24.12.2016

28. Przesadziłeś.

!  Rozdział zawiera sceny +18 !

     Obudziłam się koło czwartej, spałeś, wtulony we mnie. Położyłam się na plecach, bo czułam że boli mnie w klatce. Przysnęłam, ale słyszałam jak dzwoni budzik w twoim telefonie o szóstej. Jak wstałeś, jak po cichu się ogarniasz. Czułam jak siadasz delikatnie na łóżku i muskasz moją szyje. Otworzyłam oczy.
- Wstawaj, jest po siódmej. - złapałeś moją dłoń i lekko pocierałeś kciukiem. Mówiłeś cicho. - Co zjesz na śniadanie?
- Nie chce jeść. - usiadłam i dociągnęłam się do końca łóżka, siadając na kancie i spuszczając nogi. Patrzyłeś na mnie.
- Nie możesz wyjść z domu bez jedzenia. Dobrze się czujesz? Jesteś blada.
- Trochę źle się czuje. - zerknęłam na ciebie.
- To znaczy?
- Nie śpie od czwartej. Boli mnie w klatce. Trochę źle mi się oddycha. - wstałam i powoli zaczęłam zbierać ubrania z krzesła.
- Zadzwonić do Neala? Chcesz zostać w domu?
- Będzie pewnie krzyczeć, albo pomyśli że udaję. Pójdę do szkoły. - poszłam się ubrać. Zeszłam na dół, byłeś w kuchni i piłeś kawę.
- Trzymaj. - podałeś mi zapakowane kanapki i owoce. - Zjesz w szkole.
- Ktora godzina? - pakowałam do torby.
- Za dwadzieścia ósma.
- To muszę wychodzić, za dziesięć mam autobus. - zarzuciłam torbę na ramie. - Pożyczysz mi swoją bluzę? Chyba jest chłodno. - spojrzałam na ciebie, wbijałeś we mnie wzrok. - No co?
- Udajesz czy mówisz serio?
- Ale co?
- O autobusie. - popatrzyłam na ciebie chwile.
- O co ci chodzi?
- Nie pomyślałaś że odwiozę cie samochodem?
- Codziennie jeżdżę i wracam autobusem. To nie problem dla mnie. Poza tym ty też musisz jechać do pracy.
- I tak jadę przez centrum. - napiłeś się kawy. - Nie chcesz nic jeść? - pokręciłam głową. - Dać ci jakieś pieniądze żebyś kupiła sobie coś w szkole?
- Nie chce od ciebie pieniędzy. - Warknęłam. - Mam swoje. - minąłeś mnie bez słowa i poszedłeś gdzieś. No tak, tylko się teraz obraź. Wróciłeś, podając mi swoją granatową bluzę z kapturem.
- Trzymaj bluzę. - zerknąłeś na zegarek na ręku. - Trzeba wychodzić. - ubraliśmy się i wyszliśmy, zamknąłeś drzwi i wsiedliśmy do auta. Jechaliśmy w ciszy.
- Będziesz jechać dziś do Emmy? - patrzyłam na jezdnię, tak jak ty.
- Tak.
- O której?
- Po pracy, nie mogę teraz wziąć urlopu. Chcesz jechać ze mną? - zerknąłeś na mnie.
- Tak. - kiwnąłeś głową, dojeżdżając pod szkołę. Zatrzymałeś się.
- Przyjadę po ciebie po lekcjach. Ale jak gorzej się poczujesz to napisz, albo zadzwoń, przyjadę wcześniej. Dobrze?
- Dobrze.
- Wracasz do domu po lekcjach, czy do mnie?
- Wujek się zgodził, zamieszkuję u ciebie do powrotu Emmy. Chyba że nie chcesz. - kiwnąłeś głową.
- Pytanie czy ty chcesz, bo ja bardzo. - objąłeś mnie ramieniem. - Masz dzwonek za chwile. - spojrzałeś na zegarek na ręku. Cmoknęłam twoje usta i wysiadłam. Lekcje ciągnęły mi się nieubłaganie, były nudne i tylko siedziałam marząc po zeszycie. Nawet nie bardzo chciało mi się skupiać na tym co mówi nauczyciel. Wykorzystałam że siedzę w ostatniej ławce i wyciągnęłam telefon z kieszeni, napisałam wiadomość.
Pracujesz? Siedzę na lekcji i się nudzę, nauczyciel opowiada o literaturze oświecenia.
Sprawdziłam czy mam wyciszony telefon i wsadziłam do piórnika. Odpisałeś natychmiast.
Pracuję. Skup się Emily. Później będziesz musiała to nadrobić w domu. Sprawdzę twoje notatki z lekcji!
Boże. Jesteś straszny.
Jesteś gorszy niż wujek.
Zerknęłam na nauczyciela, nie zorientował się.
Telefon do torebki, już.
I jeszcze jak się rządzisz!
Jeszcze będziesz mi mówić co mam robić?
Cisza. Niech ci będzie, posłucham nauczyciela. Lekcja przeleciała, zostały jeszcze trzy, choć w ostatniej chwili poinformowali nas że jesteśmy zwolnieni z ostatniej. Gdy przechodziłam korytarzem zauważyłam jak rozmawiasz z wychowawcą. Zerknąłeś na mnie mówiąc dalej. Pożegnałeś się i podszedłeś do mnie.
- Gdzie idziesz?
- Do domu? A ty co tu robisz? - spojrzałam na ciebie, aż przystanąłeś.
- Czy ty naprawdę jesteś obrażona?
- Nie. Czemu? - zerkałam na ciebie i przed siebie. Wyszliśmy z budynku. - Co tu robisz? Emma ma kłopoty?
- Nie, rozmawiałem z wychowawcą, że miała wypadek i jest w szpitalu, żeby mi nie wydzwaniał. A ty nie masz jeszcze lekcji?
- Nie, zwolnili nas.
- Mam sprawdzić? - stanęłam i wbiłam w ciebie wzrok.
- Nie jestem twoją siostrą! - krzyknęłam, a ty kiwnąłeś głową i objąłeś mnie ramieniem.
- Wiem. Nie musisz się tak denerwować. - ucałowałeś moje czoło. Otworzyłeś mi drzwi od auta i wsiadłam, a ty obszedłeś auto. Wsiadłeś i na mnie spojrzałeś. - Nie mam obiadu, jedziemy zjeść na mieście?
- Ok. - ruszyłeś. - A nie musisz wracać do pracy?
- Muszę, ale szef na mnie nie nakrzyczy. - zaśmialiśmy się. - To teraz powiedz, co zapamiętałaś z lekcji?  - wbiłam w ciebie wzrok.
- Nie dużo..
- No dawaj, jaki to okres czasu? - zerknąłeś na mnie. - koniec siedemnastego i początek dziewiętnastego wieku. Nazwa epoki? - oparłam głowę o rękę i wlepiłam się w okno. - Emily skup się - pociągnąłeś mnie za ramie w swoją stronę. - nazwa epoki wzięła się z tego, że ten okres był uważany za czas rozumu, wiek filozofów, to był kult wiedzy, nauki, gdzie nie wierzono w zabobony i wiarę. Wszelka wiedza, miała być oparta na doświadczeniu. Jakie są główne gatunki oświecenia? - zerknąłeś na mnie, ale ja zmieszana patrzyłam na ciebie. - klasycyzm i sentymentalizm, wiec bajka, satyra, - wymieniałeś na palcach jednej ręki, drugą trzymając kierownice. - komedia, powieść, poemat heroikomiczny i sielanka. A przedstawiciele?
- Wolter, Diderot.. ee..
- Monteskiusz, Rousseau, Steene, Wolfgang Goethe, Schiller, kto tam jeszcze był? Fielding, Swift.
- Czy ty byłeś kujonem?
- Nie obrażaj mnie. - spojrzałeś na mnie stając na światłach. - Kujonem nie byłem, ale uczyłem się dobrze.
- Mam wrażenie że się do mnie doczepiasz teraz. Zazwyczaj zawsze jestem aktywna na lekcji, a dziś po prostu mi się nie chciało i zebrałam ochrzan od.. chłopaka.
- Bo zależy mi na twoich ocenach, żebyś nie miała problemów w szkole, żebyś nie musiała siedzieć później po nocach nad książkami. - zatrzymałeś się. Zgasiłeś silnik i wysiedliśmy. Weszliśmy do knajpki, a pan od razu nas zaprowadził do stolika i podał karty. - Nie wiem czy nie zawieźć cie do domu?
- Czemu?
- Bo u mnie będziesz się nudzić. Ja muszę wracać do pracy, będę po piątej dopiero.
- Odrobię lekcje. Co jemy?
- Mają tu dobre naleśniki, dobre są też dania z mięsem. - pokiwałam głową.
- Co dla państwa? - podszedł kelner.
- Ja zjem naleśniki. - wyszczerzyłam się.
- Ja poproszę piąteczkę i wodę, a ty co pijesz?
- Sok pomarańczowy? - spojrzałam na kelnera, pokiwał głową i odszedł. Westchnęłam. - O której chcesz jechać do Emmy?
- Jak wrócę z pracy.
- Bo ja muszę się nauczyć na jutro, bo będzie pytać.. a też chciałabym teraz chwile odpocząć. Nie wiem jak to zrobić. - skrzywiłam się.
- Nie musisz jechać. Nie masz takiego obowiązku.
- Ale chce? - uśmiechnąłeś się. Przynieśli nam jedzenie, więc zamiast gadać zjedliśmy. Odwiozłeś mnie pod swój dom, stanąłeś, zgasiłeś silnik i spojrzałeś na mnie. - Co? - uśmiechnęłam się.
- Żal mi cie tu zostawiać samą.
- Oh. - zaśmiałam się. - Zrobię przynajmniej lekcje. - odpiąłeś się z pasów i wyciągnąłeś klucze z kieszeni.
- Trzymaj. - podałeś mi. - Będę koło piątej.
- Ok. Nie ma problemu. - ucałowałam twój policzek i wysiadłam. Gdy dobierałam się do drzwi, odjechałeś. Weszłam, sama, przez chwile stałam patrząc po ścianach i meblach. Weszłam do salonu, wyobrażając sobie przez chwile jak zachowujesz się gdy jesteś sam. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jak na osobę młodą, wychowującą siostrę, będąc chłopakiem, masz zadziwiający porządek w domu. Ruszyłam do kuchni i zanim znalazłam szafkę z kubkami otworzyłam kilka innych, nalałam sobie wody która stała przy sokach na blacie. Weszłam na górę, do twojego pokoju. Uwielbiam go. Pachnie w nim drzewem sandałowym, czyli tobą. Usiadłam przy biurku i wyjęłam książki. Teraz tylko się skupić, ale moje myśli ciągle są gdzieś przy tobie. Zajęłam się czytaniem tematu i robieniem zadań. Jednak ostatnie było zadaniem dodatkowym, wymagającym wiedzy poza podręcznikowej. Zerknęłam na twojego laptopa. Wyjęłam telefon, było po szesnastej.
Mogę użyć laptopa? (Do lekcji, ty gorszy terrorysto od wujka).
Wysłałam, choć z wyszczerzem na twarzy.
Naprawdę pytasz, czy żartujesz? Uznałem "czuj się jak u siebie" jako zbędne, ale widzę że jednak nie jest zbędne.
Zamiast ci odpisać włączyłam laptopa. Jak większości się wydaję, powinnam pewnie teraz zacząć szperać i szukać, ale ja tego nie zrobię, ufam ci. Weszłam w przeglądarkę szukając konkretnych tematów, spisując informację do zeszytu. Temat wydawał się ciekawy, ale po czterdziestu minutach okazał się nudnawy. Brawo ja, zrobię zadanie, żeby dostać dodatkowe zaliczenie. Zauważyłam kątem oka jak coś mi się rusza po przedpokoju, aż podskoczyłam i dopiero wtedy ogarnęłam, że to ty.
- Przestraszyłem cie? - wszedłeś do pokoju, przytulając się do mnie od tyłu.
- Trochę. Akurat skończyłam lekcje. Nie grzebałam nigdzie.
- Jak się tłumaczysz to zaczynam nabierać podejrzeń. - zacząłeś całować moją szyję. - Możesz grzebać, gdzie chcesz, nie mam nic do ukrycia, ufam ci. - wymruczałeś między pocałunkami. Odwróciłam się do ciebie bokiem. Przeszedłeś przede mnie, całując moje usta, a dłonie wsunąłeś pod moje uda i podniosłeś, wrzucając sobie mnie na biodra okrakiem. Złapałam się twojej szyi. Podszedłeś do łóżka, rzucając mnie na sam środek, zachichotałam jak małe dziecko. Też na nie wszedłeś, okrakiem nad moje biodra i lekko przysiadłeś, choć ciężar oparłeś na kolanach. Dłońmi złapałeś moje nadgarstki odciągając nad głowę i przylepiłeś się do moich ust. Chichotałam ci w usta, pomiędzy całusami które oddawałam. - Co cie tak śmieszy? - zapytałeś, puszczając moje nadgarstki i odciągając bluzkę w dekolcie, całując mój obojczyk. To chyba rodzaj twojego fetyszu? Zawszę to robisz, całujesz go i przejeżdżasz palcami. I szczerze to uwielbiam! Miałeś roześmiane oczy, kochałam je takie. Wsunęłam dłonie na twoje spodnie i rozpięłam guzik. - Ee ee - mruknąłeś, zabierając moje dłonie i zarzuciłeś je sobie na szyje. Zjechałeś pocałunkami po jednym ręku na obojczyk. Zaśmiałam się, bo nie byłeś ogolony i mnie łaskotałeś. Zsunęłam ręce, kładąc je zaraz pod swoimi piersiami po czym przesunęłam je na twoje spodnie i rozpięłam rozporek. - Emily. - złapałeś mnie za nadgarstki, ściskając je lekko do siebie i ułożyłeś na mojej klatce piersiowej, nie puszczając. - Nie. - spojrzałeś mi w oczy i odezwałeś poważnie.
- Dlaczego? - mówiłam rozbawiona. - Nie masz na mnie ochoty? Ja mam na ciebie. - mówiłam cicho.
- Mam. - uśmiechnąłeś się. - Ale nie chce zrobić nam dzidziusia. - pochyliłeś się i cmoknąłeś moje usta. Położyłeś się obok.
- Jak to? - podniosłam się i usiadłam okrakiem na twoich biodrach. Złapałeś mnie za uda.
- Nie mam gumek.
- No to chodź do sklepu. - Wstałam, ciągnąc cie za rękę. Wstałeś i wyszliśmy szybko z domu, idąc szybkim krokiem w stronę sklepu. Dopiero gdy dochodziliśmy do konkretnych półek, zorientowałam się że to zły pomysł. - To ja pójdę sobie sok wezmę. - ruszyłam ale złapałeś mnie za rękę i pociągnąłeś do siebie, stanęliśmy.
- Gdzie uciekasz? - mruknąłeś mi do ucha, bo już zauważyłeś że się zawstydziłam. Zgarnęłam grzywkę z za ucha i spuściłam wzrok. - Nie wstydź się. - złapałeś moją dłoń. - Które weźmiemy? Może chcesz czegoś nowego?
- Nie wiem o czym mówisz.
- Na przykład o takich prążkowanych, albo z wypustkami. - wskazałeś opakowania. - Są też ultra cienkie.
- A jakie używasz zazwyczaj?
- Z tobą te, dodatkowo nawilżone. - objąłeś mnie ramieniem, bo jakoś tak naturalnie się odsuwałam. - żeby zniwelować ryzyko obtarć u ciebie.
- To weź te sprawdzone. - wziąłeś opakowanie i ruszyłeś do kasy.
- Nie wiem czego się wstydzisz. - śmiałeś się ze mnie. Wróciliśmy do domu, a gdy tylko zamknąłeś drzwi złapałeś mnie za biodra ciągnąc do siebie i całując moją szyje. Skierowaliśmy się do salonu, gdzie oparłam się o tył kanapy. Przylgnąłeś, całując mnie zachłannie. Zsunąłeś ze mnie spodnie, razem z majtkami a twoja dłoń zawędrowała w określone miejsce. Robiłeś szybkie ruchy palcami i całowałeś moje usta. Puściłeś mnie, rozpinając spodnie i naciągając prezerwatywę. Odwróciłeś mnie tyłem do siebie, oparłam się o oparcie i wypięłam pupę. Złapałeś mnie za biodra i wszedłeś szybko, od razy przechodząc do konkretnych ruchów. Odgarnąłeś moje włosy i muskałeś ustami mój kark. Pierwsza rozkosz przyszła szybko, ugięły mi się nogi i jęknęłam cicho. Przełożyłeś jedną rękę pod moim brzuchem, pomagając mi ustać. Całowałeś bok mojej szyi i miejsce za uchem. Wysunąłeś się i poprowadziłeś mnie na kanapie. Położyłeś się pierwszy, na boku i mnie pociągnąłeś też na bok. Przełożyłeś rękę, masując mnie palcami, ale szybko zmieniłeś zdanie. Wstałeś na kolana i pociągnąłeś mnie na plecy. Ręce oparłeś przy moich bokach. Rozchyliłam nogi, zaplatając je na twoich biodrach, a ty wszedłeś we mnie delikatnie. Oparłeś się na łokciach, odciągając jedną dłonią moją bluzkę i całując mój obojczyk. W takich chwilach żałuje że nie mogę cie dotknąć. Przyspieszyłeś ruchów i dobiegliśmy do mety razem. Zacisnęłam uda na twoich biodrach, przytuliłeś się, wtulając buzie między moje ramie a szyje, a dłonie wsunąłeś pod moje ramiona. Wiem że czekałeś na mnie, ty zdecydowanie szybciej się ogarniasz. Ja potrzebuje dłuższej chwili. Musnąłeś mój obojczyk. Opuściłam nogi na kanapę, a ty podniosłeś głowę. Spojrzałeś na mnie i lekko się uśmiechnąłeś. - Kocham cie. - Szepnąłeś i mnie ucałowałeś. Wstałeś i szybko ogarnąłeś swoje spodnie. Było mi tak błogo dobrze, że nie chciałam wstawać. Oparłeś się o oparcie kanapy zawisając nade mną. - W porządku? - zapytałeś cicho z troską. Kiwnęłam głową.
- Dobrze mi tu. - sięgnąłeś po koc z drugiego końca kanapy i mnie przykryłeś, usiadłeś obok. - Musimy jechać do Emmy.
- Ja muszę, ty nic nie musisz.
- Chce. - wstałam, zakładając swoje majtki i spodnie. - Jedziemy? - kiwnąłeś głową. Chwile później wyszliśmy i dotarliśmy do szpitala. Emma już samodzielnie chodziła, robiła wszystko na około siebie, jadła, wychodziła nawet na korytarz pospacerować. Choć śmiesznie kuśtykała bo na lewym kolanie miała ortopedyczny usztywniać. Na lewym ręku, od nadgarstka do łokcia miała gips. A na żebrach miała specjalne pasy. Gdy przyszliśmy, akurat rozdawali podwieczorki.
- Hej! - wbiegłam do jej sali, ku mojemu zdziwieniu była tam Madd. Ucałowałam policzki obu, a ty uśmiechnąłeś się do blondynki, a siostrę przytuliłeś.
- Jak się czujesz? - zapytałeś.
- Dobrze, ale odstawiają mi środki przeciwbólowe i bolą mnie żebra, o ręce nie wspominając..
- Ciesz się że w ogóle coś dostajesz. - usiadłeś na krześle. No tak, ty nie raz miałeś połamane kości. - Ja nie dostawałem nic.
- E ne ne ne. - wywróciła oczami. - Maddeleine przyniosła mi pyszne domowe jedzenie. - wskazała pusty pojemnik.
- Pani. Emma, naucz się. - zwróciłeś jej uwagę.
- Przestań. - zaczęła blondynka. - Macie mi mówić po imieniu.
- A gdzie wujek? - zapytałam.
- A poszedł coś załatwić, rozmawiał z Paulem. - usiadłam na łóżku Emmy.
- Wszyscy o ciebie pytają. W szkole. Wychowawca cie pozdrawia, i pani od biologii, oh i pan od matmy. - zaśmiała się.
- No gościu od matmy pewnie bardzo za mną tęskni.
- Witamy witamy. - wszedł Paul w ubraniu lekarskim a za nim wujek.
- Maxim, czy moja siostrzenica nie zatruwa ci życia? - zapytał wujek.
- Nie, absolutnie. - odezwałeś się natychmiast, poważnym tonem. - Co z moją siostrą? - zapytałeś Paula.
- Wszystko dobrze. Robiliśmy wszystkie badania, poza złamaniami żeber, przedramienia, skręconego kolana i stłuczeń, obtarć i siniaków, nic nie znaleźliśmy. Narządy są całe, zdrowe. Brak krwawień. Myślę że pojutrze wypiszemy do domu oddziałową gadułę.
- No ej! - krzyknęła Emma.
- Em, zachowuj się. Proszę cie. - zwróciłeś jej uwagę, ale wszyscy inni się zaśmiali. To trochę tak, jakbyśmy byli jedną wielką rodziną.
- A takie bóle, jak się skarży że coś ją boli, to po prostu mięśnie. Bo nie ma urazów. Uderzenie było dość silne. Takie odczucia powinny zniknąć w ciągu tygodnia, dwóch. Ale nie należy się tym martwić. Nie mniej jednak, jak coś was zaniepokoi, to przyjdźcie.
- Dzień dobry. - w drzwi zapukali ludzie. Wasi rodzice. Matka miała chyba jakieś ciasto w ręku.
- Wyjdźcie! - wstałeś natychmiast.
- Ej. - stanęłam przed tobą.
- Po co tu przychodzicie?!
- Bo jesteście naszymi
- Nie jesteśmy! - krzyknąłeś chyba na pół oddziału. - Nie życzę sobie żebyście tu przychodzili!
- Max! - popchnęłam cie do tyłu, uderzyłeś w moje nadgarstki żebym zabrała dłonie.
- Ej! - stanął koło nas wujek. Maddeleine stanęła przy Emmie, która wyglądała na przerażoną. Paul obserwował sytuacje. - Nie musisz jej bić.
- Wiem co robię. - wtrąciłam się.
- Mamy prawo tu być, gdy nasze dziecko jest w szpitalu. - podeszli. Kobieta odłożyła ciasto na szafkę. Mężczyzna chciał przytulić Emmę, ale wyskoczyła z łóżka jak poparzona, wpadając na Madd, ta zakryła ją swoim ciałem stając przed nią. Zacząłeś się ze mną szarpać, więc wepchnęłam cie do łazienki zatrzaskując drzwi. Ciągle krzyczałeś aby wyszli i że nie chcecie z nimi kontaktu.
- Wypuść mnie.
- nie.
- Przesuń się! - przepchnąłeś mnie, ale ja cie odepchnęłam. Wiedziałam że będziesz zdolny do pobicia ich, ze złości, może z nienawiści. Gdy już nie dawałam rady, przycisnęłam dłonie do twojej klatki i brzucha. Odepchnąłeś mnie.
- Uspokój się! - krzyknęłam.
- Wypuść mnie, tam jest moja siostra, mam prawo tam być!
- Nie masz, bo nie dam zrobić ci głupoty! - znów podszedłeś, a ja znów cie dotknęłam. Uderzyłeś mnie w twarz z otwartej ręki i oparłeś się o ścianę na rękach.
- Wyjdźcie, wyprosiłem ich. - otworzył drzwi Paul. Wpadła Emma, zapłakana, rzuciła się w twoje ramiona. Wyszłam bez słowa, zabierając torebkę i wyszłam z sali. Zadzwoniłam do Aidena.
- Halo?
- Gdzie jesteś? - ruszyłam do przystanku.
- W domu.
- Wpadnę do ciebie.
- Naprawdę dzwonisz żeby to powiedzieć? Coś się stało?
- Tak. Muszę pogadać. - dobiegłam do autobusu, pod jego blokiem byłam w kilka minut, wbiegłam na górę i weszłam do mieszkania. - Aiden!
- Tu! - krzyknął z salonu, weszłam i usiadłam na kanapie obok niego, natychmiast przylepiając się do jego boku. Objął mnie. - Ok. Komu mam przypierdolić? - wyczuł.
- Podejrzewam że mi. - wychrypiałam w jego bok.
- Co się stało? - wyprostowałam się. - Czemu masz czerwony policzek?
- Opierałam się w autobusie o rękę. Ee.. Co byś zrobił gdyby ktoś ważny dla ciebie, zaczął się ciąć? - szybko zmieniłam temat.
- Maxim się tnie? - zapytał spokojnie i usiadł wygodniej. - To ciężka sprawa. Pewnie zrobiłbym wszystko żeby przestał.
- Zaczął się ciąć, gdy nas zabrali na spotkanie. Ok, wyglądało to strasznie i byłam przerażona. Ale nie czułam.. nie winie go za to? To nie jego wina. Poza tym teraz pojawiają się ich rodzice i widzę że kompletnie sobie z tym nie radzi. Przemawia przez niego nienawiść, strach, złość, ból, same negatywne emocje. Gdy ich widzi, wpada w jakąś.. nie wiem.. agresje? Myślę że to jakiś rodzaj agresji. - Westchnął. - Nie wiem jak mu pomoc. Czuję że to wszystko, rodzice, ja, siostra, to zaczyna go przerastać. Nie wiem jak mu pomóc.
- Cięcie się, to forma zagłuszenia bólem fizycznym, bólu psychicznego. Myślę że powinnaś z nim bardzo szczerze porozmawiać. Może potrzebuje wsparcia? Jak chcesz ja też mogę z nim pogadać, chociaż to delikatna sytuacja, więc może to go wyprowadzić z równowagi, bo nie jestem jego super przyjacielem. A Brian? Albo ten.. ee.. Mike? Pogadaj z nimi. Nie podoba mi się ten policzek. - wskazał mnie.
- Przestań.
- Nie byłby tak długo czerwony od opierania się. Pokaż no mi go bliżej. - przysunął się.
- Aiden, przesadzasz. Naprawdę.
- A jak Emma?
- Dobrze. Dobrze się czuje. Tylko zaczęli jej zmniejszać środki przeciwbólowe więc trochę ją wszystko boli, ale jest dobrze.
- No to super. Dobrze że nic poważnego się nie stało. - zadzwonił mój telefon. Wujek.
- Halo?
- Emily, gdzie jesteś? Wszystko w porządku?
- U Aidena. Tak. Czemu pytasz?
- Bo wyszłaś tak w tym zamieszaniu. Ale wszystko dobrze?
- Tak. Jesteście w szpitalu?
- Nie. Już wyszliśmy. No dobrze, to tylko się tam nie zasiedź.
- ok. Pa. - rozłączył się. - To mówisz że to dobry pomysł z przyjaciółmi?
- Noo ee. Wiesz, oni znają go lepiej, on pewnie ich też. No wydaje mi się ok. Może spotkaj się z nimi sam na sam? Pogadaj? - kiwnęłam głową i wybrałam numer Ashley.
- Halo halo halo? - zaśpiewała radośnie.
- Hej, mam prośbę.
- Słucham mów.
- Czy możemy się jutro spotkać? Z Mikem i Brianem? Ale żeby Maxim nic nie wiedział?
- Ee no alee to tak po szesnastej?
- No ok, ja rano mam szkołę. A Brian jest bliski Maximowi?
- Ee.. Co się dzieje?
- Nic. Tak pytam.
- No bardziej Mike.
- To może bez Briana to zrobimy? Ja, ty i Mike? Ale nie mówcie nic Maximowi.
- Ok. To napisze ci eske jutro, o której dokładnie. Ale myślę że tak szesnasta, siedemnasta.
- Ok. To do zobaczenia.
- Pa. - rozłączyłam się.
- Oglądamy coś? - wskazałam telewizor. Kiwnął głową i włączył jakiś program. Przytuliłam się do niego, kładąc głowę na klatce i objęłam rękoma. Do ciebie chociaż mogę się bezkarnie przytulać. Objął mnie ręką i przytulił. Koło dwudziestej zadzwonił dzwonek, przysypiałam, czułam tylko jak Aiden wstaje.
- Emily - zawołał. - Laia. - wszedł do pokoju. Otworzyłam oczy. - Wstań, do ciebie.
- Co? - wstałam, przecierając oczy wyszłam na przedpokój. Stałeś przy drzwiach, z kwiatami w ręku.
- Zanim coś powiesz - zacząłeś gdy tylko mnie zobaczyłeś. - Jestem dupkiem, kretynem i chujem. Przepraszam. - spojrzałam na Aidena, ten zerkał po nas. Podeszłam, patrzyłeś na mnie ze strachem. Znów byłeś przerażony. Wyciągnęłam ręce obejmując cie w szyi, przytuliłam. Objąłeś mnie, nagle zjechałeś na dół, klękając. Rzuciłeś kwiaty na ziemię i mocno mnie przytuliłeś w pasie. - Przepraszam. Jestem głupim dupkiem.
- Dupkiem, ale moim. - uśmiechnęłam się.
- Przepraszam.
- Ok. Nie jestem zła. - zadarłeś głowę do góry, patrząc na moją twarz. Uśmiechnęłam się. - Wstań. - pociągnęłam cie za ręce. Wstałeś, biorąc kwiaty.
- Ostatnio mówiłaś że nie kupuje ci róż. - podsunąłeś mi cały bukiet czerwonych róż. Wzięłam je i poszłam do kuchni wstawić je do wody. Poszliście za mną.
- Nie żebym się wtrącał. Ale ty ją przepraszasz na kolanach, a ona ma ciągle czerwony policzek, twierdząc że opierała się ręką w autobusie. - popatrzył podejrzliwie na ciebie.
- Aiden, jesteś przewrażliwiony.
- Przestań. - przerwałeś mi. - Masz racje. - przyznałeś mu. Aiden spojrzał na mnie wściekle i jeszcze bardziej na ciebie. Złapał cie za bluzę i przybił do ściany. Złapałeś go za nadgarstki.
- Aiden! - krzyknęłam. Mierzyliście się wzrokiem. - Aiden! Puść go! - wciskałam się między was. - Aiden! Uspokój się! - Wcisnęłam się i odpychałam jego klatkę.
- Odsuń się. - Warknął patrząc mi w oczy, tym wzrokiem, który narzucał. Wycofałam się. - Idź do pokoju.
- Nie bij go.
- Idź! - krzyknął. Wyszłam. Nasłuchiwałam, ale była cisza. Po chwili obaj weszliście.
- Chyba go nie uderzyłeś?! - naskoczyłam na niego.
- Udzielił odpowiedniej odpowiedzi. - usiadł na kanapie.
- Na jakie pytanie?
- Na bardzo ładne pytanie. - uśmiechnął się. - Siadaj. - usiadłam. - Ty też. - wskazał ciebie, usiadłeś obok mnie. Skupiliśmy się na filmie, choć wcale mnie nie interesował.
- Dobra. Bo ja mam jutro szkołę. - wstałam. - muszę jeszcze ogarnąć coś. - Też wstałeś. - Ej, jak coś to jutro zadzwonię. - odezwałam się do Aidena.
- Ok. - kiwnął głową.
- Dziękuje za dziś.
- Nie ma za co. Jak co to dzwoń. - wstał i mnie przytulił. Wyszliśmy. - Emily. - zawołał. - Kwiaty. - podał mi je.
- A, dzięki. Do zobaczenia. - ucałowałam jego polik i wyszliśmy. Wsiedliśmy do twojego samochodu. - Co Aiden zrobił?
- Nic. - zerknąłeś na mnie, patrząc na lusterko z mojej strony i wyjechałeś na ulice.
- Uderzył cie?
- Nie. W porównaniu do mnie.
- Ty go walnąłeś? - zmarszczyłam brwi.
- Ciebie. - zerknąłeś. - Przepraszam. - wlepiłam wzrok za okno. Dojechaliśmy pod twój dom. - Nie zapytałem, czy chcesz nadal u mnie być?
- Tak. Nic się nie zmieniło. - wysiedliśmy i weszliśmy do domu. - Idę na górę, muszę jeszcze zrobić jedną rzecz do szkoły.
- Dobrze. To zrobię kolacje.
- Ok. A wstawisz do wazonu? Bo ja się nie odnajduje?
- Tak. - zabrałeś ode mnie kwiaty, a ja pobiegłam na górę. Wyjęłam książki i zrobiłam szybko to co mi zostało. Zgarnęłam książki na jutro i poszłam do łazienki, zauważyłam w zlewie krew a w ubikacji zakrwawione gaziki. - Max! - wrzasnęłam chyba na pół osiedla, przybiegłeś natychmiast wpadając zaniepokojony. - Co to? - wskazałam gaziki.
- Zmieniałem opatrunek. - pokazałeś bandaż. - Nie sprzątnąłem bo jechałem do ciebie.
- Nie wierzę ci. - założyłam ręce na piersi. - rozbieraj się. - patrzyłeś na mnie zmieszany.
- Emily.. obiecałem ci że
- Rozbieraj się! - krzyknęłam i podeszłam, podciągając twoją bluzę. Zdjąłeś ją i spodnie, złapałam za bandaż i zaczęłam go odwijać.
- Nic nie zrobiłem. Poprzedni gazik był w krwi i się przykleił do rany. Jak się szarpaliśmy to musiałem to jakoś ruszyć. - zacząłeś tłumaczyć. Odwinęłam bandaż do końca, rana była jedna i kilka śladów poprzednich cięć. Spojrzałam na ciebie, patrzyłeś mi w oczy. - Nie oszukuje. Widzisz? Obiecałem że już tego nie zrobię.
- Masz szczęście. - przytuliłeś mnie.
- Mogę się ubrać? - kiwnęłam głową i przyłożyłam opatrunek do rany, zaczęłam zawijać. Gdy skończyłam założyłeś spodnie. - Zrobiłaś lekcje?
- Tak. Umyję się i pójdę spać. - kiwnąłeś głową.
- Przyniosę kolacje do łóżka. - wyszedłeś. Szybko weszłam pod prysznic i wróciłam do pokoju. Usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy jeść. Nagle złapałeś mnie za kark, kciukiem przecierając mój czerwony policzek. - Przepraszam.
- Ok.
- Muszę cie o coś spytać. - zrobiłeś się poważny. Kiwnęłam głową. - Gdy cie uderzyłem.. widziałaś jego? - Wlepiłam w ciebie wzrok. Przez chwile nie wiedziałam o czym mówisz. Westchnęłam odbiegając wzrokiem. Kiwnęłam głową. Zawsze go widzę, gdy ktoś podnosi na mnie rękę. Jest moim demonem, który wraca do mnie w snach. Tyranem, który zniszczył moje życie. Patrzyłeś w kołdrę. - Chce żebyś mnie uderzyła. - podniosłam na ciebie wzrok, patrzyłeś prosto na mnie.
- Co? - Spytałam z lekką kpiną w głosie.
- Chce żebyś mnie uderzyła.
- Chyba sobie kpisz ze mnie teraz.
- Nie. Naprawdę.
- Nie zrobię tego.
- Dlaczego? - wlepiłeś we mnie wzrok. Zmarszczyłam brwi.
- Bo cie kocham. Bo nie chce cie krzywdzić. Bo wiem co przeżyłeś w życiu. - nagle wstałeś.
- To nie są argumenty. Nie zrobisz mi krzywdy, a to że przeżyłem w życiu.. co to ma do tego? Ty też przeżyłaś, a ja jestem tępym chujem.
- Nie mów tak.
- Ale tak jest. Emily, nie mów że nie.
- Sprowokowałam cie. Umyślnie. Nie miałam lepszej alternatywy na odciągnięcie cie, żebyś ich nie pobił. - założyłeś ręce na biodra, chyba zaczynałeś się wkurzać.
- Chce żebyś mnie uderzyła.
- Nie.
- Emily
- Powiedziałam nie! - przerwałam ci.
- Proszę?
- Pocałuj mnie w dupę. Nie zrobię tego. - odsunęłam talerz od siebie.
- Ok. Jak cie pocałuje to to zrobisz? - spojrzałam na ciebie, patrzyłeś całkiem serio.
- Nie. Odwala ci.
- Emily proszę.
- Nie. Czemu w ogóle ci na tym zależy? Jesteś jakimś sadystą?
- Nie. Chce.. - zamilkłeś. - Chce żebyś mi oddała. Chce.. - zabujałeś się z nogi na nogę. - Chce zobaczyć to co ty. - wbiłam w ciebie wzrok, kompletnie nie rozumiejąc twoich słów.
- Jak to zobaczyć to co ja widzę? - chwile na mnie patrzyłeś w ciszy.
- Bije cie osoba którą kochasz, której ufasz, prowokując tym pojawienie się w twojej głowie demonów z dzieciństwa.  Widzisz ojczyma. Ja widzę opiekuna z domu dziecka. Chce to zobaczyć. Poczuć się jak ty.
- Nie. Zapomnij. Nie ma mowy. Nie przyłożę do tego ręki. Poproś kogoś innego.
- Chce ciebie.
- Powiedziałam nie.
- Ale ja cie o to proszę.
- Nie! - Wstałam z łóżka, sięgnęłam twoją bluzę i założyłam wychodząc z pokoju.
- Gdzie idziesz?
- W pizdu. Nie chce tego słuchać. - zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Czułam jak mnie obejmujesz. - Odczep się.
- Odczepię się jak mnie uderzysz, choćbym miał cie sprowokować.
- Ciekawe jak. - odwróciłam się i popatrzyłam w twoje oczy. Myślałeś. Nagle się uśmiechnąłeś. Odwróciłeś i pobiegłeś na górę. Dopiero teraz i mnie olśniło, wbiegłam za tobą do pokoju i do łazienki. Stałeś z żyletką. - Odłóż to! - krzyknęłam, a ty w tym samym momencie przejechałeś po ranie którą miałeś. Momentalnie pokazała się krew. Podbiegłam łapiąc ręcznik i tamując krew. - Jesteś głupi.
- Zrób o co proszę bo przetnę drugą rękę. - odwróciłam się i trzasnęłam cie w policzek. Wcale nie dlatego że prosiłeś, a dlatego że byłam na ciebie wściekła.
- Jesteś kretynem! Ryzykujesz własnym życiem! - sięgnąłeś znów po żyletkę, a ja walnęłam cie w rękę i jeszcze ze dwa razy, chyba w klatkę i brzuch. Zakaszlałeś. Chyba cie zabolało. Rzuciłam ręcznik i wyszłam. Nie tyle z łazienki, pokoju, a w ogóle z domu. Wzięłam tylko torebkę.
- Emily! - wybiegłeś za mną. Gdy dobiegałeś, odwinęłam się i znów dostałeś w twarz. Chyba się tego nie spodziewałeś. Uważałeś to za żart, a tymczasem wkurzyłeś mnie do granic możliwości. - Emily, Skarbie.
- Skarbie?! - wrzasnęłam na pół osiedla. - Pierdol się Max! Mam cie dosyć! Wracam do domu! - ruszyłam szybkim krokiem. Stałeś, bo nie słyszałam kroków za sobą. Chyba głęboko to analizowałeś.
- Emily. Przepraszam. - wybiegłeś przede mnie.
- Zejdź mi z drogi bo ci przypierdolę w najcieńsze piórka. - syknęłam i cie wyminęłam.
- Emily, przepraszam. Wybacz mi. - znów wybiegłeś, klękając i łapiąc mnie w pasie.
- Obiecałeś mi że przestaniesz to robić! I co?! Zrobiłeś to! Nie chce cie widzieć na oczy!
- Nie zrobiłem. Emily, nie zrobiłem. Zobacz. - pokazałeś mi - Zerwałem tylko strup z krwi. Obiecałem tego nie robić. Przepraszam. Wybacz mi. Emily, jak to zaważy na naszym związku, to ja się powieszę albo strzele sobie w głowę. Przepraszam, jestem głupi, wybacz mi, kocham cie. - przytuliłeś mnie mocno w pasie. - Proszę wróć ze mną do domu.
- Nie mam ochoty dziś na ciebie patrzeć.
- Będę spać na kanapie. - popatrzyłam na ciebie. Zdesperowany, niemalże ze łzami w oczach. Patrzyłeś spotulniałym wzrokiem. Ściągnęłam z siebie twoje ręce i wróciłam się do twojego domu. Odetchnąłeś z ulgą.
- Zrobisz to jeszcze raz, a odchodzę. - zagroziłam ci, gdy weszliśmy do domu. Popatrzyłeś mi poważnie w oczy i pokiwałeś głową. Ruszyłam na górę, a ty do salonu. - A ty gdzie?
- Na kanapę.. nie chcesz mnie dziś widzieć.. - mówiłeś zakłopotany.
- Chodź do łóżka. - kiwnąłeś głową i wbiegłeś za mną. Weszliśmy do pokoju, a ja od razu wpakowałam się do łóżka. Położyłeś się obok.
- Jesteś zła?
- Tak.
- Mogę coś zrobić?
- Zamknij się.
- Może seks na zgodę? - spojrzałam na ciebie.
- Serio? Chyba żartujesz.
- Chyba tak. Na inne działało.. - przykopałam ci w biodro aż spadłeś z łóżka.
- Nie jestem innymi! - krzyknęłam. - Przestań mnie w końcu porównywać! - podniosłeś się z podłogi. Wziąłeś poduszkę i bez słowa wyszedłeś.
***
Witam witam!
Na początku muszę podziękować bardzo bardzo mocno za tak wspaniałe komentarze pod ostatnimi rozdziałami! <3
Takie słowa motywują najlepiej do pisania dalej i do publikowania olejnych rozdziałów! <3
Dziękuję pięknie! <3

Z początku chciałam napisać one shoota wigilijno-świątecznego z Emily i Maximem. Ale doszłam do wniosku że bardzo chcecie rozdział z częścią dalszą, więc.. jest rozdział :)

Bardzo chcieliście rozdział na wigilię, więc oto jest!
Teraz pytanie, kiedy chcecie następny? W sylwestra? Przed sylwestrem? Jeszcze w święta?
W związku z tym że  to rozdział wigilijny - chciałam życzyć Wam wszystkiego co dobre, zdrowia, uśmiechu na twarzy każdego dnia, siły do walki w te gorsze momenty i zawsze spełniających się marzeń! (I cierpliwości w czekaniu na rozdziału u mnie? =D )

SPOJLER
29. Nowy Początek.
 [...]
 Siedzieli, Ash patrzyła na Mikea, on patrzył na mnie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to poważna sprawa? - zapytał cicho Mike. Kiwnęłam głową. - Max bardzo dużo przeżył w swoim życiu. Niewiele rzeczy jest w stanie go złamać, ale są takie rzeczy. Zazwyczaj jest silny i potrafi sobie radzić, jednak gdy coś zaczyna go łamać, nie potrafi się sam podnieść, potrzebuje wsparcia. - Pokiwałam na jego słowa. - Dobrze że nam to powiedziałaś, trzeba z nim porozmawiać. Zadzwonię do niego żeby tu przyjechał po pracy, a Ashley cie nakarmi bo zrobiła obiad chyba na tydzień. - wyjął telefon, my poszłyśmy do części kuchennej. Domofon zadzwonił po siedemnastej. - Emily, jak będę z nim rozmawiać, nie broń go, nie tłumacz, nie reaguj choćby nie wiem co się działo.
- Będziesz go bić?
- Nie planuje, ale jak zasłuży to dostanie. - zadzwonił dzwonek do drzwi. [...]
- Co jeśli się nie zgodzę?
- Ucierpi Emma. Nie zatrzyma się przed pobiciem czy gwałtem. Myślałem że jesteś jej przyjaciółką.
- Ty to zrób. Umiesz tylko zasłaniać się innymi. Jesteś dupkiem, większym niż Max. Sam chowasz swój zadek, wystawiając swoich najlepszych przyjaciół. - patrzył na mnie chwile w skupieniu.
- Wiem. - przyznał, co mnie zdziwiło. - Nie zależy ci na Emmie?
- Oddaje co dostałam. - Kiwnął głową i odszedł.
- Ryan. - zawołałam i podeszłam. - Co będę miała w zamian?[...]
 Przy framudze stał Aiden i dopiero po chwili zauważyłam że jest pijany.
- Co tu robisz? - zaśmiałam się.
- Emily.. - zrobił krok w moją stronę. Patrzył mi w oczy. - Kocham cie. - Złapał mnie za ramiona i wpił w moje wargi. Zamknęłam oczy, nie odepchnęłam go, zamarłam.[...]
- Wybite ze stawu. - stwierdził. - Nastawie kość. Ash przynieś bandaże. A ty siadaj. - pociągnął mnie na kanapę, złapał moją dłoń i przed ramie. Spojrzał na mnie. - Co oznacza nie udana transakcja Ryan?
- Dostarczała paczkę.
- Wciągnąłeś ją? Ty kretynie!
[...]

6 komentarzy:

  1. Bardzo wciągający rozdział. Kurde Maxim znowu uderzył Emily, ciekawe co mu Aiden powiedział. Swoją drogą zachowanie Emily pod koniec rozdziału bardzo mi się spodobało. Była taka stanowcza, trochę opryskliwa, ale w tej sytuacji jest to wyrozumiałe. Maxim zwariował. Totalnie.
    Twój spojler sprawił, że zapewne nie zasnę w nocy w oczekiwaniu na nowy rozdział! Nie mogę się doczekać co będzie, kiedy Aiden wytrzeźwieje. Tak więc czekam, czekam, czekam.
    Zdrowych, wesołych, spokojnych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadanie jest świetne :D Relacje Maxima z Emily są dla mnie czasami zabawne, w końcu Emily jest stanowcza i nie dała się przrprosic. Max powinien sobie to wszystko przemyśleć i pozwolić Emily sobie pomoc. Tak myślałam, że Adien jest w niej zakochany. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń :D Wesołych świąt :D

    OdpowiedzUsuń
  3. WoW, jestem mega zaskoczona. Nie sądziłam, że Emily go uderzy i to kilka razy. Jak zwykle najciekawszy spojler. Jak dla mnie nowy rozdział możesz dodać jutro lub w drugi dzień świąt.
    W te święta magiczne - życzenia ślę liczne.
    Pachnących jodełek, z ogromem światełek.
    Olbrzymich prezentów, od wesołych elfów.
    Pod obrusem sianka, a za oknem bałwanka. 😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacja! Nie spodziewałam się, że to wszystko tak... tak się zmieni. Emily jest mistrzem w dzisiejszym rozdziale. Pokazała co się w niej kryje na prawdę. Te emocje, zaangażowanie, odwaga.. dużo poświęca dla Maxima. Szkoda, że on jej nie docenia. Ale przekona się na pewno a i niedługo. Jak łatwo kogoś stracić.
    Akcja, kiedy Emily wrzuciła siłą do łazienki Maxima,gdy rodzice weszli do sali. Prowokacja. Adrenalina. Kurwa! Coś pięknego.

    Wiedzialam, wiedziałam!!!!! Wiedziałam, że coś pomiędzy Emily i Aidenem będzie. :) Zapowiadają się same pozytywne odcinki. Pełne napięcia, wrażeń i ... Nie wiem co jeszcze jesteś w stanie wymyślić. I tak już nas wszystkich pochłonęło to opowiadanie.


    Wiesz że ja uwielbiam sensacje. Żywisz mnie tym. Jak jakiegoś wampira czy coś. Lubię te ich pełne dygresji dyskusje i niedomówienia.

    Wesołych i superasnych świat :* nowy odcinek proszę jeszcze w święta! Błagam błagam błagam! Mam ostatnie dwa dni wolnego. Później pracuje i zero wolnego. Zrób mi prezent pod choinkę! Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział MEGA, jak zwykle, zaczynam się zastanawiać czy to nie staje się nudne jak pod każdym rozdziałem piszę, że rozdział super/fajny/mega...i inne pochwały na które oczywiście zasługujesz. Pod koniec zaczęłam się śmiać, bawiło mnie zachowanie Em, kiedy ona się stała taka stanowcza? Nie wiem, czy tylko mi kojarzyło się z takim dobrym Starym małżeństwem? bardzo dobrze postąpiła, tak à propos podoba mi się jej postawa, widać jak bardzo kocha Maxa, to jest urocze i świetnie, że trafił w swoim życiu na taką osobę. Bardzo się zdenerwowałam, gdy czytałam o tej akcji z żyletką, jak on mógł zrobić jej coś takiego, jeszcze na jej oczach. Ciekawa jestem co będzie z ich rodzicami i czemu pojawili się tak nagle. Jak zwykle mnie zaskoczysz :\
    Kolejny rozdział? Kiedy dasz radę :) Nasza , żywicielka też przecież musi odpoczywać :*
    Dziękujemy za życzenia.
    W ten wigilijny dzień zaśnieżony, kiedy w kościele biją dzwony, a pierwsza gwiazdka błyska na niebie, moje życzenia płyną do Ciebie. Hmmm... a jakie mam Ci złożyć życzenia, by warte były Twego westchnienia? Sukcesów w życiu, ciepła w miłości, dużo uśmiechu, wiele radości. Spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń, samych przyjaznych w Twym życiu zdarzeń. Niech ten wyjątkowy w roku dzień, odsunie na zawsze Twe troski w cień. I niech się śmieje do Ciebie świat, blaskiem szczęśliwych i długich lat.
    Madzia :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem. Ostatnio miałam mega doline i w ogóle -.- więc napisanie komentarza było dla mnie ciężkie...
    Rozdział cudowny,jjlestem pod wrażeniem jak pięknie się rozwijasz. Nie mówię tego żeby przyslodzic bo utrzymujemy kontakt, ale dlatego że napisalabym to nawet jakbym cię ,,nie znała" :)
    Emily widzę że dojrzała do miłości, cco do tej akcji z żyletka o O potrafi postawić twardo na swoim i dać do zrozumienia że coś tam jej się nie podoba. Plus dla niej i oby tak dalej ;) Aiden *.* Mmmmmm...
    Cudo ;*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy