska po główce.
      A nie mówiłam, że J. nie zostanie doceniony przez E. pomimo że raz się za nią tak porządnie i znacząco wstawił? Mówiłam, że jeszcze mu się od niej oberwie? Mówiłam i miałam rację. E. nie zasłużyła sobie na taką pomoc, aż tylu osób. Niech raz zaradzi sobie sama, skoro chciała być dorosła.

      sie-nie-zdarza.blogspot.com
      prawdziwa-legenda.blogspot.com

      Usuń
  2. Współczuję i tobie i sobie :) Tobie z wiadomych przyczyn (sptrata laptopa [*] haha :D ) a sobie dlatego, że będę musiała dłużej czakać na kolejny rozdział :(
    A co do rozdziału no to dziewczyno szalejesz :D
    Jass ma dziecko! No nieżle... tylko zastanawia mnie jak to się stało, że Amy się o tym dowiedziała, bo szczerze wątpie, że to Em jej powiedziała.
    Właśnie Em...
    ..ona to ma przesrane. Myślę, że ten szlaban jest troche niesprawiedliwy, ale z pewnością pozwoli to jej podciągnąć się w nauce, więc na plus mimo wszystko :)
    Mam nadzieję, że Em zerwie z Derekiem. Trzymam za to mocno kciuki!
    A Brian...kurcze on też nie ma lekko. Szkoda chłopaka...mam nadzieję, że wszystko będzie z nim dobrze.
    No i jeszcze jedno...co z treningami do Zetas?
    I czy Jass uwierzył Em, że to nie ona..?
    Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi..:D
    Czekam na nexta!
    Pozdrawiam i dzięki za info o nowym rozdziale :*

    OdpowiedzUsuń
  3. czytam i czytam, i powiem Ci, że jest to WSPANIAŁE!!! Oby tak dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaa faken, że co? Jess ma dziecko? No to się porobiło...
    Em... no co ja mogę powiedzieć, ta dziewczyna zaczyna mnie troszkę irytować... mimo wszystko i tak ją lubię, no ale sama się o wszystko prosi -,- Mam nadzieję jednak, że ona wyciągnie z tego dobre wnioski i nie będzie się dumać w sobie... tylko zrozumie, że na prawdę niektórzy chcą dla niej dobrze. Poprawi oceny i będzie okej!
    Nie podoba mi się ten Derek - cholera jasna i koniec dowidzenia kropka! To napewno jego sprawka! Biedny Jess, ochrzan pewnie o nic, Em błagam! opanuj ty się :(
    ah dużo emocji wniosłaś nam do rozdziału - <3
    czekam na więcej ---<-@

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo! :3
    Rozdział wspaniały! *♡* :*
    Już w końcu nabrałam sympatii do Jessego, cieszę się bardzo, że jest taki dla Em jak Brian. Właśnie taki bart ^.^Potrafi wysłuchać i wg.
    Hm. Zaskoczyłaś mnie tym, że Jesse ma syna o.O Ale żeby osądzać o to Em? No bo przecież nie wiedział, nie miał dowodów, że to ona powiedziała...
    To fajnie, że nauczyciele robią wszystko, by pomóc bohaterce. Mimo jej sytuacji to starają jej się pomóc. Często to się nie zdarza... Ciekawi mnie, czy Em zacznie chodzić w końcu do szkoły :D
    Rozdział cudnyyyyy! ♡ :* I wybacz, że krótko, ale mam jeszcze dużo do nadrabiania (:
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko i ślę buziaki! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  6. No ciekawe ciekawe. Szału nie ma :P może dlatego, że jestem zwolenniczką akcji. Ale bardzo dużo dialogów, opisów, przez co fajnie sie czyta. Em zasłużyła na szlaban i nadzór nad ojcowską dłonią. W końcu to dziecko, które jak każde z nas w jej wieku chciało być dorosłe. Jess ma dziecko, no prosze. Nie spodziewałam się, że wymyślisz coś takiego :) Nie wierze jednak, że Emily mogłaby coś powiedzieć Amy. Szkoda, że dziewczyna zerwała z Jessim. No ale Jess powinien się upewnić najpierw czy to na pewno ona, a nie żalić się. Brakuje mi tu Briana, coś się niedobrego u niego dzieje :( brak stabilizacji. Chociaż nadaje mu to taki charakterek. Dawno Hectora nie było. Też mi szkoda tego chłopaka. No ale pozostaje mi czekać dalej. :*

    Ps. Ryan Sheckler jest pro. Kozackie były tamte czasy i tamte opowiadania. Pamiętam :) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. a i zapoznałam się z nowymi bohaterami. Młodsza siostra Katy?! :D przegięłaś, nie chce jej, ale to pewnie dlatego, że każda z nas czeka aż Brian będzie z Emily. A ona wszystko będzie niszczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam ten ból, kiedy nie ma się dostępu do laptopa - a po odzyskaniu tyle rzeczy do zrobienia...
    Dobra, ja nadal czekam, aż Brian będzie z Emily. Ile można? Facet przecież ją tak jakby od gwałtu ocalił... martwi się o nią, robi dla niej praktycznie wszystko...
    A ja muszę czekać...
    Cóż, ja na miejscu Emily też byłabym wściekła (patrz ostatnia scena), w końcu raczej nie powiedziała nic Amy, skoro nie miała z nią kontaktu. A tutaj oczywiście Jesse oskarżył ją. W sumie, to ona jako jedna z nielicznych wiedziała, że on ma syna (Jesse ma syna?! Szok...), ale to nie oznacza, że wypaplała to komuś.
    Ech... Coraz więcej problemów, tak mało rozwiązań...
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju *o* cudowny rozdział. I zapomniałam w poprzednim komentarzu zjechać tego pieprzonego Dereka ! Co ten dupek sobie wyobraża???? Szczerze mówiąc to żałuję, że Brian go nie zabił.
    I mam nadzieję, że Em nie wplącze się w coś znowu.
    I dlaczego Derek napadł na Jessego ? Czuję kłopoty. I mam nadzieję że Brian jakoś wyplącze się z tego wszystkiego.
    I mało się nie popłakałam jak Amy zerwała z Jeesem...
    Podrowionka :*

    czu.blogspot.com

    nieelitarnaszkola.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Smutmy rozdzial. A masz jeszcze tamten blog z Ryanem? Gdzie znalezc moge?

    OdpowiedzUsuń
  11. No i mam nadzieje ze napiszesz co z tymi badaniami i jej zdrowiem :' -(

    OdpowiedzUsuń
  12. Dopiero zajrzałem do zakładki bohaterów i właśnie do mnie dotarło, że Jessego zawsze wyobrażałem sobie jako blondyna, i sam nie wiem dlaczego tak było i nadal jest.
    Emi nieproszonym gościem w domu, czy ona jest normalna? To by znaczyło, że ja gdy uprawiam seks z żoną, to powinienem dzieci po sąsiadach i znajomych upychać, zwłaszcza te z pierwszego małżeństwa tak? Naprawdę tą Emi ciężko lubić. Jako bohaterka jest ciekawa, ale nadal nie rozumiem dlaczego wszyscy tak wokoło niej skaczą, przecież w normalnym życiu nikt by wokół takiej panny nie skakał, a na pewno nie każdy by skakał.
    Gadka o palcach itd... na dodatek wstawka o zabawie ojca w łóżku... Ja bym na miejscu Jessego ją opieprzył za przesadzanie w związku z tą drugą sprawą i wyolbrzymianie tej pierwszej - to co zrobił Derek nie było gwałtem i nie udowodniliby mu tego, bo niby jak? Wyparłby się, nie ma jego śladów biologicznych na sobie... Emily byłaby przegrana.
    "Nie ma problemu, to w końcu moje dziecko" - Tak? Naprawdę? Bo ja nie zauważyłem. Ja naprawdę myślałem, że on jej tylko dał dach nad głową, niczym tacy lokatorzy.
    Jess też się niepotrzebnie w niańkę tej gówniary bawi.
    A moim zdaniem nie warto próbować nadrabiać te oceny. Powinna raz nie zdać. Może to by ją czegoś nauczyło, a nie ojciec ciągle kryje jej dupę i ją zasłania. To co oni wszyscy robią jest tak wybitnie niewychowawcze, że aż mi ich żal, wszystkich, bez wyjątku, tylko Emi mi nie żal, ją to bym chyba rozszarpał na miejscy ich miejscu.
    Jess dał Emi dach nad głową, przygarnął ją na noc, porozmawiał wspierał, a ta nakablowała Amy, że ten ma dziecko. To się nazywa wbić przyjacielowi nóż w plecy. Suka i tyle. Mogła najpierw z nim porozmawiać, przekonać go by Amy sam powiedział o małym. Teraz Jess powinien podejść, wykurwić Emi z liścia i powiedzieć, że ma się więcej nie wpierdalać do jego spraw. W końcu to gangster tak? To dlaczego ci wszyscy gangsterzy zachowują się jak takie puchowe, niegroźne i przytulaśne misie w stosunku do tej idiotki.
    "A jak wyjątkowo nie będziesz chciała iść to masz mi powiedzieć" - Naprawdę? A tam czasem nie powinno być "A jak wyjątkowo nie będziesz chciała iść, to podnosisz dupę i i tak idziesz, albo ci ją skopie"?
    No niby tatuś się za nią wziął, fajki zabrał, ale moim zdaniem to i tak jest tak sztuczne i tak nikłe wychowawczo, że rezultatu żadnego nie zda. Bradley jest za miękki! - wiem, że powtarzam to już chyba setny raz, ale czy nie mam racji?
    Emi pokazała tym "a jak sobie nie poradzę" jak niską ma samoocenę i wiarę w samą siebie i swoje możliwości. Skąd to się wzięło? Z tego lelkania, litowania się nad nią i pomagania jej we wszystkim. Gdyby sama choć raz stanęła na nogi to w końcu by w siebie uwierzyła i zobaczyła, że na samej sobie też może polegać. Wszystkiemu winny ten klosz i zbyteczne, za duże przychylanie nieba.
    Moim zdaniem skoro Emi naskarżyła na Jessego do Amy, to Jessy powinien naskarżyć na Emi do ojca. Wtedy byłoby fair, i nauczyłaby się, że nie jest pępkiem świata.
    Jeśli nie ona powiedziała to kto? Moim zdaniem ona powiedziała tylko ściemnia, że nie.
    "Wszyscy mnie zawsze oskarżają za nic" tak? naprawdę? Dobrze, że mnie nie spotkała na swojej drodze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak to Jess ma dziecko? Jakim cudem? Tak tak wiem jak to się dzieje i skąd się one biorą, ale wybacz tak mnie to zszokowało, ze praktycznie wszytskie inne sprawy w tym rozdziale, szlaban, Derek, a nawet Brian przeszly na drugi plan.
    Kurcze akcja naprawde się rozkręca tyle się dzieje, a tajemnice nadal pozostają niewyjaśnione,
    Co do szlabanu, to wyjdzie jej to na dobre, Em czas sie trochę uspokoic

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy