14.09.2015

45. Pierwsza praca.

Stał już dobre pięć minut przed dużym, dwupiętrowym, kamiennym domem. Wysiadł z auta które zaparkował na poboczu i skierował się chodnikiem ułożonym z kostki do bramki. Podszedł do drzwi w które chwile się wpatrywał. W końcu uniósł rękę i zadzwonił dzwonkiem.
- Brian? - zawołał wysoki mężczyzna ze zdziwieniem. - Wejdź, proszę. - otworzył szerzej drzwi które zamknął zaraz za chłopakiem. - Co tu robisz o tej godzinie? - zerknął na zegarek wiszący na ścianie, było po dwudziestej pierwszej.
- Masz chwile? Możemy pogadać? - omiótł wzrokiem salon, w poszukiwaniu innych gości. Nikogo nie było.
- Tak. O czym? Już ci się poskarżyła? - wlepił w niego wzrok z uśmieszkiem i założył w oczekiwaniu ręce na piersi.
- Kto? - Wymamrotał zamyślony, zdejmując buty i układając je przy eleganckich butach właściciela domu.
- Emily. Chodź, napijesz się czegoś? - zaprosił go do salonu a sam skierował się do kuchni.
- Nie, dziękuje. A coś jej zrobiłeś że miała się skarżyć? - spytał zaniepokojony i usiadł na skórzanej, czarnej sofie, przed którą stał szklany stolik. Na ciemno brązowej ścianie wisiał telewizor, który miał cicho włączony głos, leciały właśnie wiadomości. Na dymionym stoliku stał talerz z przysmakami, otwarta butelka wina i kieliszek z zawartością.
- Właściwie, to jeszcze nic jej nie zrobiłem, ale nastaw się na to że w najbliższym czasie będzie ci porządnie narzekać, jaki to ja zły jestem. - podszedł do niego, na stoliku ustawił drugi kieliszek, szklankę i dzbanek z sokiem pomarańczowym. Usiadł obok. - Wina?
- Nie, nie, dziękuje. - pokręcił głową. - Jestem autem.
- Soku? - spojrzeli na siebie. W końcu kiwnął, a mężczyzna nalał do szklanki soku. - Proszę. Więc co cie do mnie sprowadza? - oparł się wygodnie i spojrzał na telewizor.
- Rozmowa. - zamilkł na chwile. - Dziękuje za to co zrobiłeś dla Emily.
- Bardzo proszę. - upił łyk wina i skinął delikatnie głową. - To nie koniec moich dobrych czynów dla niej, choć pewnie za te kolejne mnie znienawidzi. - przyznał szczerze.
- Czemu tak myślisz?
- Bo nigdy nie miała takiego nadzoru jaki będzie miała teraz. Przez ten areszt przyjrzałem się a w sumie to zauważyłem kilka rzeczy. Do tej pory wierzyłem.. ufałem Bradleyowi. I o tyle, o ile ciebie wyprowadził na prostą drogę, nauczył cię dobrych manier, wychował cie na dobrego, mądrego, odpowiedzialnego i rozsądnego młodego człowieka.. tak Emily kompletnie puścił smycz wolno i oto mamy pierwszą poważną konsekwencje tego. Przyznam się, pogrzebałem, bo coś mi się nie zgadzało. Okazało się że incydent z włamaniem to wierzchołek góry lodowej. - patrzyli na siebie poważnie. Brian nie spuszczał z niego wzroku. - Wiedziałem od zawsze że Butch ma miękką rękę, ale nie sądziłem że aż tak. Nie sprawdzał was nigdy, choćby pod względem tego co macie w pokoju. Ja nie mówię o szpiegowaniu, no ale jeżeli dziecko robi takie rzeczy.. Emily.. tak, ma ciężki charakter, miała w jakimś stopniu ciężkie życie, ale to dobry dzieciak tylko że, po prostu w jakimś momencie zapędziła się za daleko, przekroczyła jakąś granice i wybrała złą drogę, nie miała nikogo kto zauważył to w porę i w to brnęła. Wierze że da się ją z tego wyciągnąć za uszy które jeszcze wystają z błota. Na początku na pewno będzie się stawiać, ale z czasem zrozumie.
- I co planujesz?
- Nie spytasz mnie co znalazłem? - uniósł w zdziwieniu brwi.
- Powiedzmy.. że się domyślam. - mruknął i podrapał się po skroni. Wziął do ręki szklankę i upił w ciszy kilka łyków.
- Czemu nic z tym nie zrobiłeś? - domyślił się prawdy.
- Część z tego to moja wina.. pracowałem, nadal pracuje, pod przykrywką.. to się jakoś zazębiło i.. - wzruszył ramionami. - Poza tym, nie wiedziałem jak, nie umiałem.. - kręcił głową. - Chyba liczyłem że sama pójdzie po rozum do głowy i się ogarnie. Też nie mogłem się wychylać ze względu na prace, ale pilnowałem jej na tyle, żeby nie zrobiła większych głupot.
- A ciebie kto pilnował..?
- Jesse. - zaśmiali się obaj. - Łapaliśmy Hectora, udając że pracujemy dla Zetas. To znaczy, w sumie pracujemy ale.. wiesz.
- Wiem. Rozumiem jak to działa. - zapewnił.
- Nachodziliśmy go na mieście, nastraszaliśmy, kilka razy się poszarpaliśmy. Załatwiłem żeby Derek wziął ją na niby do Zetas żeby Mala Noche odpuściło. - westchnął ciężko. - Nie wiem, nie umiałem. Emily.. jak czegoś jej zabraniasz to ona to zrobi z jeszcze większą chęcią.. chyba liczyłem że sama się opamięta. Poza tym, dużo pracuje, nie jestem w stanie jej upilnować, a nie chciałem angażować kolegów z pracy, Bradley.. sam wiesz. Poza tym.. nie jestem ani jej ojcem.. ani kimś kto mógłby prawić jej kazania.. - Mówił zakłopotany.
- Dobra. Co się stało, to się nie odstanie. Ale coś czuje nie przyszedłeś tu rozmawiać o Emily. Co cie gryzie? - Brian zerknął na niego i usiadł głębiej, opierając się o oparcie.
- Wyjeżdżam. - oznajmił nagle. Maddox pokiwał głową.
- No dobrze, cieszę się, ale co mi do tego? - Popatrzyli na siebie chwile. - Brian. Co się dzieje? - zaczął zaniepokojony.
- Wiesz że ja i Em
- Wiem. - przerwał mu.
- Muszę to przemyśleć.
- Wyjeżdżasz żeby nabrać dystansu?
- Tak.
- A jaką ja mam w tym role?
- Chciałem cie o coś prosić.. Bradley ostatnio słabo się czuje. Mógłbyś do nich zaglądać? I mieć oko na Em?
- I tak będę to robił, bo tak jak mówiłem, będzie miała teraz nadzór. Czyli rozumiem że nikt nie wie o twoim wyjeździe?
- Jesse wie.
- No tak, Jesse zawsze wszystko wie. - zaśmiał się i odstawił kieliszek na stolik. - No to jedź i o nic się nie martw.

- Emily! - krzyknęła na cały korytarz i podbiegła do brunetki, która właśnie wyjmowała książki ze swojej szafki. - Czemu cie wczoraj nie było? - uściskała ją na przywitanie.
- Bo ee.. tata źle się czuł i musiałam zostać w domu. - wymamrotała w końcu. Zamknęła srebrne drzwiczki i omiotła szkolny korytarz wzrokiem. Ściany obudowane były do połowy kafelkami imitującymi czerwone cegły, a druga połowa była pomalowana na żółto, choć średnio było to widać bo szkolne korytarze były oblepione plakatami, pracami uczniów i wywieszkami nauczycieli. Stało kilka grupek przyjaciół, zawzięcie o czymś dyskutując i śmiali się na głos. Zauważyła też nauczyciela który wolnym krokiem spacerował po szarych kafelkach, w ręku trzymał dziennik klasy.
- Przyjdziesz dziś do mnie? Po szkole? - Wyrwała ją z obserwacji.
- Dziś? Nie mogę. - spojrzała w końcu na blondynkę. - Obiecałam pomóc Maddoxowi.
- Ouu. Maddoxowi. - zachichotała radośnie.
- Amy przestań. Mam mu pomóc w kancelarii. Asystentka wzięła wolne.
- Ale pomożesz mi z plakatami na ten bal?
- Tak. Kiedy?
- Juutro albo w czwartek? Po lekcjach. Postaram się o sale plastyczną.
- To lepiej jutro, bo w czwartek mam zajęcia z geografii rozszerzonej.
- No dobra. Idziemy do sali? - Kiwnęła głową i ruszyły korytarzem na drugie piętro. - A jak Brian?
- Wiesz co, jakoś. - wzruszyła ramionami. - Od tego wypadku to mało się widujemy i tak..
- A Jesse..?
- Ee.. dobrze. Chyba. Nie wiem. - zmarszczyła brwi. - W ogóle, to skąd wiedziałaś o Mattym? Jesse myślał że ja ci powiedziałam.
- Zobaczyłam go z dzieckiem. Szłam z mamą do sklepu, a on był w ogrodzie z dzieckiem z którym się bawił i wołał tata..
- Emily. - usłyszała nagle za sobą, odwróciła się i ujrzała spotulniałego, uśmiechniętego Hectora. - Możemy porozmawiać?
- Nie uważasz że nie mamy o czym? - warknęła.
- Myślę że mamy. Możesz mi poświęcić tą minute?
- Oh no idź. - popchnęła ją Amy. - Zajmę ławkę. - uśmiechnęła się i odeszła. Brunetka założyła ręce na piersi, odeszli na bok.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać. Przeprosić.
- Oh. Pan arogant zna takie słowo. - fuknęła do niego.
- Emily. Na prawdę przepraszam. Nie złość się na mnie.
- Nie będę z tobą rozmawiać. - chciała odejść, ale złapał ją za rękę.
- Przepraszam, na prawdę. Nie wiedziałem że tak będzie, że wrócą wcześniej.. nie chciałem cie narażać.. przecież wiesz że ja cie.. - urwał biorąc głęboki wdech.
- Myślisz że zrobisz kocie oczka i ci wybaczę? - założyła ręce na piersi.
- Nie. Ale myślę że mogłabyś to zrozumieć. Wybaczyć mi ten błąd. Nie chce dla ciebie źle, jakkolwiek by to nie wyglądało. Jeśli by mnie złapali, poszedłbym siedzieć na jakieś dwadzieścia lat. Ciebie nie mieli jak powiązać z włamaniem. Nie miałaś przy sobie skradzionych rzeczy. Emily, na prawdę.. nie chce dla ciebie źle. Jesteś moją przyjaciółką, jedyną jaką mam.. dużo dla mnie znaczysz. - wylało się z jego ust. Patrzyła na niego chwile.
- Mam przez ciebie przesrane w domu.
- Wiem.. przepraszam.


Zaraz po lekcjach wybiegła na przystanek, a pół godziny później stanęła przed jednym z wieżowców w centrum miasta. Weszła do wnętrza i ominęła recepcje, kierując się do wind. Tam przez chwile wpatrywała się w jedną ze szklanych tabliczek, na której widniał napis:
"Kancelaria Prawna Maddox Azevedo"
Zacisnęła mocniej dłonie na pasku od torby i wsiadła do windy, wciskając piętro. Do niej dosiadło się kilka osób które rozmawiały między sobą. Gdy wysiadła, stanęła. Rozejrzała się wokół siebie. Całe piętro było dużą, potężną kancelarią która była utrzymana w bardzo eleganckim i bogatym wydaniu. Na środku, centralnie przed windą była recepcja, gdzie siedziała starsza kobieta z przyklejonym uśmiechem cały dzień. Na lewo, szło się do łazienek, kuchni służbowej, sali konferencyjnej, archiwum, przebieralni i pomieszczeń pracowniczych, na przykład z ksero. Na prawo znajdowała się poczekalnia i całe mnóstwo drzwi prowadzących do gabinetów prawników, adwokatów i notariuszy. Oczywiście drzwi na środku, były najważniejsze, należały do szefa, czyli Maddoxa. Na ścianach obok wejść były małe srebrne tabliczki z imionami, nazwiskami i tytułem zawodowym. W całej kancelarii podłoga była w dużych, czarnych płytkach, a ściany były pomalowane w czarno złote mazańce. Wszystkie meble były w tych samych kolorach, choć stojące, wysokie kwiaty o dużych zielonych liściach dodawały temu miejscu uroku i namiastkę domowego ciepła. Rozejrzała się jeszcze raz. Wszyscy byli ubrani w nienaganne, eleganckie garnitury, sukienki i kostiumy z żakietami. Nagle spuściła wzrok, który wbiła w trampki, wytarte jeansy, bluzę z kapturem i za długimi rękawami które kochała. Przełknęła ślinę. W momencie w którym miała się wycofać, wbiec do windy, usłyszała:
- Emily. - Uniosła swoje błękitne tęczówki w górę. Maddox stał w drzwiach swojego gabinetu i patrzył na nią srogo. - Zapraszam. - skinął w kierunku wnętrza pokoju i sam do niego wszedł. Zerknęła na recepcjonistkę która coś pisała i wolnym krokiem ruszyła, stanęła w progu. - Zamknij drzwi i siadaj. - Sam usiadł za biurkiem. Wykonała jego polecenie. - Więc, musimy podpisać ze sobą umowę, o pracę. Proszę. - Wręczył jej dokumenty. - Okres próbny, trzy miesiące. Umowa o prace obejmuje rok.
- Chwila, mówiłeś o jednym miesiącu.. - jęknęła cicho, ukazując Maddoxowi grymas na twarzy.
- Moja praca kosztuje Emily. Dodaj do tego kary które za ciebie zapłaciłem i koszta spraw sądowych którymi zostałaś obciążona. Pomyślałem też, że skoro pracujesz, chciałabyś jednak dostawać za to jakieś wynagrodzenie, choćby minimalne, więc nie będę zabierać ci wszystkiego na odebranie długu.
- Czyli ile będę dostawać? - uniosła brew w górę. Jego kąciki ust na sekundę drgnęły ku górze.
- Ty? Raczej Bradley. - Wydawał się być rozbawiony. Wlepiła w niego wzrok. - Nie dam ci pieniędzy, jeszcze znów pomiesza ci się w głowie i zrobisz coś głupiego. Podpisz, to omówimy warunki pracy. - Ponaglił na końcu.
- A jeśli nie podpiszę..? - zaczęła marudzić.
- Znalazłem dowody uniewinniające, mogę znaleźć też oskarżające. - Popatrzył na nią poważnie. Czuła jak jego wzrok wierci jej dziurę w głowie. Odwróciła swoje tęczówki w bok, nie mogąc znieść tego spojrzenia.
- Wiesz że zastraszanie jest karalne? - Zaczęła po chwili.
- Wytocz mi proces. - Zaśmiał się rozbawiony. Podpisała w końcu dokument, który zabrał. - Dobrze. Więc, pracujesz tak, poniedziałek, od szesnastej do dwudziestej. Wtorek, od osiemnastej do dwudziestej. Środa, od czternastej do dwudziestej. Czwartek, od siódmej do dziesiątej trzydzieści. Piątek od piętnastej trzydzieści do dwudziestej. Weekendy i święta wolne. Urlop wypoczynkowy, dwadzieścia dni, za uzgodnieniem i wpisaniem się w grafik. Urlop na żądanie, cztery dni, po prostu mnie powiadamiasz. Urlop okolicznościowy, za okazaniem odpowiednich dokumentów. Przyznaje pracownikom dodatkowe dni wolne, za nienaganną prace i wywiązywanie się ze swoich obowiązków. Przysługuje ci też urlop zdrowotny, za okazaniem L4 od lekarza. Pytania?
- Żadnych.. - odezwała się cicho.
- Dalej. Warunki pracy. Po pierwsze, to kancelaria na wysokim poziomie, nie możesz tu przychodzić w podartych jeansach i bluzie z kapturem.
- Byłam w szkole.. - Mruknęła niezadowolona.
- Rozumiem że byłaś w szkole, ale jest tu dostępna przebieralnia z szafkami na kluczyk. Przywieź sobie ubranie do przebrania.
- Czyli jakie?
- Schludne i skromne. - Kiwnęła zgodnie głową. - Nie toleruje spóźnień, odliczam za nie premie i trzeba zostać po godzinach w pracy. Premie dostają te same osoby, które otrzymują bonusowe dni wolne. Przez pierwsze trzy miesiące będziesz się uczyć, ale będę liczyć ile błędów popełniasz i obserwował czy się czegoś uczysz. Współpracujesz głównie z recepcją jako pomoc, ale również z każdym kto tu pracuje. W czasie pracy przysługuje pół godziny przerwy. Pytania?
- Nie..
- Twoje obowiązki. - położył przed nią kolejną kartkę. - Zapewnienie sprawnego funkcjonowania sekretariatu Kancelarii, zarządzanie korespondencją przychodzącą i wychodzącą, nadzór nad zaopatrzeniem w materiały biurowe, współpraca z firmami zewnętrznymi, bieżąca pomoc w pracy prawników, pomoc w organizowaniu spotkań biznesowych w sali konferencyjnej oraz spotkań indywidualnych prawników, prowadzenie i pilnowanie kalendarza spotkań i rozpraw, obsługa dokumentów kancelarii. - powiedział ciągiem, ale dziewczyna pochylona nad kartką czytała szczegółowe podpunkty. Po chwili podniosła głowę.
- Ja.. nie umiem.. to znaczy, nie wiem czy sobie poradzę.. to dużo rzeczy, nie wiem.. - pokręciła głową.
- Emily, nauczysz się. Beth ci pomoże. Każdy z nas ci pomoże. Wiadomo że pierwsze dni będą ciężkie, ale później się nauczysz.
- Co jeśli będę musiała zostać w szkole? Po lekcjach?
- Cóż, jesteś niepełnoletnia, szkoła to twój obowiązek więc nie mogę tu ingerować. Wystarczy że mnie powiadomisz że będziesz później. Tylko sobie nie myśl, będę sprawdzał czy faktycznie w tej szkole jesteś.
- A sprawdziany? Kończę o dwudziestej. W domu będę przed dwudziestą pierwszą.
- Sprawdziany są zapowiadane dwa tygodnie wcześniej, będziesz miała dwa weekendy na naukę.
- A prace domowe?
- Emily, przecież oboje wiemy że chodzisz spać po dwudziestej trzeciej. Oczywiście, w wyjątkowych sytuacjach mogę cię jakoś ułaskawić od pracy, bo jak mówiłem szkoła to twój obowiązek, ale nie licz że to będzie dzień w dzień.
- Ok. - rzuciła krótko.
- Proszę. Otrzymujesz kluczyk do swojej szafki. Kartę którą otwierasz wszystkie drzwi, do których masz wprowadzony w systemie dostęp. Wiesz, przy drzwiach masz czytniki. No i twój identyfikator na ubranie. - Podał jej to. Na karcie i identyfikatorze było jej zdjęcie, imię, nazwisko i stanowisko które zajęła. Asystentka. - A teraz, idź do Beth. Oprowadzi cie, da ci twój kalendarz i notatnik. Pokaże twoje miejsce pracy i udzieli ci wszelkich rad i odpowiedzi na pytania.
- A Beth to..?
- Recepcjonistka. - Kiwnęła głową i wstała. - Ah. Jak będziesz się logować na konto firmowe, będziesz musiała ustalić hasło. Loginem jest imię i nazwisko. Jak się już zalogujesz, sprawdź czy poczta elektroniczna ci działa i aplikacja kalendarza.
- Ee.. dobrze. - Kiwnęła głową. Była zupełnie splątana. Jeszcze nie zdążyła zapamiętać poprzednich informacji, a on już podawał jej kolejne.
Witam wszystkich, wybaczcie tak długą przerwę, ale jakoś tak się u mnie poukładało że nie miałam czasu nic wstawić.
 
Ten rozdział chyba dość krótki w porównaniu do poprzednich? Ale mam nadzieję że się spodoba.
 
Chciałam się tu z Wami też podzielić pewną informacją dotyczącą bloga i troszkę podpytać..?
Ostatnio przeglądałam rozdziały, komentarze, notatki które robiłam w planie wydarzeń przed napisaniem rozdziałów i doszłam do wniosku że to chyba nie tak miało być. Skupiałam się na innych rzeczach, pomijając te ważniejsze, gdzieś tam się zapętliłam, zakręciłam, pogubiłam, źle skupiłam.. teraz z perspektywy czasu wiele rzeczy bym poprawiła, zmieniła, albo w ogóle wyrzuciła do kosza =D
Pierwsze na co wpadłam to poprawianie i publikowanie na nowo.
Ale..
W mojej głowie powstał, zakiełkował niedawno pomysł na coś nowego, świeżego. Choć w jakiś sposób na fundamentach tego opowiadania. (Tak, głupiutka, niezdarna, popaprana Panna Emily raczej zostanie.. ale nigdy nic nie wiadomo xD )
Pomysł ma dwie wersje - kryminało-romans lub kryminało-romans z elementami fantastyki.
I teraz pytanie do Was - Co chcielibyście czytać? Czy kończyć to opowiadanie tak jak jest, czy zaczynać pisać nowe? Jeśli nowe, to którą byście woleli wersję? ^^
Osobiście jeszcze nie podjęłam decyzji i nawet nie zastanawiałam się nad tym głębiej, najpierw chcę poznać zdanie czytelników! :D
 
Tak więc czekam na odpowiedzi, w komentarzu lub na gadu - jak zawsze!
 
Do napisania - dopiero za dwa tygodnie - tak wyjątkowo. Zaczął się rok szkolny, daje więcej czasu na czytanie :)

12 komentarzy:

  1. Czesc, moj komentarz bedzie krotki bo pisze z tel siedzac w autobusie :-) brian mnie troche wkurzyl nie powinien wyjezdzac i zostawiac em samej. Tak za nia szalal a teraz co? Maddox mi sie tu podobal, byl taki stanowczy i powazny.cZlowiek sukcesu, moze to wybije em z glowy glupie pomysly, a juz na pewnoo nie bedzie miala nna nie czasu. Co do pytania to ja bym chciala dokonczyc czytac ta historie, ale niezaleznie co wybierzesz dalej bede tu zagladac. Pozdrawiam i W wolnej chwili zapraszam do siebie. Mewa :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Zawiało tu szablonowym opowiadaniem. On wyjeżdża, ale kocha ją i nie wie jak to powiedzieć, Ona jest zagubiona i zraniona, też go kocha, ale boi się, że on nie...
    Mimo tego wątek z Maddoxem - mój ulubiony ;-)
    Mam nadzieję że następny rozdział pojawi się szybko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja średnio lubię fantastykę, poza tym jest jej na bloggerze masa, więc z chęcią poczytałabym kryminał-romans. I myślę, że pomysł z nowym opowiadaniem jest naprawdę dobry;) Ja osobiście mam już dość zachowania Em i jej głupich pomysłów i powiem szczerze, że chętnie przeczytałabym Twoim wydaniu coś nowego;) Coś w czym Em nie ma, albo jest, ale mądrzejsza. Co do tego rozdziału to bardzo podoba mi się zachowanie Maddoxa. Jest ostry, wymagający, ale chyba jako jedyny potrafiłby ją przywrócić do pionu. A ona zasluguje na ostre traktowanie, bo narobiła zbyt wielu głupot. I szkoda, że nikt nie zauważył tego wcześniej. A co do Briana... też mam mieszane uczucia. Nie wiem o co mu chodzi. Taki był zakochany, a jak ją zdobył to uciekł. Trochę mnie zawiódł...

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do szablonów, tak robię;) Ale na razie mam masę pracy i mało czasu, więc nie byłabym w stanie zagwarantować, że uwinę się z szablonem w miesiąc;/

      Usuń
  4. Co do pytania, obstawiałabym na kryminalny romans.... ale to tylko ja :D No, ale oczywiście będę czytać dalej, jak tu zostaniesz ;)
    Cóż.... Em to jakaś chodząca masakra, nie będę się powtarzała, bo mnie drażni i tyle.
    Maddox taki ah... arrrrrrr drapieżnik *...* <3 Lubię takie postacie, no a Brian... eh troszkę mi smutno, że tak postąpił...
    Nie wiem co jeszcze napisać... Wiesz, że mi się podobało ;) <3 Czekam na kolejną dawkę emocji, albo coś nowego ;) :***
    weny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo kochana! :3
    Nie ważne, czy będziesz kontynuowała, czy zaczniesz od nowa, ja i tak będę czytała! :D :D :D
    Rozdział bardzo mi się podobał. Nie przeszkadza mi, że był krótszy ;)
    Szkoda, że Brian wyjeżdża :( Od kogo dowie się Emily?
    Em pracuje? Hm... Może i nawet dobrze, ale z drugiej strony ma sporo na głowie :/
    Przeprasza, że tak krótko :(
    Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę Cię, nie kończ tego opowiadania, ale jeśli już to kryminalny romans.. Ale to opowiadanie według mnie jest świetne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc to chciałabym, abyś dalej prowadziła tego bloga i, jeśli masz czas, zaczęła nowego. Najlepiej ten z fantastyką, bo ją uwielbiam! <3
    Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ dodałaś opisy! To takie, hm, inne, bo zazwyczaj rozdziały opierają się na samych dialogach, a tu proszę! :D Powiem Ci, że jakby kolejne wyglądały podobnie, to nie byłabym zła.
    Hector, mój Hector! ♥ Ja po prostu go uwielbiam! Dobrze, że ładnie przeprosił. Bardzo dobrze! :D I nawet się zwierzył! Powiedział, że ma tylko ją oraz, iż ją... Można się domyślić, prawda?^^ Proooszę, niech ona mu wybaczy i wszystko będzie cacy! :D Albo nie! Wprowadź tam mnie! Ja będę nową uczennicą, która mu się spodoba, hahaha XDDD Nie no. XD
    Brian odchodzi? Co, ale dlaczego? Niby wielka miłość, ale teraz ma wątpliwości. Ja go nie rozumiem, szczerze mówiąc. Jeśli mówi, iż ją kocha, to dlaczego stwarza problemy, których tak naprawdę nie ma? :c Niech sobie wszyściutko przemyśli i wraca.
    Ja na miejscu Em nie dałabym sobie rady z tym wszystkim. Praca, szkoła, praca, nananna. Nie. Stanowczo za dużo!
    Nie wiem, co mogłabym jeszzce napisać, więc kończę.
    Pozdrawiam, karmeeleq:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Maddox jest najlepszym bohaterem z tego opowiadania. Normalnie gdybym był gejem, to bym się mu oświadczył xD I myślę, że tyle w tym temacie wystarczy.
    Co do Emi to wyszło na jaw jak bardzo jest niezaradna i nieogarnięta. Niby taka mądra, a nie umie zapamiętać swoich obowiązków. Oby jej dał popalić!
    Rozdział znacznie lepiej napisany niż poprzednie, a więc wyrabiasz się.
    Ja proponuje albo to poprawić, albo to dokończyć i wziąć się za coś nowego, ale tego opowiadania na inne nie zamieniaj. Chcę poznać zakończenie. Chcę by Emi była z Maddoxem, choć zawsze byłem przeciwny aż tak znacznej różnicy wieku między partnerami.
    A co do nowego opowiadania (jeśli masz czas prowadzić dwa blogi), to byle nie fantastyka, szczerze za nią nie przepadam (nie za każdą), a fantastyki jest bardzo dużo na blogach. Mało jest kryminałów i dramatów.

    Pozdrawiam
    dariusz-tychon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej! Wybacz spóźnienie, ale mam natłok... wszystkiego ;_;
    No więc zacznę od opieprzenia Briana. Dlaczego, do jasnej ciasnej, on zamierza wyjechać i zostawić Em samą, tylko po to, żeby sobie coś tam przemyśleć?! Normalnie Facet tygodnia...
    Emily wyszła na trochę nieogarniętą, ale myślę, że szybko się połapie co do nowej pracy :)
    Co do nowego pomysłu to jestem za tym, abyś najpierw skończyła to, a dopiero potem się wzięła za coś nowego :D Chcę poznać zakończenie :)
    Wybaczysz, że tak krótko? Jak wspomniałam, mam dużo na głowie...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantasy? Zdecydowanie odpada. W ogóle tu nie pasuje.
    "- Brian ratuj mnie! - krzyczała ze łzami w oczach a on niczym jastrząb wyrwał z ulicy i wleciał na 8 piętro o swoich szarozielonych skrzydłach." WTF? :D nie chcę żeby tak brzmiało Twoje opowiadanie.
    Brian powoli robi się jak ciota. Zamiast być odpowiedzialnym i dorosłym to ucieka jak kopciuszek gubiąc swój pantofelek. Tfu.. swoją drogę. :D
    Fajnie, że Maddox bierze się za Emily. Niech wie co to ciężka praca! I że nie ma: tata ma tata da :D
    Pozdro :*

    CHILL

    OdpowiedzUsuń
  11. BongaCams is the hottest live sex cam site.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy