12.07.2016

10. Alkohol czy..?

     Tydzień minął szybko, jak co piątek, każdy w szkole był śpiący i zmęczony. Siedziałyśmy na murku przed szkołą czekając na pierwszy dzwonek. Obserwowałyśmy uczniów dzielnie idących na pierwsze lekcje.
- Nie chce mi się dziś iść, są same nudne lekcje. - Zaczęła Caroline, jedząc w międzyczasie bułkę z owocami.
- No. Poza tym nic nie umiem na pytanie z historii. - odezwała się Emma wypuszczając gęsty dym z ust i zaraz znów się zaciągnęła papierosem. - Chcesz? - podsunęła nam papierosa, zaciągnęłam się i wypuściłam dym przed siebie.
- Nie idźmy dziś. - Zaproponowała Caroline.
- Emily? - zerknęła na mnie Emma.
- No nie wiem.. pewnie dostanę ochrzan.
- Oh przestań, ja dostaje prawie codziennie od Maxima i żyję. Udasz skruchę, posłuchasz, przytakniesz i pójdziesz.
- Oj no chodź, nikt się nie dowie. To jeden dzień. Ja z Emmą mamy więcej dni nieusprawiedliwionych. - Zeskoczyła z murku stając przed nami. Wahałam się, ale nie chciało mi się dziś iść na lekcje, poza tym znów któryś raz z kolei zostanę sama.
- No decyzja, zanim nas jakiś nauczyciel zgarnie. - Pośpieszała Emma.
- No ale gdzie pójdziemy? - Zapytałam.
- A co to za różnica? Gdziekolwiek. - Uniosła ręce blondynka.
- Idziemy. - Nakazała Emma, wyszłyśmy tylnym wejściem ogrodzenia i poszłyśmy spokojnie ulicą. - To co robimy?
- U mnie jest mama. - Odezwała się Caroline.
- U mnie jest alarm, połączony z telefonem Neala.. będzie wiedział że jestem w domu.
- U mnie jest jeszcze Max, idzie dziś później do pracy. - Przystanęłyśmy.
- A Aiden? - zaćwierkoliła Caroline.
- Nie mam do niego kluczy.
- No ale jakbyś.. powiedzmy zadzwoniła, to nie dałby ci?
- Tak, dałby. Bilet do szkoły.
- To pójdziemy do mnie.
- A Maxim?
- Eeeyy.. no.. zobaczę, bo nie wiem dokładnie na którą idzie do pracy. To albo poczekamy, albo wejdziemy oknem do mnie.
- Masz pokój na piętrze! - Krzyknęła blondynka.
- Tak, ale mam tam też drabinkę dla bluszczu. - Wyszczerzyła zęby. - Chodźmy najpierw coś zjeść. Za rogiem jest chyba kawiarnia, mają tam pączki. - Wskazała palcem kierunek. Poszłyśmy tam i kupiłyśmy trzy pączki z budyniem w czekoladzie, Caroline wzięła też dużą kawę. Ruszyłyśmy w kierunku przystanku autobusowego i usiadłyśmy na ławce czekając na nasz środek transportu. W ciągu czterdziestu minut byłyśmy na tyłach domu Emmy. Przeskoczyła przez ogrodzenie wchodząc na kubły od śmieci i otworzyła nam tylną bramkę. Poprowadziła nas za drzewami które zasłaniały widok z oka, stanęła na wysokości garażu i weszła na skrzynię która tam stała.
- Jesteś tego pewna? - zapytała zmieszana Caroline. Emma kiwnęła głową z uśmiechem.
- Robie to przynajmniej raz na tydzień. Wchodzę i wychodzę. - przyznała i zaczęła się wspinać po kratce dla bluszczy. Otworzyła okno i wpełzła do środka. Później weszłam ja i na końcu Caroline. Emma podeszła do drzwi i wyjrzała na korytarz. - Dobra. Usiądźcie za łóżkiem i poczekajcie. Zobaczę czy Max jeszcze jest w domu. - Wyszła po cichu a my grzecznie usiadłyśmy na podłodze w wyznaczonym miejscu.- Chata wolna! - Krzyknęła ze schodów. Zeszłyśmy więc na dół, Emma włączyła telewizję i przygotowała przekąski. Usiadłyśmy na kanapie i gapiłyśmy się w telewizor.
- A idziemy dziś do tego klubu? - zapytała Caroline tuląc się do poduszki.
- Tak. - Przytaknęła Emma.
- Emily weźmiesz Aidena?
- Aiden dziś gdzieś wychodzi. - Odezwałam siè znudzona.
- Kurczę.. - Mruknęła a Emma się zaśmiała. - A idziemy do Tiki prawda? - Kiwnęłyśmy obie głowami.
- Ej. Przed końcem lekcji musimy tu ogarnąć i wrócić pod szkołę bo Max po mnie przyjeżdża. - Jednak zanim dobiła ta godzina dziewczyny usnęły, a ja wstałam do łazienki. Gdy z niej wyszłam, rozejrzałam się w koło. Może to niegrzeczne tak patrzyć po domu, ale ciągnęło mnie i do Emmy i do jej, jakże dziwnego brata. Chciałam się z nimi przyjaźnić, aby tworzyli w pewnym sensie moją paczkę znajomych. Bo jak na razie, Maxim jest wszystkiemu przeciwny. Znalazłam jak sądzę jego pokój, drzwi były uchylone. Miał porządek, jak nie każdy chłopak. Pokój był granatowy z czarnymi meblami, dwuosobowe łóżko z szarą pościelą stało w kącie, a obok stała czarna szafka. Było też biurko i komoda. W pokoju pachniało nim, drzewem sandałowym. Tak pachniał Maxim. Usłyszałam ruch na dole, więc skierowałam się do schodów. Na korytarzu było bardzo dużo rysunków oprawionych w szklane oprawki. Zeszłam na dół gdzie dziewczyny zaczęły sprzątać. Później wróciłyśmy pod szkołę jak gdyby nigdy nic i pozwoliłyśmy aby Maxim odwiózł Emmę do domu. Carolinie wróciła swoim autem do domu a ja autobusem.

     Wieczorem siedziałam w łazience i starałam się jakoś umalować, ale dawno tego nie robiłam więc kreski wychodziły mi tak prosto że aż strach.
- Wychodzisz? - Zajrzał do mnie wujek, stając w drzwiach łazienki.
- Z dziewczynami.
- Z Emmą i Caroline?
- Tak. Mogę prawda?
- Możesz. - Pojawiła się Maddaline. - Neal, Kochanie, nie bądź zgorzkniałym starym dziadkiem. - Złapała go pod rękę. - Jest młoda, jest weekend. Niech idzie i narobi sobie odcisków od tańca. - Puściła mi oko. Wujek westchnął.
- Z wami dwiema to na pewno nie wygram.
- My też dziś wychodzimy. Więc to byłoby niesprawiedliwe gdyby siedziała w domu. - Wyjaśniła. - Idź się przebierz, a ja pomogę Emily. - Wygoniła go i podeszła do mnie.
- Pomożesz..? - Zdziwiłam się a ona złapała za pędzle.
- Widzę że coś ci nie idzie malowanie. - Szybko zrobiła mi makijaż a później pomogła wybrać ubranie. Zeszłyśmy obie gotowe do wyjścia a wujek zlustrował mnie wzrokiem.
- To że ty tak wyglądasz rozumiem, ale ona? - Wskazał na mnie.
- Przestań. Idzie na imprezę, jakby wyglądała w jeansach i starym swetrze? - Uniosła się. - Idziemy. - Nakazała i jeszcze załatwiła mi podwózkę w umówione miejsce z dziewczynami. Tam już na mnie czekały i skierowałyśmy się do klubu.
- Czemu jesteś wkurzona? - Zapytała Caroline Emmy.
- Bo dostałam ochrzan i szlaban od Maxima. Wie że zwiałam z lekcji. - Mruknęła.
- To co tu robisz? - Zapytałam.
- Wyszedł gdzieś, a ja zwiałam oknem.
- Gorzej jak się zorientuje i zlikwiduje bluszcz. - Zaśmiała się Caroline. Dostałam wiadomość od Aidena.
Plany na dziś?
Zaśmiałam się, wiedząc że Caroline zaraz będzie chciała żeby przyszedł.
Idę z dziewczynami 
do klubu. A ty?
Stanęłyśmy w kolejce do klubu.
Jestem w klubie z kolegą 
z pracy i jego znajomymi.
 Nie spij się, bo nie będe w 
stanie przyjechać ;)
- Z kim piszesz? - Wlepiła wzrok w mój telefon Caroline.
- Z Aidenem.
- Zaproś go! Proszę proszę.
- Jest z kolegami w jakimś klubie. - Weszłyśmy do środka i znalazłyśmy wolny stolik.
- Co pijemy? Jestem pełnoletnia to wezmę dla was. - Zaczęła Caroline podrygując już w rytm muzyki. Dość szybko zaczęłyśmy się dobrze bawić. Doszli do nas znajomi Emmy i Caroline, jedna dziewczyna i czterech chłopaków, ledwo kojarzyłam ich imiona więc na wszystkich wołałam "ej". Cały czas tańczyłam, po kolei ze wszystkimi. Emma ciągle mnie ciągnęła na parkiet. Czułam że jesteśmy ze sobą coraz bliżej, jak siostry.
- Czy ty jesteś z Aidenem? - Wyrwała Caroline, gdy wróciłam z Emmą z parkietu. Wszyscy byliśmy już z lekka wstawieni. Choć nie, ta dziewczyna co przyszła z chłopakami była już ledwo przytomna.
- Co? Nie. Czemu pytasz? - Spojrzałam na nią.
- Bo jesteście blisko. To widać. Poza tym to jak na ciebie patrzy.. -Rozmarzyła się.
- Przyjaźnimy się od dzieciństwa.
- A on ma kogoś? - Zapytała z nadzieją.
- Nie. - Odezwałam się i nagle pomyślałam, że ona nie jest dziewczyną dla niego. Nie tego dla niego chce. - On jest.. wiesz.. - Zaczęłam jąkać próbując znaleźć słowa które jej nie urażą, a dadzą do zrozumienia że nic z tego nie będzie.
- To gej?! - Krzyknęła nagle. Wywaliłam na nią oczy, jak mogła tak pomyśleć? Ale byłam chyba tak zszokowana jej wymysłem że nawet nie zaprzeczyłam, a sekundę później Emma z kolegą zabrali mnie na parkiet. Gdy wróciliśmy do stolika męska część paczki przyniosła dokładkę drinków. Zerknęłam na godzinę na telefonie, dochodziła trzecia w nocy. Wypiliśmy kolejne.. trzy kolejki i oznajmiłam Emmie że idę do łazienki. Ta ochoczo poszła ze mną. Jak się okazało żeby zwrócić część alkoholu. Gdy stałyśmy przy umywalkach gdzie Emma chłodziła twarz zimną wodą, ja poczułam się jakoś dziwnie. To ten stan, gdy wszystko zwalnia. Głos Emmy stał się gruby, ociężały. Kręciło mi się w głowie, ruszyłam do drzwi i wyszłam z łazienek, ale niedaleko przystanęłam. Oparłam się o ścianę. Wszystko robiło się zamazane i zakryte mgłą, wirowało jak na karuzeli.
- Emily? - Dotarło do mnie. Nagle zrozumiałam że jest przede mną Brian. - Wszystko w porządku? - Wyjął telefon i gdzieś zadzwonił, a po dłuższej chwili znalazł się Maxim.
- Emily. - Poczułam jego zimną rękę na karku. Patrzył na mnie, w oczy. Obserwował. - Dobrze się czujesz? Ile wypiłaś?
- Możesz.. - jęknęłam. - Możesz zadzwonić..? - Wydukałam.
- Gdzie? Do twojego taty? - Pokręciłam głową. Ciężko oddychałam.
- Aidena. - Maxim spojrzał na przyjaciela.
- Spoko. Ogarnę. - Brian klepną go w ramie i gdzieś odbiegł.
- Emily, jesteś tu z kimś? Ile wypiłaś? - Pytał, ale nie potrafiłam skonstruował nawet najprostszego słowa. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Gdzieś odpływałam. Zjechałam po ścianie na podłogę, Maxim chyba mnie asekurował, ale nie jestem pewna.
- Laia. - Usłyszałam w oddali. Złapał mnie za kark ciepłą dłonią i obserwował. Skąd.. jak znalazłeś się tu tak szybko? - Co się dzieje? Dużo wypiłaś? - Pokręciłam głową.
- Nie czuję się najlepiej.. - Wycedziłam, ale nie wiem czy zrozumiał choć słowo, bo język sam mi się plątał. Spojrzałam na niego.
- Emma? Co ty tu robisz?! Masz szlaban na wyjścia! - usłyszałam. Emma stała obok.
- Max.. nie czuje się dobrze.. - odezwała się złamanym głosem. Przymknęłam oczy, robiło mi się niedobrze a światła mnie raziły. Urwał mi się film.
Obudziłam się w łóżku, nie swoim, całe szczęście! Bo Neal by mnie chyba przechrzcił gdyby zobaczył w jakim stanie wróciłam. Właśnie. Jak wróciłam? Pamiętam że poszłam do łazienki z Emmą, a później tylko przebłyski, Maxim i Aiden. Ale powrotu do domu, w ogóle. Usiadłam, natychmiast poczułam zawroty głowy i mdłości. W życiu się już tak nie spije. Podciągnęłam sobie poduszki wyżej, aby leżeć na pół siedząc. Rozejrzałam się, gdzie ja jestem? Całe szczęście u Aidena. Głęboki wdech, trzeba wstać. Wstałam powoli, moje nagie nogi owiało zimne powietrze z za okna. Byłam w koszulce Aidena. Złapałam za jego bluzę leżącą w nogach łóżka i założyłam na siebie. Pachniała lawendą, czyli Aidenem. Kocham ten zapach. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu, gdzie był włączony telewizor.
- Dzień dobry. - usłyszałam i zobaczyłam uśmiechniętą twarz blondyna. Ale aż zadzwoniło mi w uszach.
- Nie tak głośno.. - jęknęłam i usiadłam na kanapie obok niego. Zerkał na mnie i na telewizor. Siedział z nogami wyciągniętymi i opartymi o kartony.
- Jak się czujesz?
- Jakbym miała kac stulecia. - Przysunęłam się do niego. - I zimno mi jak cholera. I nie dobrze. - Objął mnie ramieniem i znalazłam się u niego pod pachą. - Co się wczoraj stało? Mało pamiętam.. co robię u ciebie?
- Okazało się że bawimy się w tym samym klubie, tylko w dwóch różnych kątach. I całe szczęście.
- Ale co się stało? Wiem że bardzo dobrze się bawiłam, tańczyłyśmy i poszłyśmy do łazienki, źle się poczułam i odjechałam..
- Znalazł cie Brian. Zadzwonił do Maxima, a ty kazałaś Maximowi zadzwonić do mnie, więc Brian po mnie przybiegł. Straciłaś przytomność. Zamówiłem taksówkę i zabrałem cie do siebie.
- A Emma i Caroline?
- Emma dostała taką zjebie od Maxima, był na nią tak wściekły, że myślałem że ją tam pobije. Darł się na nią strasznie. Coś czuje że nie wyjdzie z domu przez najbliższy czas. A Caroline znalazł Brian, z waszymi znajomymi. Wszystkie cztery miałyście podobne objawy, ale one nie straciły przytomności. Ty odjechałaś zupełnie.
- Objawy? - zerknęłam na niego.
- Maxim twierdzi że to nie alkohol za tym stoi. Tylko że ktoś wam coś dosypał..
- A ty? Co myślisz?
- Nigdy aż tak się nie spiłaś. Aczkolwiek, ostatnio mało jesz więc może jesteś jakoś osłabiona.. Nie wiem. Ważne że nic ci nie jest i jesteś cała. - mocniej mnie przytulił.
- Jezu, Neal mnie zabije. - zobaczyłam zegarek na ścianie. Była druga popołudniu.
- Spokojnie. Wysłałem mu wiadomość w nocy że zgarnąłem cie z klubu i usnęłaś mi w taksówce. A rano zadzwoniłem żeby wiedział że jesteś cała i zdrowa, i że będziesz u mnie jak coś.
- A on?
- Nie miał nic przeciwko. Zgodził się. Podziękował za wiadomość w nocy i za telefon. W ogóle chyba go obudziłem, bo dzwoniłem o ósmej, a oni chyba gdzieś też wyszli razem i zabalowali.
- No gdzieś wychodzili. - westchnęłam. - Co ty w ogóle robiłeś z bratem Emmy?
- Brian zaprosił mnie na piwo bo wybierał się ze znajomymi. Okazało się że wśród znajomych jest Maxim. A zamiast na piwo poszliśmy do klubu, napić się i pobawić. - zerknął na mnie. - A skoro już mowa o znajomych z którymi chodzi się pić, to może uważaj na to trochę bardziej. - Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kto to..? - zapytałam, bo pierwsze co wpadło mi do głowy to wujek.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział wstając i poszedł otworzyć. Do pokoju wszedł Maxim a za nim Aiden.
- Cześć. - Stanął i odezwał się, wpatrywał się we mnie. Aiden usiadł na kanapie.
- Siadaj. - Zaprosił go do nas. Usiadł obok mnie.
- Jak się czujesz? - Zapytał w końcu.
- Dobrze. Jak na kogoś kto schlał się do nieprzytomności i ma kaca stulecia. Czemu pytasz? - spojrzałam na niego.
- Bo martwiłem się o ciebie.
- O mnie? - zdziwiłam się i otworzyłam szerzej oczy. Aiden się przysłuchiwał i zerkał na nas i telewizor.
- Tak. O ciebie. Bo to wina mojej siostry. Ostrzegałem cie, że to nie towarzystwo dla ciebie, a mimo to wszędzie z nią łazisz.
- Nie będziesz mi wybierał znajomych. - fuknęłam.
- Ty nic nie rozumiesz. Jesteś ślepa? Nie widzisz z jakimi ludźmi ona się zadaje? - mówił poważnym tonem, ale nie oskarżycielskim. Patrzył na mnie. Wkręcał we mnie wzrok. - Wczoraj, nie gwarantuje ci że to wina alkoholu. Był tam Tyler. Taki wysoki brunet z grzywką postawioną na żel. - tłumaczył, a ja zastanawiałam się czy chce słuchać. -  Ma w zwyczaju mieć poupychane po kieszeniach cukierki dla dorosłych. Był z wami. I wszystkie cztery złożyłyście się w tym samym czasie. Masz szczęście że Brian cie zobaczył.
- Chwila. Emma wyglądała całkiem dobrze. - przerwał nagle Aiden.
- Tak, bo jak sądzę, dorzucił coś do ostatniego alkoholu jakie piły, a wypiły i od razu poszły do łazienki. Emmę zemdliło i zwymiotowała, myślę że dlatego u niej to nie zadziałało. Ale Brian znalazł Caroline półprzytomną. Ich koleżanka, Ashley też była półprzytomna. - Mówił spokojnie.
- Czemu ci zależy na ratowaniu mnie od swojej własnej, rodzonej siostry? - zapytałam po chwili ciszy.
- Bo widzę więcej niż niektórym się wydaję. - spojrzał mi w oczy. - Wiem że ty taka nie jesteś, jak ona. Nie pasujesz do nich. Wiem jaka jest moja siostra. Wiem że pociągnie cie na sam dół, razem ze sobą.
- Bardzo dziwnie wypowiadasz się o siostrze, wiesz? - stwierdził Aiden. Maxim zamilkł na chwile.
- Gdy jej broniłem i kłamałem w jej obronie było tylko gorzej, robiła tylko co krok gorsze rzeczy. Odkąd ostrzegam ludzi i większość ma na tyle rozumu, którego nie ma Emily, że ją zostawiają, pilnuje się.
- Z tego co mówisz, to nie ona jest zła, a jej znajomi. - Stwierdziłam. Miał zamiar coś powiedzieć, ale zamilkł. Co ukrywasz?
- Gdybyś była mądra, trzymałabyś się od nas z daleka.
- Powiedzmy że nie jestem mądra. Powiedziałbyś mi prawdę? - spojrzałam na niego.
- Raczej nie. Ale chętnie posłucham twoich teorii.
- Powiem ci tak. Chcesz zrazić do siebie ludzi. Żeby trzymali się z daleka. To taka maska. Oskarżasz ciągle siostrę, ale wiem że bardzo ją kochasz i pragniesz dla niej dobra. Nie pozwalasz żeby inni ją ranili, sam to robisz. Ale sam wszystkich odpychasz od siebie. Nie rozumiem dlaczego? - Popatrzył na mnie chwilę i wstał.
- Pójdę już. Cieszę się że nic ci nie jest. - Aiden wstał aby go odprowadzić. - Usiądź, wiem gdzie są drzwi. - Zatrzymał go i poszedł.
- To było dziwne. - Stwierdził gdy usłyszeliśmy zamykanie drzwi. - Czy ty wiesz coś, czego on nie wie że ty wiesz? A przy okazji ja też nie wiem? - spojrzał na mnie.
- Tak. - wwiercił we mnie wzrok czekając na więcej. - Ale nie wiem co to oznacza.
- To znaczy?
- To znaczy, żee.. sądzę że.. nie wiem co. Nie ważne. Są trochę dziwni. - Ucięłam szybko.

     - Emily - dobiegła do mnie Emma, z którą przed sekundą się pożegnałam, wraz z Caroline. - Mam takie pytanie, bo muszę coś dostarczyć znajomym. Poprosił mnie kolega Maxima. - plątała się patrząc w chodnik. - Z resztą, znasz Ryana. Nie chce iść sama, pójdziesz ze mną?
- Spoko. - Bez namysłu się zgodziłam i poszłyśmy na przystanek. Emma wydawała się zdenerwowana. Siedziała cicho i wpatrywała się w buty. Wsiadłyśmy do autobusu i Emma nadal milczała, gapiąc się tym razem w okno. - Do kogo jedziemy? - Zapytałam więc.
- Do kolegi Ryna.
- Nie znasz go?
- Znam, z widzenia. - odpowiadała nerwowo jakby chciała unikać odpowiedzi.
- A od kiedy lubisz Ryana i robisz dla niego przysługi? - Zdziwiłam się.
- To kolega Maxima. - spojrzała na mnie.
- Czemu sam, albo Maxim tego nie zrobią?
- Bo poprosił mnie.
- No ale nie rozumiem dlaczego.
- Nie musisz. - ucięła i znów wlepiła wzrok w okno. Dojechałyśmy na pętlę autobusową i dopiero tam wysiadłyśmy  Emma od razu skierowała się w stronę jedynego chodnika jaki był, przecięła szeroki trawnik i skręciła zaraz za krzakami. Moim oczom ukazały się małe, brudne bloki. Wyglądały jak jakieś slumsy, śmierdziało tam i mijali nas naprawdę dziwni ludzie. Przyglądali się nam, rzucali dziwne komentarze. Nie czułam się tam dobrze, ani bezpiecznie. Ściskałam dłońmi pasek od torby.
- On tu mieszka? - zapytałam cicho, jakoś nie dowierzałam. Emma kiwnęła głową i weszła do klatki. Skierowała się schodami na samą górę i zapukała do drzwi ostatniego mieszkania. Otworzył chłopak w wieku Aidena, w za dużym dresie, poplamionym chyba ketchupem. Skinął na Emmę, a ta wyciągnęła pakunek z torebki. Chłopak otworzył go przy nas i wyjął jeden z woreczków z jakimiś tabletkami. Kiwnął głową i z tylnej kieszeni wyją zwinięty w rulon gruby plik pieniędzy, po czym od tak zatrzasną drzwi. Emma schowała pieniądze i pociągnęła mnie za rękę w dół. Wyszłyśmy i szybkim krokiem ruszyłyśmy w kierunku z którego przyszłyśmy.
- Poczekaj. - zwolniłam. Zerknęła na mnie i pociągnęła mnie znów. - Poczekaj! Co to miało być? Dałaś mu narkotyki? Za które ci zapłacił?
- Emily, chodź, nie chce żeby krzywdzili Maxima. - odpowiedziała cicho.
- Czemu ktoś miałby go krzywdzić? - Spojrzałam jej w oczy, ruszyła do przodu bez słowa. - Emma. Halo? - szłam za nią.
- Nie znasz ich. Nie wiesz do czego są zdolni. - odpowiedziała nagle.
- Kto? - Zerknęła tylko na mnie. Nie odpowiedziała. Wiedziałam że nie uzyskam odpowiedzi. Wsiadłyśmy do autobusu wracając na nasze osiedle, pożegnałyśmy się i skręciłam w ulice do domu. Rozmyślałam, sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć? Weszłam do domu, zdjęłam buty i krzyknęłam że jestem kierując się do schodów.
- Emily! - usłyszałam wołanie wujka. To było poważne krzyknięcie. Chyba pierwszy raz słyszałam ten ton. Zajrzałam więc na taras gdzie był z Maddeleine. - Siadaj. - Nakazał tym samym głosem i surowym wzrokiem. Usiadłam.
- O co chodzi..? - zapytałam cicho zerkając na nich.
- Jak było w szkole?
- Dobrze. Normalnie. Czemu pytasz?
- A wczoraj? - wbił we mnie wzrok.
- Noo tak samo.
- Tak? Na pewno? - patrzył na mnie.
- Noo.. - jęknęłam cicho. - W sumie to.. wiesz.. chyba muszę ci coś powiedzieć.. - zerkałam na niego. - Bo wczoraj.. nie byłam..
- To że nie byłaś, wiem. Bardziej mnie ciekawi gdzie byłaś i z kim?
- Z dziewczynami. U Emmy.
- Chciałem cie poinformować, że jestem w stałym kontakcie ze szkołą. Dokładnie wiem czy w niej byłaś czy nie.
- Ale
- Żadne ale Emily! Rozumiem że źle się czujesz, czy jesteś chora, ale iść na wagary? Jestem na ciebie zły!
- Mam szlaban? - mruknęłam wpatrując się w trawnik.
- Zastanowię się. Idź do siebie. - odesłał mnie. Pierwszy, mini ochrzan od wujka. Brawo ja.

     Wieczorem, po domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Wiedziałam że otworzy Madd, a ja wolałam się nie pokazywać na oczy wujkowi, przynajmniej dziś. Ale po chwili sam przyszedł.
- Emily. Masz gościa. - zlustrował mnie i zerknął po pokoju. Siedziałam na oknie i czytałam lekturę do szkoły. Do pokoju wszedł Aiden, a Neal wyszedł.
- Cześć Miśku. - uśmiechnął się do mnie i usiadł obok mnie. - Co robisz?
- Czytam książkę do szkoły, a ty nie miałeś dziś walczyć z mieszkaniem? I malowaniem?
- Miałem. Ale zostałem skutecznie z niego wypędzony.
- Tak? A jak? - uśmiechnęłam się.
- Maluje sobie spokojnie pierwszą ścianę, słyszę dzwonek do drzwi, a tu nagle wparowuje mi lamka do sypialni, ciasteczka i Caroline. Ah, jeszcze paprotka. - wywaliłam na niego oczy i zaczęłam śmiać się w dobre.
- No i co?
- Była zachwycona. Powiedziała że przyszła mnie nawrócić, ale nie wiem z czego na co. Przyniosła mi lampkę do sypialni, żeby stała koło łóżka. Paprotkę do salonu i ciasteczka dla mnie.
- Z tym nawracaniem.. to ja chyba wiem.. bo w klubie tak gadałyśmy i pytała o ciebie, starałam się jej jakoś wytłumaczyć, tak żeby jej nie zranić, że z tego nic nie będzie, a ona chyba zrozumiała że jesteś homoseksualistą.. - Najpierw wybuchł śmiechem, a po chwili nagle zamilkł.
- Gej? Serio? Laia? - patrzył na mnie poważnie.
- No tak wyszło.. a później nie miałam okazji jej tego wyjaśnić.. ale i tak nie jesteś nią zainteresowany więc.. czy to ważne co ona myśli?
- Bez komentarza. - pokręcił głową.
- Ale przyniosła ci lampkę do sypialni. Jakie to słodkie i uroczę. - uśmiechnęłam się do niego, a on mordował mnie wzrokiem. - W ogóle przyjechałeś mi o tym powiedzieć osobiście?
- Nie. To znaczy tak. Ale ogólnie to najpierw myślałem że chwile posiedzi i pójdzie, a straszna z niej papla. Ale miała zamiar siedzieć i mi pomagać. Więc wymyśliłem historyjkę że jadę do pracy na noc, oczywiście przypadkowo w innym kierunku niż ona potrzebuje. No i że wyszedłem i musiałem wsiąść i odjechać autem.. to jestem u ciebie. Jeszcze stała i mi machała. - znów się roześmiałam. - Tak, zabawne, bardzo.
- Żebyś wiedział.
- To pogadajmy o tobie. Zwiałaś z lekcji. - obdarował mnie swoim surowym spojrzeniem. Zamilkłam i uśmiech mi spadł na samą podłogę. - Tak, wiem. - odpowiedział na mój wyraz miny.
- Skąd?
- Mam swoje sposoby. Gdzie byłaś? - wbił we mnie wzrok i zmarszczył brwi.
- U Emmy..
- Z Emmą i Caroline? - Kiwnęłam głową. - Wiesz że to nie w porządku? Nie możesz uciekać z lekcji. Jestem na ciebie trochę zły. Już lepiej by to wyglądało, jakbyś rano wstała i powiedziała, słuchaj dziś mi się wyjątkowo bardzo nie chce, mogę zostać?  A nie wychodzisz i szlajasz się gdzieś.
- Nie szlajam się. Byłyśmy u Emmy.
- Czyli gdzieś gdzie być nie powinnaś.
- I co, dasz mi szlaban? - W Montesano dostawałam, tak, od niego.. to długa historia.
- Bardzo chętnie być ci dał. - spojrzał mi w oczy. - I w sumie nie ma przeszkód abyś go dostała.
- No fajnie bardzo! - fuknęłam zakładając ręce na piersi.
- Kiedy masz jakąś klasówkę?
- W piątek. - mruknęłam już obrażona.
- Cofnę szlaban jak dostaniesz z niej piątkę. A szlabanem będzie.. - uśmiechał się zadawolony i spojrzał na moje biurko.
- Nie. - warknęłam.
- O tak. - kiwnął głową.
- No weź! Odetniesz mnie od świata za wagary?!
- No. - spojrzał na mnie poważnie. Podszedł do biurka i zwinął mojego laptopa.
- Emily - do pokoju wszedł wujek. - Za chwilę będzie kolacja. Co ty robisz? - spojrzał na Aidena.
- Karę robię, za wagary. - odpowiedział spokojnie.
- Słucham? - skupił na nim wzrok. - Nie możesz jej zabrać laptopa, jest jej potrzebny do nauki.  Poza tym, dlaczego ty dajesz jej szlaban?
- Ma książki. Poradzi sobie. Dlatego że za mało pan wie o tym co było. Do piątku. - Zwrócił się do mnie i wyszedł, wujek poszedł za nim i wiem że z nim próbował dyskutować.  Później wrócił.
- Ten twój przyjaciel to ma charakter.
- Ta. Coś o tym wiem..
- Rozmawiałem z Madd, miałem zamiar dać ci karę która za bardzo cie nie skrzywdzi w ramach że to pierwszy raz, ale skoro Aiden już jedną ci dał to powiedzmy że się pod nią podpisuję.
***
Witam!
Jest kolejny rozdział i mam nadzieję że za bardzo w nim nie przynudzam xD
Teraz już z rozdziału na rozdział będzie więcej akcji i mam nadzieję że Wam się spodoba.

Zdążyłam nadrobić zaległości a już mam kolejne, wybaczcie mi te poślizgi.. :( 
Ale ważne że w końcu wszędzie ostatecznie docieram!

To tyle na dziś i do napisania za ...dwa tygodnie? Jeszcze nie wiem dokładnie bo wyjeżdżam od 15 w miejsce gdzie nie będzie internetu. Więc rozdział będzie albo wcześniej, albo później, albo tak jak zawszę ale bez powiadomień. Dam znać! :)

6 komentarzy:

  1. Emily i Aiden są tacyyy słodcy, oh! Serio, chciałabym, aby byli razem...
    I ten moment, gdy zabrał jej laptopa - epicki :D Kara musi być ahahha.
    Oj Emma, w co ty się wpakowałaś. Dziewczyna sobie kłopotów narobi, ale braciszek też niezły, daje jej popalić. W sumie nie wiem jak zachowałabym się na jego miejscu.
    Rozdział bardzo mi się podobał i dziękuję za informacje :)
    Do zobaczenia
    Dellirah
    http://short-stories-dellirah.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko -,- Ja się chyba nigdy nie pojawię na czas -,- tragedia.
    Lubię Aidena, jest taki jakim być powinien każdy facet. Pasuje do Em, tak mi się wydaje, że byłaby z nim szczęśliwa...
    Już mnie chyba nie dziwi pakowanie się w kłopoty Em :D Ale to na swój sposób urocze :P :D Taka niesforna Emily Yeah
    Rozdział odpowiedniej długości i wszystko łokej :D Dziś krótko, bo kurde deszcz leje i boję się, że zara mi prąd wyłączą -,- KOCHAM CIĘ, ale to wiesz, nie? <3 Misiu

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham.
    Uwielbiam.
    Ubóstwiam.
    Tego.
    Bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa tyle tajemnic ale fajnie! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo kochana! :3
    Hah no to dziewczyny trochę przeholowały. Jednak to się sprawdza. Jeśli jesteś w klubie, masz picie, które zostawisz, to jak wrócisz to pod żadnym pozorem go nie pij...
    Maxim martwi się o Em. Tak zastanawiam się, czy to normalne... Zwykle rodzeństwo raczej nie mówi takich rzeczy... No cóż. Może się mylę xD
    Szczerze powiedziawszy to zastanawiam się, co Emma miała na myśli mówiąc, że nie chce, żeby skrzywdzili Maxima... Kim oni są? I dlaczego mieliby go skrzywdzić?
    Hehehe Aiden to jednak ma jednak charakter. Lepszego szlabanu nie mógł wymyślić xD
    Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  6. No już bez przesady żeby robić takie halo o jednorazowe wagary. No naprawdę.
    Sytuacja w klubie bardzo nie przyjemna
    Ale na szczęście Aiden jest zawsze w pobliżu!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy