13.10.2015

47. Powrót Briana.

- Max - zapukała do jego gabinetu, mężczyzna uniósł wzrok znad dokumentów do góry, na nią. Był skupiony i poważny. Jak zawsze w pracy.
- Wejdź proszę. - zaprosił, wyprostował się odkładając długopis. Dziewczyna szybko i po cichu zamknęła za sobą drzwi i podeszła bliżej. Spojrzała na niego, patrzył, obserwował ją. - Coś się stało?
- Nie. Chciałam spytać, bo zaraz będę iść na przerwę, czy mogę użyć twojego laptopa? - zaplotła palce dłoni razem i patrzyła. Azevedo chwile tylko patrzył. Chyba myślał.
- Masz swój komputer na swoim stanowisku.
- Tak, ale nie mam tam internetu, tylko sieć między komputerami w biurze.
- W jakim celu jest ci potrzebny internet? Jesteś w pracy Emily.
- Chce wykorzystać przerwę, mówiłeś że mogę robić na niej co chce. - Burknęła.
- Uważaj na ton. - zwrócił jej uwagę i potarł palcem pod dolną wargą, odbiegł wzrokiem na okno a ona umilkła. - Mów dalej. - spojrzał na nią mówiąc łagodniej.
- Chciałam poszukać materiałów do lekcji, ale chyba masz to gdzieś. - burknęła zniesmaczona. Mężczyzna spojrzał na nią surowo marszcząc brwi.
- Siadaj. - nakazał. Usiadła. Kolejną chwile na nią patrzył. - A teraz posłuchaj i nie przerywaj. Po pierwsze jesteś w pracy, a ja jako twój szef mam prawo wiedzieć co robisz, tym bardziej że jako pracodawca odpowiadam za ciebie w godzinach pracy. Chcesz mojego prywatnego laptopa, też mam prawo wiedzieć w jakim celu. Po drugie, nie graj ze mną jak z Bradleyem, chcąc wzbudzić we mnie poczucie winy i litość, bo za dobrze znam te twoje gierki. - umilkł na chwile. - Co to za lekcje?
- Praca z biologii. Projekt na lekcje.
- Na kiedy?
- Jutro.
- Kiedy został zadany?
- Dwa dni temu. Część materiału mam, wzięłam też książki, ale chce coś sprawdzić, a nie mam tego w książce.
- Czemu nie robisz lekcji w domu?
- Bo nie starcza mi czasu.
- Starczałoby, gdybyś się lepiej organizowała. - Naburmuszyła się znów. On wzdychnął ciężko. - Dobrze. Idź po te książki, dam ci laptopa, usiądziesz sobie tu - wskazał kanapę ze szklanym stolikiem przy ścianie - i popracujesz. Ile czasu ci to zajmie?
- Mam tylko półgodziny przerwy.
- Emily, już mówiłem że nie mogę ingerować w twoje obowiązki szkolne. Przewidywałem że będą takie sytuacje jak ta. Co nie znaczy że za każdym razem będę ci pozwalać, bo wiem że będziesz to wykorzystywać. Idź po te materiały. - kiwnęła głową i wyszła, szybko wróciła z torebką w której wszystko miała. - Proszę. - Podał jej laptopa.
- Nie będę ci przeszkadzać tu..?
- Nie. Przynajmniej dopilnuje żebyś dobrze wykorzystała ten czas. - spojrzał na nią.
- Max aa.. ee.. muszę być w pracy w piątek? -podrapała się w skroń.
- Tak. - Kiwnął głową.
- Aa nie możesz dać mi urlopu?
- A z jakiej okazji miałabyś go dostać?
- Bo w piątek jest bal w szkole. Brałam udział w przygotowaniach i.. chciałabym pójść. - Popatrzył na nią chwile i kiwnął głową.
- Sprawdzę czy tam byłaś.
- Dziękuje! -  Przytuliła go.
- Dobrze. Biologia. - wskazał stolik.

Do drzwi rozległo się pukanie. Emily siedziała na kanapie w salonie, jednym okiem oglądając serial, drugim jednak czytała materiały szkolne. Siedziała po turecku a na około siebie miała kilka książek, na kolanach duży zeszyt a w dłoni długopis. Obok niej siedział Bradley, który postanowił posłuchać zaprzyjaźnionego lekarza i wziąć kilka dni wolnego. Katy szykowała późną kolacje w kuchni a mały Aiden spał. Walker wstał wolno z kanapy i podszedł do drzwi, gdy je uchylił jego oczy otworzyły się szerzej ze zdumienia. Stała tam zapłakana Amy Forbes. Czarny tusz ściekał razem z łzami przez poliki, oczy miała czerwone, usta ciągle wyginały się w grymasie.
- Amy, co ty tu robisz? Jest późno. Coś się stało? Czemu płaczesz? -zaczął zaniepokojony.
- Ja.. Emily jest? Ja.. przepraszam.. - wybełkotała. Dopiero wtedy wyczuł od niej alkohol. Westchnął ciężko.
- Wejdź. - złapał ją za ramie i pomógł zataczającej się dziewczynie. - Emily. - zawołał córkę która wystrzeliła z kanapy.
- Co się stało? - podbiegła.
- On mnie nie kocha! Widziałam go! - zawyła i rzuciła się na Emily w uścisku. Dziewczyna poklepała blondynkę po plecach.
- Zabierz ją do pokoju, a ja zadzwonię do jej mamy że zostanie na noc. - wyjął z kieszeni telefon. - Przecież nie puszcze jej do domu w takim stanie. - pokręcił głową.
- Dobrze. - Wzięła Forbes pod rękę i poszła do pokoju. Posadziła ją na łóżku i wróciła się do biurka biorąc z niego paczkę chustek. - Amy co się stało?
- Widziałam go! - wrzasnęła a Em podała jej chustki.
- Nie krzycz, Aidena obudzisz. - aż sama potrząsnęła głową, zaczyna się o niego troszczyć? - No ale, co z tego że go widziałaś? Chyba ma prawo chodzić po ulicy.
- Szedł z nią! Tą szmatą, za rękę! Ukradła mi go! Jest mój! - Szlochała machając rękoma.
- Zerwałaś z nim. - uniosła brwi do góry i założyła ręce na piersi.
- Nie na prawdę! Faceci są tacy prości w myśleniu. - szlochała.
- Aaee.. - jęknęła. - zostawiłaś go więc miał prawo ułożyć sobie życie.
- Ja go nadal kocham. Co on sobie myślał! Jak mógł! Ja mu jeszcze pokaże! - znów się rozpłakała bardziej a dalej to już tylko bełkotała niewyraźnie coś pod nosem. Emily wyszła do salonu i ze stolika wzięła telefon.
- Mama Amy nie jest zadowolona. - odezwał się Butch i usiadł na kanapie.
- Powiedziałeś jej że jest pijana? - popatrzyli na siebie.
- Powiedziałem to co rodzic powinien wiedzieć. Nie koniecznie to jest "Pani córka się spiła i rozpacza z niewyjaśnionego powodu".
- Niewyjaśnionego? - zaśmiała się.
- A jest wyjaśniony?
- Yhym. - kiwnęła głową. - Idę zadzwonić. - weszła do kuchni gdzie Katy kroiła pomidory do kolacji i wybrała numer O'Leili. Zerknęła na zegar naścienny, było po dwudziestej pierwszej.
- Halo?
- Cześć, masz chwile?
- Emily. Co się stało?
- Potrzebuje pomocy.
- Co się dzieje? - Jego ton się zmienił, zaniepokoił.
- To bardzo dobre pytanie. Przyszła do mnie Amy. Pijana i zapłakana i jedyne co mówi to "zranił mnie", "zdradził" i takie tam.. reszty nie powtórzę bo popsuje ci to humor i szczerze to powinnam jej współczuć, czy coś i planować zamach na twoje uczucia w odwecie, ale realnie to współczuje tobie.. mam dość wysłuchiwania jaki to jesteś zły i nie dobry, bo wiem że nie zrobiłeś nic złego, to ona sobie coś ubzdurała.. nie dzwonie aby o coś cie oskarżać, tylko myślę że powinniście porozmawiać jak wytrzeźwieje.
- Mogę przyjechać?
- Tak. Ale po co?
- To zaraz będę. - rozłączył się a ona poszła do pokoju. Usiadła przy biurku i patrzyła na szlochającą blondynkę. Dziesięć minut później dostała smsa aby otworzyła drzwi. Gdy to zrobiła, zobaczyła chłopaka i Michelle z poważną miną. Wpuściła ich.
- Nie powinieneś zabierać Michelle. Amy może być nieobliczalna.
- Byliśmy razem na mieście jak zadzwoniłaś. - wyjaśnił krótko.
- Nie będę tam wchodzić. Usiądę sobie tu. - wskazała kanapę i usiadła. Z kuchni wyszedł Butch z ciepłą herbatą.
- Jesse. Dobry wieczór.
- Dobry wieczór Panie Bradley.
- Jesse, rozmawialiśmy już o tym tyle razy.. jaki panie.. - pokręcił głową i usiadł obok Michelle zajmując ją rozmową.
- Gdzie ona jest?
- W moim pokoju. Ale poczekaj. Co planujesz? - złapała go za nadgarstek.
- Porozmawiać z nią. Przetłumaczyć. Nie wiem, jeśli będzie trzeba to zabiorę ją do psychologa.. - popatrzyła na niego zdziwiona.
- Wiesz co mnie dziwi? Że normalnego faceta by to nie obchodziło, co dzieje się z jego byłą.. - przestąpił z nogi na nogę.
- Emily.. ja jestem inny, wiesz o tym. Zostałem inaczej wychowany. Szanuje ją. Czuje się za nią nadal odpowiedzialny, tak samo jak za Michelle, Matta, Briana czy ciebie.
- Za mnie? - otworzyła szerzej oczy i uniosła brwi w górę ze zdziwienia, a on się uśmiechnął.
- Tak. Za ciebie Emily. Mimo że mnie nawyzywałaś z milion razy w życiu. - zaśmiali się. - Nie mam wiele w życiu, szanuje to co mam, a rodzina i przyjaciele, to najwyższa wartość. - powiedział poważnie.
- Łał. - szepnęła patrząc mu w oczy. - Chyba zaczynam rozumieć o co chodziło Michelle.. - powiedziała sama do siebie. - Wiesz gdzie jest Brian? - wyrwała zauważając jego wzrok na sobie.
- Nie.
- Ale podobno wiesz że wyjechał więc
- Wiem, ale nie wiem gdzie. - przerwał jej. - Wypadek na niego wpłynął.. musi sobie przemyśleć pare rzeczy.. niedługo wróci.
- Jesse, za godzinę mamy odebrać Matta. - wtrąciła Michelle.
- Tak Kochanie. - kiwnął głową. - Chodź. - wziął Em i poszli do jej pokoju. Amy od razu rzuciła się w jego ramiona, chłopak pogłaskał ją po plecach i powtarzał aby się uspokoiła. Nagle uniosła głowę i pocałowała jego usta. Natychmiast złapał jej nadgarstki i ją odepchnął, wpadła na szafę i usiadła na podłodze. Jes zamknął oczy i chwile milczał. - Przestań stwarzać takie sytuacje Amy, opanuj się. - spojrzał na nią. - Jestem w związku, musisz się z tym pogodzić. Mam syna, którego nie zaakceptowałaś, więc teraz nie udawaj że ci na tym zależy. Nawet nie próbowałaś go poznać, a teraz odgrywasz takie sceny? Nie dałaś mi szansy wtedy, teraz jest już za późno. Weź się w garść dziewczyno. Wstyd mi za ciebie.

Tego wieczoru Bradley zauważył zmiany we własnym domu. Coraz częściej panował spokój, cisza i przyjazna atmosfera. Jego córka, dotąd burzliwa zaczynała dogadywać się z Katy, która z kolei była w siódmym niebie. Stanął w drzwiach łazienki gdzie młoda dziewczyna szykowała się na szkolny bal. Brunetka zerknęła w lustrze na odbicie przyglądającego się ojca i posłała mu ciepły uśmiech, ostatni raz ruszyła pędzlem po buzi, kończąc makijaż. Wstała i podeszła do niego.
- Za ile wychodzisz? - zapytał.
- Za półgodziny. Katy! - zawołała uśmiechnięta. Nie mógł się na to napatrzeć. Kobieta wyszła z sypialni, również z uśmiechem.
- Już idę. Pomóc ci?
- Tak. Uczeszesz mnie? Myślałam o wysokim upięciu z tyłu i wiesz, fale, fale - podrzucała kosmyki w górę. Weszły obie do łazienki.
- A ty Kochanie, co tak się snujesz? - zapytała Katy.
- Przyglądam się. Nie mogę się napatrzeć. - uśmiechnął się. - Emily, mam cie zawieźć?
- Nie, mogę jechać autobusem.
- Zawieź ją. - Wtrąciła kobieta z uśmiechem.

- Dzień dobry. - odezwała się z uśmiechem do nauczyciela geografii który stał w wejściu na sale gimnastyczną. Na korytarzu były poustawiane ławki i stały osoby z samorządu które prowadziły różne gry i zabawy. Na sali dwoje uczniów robiło za DJów. Wszędzie kręcili się nauczyciele którzy wszystkich pilnowali.
- Em! - zawołała Amy i podbiegła przytulając przyjaciółkę. - Ładnie wyglądasz. - zlustrowała ją. Dziewczyna miała na sobie skromną ciemno granatową sukienkę na ramiączka, na nogach tego samego koloru szpilki. Na ramieniu zwisała mała torebka. Makijaż nie był zbyt wyzywający i widoczny, wiedziała że mimo wszystko bal odbywa się w szkole, gdzie będą nauczyciele. Był ciemniejszy niż ten który nosiła na co dzień, ale nie na tyle że wyglądała jak panda z Zoo. Spojrzała na blondynkę która paradowała z dumą w turkusowej króciutkiej sukience i szpilkach a włosy miała upięte w nieładzie. Przez chwile poczuła że ubrała się zbyt elegancko, a może.. zbyt dorośle? Forbes pociągnęła ją za rękę na sale i stanęły z trzema dziewczynami z samorządu szkolnego. Amy oczywiście zaczęła wyznaczać każdej obowiązki na ten wieczór, bo jak to zwykle bywa, po balu elita szkoły idzie na domówkę.
- Przyszłaś z kimś? - zaczepił ją Hector. Obróciła się w jego stronę i delikatnie uśmiechnęła. Stał oparty o ścianę.
- Na to wygląda że nie. A ty?
- Jestem sam. - wzruszył ramionami i uśmiechnął się. - Ładnie wyglądasz.
- Dziękuje. - skinęła głową. Chłopak spojrzał za nią i spuścił wzrok. Poczuła objęcie ciepłej ręki na swojej talii. Odwróciła głowę i została brutalnie zaatakowana czyimiś ustami w pocałunku.
- Brian! - pisnęła jak mała dziewczynka i rzuciła się w objęcia chłopaka. Tak bardzo za nim tęskniła. Gdzieś w głębi zastanawiała się co tu robi, skąd wie, kiedy wrócił.. ale to już nie było ważne.
- Cześć Mała. - odezwał się z uśmiechem. Gdy w końcu stanęła na ziemi zlustrowała chłopaka. Skórzana kurtka, jasna bluzka na szerokie ramiona, ciemne spodnie. - Uprzykrza ci życie? - spojrzał na Hectora. Mocniej złapał jej biodra stojąc za nią, ale głowę wysunął na równi z jej ramieniem.
- Nic jej nie zrobiłem, tylko rozmawiamy. - Hector odezwał się od razu w obronie. Był pewny siebie, ale było czuć respekt i szacunek, może trochę obawę.
- Nie uprzykrza. Brian, daj spokój. - złapała go za rękę. - Chodzę z nim do szkoły, to mój kumpel z ławki.
- Kumpel który pakuje cie w kłopoty, jakbyś swoich własnych zdolności pakowania się w kłopoty miała mało. - pokręcił głową i zacisnął usta. - Chodź, wychodzimy. - nagle uśmiechnął się do niej zadziornie.
- Ta? To znajdź Amy i jej to wyjaśnij. Ja tu mam dziś misje pilnowania.
- Nie ma problemu. - odnalazł automatycznie wzrokiem blondynkę i do niej podszedł.
- Przepraszam za niego, chce mnie chronić. - odezwała się do Hectora korzystając że Brian odszedł.
- Wiem, ma racje. - przyznał ze skruchą - Nie zasłużyłem na zaufanie. - oderwał się od ściany. - A w szczególności jego zaufanie. Mam nadzieje że jesteś z nim szczęśliwa.. i bezpieczna. - spojrzał jej w oczy.
- Nie jest tym, za kogo go masz. - sama ugryzła się w język, nie może wygadać mu prawdy o FBI. Aż poczuła jak serce jej mocniej zabiło.
- Emily, nic nie mówiłaś że Brian cie gdzieś zabierze. - podeszła Amy z Brianem.
- Bo jeszcze pięć minut temu nic nie wiedziałam. - mruknęła.
- Baw się dobrze. - ucałowała jej policzek i odeszła. Brian chwycił jej dłoń i skierował się do wyjścia, tam do dość blisko zaparkowanego auta. Otworzył jej drzwi pasażera, a gdy wsiadła zamknął. Sam obiegł auto i wsiadł za kierownice.
- Gdzie jedziemy?
- Do mnie.
- Co będziemy robić? - zerknęła na niego i przeleciała wzrokiem za okna auta.
- Chce ci coś pokazać i porozmawiać.
- Matko Kochana, następny. Wiesz, Maddox mi już starczy, jest świetny w poważnych rozmowach. - jęknęła jakby rozżalona.
- Widzę, dał ci popalić. - zerknął na nią, ale patrzyła za okno.
- Ta.. - mruknęła.
- A jak praca u niego?
- Dobrze. Trochę nerwowa, bo nie wszystko umiem i dużo się uczę. Trochę dużo tam obowiązków, ale w sumie jest spoko. Fajni ludzie tam są. W ogóle dziś powinnam pracować, ale że jest bal, to Max pozwolił mi iść. - zerknęła na niego, patrzył na drogę i kiwał głową. - A jak twoja praca?
- Zaskakuje mnie każdego dnia. - zaśmiał się cicho.
- Nadal pracujesz z Zetas?
- Tak, nadal pracuje z Derekiem, monitorujemy wyścigi i handel. Ale teraz mam też inną sprawę, trochę zagmatwaną, czeka mnie dużo roboty z tym.
- Ale ma związek z Zetas?
- Nie. Przynajmniej jak do tej pory. - usłyszeli telefon Emily.
- To Maddox. - spojrzała na wyświetlacz. - Sprawdza mnie na każdym kroku. Gdy tylko gdzieś wyjdę o czym nie wie, zaraz mam telefon. Wkurza mnie tym.
- Wyjmij baterie.
- Co? - spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Patrzył na drogę.
- Wyjmij baterie. Wiesz, to taka rzecz, mała, prostokątna, pod klapką z tyłu telefonu.
- Wiem co to bateria. - warknęła i ją wyjęła. - Będę miała opierdol jak się patrzy. - przyznała i westchnęła ciężko.
- Powiesz że ja ją wyjąłem.
- Nie powinieneś skręcić w lewo? - wskazała palcem ulice.
- Nie.
- Ale mówiłeś
- Że chce ci coś pokazać. - przerwał jej.
- Nic nie rozumiem. - założyła ręce na piersi.
- Nie musisz. - zaśmiał się, w ogóle wydawał się rozbawiony. Zatrzymał się a Em wyjrzała za okno. Dość wąska ulica, trzypiętrowe budynki po obu stronach. Chłopak wysiadł, a ona za nim. Zamknął auto, wziął ją za rękę i ruszył do bramki. Wszedł na klatkę, tam po schodach na trzecie piętro i otworzył kluczem jedne z drzwi. Zapalił światło i wprowadził dziewczynę. Ta dość zdezorientowana weszła głębiej. Przedpokój w kolorze beżowym był dość mały. Dalej była łazienka z prysznicem, zaraz za nią kuchnia, utrzymana też w brązach i beżu. Z boku, przy ścianie był mały stolik i krzesła. Po lewej zaś były drzwi do pokoju, stało tam tylko łóżko. A na wprost od drzwi wejściowych do mieszkania był drugi pokój. Jak sądząc po wyglądzie był to salon. Choć teraz był zastawiony meblami i kartonami. Do jednego z nich zajrzała, rozpoznała rzeczy Briana.
- Co tu robimy? O co chodzi? - spojrzała na niego.
- Wyjechałem, bo musiałem przemyśleć parę rzeczy.. zrozumiałem. - Mówił spokojnie i patrzył na nią. - Walczyłem o ciebie tyle czasu.. Wypadek coś we mnie zmienił, musiałem prze weryfikować swoje życie, to co do tej pory robiłem, swoje wartości, priorytety, zasady i cele.. musiałem gdzieś odnaleźć siebie.. przepraszam że wyjechałem, bez pożegnania ani nic.. musiałem odetchnąć świeżym powietrzem. Nabrać dystansu. Zachowałem się jak gówniarz, Jesse mi to uświadomił dość dobitnie wczoraj.. ale.. nie ważne. - Usiadł na kanapie. - Kupiłem to mieszkanie. Wymaga małego remontu, ale sam z Jessem to zrobię. Jutro rano oddam Butchowi klucze od tamtego mieszkania i od auta z którego nie korzystam bo mam swoje.. mam już akt prawny, przepisałem wszystko na niego. Niech zrobi z nim co zechce.
- Ale.. dlaczego? To jest małe i wymaga remontu.
- Małe, ale moje. - Naburmuszył się. - stać mnie na nie. I co ważniejsze, nie jest prezentem. Mam swoje lata Em, zarabiam, decyduje o sobie. Nie mogę być ciągle na kasie Butcha. Zrozum to.
- Co będziesz remontować?
- Przede wszystkim, ściany. Ten wszechogarniający każde pomieszczenie beżowy doprowadza mnie do szału. - roześmiał się. - Parę innych rzeczy, jak kontakty, instalacja w łazience.. Jutro jadę do sklepu z Jessem po materiały.
- Co Jes na to? - założyła ręce na piersi.
- Jest ze mnie dumny. A ty nie?
- Nie rozumiem cie. Ale jesteś odważny robiąc to. - uśmiechnęli się do siebie.
- Siadaj. - wskazał miejsce obok siebie. Usiadła a on złapał jej rękę. - Poza mieszkaniem, przemyślałem też nasz związek.
- I..? - zapytała ze strachem. Przez chwile przeleciało jej przez głowę że z nią zerwie. - Chcesz ze mną zerwać..? - w jej oczach błysnęły łzy. Ujął w dłoń jej podbródek i się uśmiechnął.
- Nie głuptasie. Za bardzo o ciebie walczyłem, żeby cie stracić. Nadal cie kocham. Tylko myślę że moglibyśmy popracować nad tym związkiem.
- Niby jak?
- Nie uważasz że stoimy w miejscu? - popatrzył na nią. Wzruszyła ramionami i uniosła znów wzrok na niego. - Uważam że to przez różnice między nami. Ja pracuje, mam poważną i niebezpieczną prace, jest odpowiedzialna. Tak samo jak życie. Mam mieszkanie, muszę je utrzymać tak? Ty się uczysz i co chwile pakujesz się w kłopoty i jakieś porąbane sytuacje. - obserwował ją, patrzyła na niego ciągle. Choć jej oczy zaczynały zdradzać zdenerwowanie i przerażenie. - Musisz to zmienić. Chcesz żeby ludzie traktowali cię jak dorosłą? Udowodnij że jesteś odpowiedzialna. Maddox stosuje względem ciebie zasadę ograniczonego zaufania. Butch, sam nie wiem.. - pokręcił głową - no konkursu na najlepszego ojca to on nie wygra.. Ja.. też doszedłem do wniosku że źle robiłem, bo w wielu sytuacjach nie powinienem wpływać na Butcha broniąc cie.. chce stałego związku, ale odpowiedzialnego, takiego który się rozwiną i gdzieś zmierza.
- Czyli chcesz mnie zmienić? Nie podobam ci się taka jaka jestem?
- Podobasz. Emily, podobasz mi się. Kocham cie za to jaka jesteś. Ale to wszystko ma granice. - zaczął gestykulować dłonią. - Można się wygłupiać i robić głupstwa, ale trzeba mieć zdrowy rozsądek. Chce żebyś dorosła i patrzyła na świat jak dorosła osoba, a nie jak dzieciak który ma nad sobą parasol w postaci rodzica który zawsze wybroni. - nadal na nią patrzył, przez całą rozmowę nie spuszczał z niej wzroku, za to ona w którymś momencie gdzieś zaczęła odbiegać i wracać do jego oczu. - To ja się przy tobie zmieniam, a konkretnie to dziecinnieje. Robię się przy tobie jak głupi różowy słodki miś. Nie chce taki być. - popatrzyli na siebie. Milczeli. Emily poczuła się zraniona  mimo że w głębi wiedziała że ma racje. - Wiesz że nigdy taki nie byłem. A przy tobie.. zachowuje się jak gówniarz który nie myśli. Jeżeli to ma się udać.. prawdziwy związek to kobieta i mężczyzna, a nie dziewczynka i chłopczyk. Rozumiesz? - spojrzał na nią, rozpłakała się. To był szok. Nie wiedziała jak ma się zachować, czuła że grunt jej się obsuwa spod stóp. Brian wstał i wyszedł, a po chwili wrócił z papierem toaletowym. - Trzymaj, nie mam chustek. - Usiadł obok niej. - Czemu płaczesz? - spytał gdy wycierała oczy. - Emily, nie milcz. Porozmawiaj ze mną. Zraniłem cie? - mówił spokojnie i ją obserwował.
- Nie wiem.. - szepnęła i na niego spojrzała. - Po prostu mi przykro..
- Potrzebujesz czasu żeby to przemyśleć?
- Chyba.. myślę że tak. - kiwnęła głową.
- Dobrze. - objął ją ramieniem i przytulił.
- Odwieziesz mnie do domu? - spojrzała na niego. Uśmiechnął się delikatnie i kiwnął głową.
Witam witam :)
Przepraszam za spóźnienie, ale mam problemy techniczne z internetem.

Dziś krótko pod notką, z dwóch powodów, pierwszy - dodać póki mam internet, drugi - jest druga w nocy xD

Dziękuję za komentarze pod ostatnią notką <3
Ten rozdział chyba nie zachwyca długością, ale gdzieś trzeba było przerwać, a gdybym to zrobiła scenę dalej to był by masakrycznie długi.

Przepraszam Wszystkich za zaległości na Waszych blogach, ale nie dość z mam ograniczony czas siedzenia przy laptopie przez życie codzienne to jeszcze mój modem żyje swoim życiem i strzela jakieś fochy :{

To tyle na te chwile dziś.
Do napisania za dwa tygodnie!


9 komentarzy:

  1. Cześć, zapraszasz więc jestem, ale komentarz będzie króciutki, bo spieszę sie do pracy :( Brian trochę mnie wkurzył. Nawet bardzo! Przyjeżdża na jej bal, wyrywa ją z imprezy, a potem mówi jej takie rzeczy? Ok, może i miał trochę racji, ale gdyby mi chłopak coś takiego powiedział, że dla niego jestem zbyt niedojrzała i powinnam zmienić swoje zachowanie to bym go chyba zmasakrowała. to fakt trzeba pracować nad zawiązkiem, ale kurczę no... To prawda, ze Em robi głupstwa i zbyt często pakuje się w problemy, ale przecież taka była od zawsze i kiedy się w niej zakochiwał nie była dorosłą i odpowiedzialną kobietą, prawda?
    Pozdrawiam
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli mam być szczera, to jest to najlepszy rozdział sposród może 3,4 ostatnich. Krótki czy długi, co za różnica. Ważne, że ujęłaś w nim coś co i we mnie wzbudziło efekt myślenia. Sama widzę zmianę w jej charakterze. Ale są dwie strony medalu. Mimo, że Brian zachował się dorośle i na spokojnie jej wytłumaczył swoje obawy, dobrze przy tym to argumentując, ale ją zranił. Jak ku*as jakiś. Prawda zawsze boli. Mówi się, że najgorsza prawda od kłamstwa. I nie zdziwie się jeżeli Emily przez kolejne odcinki nie będzie chciała za bardzo się z nim spotykać. Nie poprzez zranienie. Ale będąc sobą, wcale nie musi się pakować w kłopoty. Taką ją pokochał. A teraz chce ją zmieniać? Owszem, zdrowy rozsądek musi być i myślę, że Emily go zaczyna mieć. Ale wciąż może być wesołą, trochę rozczochraną emocjonalnie nastolatką, a Brian jej to zabiera. Ahh.
    A Maddox? Wku*wia mnie. Jak od początku tego opowiadania i chyba już w którymś komentarzu to pisałam. Prędzej czy później, Butch nie pozwoli na aż tak rygorystyczne zachowanie i liczę na to.

    Maleńka. W sobotę jadę do nl. Będę poza zasięgiem. Jeżeli będe mieć internet, powiadamiaj mnie na fb o nn.

    Buziaki :* <3 CHILL

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć!
    Dziś króciutko, ale Ci wybaczam. Czasami tak sama robię, więc no. :D
    Kurcze. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem Ty wpadasz na tyle pomysłów. Jedna sprawa się rozwiąże, wchodzi następna. To takie fajne, nigdy się nie nudzi, o nie. :D
    Jestem zła na Brian'a. Myślałam, że spędzą jakiś romantyczny wieczór we dwoje czy coś, w końcu zabiera ją z balu, a ten pocałunek na powitanie w dodatku.. Prowadzi ją do swojego nowego mieszkania, a później mówi, że chciałby doroślejszego związku. Jak on nie chce jej zmienić, no jak? Przecież to bez sensu! Ja rozumiem, że on się zmienia, ale nie musi na nią naciskać. Jest różnica wiekowa, niech da jej jeszcze troszkę czasu, no jeju! ;//
    Hector taki smutny troszkę. Wie, że zrobił źle i akceptuje to. Przeprosił ją, ona mu wybaczyła i tyle. Kurde, jeszcze widział to, iż Brian ją całuje! Jak on okropnie musiał się poczuć. ;'c
    Amy, kurde! Ta to mnie rozśmieszyła. Wydaje się być taka rozwydrzona i nie wiem, zachowuje się jak jakaś nastolatka! SAMA porzuciła Jessy'iego, a później ma pretensje, że on z nią nie jesst. No błagam! Niech ona da mu spokój. ;///
    Ja zmykam.
    Buziaki, karmeeleq
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział. Przyjemnie mi się czytało.
    Brian zachował się okropnie. Szkoda mi Emily. Doroślejszy związek... pfff po co to komu?
    Czekam z niecierpliwością na dalszy rozdział :)
    Pozdrawiam,
    http://dwaswiatyblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie podoba mi się to, że każdy chce sterować Emi. Brian... Nie wiem. Cieszę się, że wrócił, ale nie wiem czy mi się podoba, że tak się zminił. Moim zdaniem nie powinien być taki poważny. Rozumiem pracuje w policji, ale no kurde nie samą pracą się żyje.
    Też czułabym się zraniona. Emi trzymaj się i nie daj się!
    Dziękuję za info, że pojawiła się notka :) pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Amy z rozdziału na rozdział zaczyna być coraz bardziej żałosna. Zachowuje się jak rozpieszczona dziewczynka, do której nic nie dociera. Myślałam, że jest mądrzejsza... Nagle przychodzi z rykiem, bo zobaczyła Jessa z Michelle? Przecież ona doskonale wiedziała, że są razem, więc czemu nagle wzbudziło to w niej takie emocje? No tak, alkohol zmienia tok rozumowania i wzmaga uczucia.
    Jesse jak zwykle na plus. Uwielbiam tego chłopaka.
    Maddox coraz bardziej mnie wkurza. Po prostu. Niby jako jedyny stara się zapanować nad zachowaniem Em, ale mam wrażenie, że to znacznie wykracza poza obowiązki szefa. Matkuje jej, a ściślej - tatkuje;D To powinien robić Bradley, a nie facet, który jeszcze jakiś czas temu ją rozdziewiczył. Nie, nie ,lubię tego faceta.
    Brian podjął dobrą decyzję. Dobrze, że zdecydował się kupić swoje mieszkanie, stanąć na nogi i tak dalej. Choć dziwi mnie, że dopiero teraz stać go na własny kąt. Przecież w FBI nie zarabia mało... Nawet w Polsce zwykły policjant ma dość dobrą pensję ;D Więc co dopiero w USA... FBI! A to co powiedział Emily było moim zdaniem bardzo trafne. Ciągle stał po jej stronie, ciągle wszystko zamazywał, wybaczał. Trzeba było czasem nią potrząsnąć zamiast na wszystko pozwalać. Emily jest przykro? I dobrze. Może zrozumie, że jej zachowanie musi się zmienić. Bo musi. I dobrze, że Brian wreszcie to dostrzegł... dziwią mnie komentarze dziewczyn powyżej, ale nie wypowiadam się xD
    Pozdrawiam! ;**

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem ZŁA! Miałam napisany komentarz, ale głupie padło nie chciało go opublikować, mądra ja, skopiowałam go.... ale potem już nie chciało go wkleić faken ;____; do śmieci wyrzucę tego złoma -,-

    Rozdział mi się podobał. Jesse - no nie przestanę go nigdy lubić, daj mi go! <3 *....* zjem go!
    Maddox przegina, no sorry? Helloł? Zrobił ,,kobietę'' z Emily, a teraz ją traktuje jak córkę? To dziwne zachowanie, mnie zaczyna przerazać ;/ Ja bym tak nie chciała, jak ona ma się czuć? Bo ja chyba bym się czuła, tak jakbym dopuściła się kadziroctwa -___-
    Amy, jej to już w ogóle nie czaję. Przecież już z nim nie jest, a histeryzuje i dziwi się, że Jesse jest z Michelle? O.o
    Emily mam nadzieję, że dotrze coś do niej w końcu i troszkę zmieni swoje postępowanie. Wiadomo, że to co robi to raczej pozostanie, ale chodzi o jej zachowanie.
    Mam nadzieję, że się opublikuje -,-

    WENYYYYY =* <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam, ale jeszcze nie skomentowałam. Tak więc najpierw krótka informacja, a potem (jutro) powrócę z komentarzem.

    Na "Się nie zdarza..." pojawił się już 25 rozdział.
    Na "Prawdziwej legendzie" rozdział 2.
    Dawno cię u mnie nie było i się tak zastanawiam czy jeszcze kiedyś się pojawisz.
    Oczywiście nie wymagam od nikogo bycia na bieżąco, ale chciałabym wiedzieć czy jeszcze mnie czytasz, czy jednak dałaś sobie spokój i nie zamierzasz do mnie powrócić.

    sie-nie-zdarza.blogspot.com
    prawdziwa-legenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejo kochana! :3
    Przepraszam za spóźnienie, ale to przez brak czasu xD
    Uważam, że powinni trochę ograniczyć Em tą pracę. Powinna mniej pracować. Przecież ma szkołę. Co? Może przez pracę na ją olewać? Dziewczyna nie ma chwili wytchnienia, bo jak nie szkoła, to praca. Trochę tego dużo :/
    Podejrzewałam, że to na balu pojawi się Brian. Jak ja go koooocham! ♥♥♥
    Hehe. Amy trochę przesadza. Sama zerwała z Jessem, więc niech ma pretensje do siebie xD
    ,,- Mam tylko półgodziny przerwy.’’ półgodzinne ;)
    Lecę czytać dalej! :D
    Maggie

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy