26.06.2015

35. Zaręczyny, Hector i Michelle..


Szli wtuleni w siebie, on ochraniał ją swoim silnym ramieniem, a ona swobodnie zawiesiła dłoń na jego boku. Na dworze było już ciemno, ale światła latarni tylko podkreślały prószący śnieg. Kierowali się wąskimi uliczkami do centrum, mijali ich ludzie, zmarznięci, pozawijani w szaliki i czapki. To była pierwsza, surowa zima od lat w Las Vegas. Mimo to życie w mieście tętniło głośno. Szli wolno, w ciszy, wpatrując się w swoje otoczenie, zatopieni w swoich myślach. Ona, przestraszona, bojąca się o to czy sobie poradzi. Tak bardzo pragnęła być matką, prawdziwą. Teraz los dał jej tą możliwość, jednak bała się. Czy podoła, czy da sobie radę? Czy uda jej się pogodzić z Emily? Nie miała zamiaru niszczyć więzi między Bradleyem a jego dziećmi, które z resztą traktowała jak swoje. Bradley, rozmyślał nad rodziną. Głównie nad Emily. Nad tym jak pogodzić ją z Katy. Myślał też o jeszcze nienarodzonym dziecku. Był dumny, ale mimo to, nie chciał aby to miało duży wpływ na starsze dzieci. Ale tego wieczora największą uwagę przykuło jedno wydarzenie. To które miał zamiar dziś spełnić. Od lat wiedział że i tak to zrobi, teraz stwierdził że to odpowiedni moment.
- Nad czym myślisz? - szepnęła w końcu kobieta.
- A ty? - zniżył na nią wzrok i lekko się uśmiechnął.
- Myślisz że Emily się pogodzi z trzecim dzieckiem?
- Myślę że tak, ale potrzebuje więcej czasu. Ona jest bardzo wrażliwa, mimo wszystko miała ciężkie dzieciństwo. Gra przed wszystkimi dorosłą i twardą ale to nadal kruche dziecko. Jeszcze teraz narobiła sobie problemów w szkole i ze zdrowiem. To wszystko tak na nią spadło. Rozmawiałem z Brianem. Emily sądzi że ich zostawię, że tworze sobie nową rodzinę.
- Ale przecież ich nie zostawimy. Kocham ich jak własne.
- Brian to wie. Emily po prostu się pogubiła. - westchnął i stanął. - Chodźmy na kolacje.
- Gdzie?
- Tam. - wskazał restaurację. Kobieta kiwnęła głową i ruszyli. Chwile później kelner prowadził ich do stolika, a kilka chwil później zamówili jedzenie. Nagle kelner przyniósł do stolika wielki bukiet czerwonych róż.
- To dla Pani. - Oznajmił z uśmiechem i odszedł.
- To twoja sprawka? - zaśmiała się ale zauważyła skupiony wzrok partnera z uśmieszkiem. Omiotła bukiet i zauważyła. Zamiast jednej czerwonej róży w środku, było pudełeczko. Delikatnie je wyjęła i otworzyła, a w tym samym momencie koło niej uklęk Bradley. W oczach Katy błysnęły łzy, tym razem szczęścia. Kompletnie nie spodziewała się takiego zakończenia dnia.
- Katy Adler, zostaniesz panią Walker? - spytał cichym, ale pewnym głosem z uśmiechem, łapiąc jej dłoń. Kiwnęła głową i objęła Butcha.

Weszły we dwie do cukierni i szybko odnalazły dwóch, nieco zdezorientowanych panów. Obaj wstali gdy podeszły bliżej.
- Cześć - o dziwo pierwsza odezwała się Em.
- Hej. - odpowiedział Jes.
- Cześć. - uśmiechnął się Derek. Amy kiwnęła im głową i spojrzała na Emily. - Co my tu robimy? - spytał w końcu.
- Spotykamy się, chyba widać. - wywróciła oczami Emily.
- A czemu w czwórkę..? - dopytał Jes.
- Jesse, nie zadawaj głupich pytań, bo za bardzo się napracowałam żeby ściągnąć was w jedno miejsce, no a w szczególności ją. - burknęła. - To wasz stolik, my idziemy tam. - wskazała oba i pociągnęła za rękaw Dereka. Usiedli, Derek wlepił wzrok z uśmiechem w Em, ale ta wlepiała wzrok w Jessa i Amy. Denerwowała się, miała nadzieję że nie skłócą się bardziej.
- Ciesze się że chciałaś się spotkać. Bardzo mi na tobie zależy. - zaczął. Ale to spotkało się z wzrokiem Emily, tym.. złym.
- Słuchaj, nie przyszłam tu dla przyjemności. Przyszłam bo chce żeby Jesse był z Amy, albo przynajmniej żeby byli pogodzeni. Amy postawiła warunek że spotka się z Jessem, jeśli ja spotkam się z tobą..
- Rozumiem. Ale skoro i tak tu siedzimy, to może też porozmawiajmy?
- Zraniłeś mnie.
- Wiem. Przepraszam cie za to, z całego serca. Myślałem że to.. że jeśli mnie znienawidzisz.. to będzie ci łatwiej.
- Nie zaufam ci już tak jak wcześniej. Nie obdarzam cudownie zaufaniem każdego.
- Wiem. Rozumiem cie. Ale proszę tylko o drugą szansę. Daj mi udowodnić, że jestem godny zaufania.
- Na tą chwile.. możemy się przyjaźnić. - spojrzeli sobie w oczy. To wtedy zobaczyła to w jego oczach. Zakuło go, zabolało.
- Dobrze.. - zgodził się. - Tym razem w stu procentach na twoich warunkach. - kiwnęła głową.

- Em. Brian. - zawołał. Po chwili oboje wyszli z pokoju dziewczyny. Butch z Katy stali w salonie. - Chcemy z wami porozmawiać. Uznaliśmy że powinniście wiedzieć.. - Zawahał się. - Wczoraj oświadczyłem się Katy, przyjęła zaręczyny. Ślub chcemy wziąć jeszcze przed narodzinami dziecka. - zamilkł, cała czwórka obrzucała się wzrokiem. Brian nawet się cieszył, jednak martwił się o Emily. Dziewczyna nagle się wzdrygnęła i ruszyła do pokoju trzaskając drzwiami.
- Wiecie.. - zaczął Brian drapiąc się po głowie. - Osobiście się ciesze, gratuluje. Ale.. mogliście jeszcze oszczędzić Emily.. poza tym Katy.. - westchnął ciężko. - ona nigdy nie zaakceptuje cie jako matki. - spojrzał na kobietę i mówił spokojnie. - Nie myślcie że zaręczyny, wprowadzenie się czy ślub to zmieni, bo nie zmieni.. po prostu dajcie jej czas.. a ty - wskazał kobietę. - Nie bądź nachalna. Bądź z nią, dla niej, wspieraj ją, okaż zainteresowanie, ale nie rób rzeczy typowych dla matek. Ona tego nie zaakceptuje. A ty - wskazał Butcha. - Po prostu bądź z nią. Nie zostawiaj jej. Rozmawiajcie. Nie daj jej powodu, aby myślała że ją zostawisz.
- Brian. - podszedł do niego Bradley i objął go ramieniem. - Wiem o tym synu. Ale dziękuje że dbasz o relacje nas wszystkich i udzielasz mi ważnych rad, nawet jeśli już je znam. - uśmiechnął się. Ruszył do pokoju dziewczyny i wszedł. Siedziała skulona na łóżku i płakała. Usiadł obok i chwile na nią patrzył troskliwie. - Emiś, porozmawiaj ze mną. - odgarnął jej włosy z policzka i oczu. - Wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Zobaczysz. Nie płacz.
- Nie chce żeby Katy się wprowadzała.
- Zadecydowaliśmy że na razie Katy będzie mieszkać u siebie. - Kiwnęła głową. - chodź tu do mnie. - wyciągnął ręce i ją przytulił. Z drugiej strony usiadł Brian i pogłaskał ją po plecach. - Zrobię kolacje. Zjesz?
- Tak. - kiwnęła głową.
- Brian?
- Tak. - uśmiechnął się. Butch wyszedł a Brian przytulił dziewczynę. Podniosła na niego wzrok i nie wiadomo czemu patrzyła na jego czerwone wargi. Oblizał je i obserwował jej tęczówki. Czas zwolnił. Nagle opuszkami palcy dotknęła jego policzka i delikatnie przejechała aż do kości żuchwy. Przymknął oczy oddając się temu uczuciu. Poczuł dreszcze wędrujące przez cały jego kręgosłup. Pragnął więcej. Już od dawna. Jego serce biło szybciej, zawsze gdy była obok. Niepewnie przysunął do niej głowę, wpatrywał się w jej oczy, a ona w jego usta. Sama przygryzła dolną wargę. Chciała poczuć to co wtedy, gdy pocałował ją pod hotelem.. gdy tak cudownie się rozpłynęła, gdy nic innego nie było ważne. Ważni byli tylko oni. On i ona. Razem.. Nie wytrzymała i cmoknęła jego usta szybkim ruchem. Odskoczyła, odwracając głowę, nie wiedząc jaką będzie miał reakcje. Ale jego oczy były spokojne i tliła się w nich.. miłość i troska, ale też strach i obawa, niepewność. Wsunął na jej szyje dłoń, pewnie trzymając jej kark. Drugą ręką złapał ją za podbródek i pociągną do siebie. Zbliżył się do niej, walcząc ze sobą aby tego nie robić, mimo to ulegał. Długo udawało mu się wygrywać, mimo to, kilka razy przegrał. Walkę samego z sobą, rozumu z sercem. To rozum mu nie pozwalał, z wielu powodów. Jednak serce.. za każdym razem rosło i mocniej biło, gdy tylko była blisko. Pragnął jej. Była jego ideałem. Musnął jej usta, delikatnie. Puścił jej brodę i wsunął palce we włosy, aby po chwili pocałować ją namiętniej i dłużej. Zamknęli oczy i już byli gdzie indziej. Jakby pocałunek magicznie przeniósł ich w najpiękniejsze miejsce na świecie, wypełnione tylko miłością. Jego dłoń mocno trzymała jej kark, mimo to bardzo czule, gdyby tylko poczuł najmniejszy opór, puściłby ją bez słowa, bez chwili sprzeciwu.
- Kolacja. - Zawołał nagle z kuchni Bradley a oni oderwali się od siebie przestraszeni. Otworzyli szeroko oczy. Oboje spojrzeli na zamknięte drzwi i na siebie. Brian w pierwszej chwili zakrył sobie usta ale sekundę później przeczesał sobie długie włosy ręką.
- Przepraszam. - spojrzał poważnie na Em. Znów poczuł.. poczuł się winny, poczuł rosnący w nim wstyd że znów to zrobił, znów na to pozwolił, znów.. przegrał.. ogarnął go też strach i niepewność, bał się że ją straci. Jednak ta była.. rozmarzona. Jej oczy były inne. Tym razem nie była zaskoczona, a zadowolona. Odkryła to dopiero teraz. On był magiczny, ale nie pocałunek, a sam Fireheart. Dawał jej ukojenie. Właśnie on. Jego dotyk, głos i zapach.. koiły jej nerwy. Jego spokój był jej spokojem. Uwielbiała go, jego zachrypnięty głos, pachnące jego perfumami bluzy, jego ciemne, a czasem i czarne tęczówki które zawsze ją śledziły.. Charakter, stanowczy, ale i uległy, silny i troskliwy, poważny i dojrzały, ale czasem rozbawiony jak dziecko.. uwielbiała go, całego. Miał w sobie tyle przeciwnych cech, że to czyniło go wyjątkowym. Dawał jej wszystko, czego teraz potrzebowała. Dawał jej siłę i wiarę w to że wszystko będzie dobrze, spokój i opanowanie, bezpieczeństwo, poczucie że dla kogoś jest ważna. Dawał jej możliwość przeniesienia się gdzie indziej, gdzieś, gdzie nie było problemów. Tam nie czuła poczucia winy. To tak, jakby przez pocałunek przekazywał jej część siebie. Dlatego był magiczny. Wiedziała że nigdy jej nie zawiedzie, nigdy nie zostawi, nie zmusi do niczego, ani nigdy nie skrzywdzi.. jednak etykieta, to że ludzie postrzegają ich jako rodzeństwo i nawet sam Bradley, działało na nich jak przyłożone do siebie dwa, te same bieguny magnesu. A on? Kochał ją, z całą jej skomplikowatością. Tak na prawdę, niczego nie pragną w życiu tak bardzo, jak jej. Mimo to miał swoje zasady. Jedną z nich było: do niczego nigdy jej nie zmusi. - Wszystko w porządku..? - wyszeptał nie mogąc wytrzymać bez ani jednego jej słowa. Chciał ją usłyszeć. Nagle się uśmiechnęła. To był pierwszy, zupełnie szczery uśmiech od bardzo długiego czasu. To była jego nagroda.
- W jak najlepszym. - zawołała zadowolona. To wywołało uśmiech na jego twarzy, która do tej pory była przestraszona i niepewna.
- Dzieciaki, no chodźcie bo nic dla was nie zostanie. - zajrzał do pokoju Butch.

Zatrzymali się w lesie, daleko od miasta. Chłopak otworzył bagażnik i wyjął torbę, a dziewczyna założyła ręce na piersi i rozglądała się w koło.
- Chodź. - uśmiechnął się do niej i ruszyli w głąb lasu.
- Co tu robimy? Co dziś będziemy robić? - spytała ciekawa.
- Jak to co? Chciałaś kontynuować szkolenie. - spojrzał na nią Hector. - Dziś pokaże ci broń. - otworzył torbę i wyjął pistolet oraz magazynek.
- Brian i Jesse dali ci spokój? - spojrzeli na siebie. - Nie bili by cie, gdybyś nie prowokował Briana.
- Chciałem cie chronić. To oni są w Zetas. Oni zabijają więcej ludzi niż jesteś w stanie policzyć.
- Odpierdol się od mojej matematyki. - mruknęła ale chwile później oboje się roześmiali. - Nie kręć się pod hotelem. Nie jeździj za mną.
- Nie obiecuje..
- A jak Ian?
- Kontynuujesz szkolenie. Dał mi spokój. Dobra. Trzymaj. - wręczył jej broń. - Tu jest magazynek. - dał jej i jego. - Tu wkładasz.
- Wiem. Tu wkładam. Tu odbezpieczam. I strzelam. - wycelowała w drzewo, ale nie strzeliła. Hector uniósł w zdziwieniu brwi.
- Coś mnie ominęło..?
- Nie jestem blondynką. - chłopak założył ręce na piersi i zakołysał się na nogach. Wiedziała że nie mogła wygadać się o naukach Jessego.
- No tak, daleko ci do Amy.
- Uuuu grabisz sobie. - odezwała się poważnie. Chłopak nagle się przybliżył, uniosła na niego wzrok. Jego ręce spoczęły na jej biodrach. Zbliżył się i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Jego usta były gorące ale kolczyk na środku dolnej wargi był zimny. To było nowe doświadczenie, mimo to, nie spodobało jej się. Cofnęła się niemalże natychmiast i nawet nie wiedziała kiedy uniosła dłoń i trzasnęła Hectora w policzek. Odwrócił głowę w bok.
- Oblałaś. - spojrzał na nią poważnie.
- Pierdol się Hector! Jesteś dupkiem! - uniósł broń, którą nie wiadomo kiedy jej zabrał.
- Mimo to oblałaś. Musisz się bardziej skupiać.
- To mnie kurwa nie całuj! Co to w ogóle za zachowanie! Czemu sobie na to pozwalasz?! Myślisz że kim kurwa jesteś?! - krzyczała zła.
- Bo cie sprawdzam! Masz się pilnować. Zawsze. Wszędzie. Mimo wszystko. Cokolwiek by się nie działo. Chodź. Zobaczymy jak z twoją celnością. - ruszył.
- Stań jako cel, rozstrzelam ci jaja.
- Haa ha ha.. ha. - odwrócił się do niej symulując śmiech i udał rozbawionego, kręcąc mimo to głową.

- Proszę bardzo. - podała jej kubek soku pomarańczowego i usiadła obok na łóżku. - Jutro mamy sprawdzian z biologii i nic nie umiem.
- Chrzanić szkołę. Jak ty i Jes?
- Cóż.. wyjaśniliśmy sobie pewne rzeczy. Przeprosił. Postanowiliśmy dać sobie drugą szansę. Tym razem z Mattym. Jeszcze go nie poznałam. Nie wiem czy będziemy razem, ale na pewno będziemy przyjaciółmi. Tak bardzo bym chciała żeby nam wyszło.. ale jakoś nie wyobrażam sobie.. ja, on.. i dziecko.. przecież jak pokaże się z nim w szkole to ludzie będą gadać.. - pokręciła głową.  - A ty i Derek?
- Nic z tego nie będzie. On nadal ma nadzieje, ale ja.. jedyne co mogę mu zaoferować, to przyjaźń.
- Czyli znów singielka?
- Na razie tak ale.. - zawahała się. - Ja i Brian.. znów.. pocałowaliśmy się.
- Coo?! Jak to? Dopiero teraz mi mówisz! - pisnęła podekscytowana.
- No tak wyszło.. sama nie do końca wiem jak. Siedzieliśmy przytuleni. Patrzyliśmy na siebie.. nawet nie wiem kiedy nasze usta się spotkały.. ale jak mnie pocałował.. przenoszę się gdzie indziej.. a to powoduje że chce więcej.. że to działa jak jakiś cholerny narkotyk..
- On cie kocha. Z resztą, ty jego też. Jesteście sobie pisani już od dawna.
- Tak ale.. ludzie nas.. oskarżą, obwinią, będą to negować.. Tata też ma nas za rodzeństwo.. boje się że jeśli to zajdzie za daleko.. że ludzie tego nie zrozumieją..
- To nic im nie mówcie. Bądźcie razem sami, a osobno z innymi. - Em pokiwała głową zastanawiając się nad tym bardziej. - A jak Katy?
- Zaręczyli się z tatą. Chcą wziąć ślub przed narodzinami.
- No to nieźle.
- Wcale mnie to nie cieszy, bo to oznacza szybszą wprowadzkę.. ale Brian mówi żebym na razie się tym nie przejmowała.
- I ma racje. Po co masz sobie już psuć nerwy skoro to cie czeka dopiero za kilka miesięcy? Poza tym i tak chyba nie masz za bardzo na to wpływu..?
- No raczej tak..
- A twój tata?
- Wie o wszystkim. O tym co myślę i jak się czuje z tym wszystkim.. stara się pogodzić nas wszystkich i wszystko inne.. wiem że ma przecież prawo być z Katy i tak dalej, ale.. nie umiem tego w sobie zwalczyć. Lubie Katy ale nie zaakceptuje jej jako rodzinę. Tym bardziej że czasem próbuje udawać moją matkę.. no po prostu kurwa nie.. poza tym.. u nas w domu są jakieś zasady tak? A jeśli się wprowadzi to wszystko się zmieni. W dodatku pewnie będzie się rządzić w domu i wciskać między mnie a tatę..
- Nie ma co gadać, przekonamy się co będzie jak się wprowadzi. Poza tym chyba twój tata tak łatwo nie da się zmanipulować?
- Nie wiem.. teoretycznie nie, ale praktycznie to nigdy nie wiadomo. Zamruga mu przyklejanymi rzęsami, albo machnie bobasem i wszystko jest możliwe. Najwyżej zwieje z domu.. i niech się martwią.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiała się Forbes. - Dobra, to jedziemy do szkoły? - wstała odstawiając kubek na szafkę nocną. Emily zrobiła to samo.
- No w sumie.. kółko zaczyna się o szesnastej... - ruszyły na dół gdzie się ubrały i wyszły na przystanek, na który przyjechał szybko autobus. Gdy były w połowie drogi rozdzwonił się telefon blondynki.
- Halo? - odebrała szybko. - Nie ma mowy! - krzyknęła nagle. - Nie zajmę się nim. Nie jestem jakąś niańką! Poza tym jadę z Emily do szkoły, bo mamy przygotować plakaty! - Em na nią patrzyła ze zdziwieniem, nie znała jej od takiej strony. Domyśliła się że chodzi o Jessa. Wyrwała jej telefon z ręki.
- Halo? Jesteś? - zawołała odwracając się w stronę okna.
- Cześć Em..
- Co się stało..?
- Michelle przywiozła mi Matta. Teoretycznie mam dziś dzień wolny, bo Brian zgodził się wziąć za mnie zmianę. Ale dzwonił do mnie szef że mam przyjechać. Nie mam z kim zostawić Matta a nie mogę go wziąć ze sobą.. myślałem że Amy zgodzi się nim zając..
- Matt ma też ciocie i dziadka, pamiętaj o tym sieroto. - fuknęła i nagle zdała sobię sprawę z tego co powiedziała.. Jes był sierotą z domu dziecka. - Przepraszam. - przerwała nagle ciszę.  - Przywieź Małego pod naszą szkole.
- Ale
- Przywieź! Tylko postaraj się być przed 16! - szybko się rozłączyła nie dając mu szansy odmowy i oddała telefon przyjaciółce.
- Chyba oszalałaś. Ja nie wejdę z nim do szkoły. - jęknęła Amy.
- Ale ja wejdę. - urwała a chwile później wysiadły i spacerem kierowały się do szkoły.
- Masz jakiś pomysł na plakaty?
- Nie. Walne coś na spontanie.
- Cześć. - Podszedł do niech Hector i wysoki blondyn, którego wołali Steve.
- A wy co tu robicie? - spytała zdziwiona Em.
- Ja mam zagrożenie z geografii, a Steve z matmy.. nauczyciele zaproponowali poprawę za pomoc przy przedstawieniu. A wy?
- Jestem na rozszerzeniu z geografii, muszę pomóc w przygotowaniach. A Amy idzie jako osoba z samorządu.
- Myślałem że jesteś na rozszerzeniu z biologii.. - podrapał się po głowie Hector.
- Bo ona ma dwa rozszerzenia. - roześmiała się Amy. - Ja też mam dwa. Geografie i historie.
- Dobra. To wy idźcie bo my tu na kogoś czekamy. - zawołała Em.
- To poczekamy z wami. - uśmiechnął się Hector.
- Nie. Nie poczekacie. Bo musicie już iść. - odezwała się stanowczo i posłała Hectorowi spojrzenie nie cierpiące sprzeciwu.
- Emily przestań, niech sobie tu stoi jak chce. - odezwała się Amy. Em nerwowo na nią spojrzała. W tym samym momencie pod szkołę podjechał Jesse, to wtedy Hector zrozumiał o co chodzi, ale było już za późno na ucieczkę. Jes wysiadł obrzucając ich wzrokiem i obszedł auto aby odpiąć syna z fotelika. Em obejrzała się na Amy, Hectora i Steva po czym ruszyła do O'Leili.
- Hej.. - stanęła przy drzwiach auta i odezwała się nerwowo. Chłopak wysunął się z auta i na nią popatrzył.
- Hej. - zerknął za nią, na stojących znajomych, a w szczególności na tego jednego. - Wszystko w porządku?
- Tak.
- To czemu masz taką minę? I zdenerwowany głos? - spojrzał jej w oczy.
- Bo.. nie chce tu bijatyki..
- Emily. Ja jestem Jesse, ten spokojniejszy i bardziej opanowany. Brian, ten bardziej szalony, jest w biurze. W samochodzie siedzi mój trzyletni syn który papuguje trzy czwarte zachowań innych. Poza tym za dużo tu świadków.. - popatrzyli na siebie, a Em w końcu pokiwała głową. - Rozumiem że on chodzi z tobą do szkoły. Ale chce być pewien że jesteście bezpieczni.
- Jesteśmy. - kiwnęła głową. - O której wrócisz?
- Nie wiem. Byłem dziś umówiony z Michelle, żeby zabrać gdzieś razem Matta. Ona kończy jakoś o dziewiętnastej, napisałem jej że muszę jechać do pracy i Matt będzie pod opieką rodziny. W zależności które z nas wcześniej skończy, to przyjedzie po Matta. Jeśli to będzie ona to dam ci jakoś znać ok?
- Spoko. - wyciągnął Małego z auta i postawił na nogi.
- A co wy w ogóle robicie w szkole o tej porze?
- Przygotowania do przedstawienia. W ramach popraw ocen..
- To na pewno nie problem? Możesz go wziąć ze sobą? Nie chce żebyś miała przeze mnie problemy albo nieprzyjemności.
- Nie. Na pewno nie. Opiekunami są Weeneck, mój wychowawca i pan od geografii. Także całkowity luz. Ale jeśli my szybciej skończymy to zabiorę Małego do hotelu dobra?
- Tak. Jasne. Nie ma problemu. Ktoś po ciebie przyjedzie?
- Nie. Tata ma spotkanie. Poza tym Amy do mnie przyjeżdża..
- Zostawić ci na taksówkę? - sięgnął po portfel do tylnej kieszeni.
- Nie. Nie trzeba.
- Zostawię ci. Proszę. - podał jej kilka banknotów, gdy ich nie wzięła wepchnął je jej do kieszeni jeansów. - Jeśli nie skorzystasz to kup coś sobie, tylko nie fajki na litość boską bo Butch mnie zlinczuje.
- Spoko. - zaśmiała się. - Muszę już iść. - Jes jeszcze wyciągnął z auta miśka chłopca i mu go podał. Em wzięła Matta za rączkę i ruszyła do przyjaciół.
- Emily. - zawołał jeszcze Jesse. Odwróciła się. - Dziękuję. - popatrzył jej w oczy.
- Matt jest spoko. - uśmiechnęła się i poszła do szkoły. Fakt faktem, Amy miała rację, wchodząc do szkoły nawet o tak później porze z dzieckiem, zwróciła uwagę dosłownie wszystkich którzy jeszcze tam byli.
- Dzień dobry. - odezwała się do nauczycieli którzy już byli na dużej sali gimnastycznej. Cała trójka zrobiła duże oczy.
- A to kto? Nowy uczeń liceum? - kucnął Austin, wychowawca Emily.
- Przepraszam, przyjaciel poprosił o pomoc.. coś mu nagle wypadło, a wychowuje go sam.. nie będzie przeszkadzać?
- Nie. Niech zostanie. - uśmiechnął się Ginestra, geografik. - Dobrze, moi kochani. Steve i Hector dołączą do chłopców pod opieką Pana Weenecka i ustawią scenerię. Amy, pójdziesz z Panem Austinem pozaznaczać tekst dla narratora, a ja zabiorę Emily do robienia plakatów. Już przyszła Tessa więc ci pomoże. - wszyscy pokiwali głowami i rozeszli się z nauczycielami. Emily chwile porozmawiała z nauczycielem o pomyśle i usiadła do plakatu, wcześniej wręczając Mattowi kilka kredek i czystych kartek.
- Emily. - Podszedł do niej Austin. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
- Tak proszę pana. - Uśmiechnęła się. Zaczęła się przyzwyczajać że od momentu gdy miała omdlenia, jej wychowawca stał się nadmiernie troskliwym wychowawcą. Chociaż zawsze zwracał dużą uwagę na nią, ze względu na astmę i wiedzę o jej statusie rodzinnym. W szkole spędzili ponad godzinę, po czym wyszli. Całe szczęście chłopcy umówili się na piwo dzięki czemu za nimi nie plątał się Cardoso. Emily i Amy wsiadły w autobus i pojechały pod sam hotel, gdy już tam były brunetka skierowała się do gabinetu ojca.
- Twój tata jest w sali konferencyjnej.  - odezwał się ochroniarz.
- Ma jeszcze spotkanie?
- Nie. Skończyło się kilka minut temu. - ruszyła tam i weszła. Bradley wraz z Katy i jeszcze jednym pracownikiem hotelu siedzieli przy stole.
- Emily. - zawołał z uśmiechem Butch. - Oo mamy gościa. - spojrzał na chłopca. - Coś się stało?
- Nie. Jesse potrzebował pomocy bo wezwali go do pracy i nie miał co zrobić z Małym. Jest coś do jedzenia w domu?
- Nie Emily. Nie miałem dziś czasu. Ale poprosiłem Erica o obiad, więc jak jesteście głodni to idź do kuchni hotelowej. - kiwnęła głową i zerknęła na Katy która jej się przyglądała.
- To pójdziemy zjeść i wyjdziemy z Mattym na hotelowy plac zabaw.
- Dobrze. - kiwnął z uśmiechem. Wyszły, szybko skierowały się z chłopcem do kuchni gdzie cała trójka coś zjadła i wyszły na dwór gdzie za hotelem znajdywało się miejsce rekreacji. Był duży basen, bar, kort, boisko, plac zabaw dla dzieci, malutki park i inne atrakcje.
- Muszę do kibla. Posiedzisz tu z nim? - spytała Emily. Amy niechętnie ale kiwnęła głową, więc Em szybko pobiegła do hotelu. Gdy wróciła zobaczyła coś, co przeczuwała.. Chłopczyk płakał a Amy nieudolnie próbowała go pocieszać. Okazało się, że się przewrócił i starł przez spodnie kolano. Em wzięła go na ręce, gdzie szybko się uspokoił i poszła z nim do hotelu gdzie opatrzyły mu ranę. Zadzwonił jej telefon a na wyświetlaczu zobaczyła zdjęcie Briana.
- Halo?
- To ja, Jesse.
- Ahaś.
- Michelle skończyła prace pięć minut temu, a ja właśnie wychodzę więc zaraz tam jakoś będziemy.
- No dobra.
- Matt płacze? - zamilkła. Wiedziała że słyszy poszlochiwanie małego.
- Eeeeem... ja ci to wyjaśnię jak przyjedziesz..
- Nic mu nie jest?
- Jest prawie jak nowy..
- Dobra, już tam jadę. - rozłączył się a one wyszły przed hotel. Przez ulice przechodziła akurat wysoka, szczupła, długowłosa brunetka. Miała na prawdę świetną figurę i ładną buzie. Na nogach miała wysokie szpilki i jeanse które podkreślały jej krągły tyłek, oraz świetnie dopasowaną bluzkę która idealnie uwydatniała jej piersi. Na twarzy miała dopasowany makijaż i długie proste włosy. Chłopiec nagle zerwał się na równe nogi i do niej pobiegł.
- To.. tooo jest jego matka..? - jęknęła zdziwiona Emily. Amy wlepiała tylko w nią złowieszczy wzrok. Czuła się zazdrosna i onieśmielona. Tym bardziej, że obie były z Jessem, tylko tamtej udało się dziecko.
- Dzień dobry. - podeszła do nich z chłopcem na rękach.
- Cześć.  - odezwała się Emily. - Ty jesteś Michelle?
- Tak. A ty pewnie Emily?
- Tak. A to Amy. - przedstawiły się i po podawany sobie dłonie.
- Dziękuje że zgodziłaś się nim zająć.
- Przestań, to świetny dzieciak. Mogę się nim ciągle opiekować. Z resztą mój tata już uważa się za dziadka numer jeden. - zaśmiała się.
- Amy.. czekaj.. ta Amy? - nagle wystrzeliła zastanawiając się na głos.
- Czyli która? - Dopytała blondynka.
- Dziewczyna Jessa?
- My.. już.. tak. - jęknęła Amy.
- Wiem. Rozstaliście się przez Matta.. ale.. proszę, daj mu jeszcze szansę. To na prawdę wspaniały chłopak, z cudownym charakterem.
- Tak? To czemu ty z nim nie jesteś? - zmrużyła oczy patrząc podejrzliwie.
- Bo..nas łączy przeszłość o której oboje woleli byśmy zapomnieć.. - stwierdziła smutno, a Emily zaczęło to ciekawić. Zauważyła idącego Jessa.
- Jestem. - Stanął obok. Podarował całusy w policzki i Michelle i Amy. - To co się stało? - spytał Em i obejrzał syna.
- No.. bo ja musiałam do łazienki i zostawiłam go z Amy.. na placu zabaw.. przewrócił się i zdarł kolano trochę. Ale opatrzyłam je! Przepraszam.. - mówiła szybko a Jes i Michelle popatrzyli na nią z uśmiechem.
- Emily. - zaczęła Michelle. - To dziecko.
- Wiem! Ale mi się tak strasznie chciało sikać!
- Emily! - Zaczął Jes. - Ale nic się nie stało. - zaczął się śmiać. - Dzieci mają to do siebie że się przewracają.
- A. - popatrzyła na nich.
- To nic. Jak to się mówi, do wesela się zagoi. - uśmiechnęła się Michelle.
- A. Jechałyśmy autobusem więc - wyjęła pieniądze z kieszeni i skierowała rękę do chłopaka.
- Nie chce ich. Są twoje.
- Ale ja ich nie chce.
- Ale one są twoje. Bez przesady. Nie zbiednieje o te kilka dolarów. Aa właśnie. Brian prosił żebym ci przekazał. - wyciągnął z kieszeni bluzy kopertę i jej dał. Otworzyła je i zobaczyła zaproszenie na kolacje w ich ulubionej restauracji.

Hej wszystkim!
Witam nowych czytelników :)

Dziś bardzo krótko pod notką.
Po pierwsze wszystkie bloggerki u których coś czytam - PRZEPRASZAM - wiem, mam znów zaległości, ale jakoś tak wyszło że po egzaminach miałam trochę problemów rodzinnych.. ale w weekend obiecuję nadrobić!

Po drugie życzę miłego weekendu, mam nadzieję z dobrą pogodą ;)

No to chyba tyle na te chwile?
Do następnej Kochani!
 

17 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział. Em i Brain w końcu się pocałowali i uświadomili sobie że się kochają.
    Nie rozumiem Amy. Co ona się tak boi tego dziciaka? Jestem dumna z Em i jej postawy.
    Ciekawe jak to dalej bedzie. Czekam na rozwój wydarzeń.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że ta cała Michelle będzie jakaś taka, hm, wredna? A tu takie miłe zaskoczenie! Wiem, że za szybko na ocenę, ale wydaje mi się całkiem sympatyczną osobą z trudną przeszłością, więc ją polubiłam. Chyba nie masz nic przeciwko?
    Tak się cieszę, że Emily jest z Brian'em! Znaczy jeszcze nie jest, ale się pocałowali (znowu) i myślę, że to szybko nastąpi. Mam nadzieję.
    Wydaje mi się, że ojciec głównej bohaterki specjalnie wysłał te zaproszenie, aby się zapoznały z Katy. No, może przynjamniej nauczyły tolerować.
    Strasznie mi szkoda przyszłej matki, bo ona chce jak najlepiej dla dzieci swojego męża, ba jest nawet w stanie je kochać jak te własne, a one tego nie potrafią zrozumieć. Rozumiem, że to może być ciężkie, ale mogliby zaakceptować (Emily) to, że ich ojciec jest szczęśliwy. Jak dla mnie to i tak dziwne jest to, że ona będzie mieszkała sama, u siebie. Powinna być z mężem!
    No i Hektor! Czy tylko ja do niego nic nie mam? Cieszę się, że ją pocałował. Zapewne jego wymówka była tylko wymówką, a on od dawna chciał to zrobić i kiedy nadarzyła się okazja - wykorzystał ją. No i go już nie biją, a to duży plus! :D
    Jess i Amy dają sobie drugą szansę! To, to wspaniałe! Mogła by jeszcze zaakceptować tego słodkiego malucha i nie przejmować się opinią innych. Zachowuje się okropnie. Przecież chłopczyk nie jest niczemu winny! Mam nadzieję, że słowa jego matki dadzą jej do myślenia..
    No i ta cała akcja z Derekiem. Cieszę się, że nie będzie u nich nic więcej. Nie potrafię sobie wyobrazić tego, że znowu mieliby być razem. To takie, hm, dziwne. Przyjaciele to i tak dużo. Mogła całkowicie zerwać z nim kontakt, bądź pójść z tą sprawą na policję. Powinien się cieszyć z takiego obrotu spraw. W końcu sam jest sobie winien.
    A własnie! A co z tą sprawą z Jessem? Wtedy co było jakieś polowanie, czy coś. Do tej pory nie wiem dlaczego to zrobili. Wiem tylko, że to Ci ludzie z Zetas... Chciałabym się dowiedzieć więcej na ten temat.
    Jeszcze tylko jedna sprawa.. Dałoby się zmienić kolor czcionki? Jak dla mnie jest za ciemny i się zlewa z tłem szablonu.
    Weekendu? Mój będzie trwał do września. :3
    Przy okazji zapraszam do siebie. Wiem, że masz zaległości, ale to tylko jeden rozdział. Może znajdziesz na niego czas.
    http://kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com/
    Pozdrawiam, karrmeeleq. :_

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju ... Nareszcie wybrala tego lepszego. Mam nadzieję że będziemy mogli się troche nacieszyć miłościa Emili i Braina :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam, obiecuję. Aktualnie mam stresowy stan, ale tu będzie mój komentarz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobiegłam... te egzaminy -,-
      Amy, Amy... dziwna ta laska... eh
      No chociaż ja niecierpię dzieciaków -,- no coż...
      Oooo ten pocałunek bejbe! Genialne *.* Troszkę dziwnie tak... no ale to się zdarza, nie?
      No ale Em, pozostaje Em... mam mieszane uczucia do niej... zachowuje się niedojrzale i zaczyna mnie to coraz bardziej drażnić ;/// Ogarnie się ona? FAKEN? :P
      Michelle... wywarła chyba na mnie dobre wrażenie... tak sądzę... hmmm

      <3

      Usuń
  5. Nadrobię rozdziały, jak tylko będę miała czas! A tutaj proszę, 29 rozdział! http://blaackbirds.blogspot.com/ zapraaaaaaszm!
    I może Cię dogonię!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejo kochana! :3
    Rozdział jak zawsze cuuudny! Haha! A sytuacja na koniec najlepsza!
    ,,- Wiem! Ale mi się tak strasznie chciało sikać!’’ - najlepszy fragment! Nawet nie wiesz, jak zaczęłam się śmiać xD
    Szczerze powiedziawszy to ja kocham opiekować się dziećmi, a tutaj Matta przestawiłaś w taki sposób, że od razu skradł moje serce ^.^
    Ooo! Brian i Emily się pocałowali! :D Hm. W sumie to im współczuję, że muszą ukrywać swoje uczucie. Ale oni przecież nie są rodzeństwem ( takim rodzonym, co nie? Pamięć mi nie szwankuje? xD ). Uwielbiam ich! A szczególnie Briana! ♡!!!
    Cieszę się bardzo, że Em postanowiła w końcu coś zrobić ze szkołą ;)
    Och! Zaręczyli się! Hm. W sumie to nawet lepiej, ale Em...
    Jestem ciekawa, czy Derek wciąż będzie starał się, by Em znów z nim była, ale sądzę, że przyjaźń mu nie wystarczy.
    Hehe. Trochę nie po kolei wyszło xD
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko i ślę całusy! :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  7. Hop,hop. Według mnie Amy przesadza z tym wszystkim. Niby ją trochę rozumiem, ale za bardzo przejmuje się opinią innych;) no cóż, miejmy nadzieję że to się poprawi ;D Em, pocałunek DJCTOCSBKSD :p haha tak się czułam. Czekam na pyszną kolację i trochę więcej ich uczuć itp;D. Ps. Mogłabym udzielić Amy korepetycji z nie przejmowania się różnymi rzeczami i myśleniem innych;) jestem twarda jak dąb i słodka jak gorzka czekolada XD XD XD. Czekam na nextasa. Powodzenia z twoimi rodzinnymi problemami. Też je mam, a na dodatek mieszkam w rodzinie zastępczej, także zawsze się coś znajdzie;)<3

    OdpowiedzUsuń
  8. NADROBIŁAM! <3
    Przepraszam,że tak długo, ale szkoła mi zabrała cały prawie wolny czas ;c
    Zupełnie nie wiem od czego zacząć, może od tego,że nie lubiłam, nie lubię i nie polubię nigdy, prze nigdy Dereka - głupi fiut z niego.
    Co do Amy - głupia jest, że zostawiła Jessa tylko dlatego,że ten ma tak wspaniałego synka.
    Baaaaardzo się cieszę,że między Emily a Brianem zaczęło się tak zmieniać i mam nadzieję,że będą razem. Oni naprawdę do siebie pasują. A jeśli chodzi o Em, to mam nadzieję,że sobie poradzi z wszystkimi problemami.
    Brian - miłość mojego życia, po prostu. Może i jest bardzo wybuchowy ale to sprawia,że tak bardzo go uwielbiam. Mam wrażenie,że on jest bardziej dorosły od Butcha, wiesz co mam na myśli. :D
    Zaręczyny, ślub...właśnie, Michelle - dziewczyna wydaje się być bardzo sympatyczna i nie zdziwiłabym się, gdyby Emily się z nią zaprzyjaźniła.
    Jesse - dobrze,że pomiędzy nim a Emily zaczęło się układać i mam cichą nadzieję, że się zaprzyjaźnią. Tyle nowych rzeczy, sytuacji,że aż nie mam kompletnie pojęcia co nam zgotowałaś w kolejnym rozdziale. Ta kolacja bardzo mnie intryguje, oby było dużo emocji i uczuć nasze dwójki.
    Czekam na kolejny i obiecuję czytać na bieżąco.
    PS. Jak coś, to większe sprawozdanie zostawię Ci na gadulcu i mam wieeele pytań, no!

    Czekam na kolejny z niecierpliwością, pozdrawiam cieplutko i życzę udanych wakacji!
    Buziaki <3
    Leilah.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej kochana! ;*
    Najbardziej podobało mi się chyba to, że Em zbyła Dereka;D Choć ten tekst o przyjaźni... Trochę banalny. Poza tym wiadomo, że skoro on ją kocha (w jakiś tam swój pokraczny sposób) to nie będzie potrafił patrzeć na nią jak na przyjaciółkę. Więc kontynuowanie tej znajomości na takim stopniu to moim zdaniem tylko głupota. To samo Amy... następna dobra duszyczka proponująca 'zostańmy przyjaciółmi'. Nie no, drażnią mnie takie teksty;D
    Butch moim zdaniem dolał oliwy do ognia tymi zaręczynami. Wie, że jest teraz ciężko, że Em nie akceptuje Kate i tak dalej, a akurat teraz zachciało mu się zaręczać. Mógł poczekać trochę aż sytuacja się uspokoi, a nie zasypywać córkę nowymi radosnymi nowinami. Jeszcze tamtych nie przetworzyła.
    Co do samej Em to moje zdanie się nie zmienia. Podoba mi się chyba tylko to, że tak dobrze zajmuje się Mattem i nie robi z tego takiej tragedii jak Amy. W tym rozdziale to Am wyszła na taką trochę... dziką xD Wzbraniała się jakby to dziecko miało ją opluć, osrać albo nie wiem co... Bez przesady, Amy!
    Kiedyś bardzo kibicowałam Emily i Brianowi, ale teraz sama nie wiem. Emily wciąż zachowuje się jak dziecko, a on chyba zasługuje na kogoś dojrzalszego, odpowiedzialniejszego i mądrzejszego. Przykro mi to mówić, ale szukałabym dla Briana jakiejś lepszej partii.

    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej! Nie będę się tłumaczyć już spóźnieniami, po prostu komentuję:
    Najbardziej podobał mi się pocałunek Emily i Briana. Moja dusza aż krzyczała "wreszcie!!!" Wiesz, ile ja wyczekiwałam na ten moment? I na dodatek był bardzo ładnie opisany. Za to łap plusa!
    Podobało mi się również, jak Em zbyła Dereka. Od początku go nie lubiłam, wydawał mi się jakiś taki... sztuczny? To chyba najlepsze określenie.
    No i nadal uważam, że Em zachowuje się trochę jak dziecko. Niby kontynuuje szkolenie, ale... czy w ten sposób znowu nie podpadnie Brianowi? I będzie po romansie.
    Mam również nadzieję, że Amy jakoś ułoży się z Jessem. Oni do siebie pasują, naprawdę.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Las Vegas? A nie Loss Angeles? Czemu myślałem, że wszystko dzieje się w mieście aniołów? Głupi ja, coś musiałem pokręcić i pomylić, ale wybacz mi. Wybaczysz prawda? Bo ja sobie już wybaczyłem.
    Chyba chciałbym mieć tak ciężkie dzieciństwo jak Emi xD
    Znowu Emi i jej fochy. Jeszcze Brian który ją usprawiedliwia. - masakra i porażka.
    "więcej niż jesteś w stanie policzyć... odpierdol się od mojej matematyki!" - genialne i kradnę! xD
    Amy nie polubię, może dlatego, że mam młodszą żonę i też byłem ojcem gdy ją poznałem. Rozumiałbym ją, gdyby się bała odpowiedzialności, czuła, że nie podoła, nie chciała by mały się do niej przywiązał, gdy nie jest pewna, że da radę wytrwać. No ale to co ona mówi to pustota i bezmózg totalny. Ona nie myśli o dziecku, a jedynie o sobie i tym co pomyślą o niej inni, ani przez moment nie pomyślała o Jessim i jego synu. Amy na tego chłopaka i tego malca moim zdaniem nie zasługuje.
    "Nowy uczeń liceum" też genialne, chyba też wykorzystam.
    Już nie przesadzajmy, że nie można 3latka zostawić samego gdy idzie się do toalety. Niektóre matki mają kilkoro dzieci, zajmują się nimi cały dzień i sikać też muszą.
    Dzieci się przewracają i nie ma w tym nic dziwnego.
    Lubię Michelle za sam wygląd, czyli makijaż, szpileczki i zgrabny tyłek. No i wydaje się mądrą, inteligentną i ogarniętą młodą matką. To istne przeciwieństwo Emi i Amy, tak wiec Jessy może powinien spróbować ponownie poukładać sobie życie z matką własnego dziecka, a nie z tą pustą gówniarą.
    No i jestem na bieżąco. Pozdrawiam i informuj mnie o nowych rozdziałach w "Polecane blogi".

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy ja aby kilka rozdziałów temu nie pisałam, ze Brian mugłby byc jej lekarstwem na całe zło tego świata, Kurcze jakis jasnowidz ze mnie, zeby nie powiedziec, ze czarownica :)
    Nareszcie się pocałowali i to w taki sposób, ktory mnie satysfakcjonuje. No bo zawsze Em moglaby go potem spoliczkowac prawda? Roznie to z nia bywalo, ale nie, tym razem sama chciala a co wiecej sama zrobila pierwszy krok. Brian jest moim idealem <3
    Ooo Michelle moze tu troche namieszac cos mi sie tak wydaje.

    o nie, na serio jestem juz na biezaco? nie wierzę, myslałam, ze mi sie nie uda a tu proszę zdązyłam w ostatniej chwili a teraz lecę pod prysznic i zbieram sie do pracy.
    Wieczór spędzony w twoim towarzystwie uwazam za udany :)
    pozdrawiam serdecznie kochana i mam nadzieje, ze do szybkiego zobaczenia :*****

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakie śliczne zaręczyny *_* Piękny rozdział.
    Jeśli masz chwilę poczytasz i ocenisz? http://anamitria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. No hej. :* wiem wiem, zaległe. Praca - dom. I ciężko znaleźć czas na wszystko.

    Powoli Emily dojrzewa. Powiedziałam powoli! Cieszy mnie fakt, że nie ma problemu z dziećmi. Że potrafi się zająć Mattem Jessiego. To kochane i odpowiedzialne. Michelle.. jak na byłą dziewczynę - buzi w policzek? No może, troche się nie dziwie Amy, że czuje sie niezręcznie.

    Hector i pocałunek? Hmm myślę, że kłamał, iż to próba zaufania na szkoleniu.

    Pocałunek Briana i Em? Ahh rozmarzyłam się.
    Odnośnie jeszcze Amy, szkoda, że ważniejsza jest dla niej opinia osób trzecich i boi się co ktoś powie na temat Jessiego i dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Więc nadrabiam zaległości w czytaniu i już komentuję.
    Butch oświadczył się Kate oh to takie słodkie c: Emily i Brian się znów pocałowali <3 Amy...hm jakoś za nią nie przepadam nie potrafiła się zająć dzieckiem na parę minut ;/ Co do Michelle to ją polubiłam c: Rozdział oczywiście świetny :3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja wiem, że Brian i Emily nie są prawdziwym rodzeństwem, ale jednak wychowali się w jednym i tym samym domu, jako takie przyszywane rodzeństwo, dlatego ich bycie razem mnie lekko obrzydza i ukuja w moją prywatną moralność i przyzwoitość, ale jakoś to przeboleje.
    Miśka wydaje się być taka w porządku xD
    Hector to śliski typek, ale ja mam uraz do ludzi o takim imieniu, bo Hektor Tysia z "Jabłek i śniegów" to normalnie by chyba nawet kota zagłaskał na śmierć i to tragiczną ;-) W ogóle przez Rodrigeza mam poczucie jakby każdy Hektor był takim śliskim typem niegodnym zaufania, ale jednocześnie uroczym i twój Hektor też jest taki urokliwy i temu nie zaprzeczam.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy