01.05.2016

6. Jechać, nie jechac?

      Poniedziałek, twu, wtorek.. i znów wracam do normalności, weszłam wolnym krokiem do szkoły i skierowałam się do sali językowej, bo pierwszą lekcją miał być angielski. Na ławce pod salą siedziały osoby z mojej klasy, oraz Emma i Caroline które niemalże natychmiast gdy znalazłam się na piętrze, wyszczerzyły do mnie zęby w uśmiechu. Usiadłam obok nich.
- Jak tam? Czemu cie wczoraj nie było?
- Źle się czułam, zostałam w domu. Działo się coś ciekawego? - Odpowiedziałam Emmie.
- Nie. Same nudy. Panna Zło zapowiedziała nam sprawdzian z ostatniego działu. - Odezwała się Caroline. Nie znałam jej za dobrze, ale była przyjaciółką Emmy. Jak na blondynkę była całkiem bystra ale tak samo w niej, jak i w Emmie było coś co mnie od nich odrzucało. Coś mi nie pasowało, jakaś część mojego mózgu wołała do reszty abym się od nich odcięła. Może to przez ta kradzież łańcuszka i słowa brata Emmy? Ale czy należy od razu skazywać na niepowodzenie kogoś kto raz zrobił coś nieodpowiedniego? Czy aby nie zaczynam oceniać książki po okładce? Tak samo jak ja zostałam oceniona przez resztę klasy? W każdym razie, Caroline była o rok starsza, nie zdała w pierwszej klasie liceum i została na rok. Z rozmyśleń wyrwała mnie Emma.
- Słuchaj bo jest sprawa. - klasnęła zadowolona w dłonie. - W ten długi weekend co będzie, mój brat zabiera mnie na biwak, wiesz, pod namiotem.
- Ahyym? - Słuchałam uważnie.
- I gadałam z nim, bo on bierze jakichś swoich kolegów nie? No i ja będę jedyną dziewczyną tam, bo kategorycznie się zarzekł że mnie nie zostawi samej w domu, bo najprawdopodobniej nie będzie miał gdzie wrócić albo fala mandatów i wezwań na komisariat go zaleje. - Zrobiła niezadowolona minę. - Swoją drogą to już przesadza, wcale taka nie jestem. Poza tym mam siedemnaście lat, nie jestem dzieckiem. - Ta, ale dorosła też nie jesteś skoro ma o tobie takie zdanie, twój własny, rodzony brat.. potrząsnęłam głową. - No ale, dogadałam się że wezmę kogoś ze sobą i zapraszam Caroline i ciebie.
- Mnie? - zawołałam zaskoczona.
- No ciebie. Caroline jedzie, a ty?
- Ale.. ee.. ja.. ee.. - zaczęłam jąkać. - Ale ja nie wiem czy mogę. Muszę spytać wujka.. poza tym nie wiem czy twój brat będzie zadowolony że będę z wami.
- Czemu miałby być niezadowolony? - zapytała zdziwiona.
- Bo raczej za mną nie przepada.
- Oh przestań! - zawołała Caroline. - On ma zawsze jakiś zgrzyt dupy. Żadna mu nie daje chyba że tak ciągle zrzędzi jak stary pierdziel. - O ludzie, ciekawie się zaczyna. Westchnęłam bezgłośnie.
- Zapytam. - Akurat zadzwonił dzwonek, więc nie ciągnęłyśmy dalej tego tematu. Na koniec dnia wymieniłyśmy się telefonami, aby łatwiej było nam się kontaktować. Wróciłam do domu autobusem, a gdy znalazłam się już w nim, podgrzałam obiad który wujek gotuje z dnia na dzień. Ciągle myślałam czy powinnam jechać. Z jednej strony, chętnie bym gdzieś się wybrała, może bym trochę zapomniała o tym wszystkim i wyszła z tej rutyny codzienności, ale z drugiej.. mój rozsądek wołał że to się nie uda, że to nie jest dobry pomysł. Wieczór przyszedł dość szybko, a gdy wrócił wujek do domu, zeszłam na dół.
- Emily, jak minął dzień? - Zapytał odgrzewając sobie jedzenie.
- Dobrze, a twój?
- Owocnie.
- Pamiętasz Emmę?
- Tak. Czemu pytasz? - Spojrzał na mnie.
- Bo zaprosiła mnie dziś na biwak pod namiotem, z Caroline.
- Emily, to chyba nie jest dobry pomysł. Nie wydaje mi się aby ta dziewczyna była rozsądna.
- Ale biwak jest organizowany przez jej brata i jego znajomych, czy jakoś tak. Nie znam szczegółów. - Wbił we mnie wzrok na chwilę.
- Szczerze powiedziawszy, nie wiem czy to jest dla ciebie odpowiednie towarzystwo. Może lepiej jedź gdzieś z Aidenem?
- Aiden pracuje. Poza tym ona mnie zaprosiła. Wiem ze ukradła ten łańcuszek i jest odrobinę.. dziwna..? Ale jako jedyna z całej klasy nie oceniła mnie po miejscu pochodzenia. Jako jedyna stara się ze mną zaprzyjaźnić. Czy to źle że chce dać jej szansę? Że chce spróbować? Nie znam tu nikogo. Wszyscy zostali w Montesano a Aiden ma prace, a teraz jeszcze ta przeprowadzka i w ogóle..
- No dobrze, pomyślę o tym. Zgoda?
- Tak.
- A Aiden o której będzie? - Zerknęłam na zegarek, było wpół do szóstej.
- Nie wiem, jest w pracy.
- Od szóstej rano? To on dwanaście godzin pracuje? - zdziwił się.
- Nie wiem, mogę do niego zadzwonić.
- Nie, nie musisz. Nie przeszkadzaj mu. - Nałożył sobie jedzenie na talerz i usiadł przy wyspie kuchennej. - A u ciebie wszystko dobrze? - spytał badawczo.
- Tak.
- A w szkole?
- Też dobrze. - popatrzył na mnie chwile, westchnął ciężej i zaczął.
- Już jakiś czas myślę żeby z tobą porozmawiać. Wiem że nie najlepszy ze mnie ojciec, Nobla na pewno bym nie dostał. Ale chce żebyś wiedziała że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć, porozmawiać czy zwrócić się o pomoc. - Pokiwałam głową na znak że o tym wiem. - Staram się rozgraniczyć role wujka i ojca, ale to też dla mnie nowa sytuacja.
- Wiem. Ale jest w porządku. Na prawdę, jest dobrze. - Popatrzyłam mu w oczy.
      Rano obudził mnie zapach świeżutkich tostów z serem i gorącego kakao. Przeciągnęłam się leniwie i wymacałam ręką nieproszonego gościa w łóżku. Otworzyłam oczy, Aiden leżał obok mnie w samym dresie i zajadał chrupiące tosty. Usiadłam marszcząc brwi.
- Dzień Dobry, przeszkadzam ci? - Zaczął rozbawiony.
- To dla mnie? - Wyciągnęłam rękę do talerza ale mnie w nią strzelił swoją.
- Nie. To jest moje. Skoro już otworzyłaś oczy, idź zrób sobie coś do jedzenia.
- Ależ z ciebie gentleman!
- Wiesz że bym ci bardzo chętnie zrobił śniadanie do łóżka. Ale wczoraj rano zobaczyłem cie w takim stanie, że postanowiłem cie więcej nie rozpieszczać. Masz spiąć pośladki i wziąć się w garść Moja Droga. Jak to zrobisz, to mogę ci serwować śniadanka co rano. - Wstałam z łóżka zerkając na zegarek. Była.. piąta rano!
- Ocipiałeś? - jęknęłam odwracając się do niego. - Wiesz która godzina? Czy zgubiłeś zegarek?! - rzuciłam się do łóżka.
- Wstawaj. Czeka cie intensywny dzień. Jak chcesz się wyrobić wrócić do łózka do zachodu Słońca, to radzę ci iść zjeść śniadanie.
- Aiden. - Usiadłam grożąc mu palcem. - Ty chyba upadłeś na głowę.
- Laia – zagroził mi tak samo palcem. - O której poszłaś spać?
- Po dziewiątej.
- A ja wczoraj wstałem o piątej, poszedłem do pracy na szóstą i wróciłem do domu o dwudziestej trzeciej, a w łóżku leżałem po północy. Wstałem dziś o piątej specjalnie dla ciebie, mimo że wziąłem dzień wolny i powinienem właśnie przewracać się na drugi bok, a ty śmiesz mi marudzić z samego rana, cholero ty jedna? - Wygłosił monolog poważnym głosem i zaraz potem parsknął śmiechem. - Idź zjedz śniadanie, bo nie mam zamiaru łapać cie jak będziesz mdleć ze zmęczenia. - Nakazał poważnym tonem. Dobra, dobra, wstaje. W środku nocy, specjalnie dla ciebie mój kochany. Wstałam, zabierając ze sobą cieplutki szlafrok i zeszłam na dół. Do miski nasypałam płatków i zalałam je mlekiem, po czym wróciłam do pokoju i usiadłam obok mojego budzika. Zerknął na mnie. - Nie ma to jak pełnowartościowe śniadanie. - Pokręcił głową a ja wzruszyłam ramionami. - Jak zjesz, idź założyć wygodny dres i czekam na dole. - Wstał i wyszedł. Potrząsnęłam głową, że co? Czym szybciej zjadłam i poszłam szybko się ogarnąć do łazienki. Założyłam jedyny dres jaki znalazłam i zeszłam na dół.
- I co dalej Mój Panie? - Spytałam dochodząc do niego. Siedział na kanapie, ale szybko wstał.
- Zwiąż włosy i załóż wygodne adidasy. - Mówił mijając mnie i zaczął zakładać buty przy drzwiach.
- Nie mam adidasów. - Podniósł na mnie wzrok.
- To załóż baleriny, albo jedną z tysiąca par trampków które masz w pudle w szafie.
- Grzebiesz mi w rzeczach? - Uniosłam zabawnie jedną brew ku górze.
- Nie, po prostu ciebie znam lepiej niż siebie samego. No pośpiesz się. - Ponaglił mnie. Pobiegłam na górę po buty i już w nich zbiegłam. Wyszliśmy z domu i z terenu posesji. - No to zaczynamy. - Pociągnął mnie za rękę i zaczął biec. Po chwili puścił i biegliśmy średnim tempem w ciszy. Stanęliśmy kilkanaście przecznic dalej. - Zmęczona? - Spytał zerkając na mnie i na zegarek na ręku.
- Odrobinkę. - Pokazałam palcami i wydyszałam prawie padając na pysk.
- To wracamy. - Pokazał kierunek z którego przybiegliśmy i zaczął biec, a ja biedny żuczek za nim..
- Poczekaj. - Zawołałam gdy byliśmy przecznice od domu Neala. Zatrzymał się a ja do niego doszłam. - Już nie mogę. - Wysapałam wycierając rękawem pot z twarzy.
- Chodź. - Wyciągnął do mnie rękę którą złapałam i ruszył szybkim marszem do domu. - Ale dobrze się czujesz? - Zerkał na mnie co chwila między spojrzeniami na okolice.
- Tak. Tylko dawno nie biegałam. - Chwile później weszliśmy do domu. Wujek już nie spał, tak samo Maddeleine która ostatnio nocowała u nas coraz częściej. Oboje w piżamach siedzieli na kanapie w salonie i jedli śniadanie. Ja rzuciłam się obok nich na zdechłą żabę.
- Laia, wstań. - Zawołał Aiden. - Rozciągnij mięśnie bo jutro nie wstaniesz z łóżka. - Sam się rozciągał przy drzwiach.
- Przynajmniej nie przegonisz mnie przez tyle przecznic. - jeknęłam.
- Co, dał ci wycisk z samego rana? - Zaśmiała się Madd.
- Jak w wojsku. - dodał wujek. - Jak ty ją ściągnąłeś z łóżka o tej godzinie? - dziwił się. Aiden podszedł do mnie i pociągnął za rękę abym położyła się na plecach.
- Mam swoje sposoby. - Zaśmiał się. Złapał mnie a nogę i ze sprawnością rehabilitanta sam manewrował moją nogą, rozciągając moje obolałe mięśnie.
- Ałł boli. - pisnęłam, czując jak rozrywa mi nogę. Aiden się zaśmiał i robił to dalej. Po chwili rozmasował mi szybko nogi i pociągnął za ręce abym usiadła.
- Dziś ja zawiozę cie do szkoły i cie odbiorę.
- Mam nową nianię?
- Nie, jak mówiłem rano, ale ty mnie nie słuchałaś, zaplanowałem ci intensywny dzień. W Montesano to był twój sposób na przetrwanie. Tu tylko się opieprzasz i z tego co widzę, marniejesz, więc ktoś musi ci dać po dupie żebyś stanęła na nogi.
- Oh i ty będziesz tym wybawcą? - Mruknęłam. A wujek i Madd przysłuchiwali się z ciekawością.
- Tak. Wujek nie zna cie tak dobrze, a ty potrafisz wciskać niezły kit, który niestety ja rozpoznaje. Więc szykuj się.
- Załatwię zwolnienie lekarskie od Paula.
- A ja zaświadczenie na dodatkowe ćwiczenia na siłowni. - Zagroził, robiąc dumną minę.
- Jesteś okropny. - Walnęłam go w ramie a on się zaśmiał.
- Lejesz jak baba. Muszę cie nauczyć bić. - Śmiał się ze mnie, a ja opadłam z sił. Co za psychopata. - Wstawaj, idź się ubierz do szkoły. - klepnął moje udo.
- Teraz? Tera to ja nie mam siły na szkoły.
- Wstawaj. - pociągnął mnie za rękę, więc wstałam i poszłam. Wyciągnęłam z szafy jasne jeansy i granatową bluzkę z trzema guziczkami i rękawami trzy czwarte. Złapałam za torbę i zaczęłam pakować książki i zeszyty które będą mi potrzebne. - Śniadanko. - Wszedł do mojego pokoju, miał w ręku torebkę spożywczą a w niej jabłko i kanapkę, w drugim ręku sok pomarańczowy. Czemu w mojej głowie pojawiają się myśli że na pewno coś tam jest włożone, np. pająk? Zaśmiałam się w duchu i włożyłam wszystko do torebki. Nagle złapał moją twarz w dłonie i się przyjrzał. - Czemu o siebie nie dbasz?
- Co? - Uniosłam brwi w górę.
- Masz takie cienie pod oczami jakbyś łóżka nie widziała miesiąc. W Montesano wyglądałaś ładnie.
- Malowałam się. Mam się pomalować? - zapytałam zdziwiona jego uwaga.
- Masz o siebie dbać, a nie wyglądać jak zombie. - Wyszczerzył zęby i wyszedł, a ja podreptałam do łazienki. Spojrzałam w lustro i.. może i miał racje? Ale wcale nie było tak źle. No a może było? Może po prostu już się przyzwyczaiłam do takiego widoku siebie w lustrze? Złapałam za kosmetyczkę i szybko nałożyłam podkład, cienie, a gdy robiłam kreskę eyelinerem przyszedł znów Aiden. - No chodź, bo się spóźnisz. - Oparł się o framugę drzwi i założył ręce na piersi.
- Chwila. - odezwałam się cicho w skupieniu malując drugą kreskę, podszedł od tyłu i chwile popatrzył w lustro, poczułam jego ciepłą dłoń na łokciu i stanęłam z oburzoną miną widząc jak mój eyeliner wylądował na środku brwi. - Co robisz?!
- Ratuje cie. - zaczął rozbawiony.
- Kazałeś mi się umalować żebym nie wyglądała jak zombie!
- Umalować? Kazałem ci się ogarnąć, żebyś wyglądała ładnie. Jak sama nazwa wskazuje, ładnie to ładnie naturalnie, a nie nakładasz sobie szpachle na twarz żebym wieczorem musiał ją zdrapywać szpachelką. - Wyszczerzył się.
- Wiesz że zaczynasz mnie denerwować? - Tupnęłam nogą al Aiden wydawał się być bardzo zadowolony. Ogarnęłam szybko twarz według uwag pana blondynka i wyszliśmy, wsiedliśmy do auta i zawiózł mnie do szkoły. Lekcje mijały dość szybko, Emma ciągle paplała o wyjeździe pod namiot, a ja dla odmiany ciągle się miotałam z odpowiedzią, bo w sumie, wujek nadal nie podjął decyzji. Co przerwę miałam wiadomości od Aidena, pisał co robi, rozmawialiśmy też o głupotkach które były mało ważne ale za to co chwile mnie rozśmieszał. Ostatnią lekcją była historia, na której połowa klasy spała. Caroline ciągle gapiła się w okno i po kryjomu odpisywała na smsy pod ławką, Emma mazała po tylnej okładce zeszytu a ja siedziałam wyprostowana z założonymi rękoma na piersi i słuchałam, gapiąc się na zegarek na ścianie. Swoją drogą to ciekawe, czemu rano gdy zamykamy oczy na chwile to okazuje się że minęła godzina, a gdy robię to samo w szkole z nadzieją na ten sam efekt, mija kilka marnych sekund? Odliczałam do dzwonka który w końcu rozbrzmiał. Łapałam za zeszyt który schowałam do torby i wstałam, zaraz za mną Emma i Caroline, wyszłyśmy i skierowałyśmy się do wyjścia, przy którym.. aż przystanęłam i przetarłam oczy. Stał Aiden. Uśmiechał się do mnie stojąc pod ścianą z rękoma w kieszeni. Podeszłyśmy.
- Co tu robisz? - Stanęłam przed nim, byłam zdziwiona że przyjechał, choć to w jego stylu.
- Pomyślałem że po ciebie wpadnę.
- Przedstaw nas. - Usłyszałam blilsko ucha głos Caroline.
- Ee.. to jest Aiden. - wskazałam chłopaka. - A to jest Emma i Caroline. - Wskazałam w tej samej kolejności dziewczyny.
- Witam koleżanki Emily. - Kiwnął głową. Zerkałam po wszystkich po kolei, Emma i Caroline szczerzyły zęby jak mysz do sera. - Skończyłaś już prawda?
- Tak.
- To idziemy. - Złapał mnie od tak za rękę i wyszliśmy ze szkoły. - Podwieźć Was? - Zerknął na dziewczyny.
- Nie, po mnie przyjeżdża brat.
- Ten to ma w głowie chyba siano że cie tak pilnuje. - walnęłam Caroline. - A ja jestem autem. - Spojrzała na mnie. - Ja będę już lecieć. - Puściła do mnie oko i odchodząc klepnęła w tyłek. Co to miało być?
- Ja też. Do jutra. Ah i ogarnij w końcu ten wyjazd, zależy mi żebyś tam była! - Zagroziła mi palcem i odeszła.
- Jaki wyjazd? - podłapał od razu Aiden.
- Eee.. - rozejrzałam się dookoła. - Wyjeżdża z bratem pod namiot, on bierze kolegów więc ona chce Caroline i mnie.
- I jedziesz?
- Nie wiem.
- Czemu? Nie chcesz z nią spędzić weekendu?
- Nie o to chodzi. Po pierwsze pytałam wujka i miał się zastanowić. A po drugie.. jej brat mnie nie lubi, więc nie wiem czy chcę się tam wciskać.
- Jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć. Ale, jak pojedziesz i coś będzie nie tak, to po ciebie przyjadę, skaratekuję im zadziska i przywiozę cię do domu. - Mówił nakręcony, a ja parsknęłam śmiechem. - Także się zastanów. - Doszliśmy do auta, otworzył mi drzwi pasażera, a gdy wsiedliśmy zaczął. - Czytałem tablice ogłoszeń w szkole.
- I?
- I wyczytałem, że jutro idziemy na kółko malarskie, pojutrze na kółko z rysunku, w czwartunio na biologię.
- Tak mówisz?
- Tak mówię. - Stanęliśmy w rządku do wyjazdu ze szkolnego parkingu. 

- Chyba spodobałeś się Caroline.
- Tak? Ojej jak mi przykro. - Wypuścił głośno powietrze. - Wysłałem twoje CV do kilku fajnych sklepów, zobaczymy czy ktoś się odezwie.
- Co zrobiłeś?! - Wywaliłam na niego oczy.
- Słuchaj, ty jesteś zaradna dziewucha, nie boisz się pracy, dasz sobie radę. Poza tym zawsze możesz nie przyjąć propozycji prawda?
- Gdzie je wysłałeś?
- Na budowę, do hurtowni – walnęłam go w bok, mówił z takim zacieszem że na bank kłamał. Roześmiał się głośno. - Kwiaciarnia, butik, jubiler.
- Brzmi ciekawie. Wujek jest w domu?
- W pracy. - zatrzymał się na światłach. - A my coś zjemy, zrobiłem naleśniki z owocami. Zrobisz lekcje i pomożesz mi wybrać mieszkania do obejrzenia.
- Jak?
- Dostałem kilka folderów, mam do jutra wybrać miejsca które chce obejrzeć. A wieczorem może pójdziemy na zakupy.
- Nie mam pieniędzy.
- Ale ja mam.
- Ale nawet nie zaczynaj.
- Ale weź się nie wypowiadaj na ten temat.
- Nie będziesz za mnie płacić! - krzyknęłam na niego, a on na mnie zerknął marszcząc brwi.
- Zaraz wezmę cię przez kolano chyba. - zaczął poważnie ale po chwili parsknął śmiechem. - Chce kupić kilka rzeczy do domu.
      - Wujku! - Krzyknęłam zbiegając z góry na parter. Stał jeszcze przy drzwiach i zdejmował marynarkę.
- Co tam Malutka? - Aż stanęłam w miejscu. Jak mnie nazwał? Chyba się zorientował bo popatrzył chwile na mnie w ciszy, z dość głupią minął. - Coś się stało?
- Co? - Ocknęłam się z amoku. - Nie. To znaczy, chce porozmawiać.
- Tak? To mów. - Ruszył do kuchni a ja zaraz za nim. Rzucił złożoną marynarkę na wysoki stołek wyspy kuchennej.
- No bo, Emma ciągle pyta czy mogę z nią na ten biwak jechać. - Usiadłam na drugim stołku i oparłam ręce o blat. Neal zajrzał do lodówki i podszedł do blatu, gdzie leżały naleśniki Pana Mistrza Aidena.
- Zrobiłaś naleśniki? - zapytał zdziwiony.
- Nie, to Aiden.
- O. - Wydusił zdziwiony. - No więc biwak tak? A ty chcesz jechać? - Zerknął na mnie. - Mogę się poczęstować?
- Tak, jasne. - Kiwnęłam szybko głową z uśmiechem. - Ja? Jaa.. ee.. no.. Nie wiem.
- Co to znaczy nie wiem? - Zerknął na mnie nakładając sobie drugiego naleśnika.
- No bo, ym.. chyba bym pojechała, wiesz, żeby pobyć z dziewczynami. Ale z drugiej strony, wydaje mi się że brat Emmy mnie nie lubi.
- I uważasz że może być dla ciebie nie miły?
- Nie. - Pokręciłam głową. - Po prostu.. boje się że będę się czuła.. wiesz, niechciana tam? - Usiadł naprzeciwko mnie i pokiwał głową.
- Jeśli chcesz, jedź. Nie możesz się odcinać od ludzi. Z mojej strony możesz jechać. Ty sama zadecyduj, czy chcesz tam być.
- Dzień dobry. - Do kuchni wszedł Aiden.
- Pyszne naleśniki. - Pochwalił Neal a Aiden się uśmiechnął.
- Dziękuję. Pytałaś o wyjazd? - Usiadł obok mnie.
- Tak. Mam sama zadecydować czy chce jechać.
- O. A ty nie możesz z nią jechać? - Zapytał nagle wujek.
- Ja? - zaczął zdziwiony. - Ja niestety nie, bo już będę pracował.
- Ale to weekend. - oznajmiłam.
- Tak. Wiem. Ale jestem nowy w tej siedzibie, więc wcisnęli mnie na dyżur. Ale, jeśli pojedziesz i coś będzie nie tak, to po ciebie przyjadę.
- Czemu zakładasz że będzie nie tak? - Odezwał się wujek.
- Nie zakładam. Po prostu wybiegam swoją mózgownicą w przyszłość, tak w razie co. - Parsknęłam śmiechem.
- No rozumiem. Nie jesteście głodni? Jedliście coś?
- Ja jestem głodna.
- Przeważnie zawsze jesteś głodna. - Wytknął mi rozbawiony Aiden.
- A ty zawsze marudzisz.
- O nie Kochanie, to ty masz dyplom z marudzenia. - Cmoknął mój polik.
- Przeważnie zawsze jest głodna? - Podłapał zdziwiony wujek. - Ale jakoś u mnie nie chce jeść.
- No w Montesano ciągle jadła, poszliśmy na zakupy i nie zdążyłem się dobrze odwrócić a już słyszałem jak chrupie. - Opowiadał rozbawiony. - A ja zawsze się śmiałem że będę musiał być jej osobistym trenerem.
- Ale ustaliliśmy, że nie jest mi potrzebny trener osobisty, tylko osoba która będzie za mną chodzić i mi zabierać jedzenie z rąk. - Wybuchnęliśmy śmiechem a wujek wstał odkładając talerz do zlewu.

***
Witajcie! 
Weekend majowy czas zacząć! Szkoda że bez internetu, bo mój modem mnie kocha :(
Publikuje z telefonu i mam nadzieję że wszystko będzie dobrze wyglądać, jak co to piszcie w komentarzach!

Przy okazji dziękuję pięknie za komentarze pod ostatnim postem <3

Powoli nadrabiam zaległości u osób które czytam, jeśli do kogoś nie dotarłam to pewnie niedługo się zjawię :)

No to chyba tyle na dziś. 
Do napisania z dwa tygodnie!

12 komentarzy:

  1. Dopiero zaczynasz weekend? Ja juz mam weekend od czwartku od 16 😃 xD tu bedzie moj komentarz ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień spóźnienia :P Wybacz, ale już jestem. Zazwyczaj możesz się mnie spodziewać w weekendy ;)
      Troszkę dużo dialogów :(
      Zgrzyt dupy xD haha rozwalił mnie ten tekst :D
      * nie par trampków - tylko trampek ;)
      Aiden jest bezlitosny xD współczuję Lei xD hahaha chociaż z drugiej strony, przyda jej się taki traning :D
      Wysłał jej CV xD WTF ja bym zabiła jakby ktoś bez mojej wiedzy zarządzał moim życiem zawodowym xD No, ale może coś się znajdzie, co akurat jej się podoba? Kto wie :D
      Czyli pojedzie na biwak? No, to może być ciekawie i pewnie wydarzy się coś ,,tajemniczego-niebezpiecznego''? na biwaku :D Nie mogę się doczekać! <3
      WENYYY :*

      Usuń
  2. Opowiadanie, cudowne! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam, ale nie mam na razie czasu na kom. Zresztą i tak nie bardzo wiem co napisać xD Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział wyszedł ciekawie, super opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, natrafiłam na twój blog wczoraj, ale żałuję że nie znalazłam go wcześniej, bo z tego co widzę to nie jest twoje pierwsze opowiadanie. Bardzo mi przypadło do gustu, fabuła i bohaterowie :) Aiden mnie rozwala na łopatki :D jest takim wesołym akcentem w opowiadaniu i jak na razie jego najbardziej lubię, nie licząc głównej bohaterki oczywiście :) Aaa właśnie, a propo głównej bohaterki, kiedy zobaczyłam jej zdjęcie, zaczęłam się szczerzyć jak głupia do ekranu... Kaya Scodelario!! Effy ze Skinsów! xd A wracając do opowiadania, rozdział jest świetny, tak samo jak wszystkie poprzednie :) Mam nieodparte wrażenie, że Emily i Maxa będzie łączyć coś więcej niż tylko zwykła znajomość.. No i jestem strasznie ciekawa, co wydarzy się na tym biwaku, a wydarzy się coś na pewno. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :) Życzę ogromu weny!

    OdpowiedzUsuń
  8. No, jestem w końcu, nadrobiłam już u ciebie wszytskie zaległości i teraz czekam na nowy rozdział, który jak się domyślam będzie relacją z wycieczki pod namioty, bo Emily na pewno pojedzie. Jestem o tym przekonana. pISZ SZYBKO BO JA TU Z CIEKAWOŚCI USYCHAM :)
    wybacz krótki komentarz, ale czas mnie goni, mam jeszcze masę rzeczy do zrobienia przed pracą.
    Pozdrawiam i oczywiście zapraszam do siebie, mewa
    http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejo kochana! :3
    Biwak? Brzmi ciekawie! Mam wrażenie, że jak Em zdecyduje się tam pojechać, to coś się wydarzy xD
    Aiden taki kochany ♥ Choć mimo to ma miejscu Em to wnurzyłabym się na niego, gdyby wysłał za mnie CV. Wolałabym zrobić to sama i wysłać w miejsca, gdzie wolałbym pracować. Wg mnie powinien się zapytać o to Em.
    Hm...
    ,,- Wiesz że zaczynasz mnie denerwować? - Tupnęłam nogą al Aiden wydawał się być bardzo zadowolony’’ ale
    Zwiesiłam się, bo nwm co napisać :/
    Czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
    PS U mnie nn ;)
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  10. Aiden zachowuje się całkiem jak jej.. chłopak. Chyba mu zależy bo to widać :)
    Lecę dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy