26.06.2016

9. Nauka.

 Czerwiec miesiącem walki o oceny! Więc część osób opuściła rozdziały, także zapraszam do nadrobienia bo są połączone z akcją w kolejnych rozdziałach, bez nich ciężko będzie się odnaleźć w relacjach bohaterów :)

7. Las.
8. Mieszkanie.

 9. Nauka

     - Nuda, nuda, nuda, nuudaa. - Jęczała Caroline, gdy siedzieliśmy na lekcji, nie było naszego nauczyciela od historii i siedzieliśmy całą lekcje z panią pedagog, która nie bardzo wiedziała co z nami robić, więc kazała zjeść nam drugie śniadanie. Jakże to urocze.
- Za ile dzwonek? - Mruknęła Emma leżąc na ławce.
- Za piętnaście minut. - zerknęłam na telefon.
- Pamiętacie że dziś my trzy, Maxim i nuuda?
- Ja nie mogę jednak. Muszę jechać z mamą.. - odezwała się od razu blondynka.
- Ja przyjdę. A w weekend Aiden ma wolne i zgodził się wytłumaczyć nam chemię.
- W weekend mogę. - Uśmiechnęła się Caroline.
- To fajnie, bo jak zawale to będę miała paple od brata. - Znów mruknęła Emma.
- Ale remontuje mieszkanie, bo się przeprowadził, więc będziemy siedzieć na podłodze z kartonami zamiast stołu. - zaśmiałam się a dziewczyny dołączyły.
- Dawno nic razem nie robiłyśmy, umówmy się na jakąś imprezę, do klubu, albo cokolwiek. - Zaproponowała Emma.
- Najpierw się nauczmy i nie zawalmy sprawdzianów bo będziemy mieć przekichane na semestr, a jakoś nie wyobrażam sobie poprawiać matmy albo chemii. - Przytaknęły mi. Po kolejnych trzech lekcjach wyszłyśmy ze szkoły, Caroline niemalże od razu zwinęła się do domu, a my ruszyłyśmy do brata Emmy. Chociaż szczerze powiedziawszy nie do końca wierzyłam że on umie matmę. Stał przy aucie, oparty o drzwi i palił papierosa. W ciemnych jeansach, podkoszulce i szarej bluzie. Kiwnął głową na znak powitania.
- A Caroline? - zapytał zdziwiony, Emma wzruszyła ramionami.
- Coś jej wypadło z mamą. - odpowiedziałam.
- Wsiadajcie. - Wyrzucił niedopałek i zaraz ruszyliśmy. - Jadłyście coś? Jesteście głodne? - Ja pokręciłam głową, Emma tak samo. Resztę drogi gapiłam się za okno. Dość szybko dojechaliśmy, Maxim zamknął auto i otworzył drzwi domu z klucza wpuszczając nas pierwsze. Zdjęłam buty i poszłam za Emmą do salonu, gdzie usiadłam na kanapie a Emma na fotelu. Maxim kazał nam poczekać i sam gdzieś poszedł.
- Nie chce mi się. - Mruknęła Emma. - Powiedzmy mu że nam przełożył ten sprawdzian. Pójdziemy na poprawkę. Nikt się nie dowie. - szeptała cicho.
- Yee.. - mruknęłam. Kusząca propozycja. Ale chodzić poprawiać..?
- No dobra. Chodźcie. - Zawołał nas. W ręku miał długopisy, kartki i książkę. Poszłyśmy za nim do kuchni, gdzie był stół z krzesłami. Usiadłam a Emma stanęła z boku.
- Max, bo wiesz, nauczyciel nam przełożył ten sprawdzian. Więc możemy pouczyć się w weekend.
- No to jak chcecie. Mi to obojętne. - Podszedł do szafek, gdzie otworzył okno. Emma szybko na mnie spojrzała.
- To w weekend. Mi się dziś nie chce. Jestem już znudzona nauką. - Podeszła do wyjścia. - Dobra? - zerknęła na brata. Ten oparty tyłem o szafkę z rękoma założonymi na piersi kiwnął głową, a Emma uciekła na górę. Słowo daje, cyrk. Wlepiłam wzrok w wyjście gdzie zniknęła Emma. Stałam się niewidzialna czy jak? Maxim mi się przyglądał.
- Yee.. w zasadzie, jeśli to nie problem.. - zaczęłam cicho błądząc palcem po blacie. - To ja chętnie skorzystam z nauki.. - zerknęłam na niego. Kiwnął głową i podszedł siadając obok mnie. - Chyba że to jakiś problem? Wiesz, jak dziś nie chcesz czy coś..
- Żaden problem. - odezwał się cicho ale miło. - Wcześniej zaczniesz to będziesz miała więcej czasu później. - zaczął szukać tematu w książce. - Jesteś dobra z matematyki?
- Tak, w spaniu na niej i chowaniu się przed nauczycielem gdy pyta. - Zaśmiał się.
- Matematyka jest prosta.
- Dla mnie nie. Dla mnie proste jest jak odbywa się fotosynteza, czy prawdopodobieństwo odziedziczenia choroby po rodzicach, albo co to morena czołowa, a nie jakie jest pole kwadratu. Każdy jest z czegoś lepszy, a z czegoś gorszy. - Spojrzał na mnie.
- Masz racje. Oczywiście że tak jest. Dla mnie najłatwiejsza była matematyka i geografia ale za to z języka czy historii nie umiałem nic. Dobra, mam ten temat. - Odłożył książkę wyżej. - Umiesz coś? Czy tłumaczyć wszystko? Zaczynamy od początku czy coś umiesz, tylko dalej nie wiesz co robić? Albo trudniejsze przykłady? Z czym masz problem?
- Eee umiem pierwsze obliczenia, może pokaże ci w zeszycie gdzie się zacinam i nie wiem co dalej. - Wyjęłam swój zeszyt i pokazałam mu. Chwile wszystko analizował w skupieniu.
- Wiesz dlaczego ci nie wychodzi? Bo się plączesz. Przepisujesz dobrze, aż nagle gubisz znaki albo ich nie zmieniasz. Zobacz, a tu w ogóle zgubiłaś jeden nawias, zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Dlatego później wychodzą ci głupoty. - Wskazywał ołówkiem. - Pamiętasz jak idą znaki? - Podciągnął rękawy bluzy przed łokcie. - Plus plus i minus minus dają plus, a plus minus albo minus plus dają minus. - Napisał na kartce. - Jak wyciągasz przed nawias, albo przerzucasz na drugą stronę równania
- Zmieniam znak. - Zerknął na mnie i kiwnął głową.
- Jednak coś umiesz. Dobra, zrobisz jedno zadanie, chce zobaczyć jak pracujesz i jaką metodą rozwiązujesz. - Wypisał na kartce cyfry i przesunął ją do mnie z długopisem. Przysunął do mnie swoje krzesło, opierając jedną rękę na oparciu mojego krzesła, a drugą położył na stole, nad kartką. Dobra, skup się. Jezu jakie mam mokre dłonie. Zaczęłam wolno pisać. Ojej jak ładnie pachniesz drzewem sandałowym. Chyba nim. Tak mi się zdaje. - Nie. - odezwał się cicho, głos miał spokojny. Zmieniłam znak. Przestań zastanawiać się nad perfumami, matematyka. - Nie śpiesz się. Popatrz i pomyśl. Jak się gubisz, wypisz sobie z boku w kolumnach, albo popodkreślaj te same wyrażenia takimi samymi liniami. - dodał. Do kuchnia przyszła Emma.
- Jeju serio? Uczycie się teraz? - podeszła do nas.
- Niektórzy nie lubią chodzić na poprawki. - Obie podniosłyśmy na niego wzrok, a on popatrzył po nas. - No dajcie spokój, chyba mi nie powiesz że nauczyciel przełożył sprawdzian? - spojrzał na mnie. - Używa tej wymówki od kilku lat, a później chodzi na poprawki, przecież wiem, chodzę na zebrania do niej.
- Idę, bo zaraz mi się oberwie.
- I tak i tak ci się oberwie. Rozmowa cie nie ominie. - Emma wyszła, a ja zauważyłam blizny na jego rękach. Wyglądały dziwnie i było ich sporo.. dokończyłam zadanie i przesunęłam do niego kartkę. Popatrzył na nią. - No dobra. Powiem tak, ty to umiesz, tylko nie masz metody i przez to się plączesz w połowie. Pokaże ci jak to sobie ułatwić. - Mówił piszcząc kolejne zadanie i przesunął do mnie kartkę. - Zobacz, dostajesz zadanie i pierwsze co robisz analizujesz. Poukładaj to sobie w głowie. Najpierw wyciągasz nawiasy, później obliczasz. Później sobie przerzucasz, później sobie grupujesz. I tak dalej. - Mówił rozwiązując zadanie. - Jak dochodzisz tu, popatrz i pozaznaczaj sobie co z czym łączysz. Wiesz o co chodzi? - Zerknął na mnie. - Jeśli od początku sobie uporządkujesz i zaplanujesz co po kolei będziesz liczyć to później się nie poplączesz. Bo tak jak teraz robiłaś i robiłaś to wolno i spokojnie, zrobiłaś całość sama. - Pokiwałam głową a on się uśmiechnął. - Zrobię z tobą kilka przykładów. - Wziął się za pisanie, a ja patrzyłam na jego blizny na rękach. Były dziwne, ale widać że stare, z pewnością nie były świeże. Miały za pewne kilka albo i więcej lat. Ale było ich sporo, kto normalny ma tyle blizn? Oddał mi kartkę, wzięłam się za pisanie. Ale w sumie, masz naboje w aucie, może z ciebie po prostu niezłe ziółko jest? No patrząc na twoją siostrę.. rany skup się na matmie. Nagle zabrał rękę, zsunął oba rękawy i opuścił ręce pod stół. Zerknęłam na niego, patrzył na mnie uważnie więc chyba zauważył że patrzyłam. Poczułam się nieswojo, byłam speszona. Znów na niego zerknęłam, patrzył na mnie. - Nie muszę ci wyjaśniać. - Odezwał się nagle.
- Co..? - Mruknęłam cicho kompletnie wybita z myśli.
- Zauważyłem że zerkasz z zaciekawieniem. - Wbiłam wzrok w kartkę.
- Nie wiem o co ci chodzi, myślę nad zadaniem. Zerkam bezwiednie. - Zerknęłam na niego. Oczekiwałam zdenerwowania, ale był ciągle spokojny. Przysunął się znów do mnie i położył już zakrytą rękawem rękę na stół.
- Pisz. - Wskazał kartkę. Wzięłam się za to. - Jak się czujesz z tym materiałem?
- Dobrze. Teraz wiem że umiem. Wcześniej nie byłam pewna, bo się gubiłam. - Kiwnął głową. Dokończyliśmy zadania i skończyliśmy.
- Odwiozę cię do domu. - Oznajmił gdy wracałam od Emmy z którą się pożegnałam.
- Nie musisz, dziękuje. To nie jest daleko, przespaceruje się. Poświęciłeś mi i tak sporo czasu. - Popatrzył na mnie i kiwnął głową.
- Jak uważasz. - Włożył dłonie do kieszeni. - Jakbyś potrzebowała jeszcze pomocy z matematyki to powiedz Emmie. - Kiwnęłam głową. Pożegnałam się i wyszłam. Wyjęłam telefon pisząc wiadomość do Aidena.
Umiem matmę! :D I mam
pytanie. Czy jako policjant
możesz sprawdzić gdzie
ktoś mieszka?
Dość szybko dostałam wiadomość zwrotną.
Brawo :) Nie jestem policjantem!
Ale mam wgląd do systemu. Czemu
pytasz?
Stanęłam na światłach.
Sprawdzisz dla mnie gdzie mieszka
Paul Benett?

     Zapukałam do drzwi i chwile poczekałam. Otworzyła mi młoda drobna szatynka z grzywką do brwi. Cofnęłam się o krok i zerknęłam na numer mieszkania obok.
- Słucham? - odezwała się z uśmiechem.
- Ja ee.. - Zerknęłam na telefon gdzie miałam wiadomość z adresem. - Chyba pomyliłam numery mieszkań.
- Szukasz kogoś?
- Tak. - Kiwnęłam głową.
- Kogo?
- Paula Benetta. - Nagle na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Wejdź. - Otworzyła szerzej drzwi. Weszłam zdezorientowana. - rozbierz się. Zawołam brata. - Brata? To on ma siostrę? Poszła gdzieś, a ja zdjęłam buty i weszłam głębiej do salonu. Z jednych z drzwi wyszedł Paul, ale zaniemówiłam na jego widok. Facet który zawsze jest zadbany i schludnie ubrany, teraz wystąpił w samych spodniach dresowych i nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt że jego ciało pokrywały tatuaże. Jeden na klatce po lewej stronie, cała prawa ręka, od samego barku aż za nadgarstek i prawy bok. Z pod spodni wychodziły tatuaże z bioder.
- Emily. Co ty tu robisz? - Zapytał zdziwiony. A ja rozdziawiłam buzie. Nawet w marzeniach bym go nie posądzała o choćby jeden tatuaż.
- Masz.. tatuaże..? - Jęknęłam gapiąc się na nie a on parskną śmiechem.
- Mam też na plecach - Odwrócił się na moment. Na plecach już nie było widać czystej skóry. - I na nogach, ale nie będę się przed tobą rozbierać. Widać te na stopach. - Wskazał je. - I tu. - Pokazał dłonie, na brzegu, przy małym palcu miał cyfry które tworzyły 13. - Nie zauważyłaś gdy byłem u was? - Przeszedł pod okna i otworzył jedno.
- N.. nie.. nie szukałam u ciebie takich oznak.. nie podejrzewałam że mógłbyś mieć chociaż jeden tatuaż.. - Podeszłam i usiadłam na kanapie. - Ale kolczyków nie masz? - Spojrzałam na niego. Usiadł obok mnie tak że był przodem do mnie, jedną nogę wciągnął na kanapę a rękę oparł o oparcie. Pokręcił głową. - Chyba zmieniłam o tobie zdanie.
- Aż tak? - zaśmiał się i przyglądał się uważnie.
- Miałam cie za nudziarza. - Przyznałam. - Wiesz, zawsze schludny.. i taki grzeczny.. i..
- Emily, tatuaże nie wyznaczają reguł, że ktoś jest taki, albo inny.
- Wiem. - Spojrzałam na niego. - Po prostu nie podejrzewałam cie o to. Czemu ciągle się uśmiechasz?
- Bo bawi mnie twoja reakcja. W ogóle reakcje ludzi są różne, gdy dowiadują się że mam tatuaże. Nie wiem co jest w tym dziwnego.
- To że jesteś lekarzem i w jakiś dziwny sposób ludzie uważają że lekarz to nie człowiek, tylko maszyna. I nie przystoi mu mieć tatuaży. - Przyszła jego siostra i przyniosła dwie szklanki z wodą i cytryną. Postawiła je na stoliku i usiadła na pufie.- Bo jest taki stereotyp, że lekarz powinien być czysty, prowadzić zdrowy tryb życia, nie mieć nałogów i tak dalej. Tylko szczerze to nie wiem kiedy mają prowadzić zdrowy tryb życia, skoro tyle pracują? Kiedy mają ćwiczyć albo zdrowo jeść jak pracują często gęsto dwanaście godzin? - oburzyła się. Spojrzałam na Paula. Był wysportowany i to całkiem zgrabnie.
- Wy się nie znacie, prawda? Emily to jest moja siostra Amy, a to jest Emily, siostrzenica Neala. - Szatynka kiwnęła do mnie głową z uśmiechem.
- Dobra, idę, przyszłaś do mojego brata. - Wstała. - Idę dokończyć obiad. - Poszła do jak sądzę kuchni.
- No dobrze, plotki plotkami. Co cie do mnie sprowadza? Skąd w ogóle wiesz gdzie mieszkam? - zapytał i sięgnął po szklankę.
- Mam wtyki w FBI. - Uśmiechnęłam się. - Chciałam porozmawiać, jak przyjechałam z Montesano to mówiłeś że jakbym chciała.. - Zerknęłam na niego, kiwnął głową.
- No to słucham.
- Wiesz że Aiden się tu przeprowadził? Dla mnie?
- Ten przyjaciel z Montesano tak? - kiwnęłam głową. - Neal mi mówił. Podobno bardzo sympatyczna osoba. - No tak, ty go jeszcze nie poznałeś.
- Zaproponował mi wspólne mieszkanie ale wujek się nie zgodził.
- Jeśli prosisz żebym przekonał Neala do zmiany decyzji to od razu mówię że to nierealne.
- Wiem. Ale uważam że nie zna Aidena. I pomyślałam że może jakby go poznał
- Emily. Powiem tak, Neal jest osobą która nie zmienia zdania. Nie sądzę żeby nie zgodził się na to, tylko ze względu że nie zna tego chłopaka. Na pewno są też inne powody. Poza tym, z tego co wiem to w dokumentach które nadają mu prawo opieki jest punkt, że do ukończenia nauki masz mieszkać z nim, czy coś takiego. - No tak. Czyli sytuacja bez wyjścia.
- Ile lat ma twoja siostra? - Zmieniłam temat.
- Dziewiętnaście.
- To ile lat różnicy jest między wami? Ile masz lat?
- Tyle co Neal. Trzydzieści sześć. A Amy jest siedemnaście lat młodsza.
- I mieszka z tobą? - Kiwnął głową. - A wasi rodzice..? - Zapytałam ciszej, nie wiedziałam, może nie żyją?
- Mieszkają w Montesano. Amy tu studiuje.
- Montesano? - otworzyłam szerzej oczy.
- Tak. To nasze rodzinne miasto. Tam się urodziliśmy oboje i wychowaliśmy. Neal też. Przecież tam się poznaliśmy, chodziliśmy do jednej szkoły i przedszkola. - Pokiwałam głową.
- Fajnie. Nie wiedziałam. - Uśmiechnęłam się. - Właśnie. - Otworzyłam torbę i zaczęłam szukać, wyjęłam dokument który dostałam od mojego lekarza z Montesano. - Wypiszesz mi receptę? - Podałam mu kartkę. Przeczytał co było tam napisane.
- Inhalator. Tak. - Wstał i poszedł do innego pokoju, wrócił z przewieszoną torbą lekarską przez ramię. - Inhalator ci pomaga? Nie masz oznak że organizm się uodpornił na lek?
- Tak pomaga. Nie.
- Kiedy miałaś spirometrię, prześwietlenie, gazometrię i próbę rozkurczową? - Spojrzał na mnie.
- Ee.. dawno. - Popatrzył na mnie chwile.
- To zrobimy tak, zatrzymam sobie to na razie. - Wskazał kartkę. - Skontaktuje się z twoim lekarzem, kiedy miałaś konkretnie badania. Wiesz że powinno się je robić co rok, a spirometrię co pół? Jutro albo pojutrze przyjedziesz z Nealem do mnie, do kliniki. Zrobimy badania i przepiszę ci wtedy leki. - Kiwnęłam głową. - A morfologię kiedy miałaś?
- Nie lubię morfologii. Boje się igieł. Od razu mdleje. - Popatrzył na mnie chwile i się uśmiechnął.
- Czyli, to znaczy że omijasz badania. Dobrze, czyli przyjdziesz na czczo i zrobimy wszystkie.
- Ale ja się dobrze czuje. Nie potrzebuje.
- Ale nie jesteś zdrowa. Masz astmę, która dla przykładu zwiększa szanse na nabycie alergii, albo na niedotlenienie narządów, lub niedokrwistość. Poza tym wiem jak ostatnio żyjesz, nie jesz, nie dosypiasz. Co daje gwarancje osłabienia organizmu. Więc nawet nie dyskutuj ze mną. - Mówił poważnym tonem a na koniec zagroził palcem.
- Oho, włączyłaś tryb medyczny. - Weszła Amy. - Jeśli chodzi o sprawy medyczne, zdrowotne, to nawet nie próbuj się kłócić, bo z nim to nie wygrasz, a co najwyżej możesz sobie załatwić dodatkowe badania. A on bardzo lubi badania kontrolne. - machnęła ręką.
- Amy, idź do pokoju. - Wskazał jedne z drzwi z uśmiechem. Był rozbawiony sytuacją. A ja przerażona. - Nie martw się nic. - Uśmiechnął się.

     Wysiadłam z autobusu i na przystanku autobusowym czekały na mnie dziewczyny. Przywitałyśmy się i ruszyłyśmy do mieszkania Aidena. Caroline cała w skowronkach ciągle żartowała idąc z wyszczerzem od ucha do ucha, a Emma tylko na nią zerkała. Weszłyśmy do bloku razem z jednym z sąsiadów i wsiadłyśmy do windy.
- A może później pójdziemy z Aidenem do kina? - zaproponowała Caroline.
- Nie chce mi się. - Mruknęła Emma. Zapukałam do drzwi, a Caroline wyszczerzyła zęby. Aiden otworzył drzwi dopiero po chwili. Był w czarnych jeansach i czarnej bluzce z długimi rękawami które miał podciągnięte do łokci, z dekoltem w serek, bo rozpiął trzy guziki. Na twarzy jak zawsze trzydniowy zarost. Ramieniem trzymał telefon przy uchu, w jednym ręku miał kubek a w drugim teczkę. Uśmiechnął się do mnie i ruszył bezgłośnie ustami w słowo "Cześć". Skinął głową abyśmy weszły i zamknął za nami drzwi, mrucząc do telefonu co chwile "Yhym". Zdjęłyśmy buty a Aiden poszedł do kuchni. Emma trzymała się na końcu, jakby się wstydziła, a nie podejrzewałam jej o takie zachowanie. Caroline za to szła za mną dumnie , wypiętą piersią do przodu i uśmiechem.
- Jeszcze nie, napiszę raport w poniedziałek. - Aiden rozmawiał kręcąc się przy blatach szafek, uprzątał niektóre rzeczy i popijał jak sądzę kawę. Stanęłyśmy w drzwiach. - Dlaczego? - Zerknął na nas i pokazał że zaraz skończy. - Co mnie to obchodzi? - Zapytał urażony. - Nie, nie wezmę. - Odwrócił się i oparł tyłem o blat. - Bo już wziąłem za ciebie cztery zmiany, a też mam życie i wyobraź sobie że nie mam zamiaru spędzać go w pracy. - Zaśmiałam się widząc jego minę jak to mówi. - Brian też nie weźmie bo mamy sprawę niecierpiącą zwłoki. Dobra nie mogę gadać, Emily przyjechała. Na razie. - rozłączył się i wsadził telefon do tylnej kieszeni spodni podchodząc do nas. - Wybaczcie. - Ucałował mój polik. - Cześć.
- Cześć. - Kiwnął głową do dziewczyn. Caroline była zawiedziona że nie dostała całusa. - Z kim tak miło rozmawiałeś? - Poszłyśmy za nim do salonu.
- Z kolegą z pracy. Chce żeby znów ktoś wziął za niego zmianę. - Zadzwonił jego telefon, wyciągnął go z kieszeni. - Halo? - odebrał. - Siadajcie. - Uśmiechnął się do nas. - Wiem ale nie biorę. - Przystanął. - Rozmawiałem z nim przed chwilą i mówiłem że nie wezmę, więc mnie nie wpisuj. Nie mogę teraz gadać. - Rozłączył się i znów schował telefon.
- Kochają cie w tej pracy. - Uśmiechnęła się Caroline, a on tylko na nią zerknął kiwając głową.
- Domalowałeś salon. - Zauważyłam. Był pomalowany a część mebli była wystawiona do użytku. Ale kartony nadal były, część mebli też była przykryta folią.
- Tak. Podoba ci się? - Kiwnęłam głową. - To super. - Odkrył stolik i przesunął go do nas. - To teraz, jakie to tematy? - Wyciągnęłam zeszyt i podałam mu otworzony na odpowiedniej stronie. Przeczytał wszystko, siadając na podłodze. - Moja książka jest gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu kartonowym między sypialnią a salonem. Więc która ma książkę? - Też mu ją podałam, szybko odnalazł konkretny temat. - No dobra. To teraz się spowiadać, która co umie, a czego nie, a co sprawia wam problemy? - wskazał Emmę, ta speszona spojrzała na mnie.
- Eee.. wszystko. Nic nie umiem. Nie rozumiem. - Kiwnął głową i wskazał Caroline.
- Ja umiem wiązania jonowe i wodorowe, reszty nie umiem. - Kiwnął głową i wskazał mnie.
- Umiem wiązania, krystalizację, roztwory, reakcję.. plącze się w utlenianiu i redukcji.. ale nie rozumiem tych moli i tych mas.. - Zrobiłam grymas a on się uśmiechnął.
- Zastanawiające, siedzicie razem na lekcjach a jesteście na zupełnie innych poziomach. - Położył książkę na stolik. - Zaczniemy od początku i przerobimy wszystko po kolei. - Znów zadzwonił jego telefon, wyjął go z kieszeni, rozłączył połączenie i wyciszył telefon odkładając go na stolik. - Dziś chyba wszystkie możliwe osoby się na mnie uparły.
- Z pracy?
- Jak sądzę z pytaniem czy nie jestem chętny na niedzielną zmianę.
- Czemu im tak zależy? - Zapytała Caroline.
- Bo jutro ma przyjechać dyrektor generalny naszego oddziału i każdy chce ominąć to spotkanie, bo będą same super szkolenia i pokazy.
- Czyli osiem godzin nudy. - Stwierdziłam.
- Dwanaście godzin. - Poprawił a my parsknęłyśmy śmiechem. Jego telefon znów za wibrował a on znów odrzucił połączenie. - Może zacznę odbierać i mówić że nie wezmę służby bo muszę być w kościele?
- Serio? - zaśmiałam się. - I co tam niby robisz?
- Jestem ministrantem. - znów się zaśmialiśmy. - Dobra, żarty żartami. Kartki, długopisy na stół. - Nakazał. Przygotowane do pracy zaczęłyśmy słuchać. Najpierw nam wyjaśnił wszystkie pojęcia a później po kolei tłumaczył zadania. Najpierw on zrobił zadanie, a później pisał każdej z nas inne i robiłyśmy same. Caroline była w siódmym niebie gdy coś tłumaczył specjalnie dla niej. W końcu zerknął na godzinę na telefonie. - Jak tam wasze mózgi? - Popatrzył po nas. - zmęczone? Robimy to dwie godziny. Chcecie przerwę?
- Tak. - Odezwałam się od razu. Dziewczyny mi przytaknęły. Wstałam rozprostowując swoje kości. - Idę pogrzebać ci w lodówce. - stwierdziłam i poszłam do kuchni. Reszta przyszła za nami. Aiden wyjął szklanki i sok z szafki.
- Przeprowadziłeś się tu niedawno? - Zaczęła Caroline.
- Tak.
- A skąd?
- Z Montesano.
- To stamtąd się znacie? - Spojrzała na mnie a ja kiwnęłam głową. - I przeprowadziłeś się tu na stałe?
- Na razie myślę że tak. - Podał im sok w szklance.
- A masz rodzeństwo jakieś? - Pytała dalej blondynka.
- Nie. A wy?
- Ja nie.
- Ja mam brata. - Odezwała się ciszej Emma.
- A masz kogoś? - Podniósł na nią wzrok, był zaskoczony pytaniem.
- Skromnością to ty nie grzeszysz, co? - Caroline tylko się uśmiechnęła, a ja wyjęłam sobie marchewkę z lodówki. Zaczęłam szukać obieraczki.
- No ale masz czy nie? - drążyła.
- A czemu wzięłaś na tapetę mnie? Czemu ja cie tak interesuje? - Podszedł do mnie i pomógł znaleźć obierak w szufladach.
- Bo cie polubiłam. - wyszczerzyła się. Zaczęłam chrupać marchewkę więc każdy spojrzał na mnie.
- No co..? - Mruknęłam. - Idziemy dalej się uczyć? - Wszyscy przytaknęli i wróciliśmy do stolika w salonie, zaczynając kolejny temat z książki. Kilkanaście minut później odezwał się znów telefon Aidena, więc odruchowo odrzucił połączenie.
- To akurat był Neal. - Podniósł szybko telefon ze stolika. Gdy wybrał numer spojrzał na mnie. - Chcesz nocować? - Szepnął ciszej a ja zaczęłam kiwać głową otwierając szerzej oczy. - Hej, przepraszam niechcący rozłączyłem. - Uśmiechał się do mnie. - Tak jeszcze robimy. - Zerknął na książkę. - Gdzie miała być? - zapytał zdziwiony i spojrzał na mnie. - Emily miałaś być dziś rano u Paula. - Odsunął telefon od siebie.
- Eeee... no ale.. no.. chyba tak.. ale chemia.. - Jąkałam a on wstał z podłogi i odszedł.
- A co Paul od niej chce? - Podszedł do okna. - Ah. A jutro? - Zerknął na mnie, kręciłam głową żeby się nie umawiał. - Ja ją odwiozę, ale to się jeszcze zejdzie. - Zerknął na zegarek na ścianie. - Mam jeszcze prośbę. Chciałbym żeby dziś u mnie nocowała. - Oparł się o parapet. - No to ją przywiozę. - Chwile milczał. - Tak. Tak. Dobrze. Do zobaczenia. - rozłączył się. - Emily. - Skierował się do wyjścia, wstałam i ruszyłam do niego. Poszliśmy do jego sypialni gdzie zamknął drzwi. Złapał mnie za ramiona i przesunął pod samo okno aż oparłam się o parapet. Opuścił ręce opierając się o niego, przy czym lekko się pochylił w moją stronę. Zrównał wysokość oczu i patrzył na mnie chwile. Nienawidzę jak to robi, sprawdza mnie. - Chcesz mi coś powiedzieć? - Pokręciłam głową. - Czemu nie pojechałaś do Paula? Nawet nie powiedziałaś Nealowi że masz jechać na badania.
- Bo nie chce jechać. Czuje się dobrze. Potrzebuje tylko recepty, a on uparł się na badania.
- Boisz się? - Założyłam ręce na piersi i milczałam. - O co chodzi? O Paula? O badania? O miejsce? - Pokręciłam głową. - No to co strasznego jest w spirometrii?
- Chce zrobić próbę rozkurczową. I pobrać krew. - Westchnął cicho.
- Misiu. - Oparł głowę, czołem o moje ramie. - To ważne badania. - Podniósł się i spojrzał mi w oczy. - Wiem że próba nie jest fajna, jak próbują jakie substancje ci pomagają, ale to ważne badanie. Dzięki niemu wiedzą na co twój organizm się uodparnia i jakie leki powinnaś otrzymywać. A pobranie krwi wcale nie jest straszne. Wiem. - dodał gdy zauważył że chce mu przerwać. - Wiem że masz paniczny lęk przed igłami i zawsze mdlejesz, ale to też jest ważne. Musisz robić te badania.
- Ale ja nie chce.
- Laia, chce żebyś była zdrowa. Proszę cie. Jutro pojadę z tobą do kliniki, Neal też będzie. Porozmawiam z Paulem, dobrze? Będę przy tobie i będę trzymać cie za rękę. Ok? - Niechętnie ale kiwnęłam głową, wiedziałam że i tak nie wygram.
- Mogę nocować..?
- Tak. - Złapał mnie za rękę i poprowadził do drzwi. - Jak skończymy chemię. - Wróciliśmy do salonu gdzie czekały dziewczyny.
- Proponuję, po nauce iść do kina. - zaczęła natychmiast Caroline. Ale nikt tego nie skomentował. Dokończyliśmy chemię i Caroline namówiła nas na to kino. Na sali przylepiła się do mojego rękawa błagając aby mogła usiąść obok Aidena, on to słyszał więc usiadł między nami. Później grzecznie odwiózł Emmę i Caroline do domu, a mnie zawiózł do siebie. Zjedliśmy grzecznie kolacje i poszliśmy spać.

     Rano obudził mnie łaskocząc mnie po szyi. Walnęłam go poduszką i przekręciłam się na drugi bok, ale nadal mnie łaskotał więc usiadłam.
- Wstawaj. - Stał przy łóżku i pociągnął mnie za ręce, więc wstałam i poszłam się ubrać. Gdy ogarnęłam swój wygląd poszłam do kuchni, Aiden pakował jakieś jedzenie. - Nie, nie. - Podszedł zamykając mi lodówkę. - Proszę. - Podał mi szklankę wody. - Zjesz po pobraniu krwi. - Wypiłam wodę i wyszliśmy. Okazało się że podjeżdżamy pod prywatną klinikę.
- To tu? - Wyjrzałam przez okno.
- Taki adres podał mi Neal.
- Który stoi tam. - Wskazałam przez przednią szybę gdy parkował. Wysiedliśmy i podeszliśmy do wujka.
- Dzień dobry. - Uśmiechnął się do nas. - Dziękuje że ją przywiozłeś.
- Nie musi mi pan dziękować. - Uśmiechnął się. - Zostanę z wami. Chce porozmawiać z Paulem i zostanę wspierać Emily.
- No dobrze, nie widzę problemu. - Weszliśmy do środka.
- Tu pracuje Paul? - Zapytałam.
- Tak. - podszedł do recepcji okazując jakąś kartę i zarejestrował mnie, po czym skierowaliśmy się do wind i na oddział. Gdy już byliśmy na miejscu Aiden usiadł na krześle z wujkiem a ja robiłam kilometry pod oknem. - Paula jeszcze nie ma. - zerknął na zegarek. Minęło chyba z dziesięć minut gdy w korytarzu zauważyłam Paula. Szedł dość szybko, ubrany w jeansy i koszule. Na ramieniu wisiała mu torba, w ręku kubek z kawą na wynos.
- Już jesteście? - zapytał zdziwiony stając przy nas. - Poczekajcie jeszcze chwilkę. Muszę iść się przebrać.
- Panie Paul, chce z panem porozmawiać. - Wstał Aiden.
- Przestań mi mówić pan. - Pouczył go poważnym tonem. - Zaraz wrócę i porozmawiamy. - Poszedł dalej i zniknął w drzwiach. Wyszedł dość szybko ubrany w biały kitel lekarski. Otworzył gabinet z klucza i wpuścił nas, ale Aiden został z nim na korytarzu. Usiadłam z wujkiem na krzesłach przy biurku. Obaj na mnie zerkali aż w końcu weszli. Blondyn został przy drzwiach opierając się o ścianę a Paul usiadł z drugiej strony biurka. Do pokoju weszła też pielęgniarka podając Paulowi karty pacjentów.
- Jesteś na czczo?
- Tak.
- To dobrze. Zanim zaczniemy musimy wypełnić parę papierków. Ale wypełnianiem zajmie się wujcio bo zna wszystkie twoje dane. - wręczył uśmiechnięty kartki wujkowi. - A my sobie porozmawiamy. Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Nie jesteś zmęczona, ospała, apatyczna ostatnio? - Pokręciłam głową. - Masz apetyt? - też pokręciłam głową. - Masz bóle głowy, zawroty, mdłości? - Pokręciłam głową.
- To znaczy, głowa mnie czasem boli ale nie jakoś nadzwyczajnie nadmiernie.
- Ile godzin śpisz?
- Ee.. różnie..
- U mnie ponad osiem. - wtrącił Aiden.
- Myślę że osiem śpi. - Potwierdził wujek.
- Kiedy ostatnio byłaś chora? Przeziębiona na przykład?
- W zimę.
- Kiedy miałaś ostatnio atak astmy? - Chwile pomyślałam.
- Myślę żee.. na biwaku chyba. Staram się unikać drażniących zapachów.
- Jeśli masz atak, jak on przebiega? Masz problem z nabraniem powietrza czy wypuszczeniem? Jest słaby, umiarkowany, silny, zmienny?
- Z nabraniem. Zmienny.
- Zawsze używasz leków? - Kiwnęłam głową. - Zawsze pomagają? - też kiwnęłam. - Ile razy musisz je przyjmować aby atak ustąpił?
- To zależy jaki był atak. Od jednego do trzech. Ale zazwyczaj jeden albo dwa.
- Czy zauważyłaś żeby leki które używasz dawały słabszy efekt?
- Nie.
- No dobrze. To pobierzemy krew i wyślę cie do kolegów na resztę badań, a gdy wrócisz będę miał już wyniki morfologii. Teraz wybieraj, wolisz mnie czy pielęgniarkę? - Popatrzył na mnie.
- Do czego..?
- Do pobrania krwi.
- Ciebie. - Uśmiechnął się i wstał, zaczął wyjmować z szuflad wszystko co mu potrzebne.
- Kładź się. - Wskazał kozetkę pod ścianą. Położyłam się a on usiadł na stołku na kółkach i sobie podjechał do mnie. Wziął mnie za rękę i położył u siebie na udzie. Podciągnął rękaw i przetarł miejsce w zgięciu. Odwróciłam wzrok. - Już mdlejesz? - zapytał żartem.
- Yhym. - przytaknęłam zagryzając wargi a oni się zaśmiali.
- Nic nie poczujesz. - Zapewnił. Wiem że mnie dotykał, że założył mi opaskę na ręke. Ale nie czułam igły. Nagle przyłożył mi wacik i zgiął rękę.
- Już..? - zapytałam zdziwiona.
- Tak.
- Chyba żartujesz..
- Nie. - Pokazał mi fiolkę z krwią.
- Weź mi nie pokazuj!
- Tylko jedna? - Wtrącił się Aiden. - Mi ostatnio zakosili cztery.
- Na badania? - Zapytał Paul.
- Tak. Do pracy. Na wszystkie możliwe do zlecenia z krwi rzeczy. - Chwile później Paul odesłał mnie na resztę badań.
*** 
Witam witam! 
Jest kolejny rozdział, już niedługo akcja nieco przyspieszy!
 Dziękuję za komentarze, to najlepszy pokarm dla każdego autora!

To chyba tyle na dziś, do napisania za.. no własnie.
Czy w wakacje chcecie jakoś częściej notki? Czy co dwa tygodnie?

Piszcie w komentarzach!

Do napisania! ^^

9 komentarzy:

  1. Super rozdział jak zwykle zresztą <3 Częściej! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Częściej! I mam nadzieję, że Emily będzie z Aidanem lub Maximem xD
    Pozdrawiam :-*

    ~Siri

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu będę Ja! Jak się ogarnę, jutro, po pracy :D <3 Mam nadzieję, że jutro :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka!
    Trochę dzisiaj pòźno, chociaż to dlatego że jestem w Bułgarii na obozie i czas mamy inny.
    Rozdział świetny jak zawsze! Kocham Aidena i Maxima! Czekam na jest i ròwnież chcę częściej:)
    Pozdrawiam
    Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Z wielką niecierpliwośćią czekam na dalsze rozdziały. Zawsze duża ilość emocji towarzyszy mi przy czytaniu twojej pracy. Oczywiście że chcę częściej móć zagłebiać się w twoją historię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejo kochana! :3
    Nadrobiłam wszystko, a przede mną jeszcze tyle zaległości na innych blogach... Ech.
    Rany, no to Em posprzeczała sie ze swoim wujkiem, cieszę się, że już jest między nimi okej, z drugiej strony powinna zrozumieć, że wujek się o nią martwi.
    Na miejscu Em wkurzyłabym się. Takie traktowanie i skakanie jak przy jajku musi być denerwujące :/
    Nie wszyscy lubią badania, więc nie dziwię się, że Em nie była chętna, żeby pójść.
    Hehe reakcja Emily na to, że Paul (chyba nie pomyliłam imienia xD) ma tatuaże musiała być szokująca. Mi też jest trudno wyobrazić sobie lekarza z tatuażami :D
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze wspaniale piszesz ;) Oby tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to Aiden :D Dobrze mówiłaś, że także masz takiego bohatera u siebie.
    W sumie... chciałabym zobaczyć takiego wydziaranego lekarza :D Jeszcze jakby jakiś przystojny... Hm ;"D
    Nie wiem czemu, ale zawsze, gdy czytam o pobraniach krwi, robi mi się dziwnie... Nienawidzę tego.
    Dziękuję za twój komentarz u mnie, takiii długi, uwielbiam takie!
    A, no i masz we mnie czytelniczkę :) Sama piszę kryminał, jak wiesz, więc do ciebie wpadać będę z chęcią, w końcu moje klimaty.
    Do zobaczenia!
    http://short-stories-dellirah.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak na jeden rozdział to sporo się działo. Na szczęście mam już za sobą czasy liceum i nie muszę się martwić o takie rzeczy :)
    Osobiście też nienawidzę pobierania krwi... Brr!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy