19.05.2017

48. Montesano.

     Rano obudziłam się w pustym łóżku, wstałam i poszłam do swojego pokoju, zakładając ubrania i ogarniając swoją twarz. Po cichu zeszłam na dół z telefonem w ręku. Nikogo nigdzie nie było. Dopiero po chwili usłyszałam śmiech z ogrodu. Wyjrzałam i natychmiast zostałam zauważona.
- Chodź chodź. Siadaj i jedz. – wołała Judy. Nieśmiało podeszłam i usiadłam obok Paula, bo tam było wolne krzesło. Amy zajadała się jakąś sałatką. Rodzice Paula jedli kanapki a Paul siedział z kubkiem kawy w dłoni. Była całkiem ładna pogoda.
- Dziś wychodzę, umówiłam się z dziewczynami. Wrócę późno, albo wcześnie rano. – oznajmiła Amy.
- Dobrze, w razie czego Paul cie przywiezie, dobrze? – zaczął ojciec.
- Tak. – potwierdził lekarz. Zadzwonił jego telefon, podniósł go ze stołu. – Jedz Emily a nie patrzysz, bo nie wstaniesz z tego krzesła. Halo. – odebrał. Chwile słuchał. – Tak. – Znów chwile słuchał. – Ahym. To beznadziejnie. Dostała NLPZ? -posłuchał. - Podaj jej w takim razie dożylnie leki nieopioidowe przeciwbólowe. Ale nie ketoprofen. Zacznij od metamizolu, a wieczorem dodaj paracetamol. – słuchał, wszyscy na niego patrzyli. Amy chrupała papryką. -  No i co wyszło? – kiwał głową. – Tak jak mówiłem. Jak się nie zatrzyma to podaj steryd immunosupresyjne w jednej dawce. – chwile słuchał. – Informuj mnie. – rozłączył się i odłożył telefon.
- Czemu jesteś taki niesympatyczny dla Emily? – zaczęła Judy.
- Co to NPLZ? – wtrąciła Amy.
- NLPZ. Leki niesteroidowe. Mamo, nie jestem niesympatyczny, tylko przy okazji bycia dobrym kumplem jestem jej lekarzem i na jej pecha znam jej kartę medyczną.
- Nie powinieneś być dla niej taki niemiły. – pokręciła głową.
- Dlaczego dzwonią do ciebie jak masz urlop? – Zapytała Amy.
- Bo na moje nieszczęście wybrałem taki zawód, gdzie urlopy, święta i wolne nie istnieją. – zaśmiał się.
- No ale możesz nie odbierać przecież, nie?
- Nie mogę nie odebrać Amy. Jak mam wolne to moich pacjentów przejmują koledzy.
- No ale koledzy lekarze nie?
- Tak, ale oni nie znają moich pacjentów. W karcie jest wszystko napisane, ale nie znają ustaleń. Poza tym ja jako lekarz prowadzący muszę i chce być informowany na bieżąco.
- A jakbyś nie odbierał?
- Amy, to są ludzie, chodzi o ich zdrowie i życie. Nie mogę z lenistwa ich zostawić.
- Dzieci. Bo już widzę że się przepychacie jak za młodu. – wtrącił Steve. – Dziś idziemy z mamą do parku. Spotkamy się z Freyami.
- Ja już mówiłam że idę z dziewczynami. – zaczęła Amy.
- Ja zostanę w domu. – odezwał się Paul. – Dotrzymam towarzystwa Emily. – spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się. Wzięłam sobie kanapkę z białym serem i miodem.
- Idę się szykować bo wcześniej idziemy do kina. – Amy wstała i poszła do domu.
- A ja muszę naprawić furtkę. – wstał Steve i poszedł w dalszą część ogrodu. Mama Paula jeszcze chwile posiedziała i poszła do domu. Paul grzebał coś w komórce.
- Już wiem, znam odpowiedzi na twoje pytania. – zaczęłam po chwili.
- Yhym. – mruknął.
- Mam nie mówić teraz? – zapytałam zmieszana.
- Masz mówić, czekam na kontynuację. – odłożył telefon i wziął kubek z kawą.
- Na Aidenie zależy mi bo znam go od dzieciństwa. Zawsze był obok mnie. Zawsze mi pomagał. Zawsze mnie bronił. Gdy zjawił się Peter stał się.. pewnego rodzaju moim opiekunem. Drogowskazem. Kimś kto motywował mnie do walki o jutro i o swoje marzenia i cele. Zawsze mnie wspierał. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji. Nie umiem bez niego normalnie funkcjonować. To tak jakby ktoś zabrał ci kompas, gdy jesteś na pełnym morzu. – słuchał uważnie i patrzył mi w oczy, kiwnął głową. – A Maxim.. to hm.. jest skomplikowaną postacią. Jest moją bratnią duszą. Wiele mi pokazał i dużo się nauczyłam. Obdarował mnie uczuciem. Dał mi stabilizację, poczucie bezpieczeństwa, zaufania, wsparcie. Ale jest w nim taka cząstka, która jest tajemnicza, której się boję, taka mroczna, ale mimo to nie wyobrażam sobie bez niego życia. Pokazał mi swoją historię i to, że zawsze warto walczyć o lepsze jutro, że zawsze jest jakieś wyjście, że zawsze ma się ludzi wokół siebie. A Peter i Tony.. napawają mnie strachem, niepewnością, bólem.. łzami. Wszystkim tym, co złe.
- Podsumowując. Dwie postacie pozytywne, dwie negatywne. Zauważyłaś co je łączy między sobą?
- Nie?
- Peter i Tony to strach. Maxim i Aiden to poczucie bezpieczeństwa. – patrzyliśmy na siebie dłuższą chwile w ciszy. - I to właśnie one są kluczowe. Strach to destabilizacja, brak poczucia bezpieczeństwa, a poczucie bezpieczeństwa to jedna z najważniejszych rzeczy. Bez niej nie jesteś w stanie prawidłowo funkcjonować psychicznie. Więc, Peter i Tony stawiają cie w warunkach niekomfortowych, a Maxim i Aiden dają ci poczucie komfortu psychicznego, bezpieczeństwa.
- Aee.. noo.. yym.. – zmarszczyłam brwi. – Możliwe.
- Emily, koleżanki do ciebie. – wyjrzała z domu uśmiechnięta mama Paula, a za nią Carla i Jess. Spojrzałam na Paula, on patrzył na nie.
- Zaraz ją puszcze, poczekajcie w salonie. – odezwał się do nich i spojrzał na mnie. – Podsumowując, to normalne że się boisz. To prawidłowa reakcja każdego człowieka. Dobrze że masz Aidena i Maxima. Wątpię żeby któryś odszedł.
- Dlaczego?
- Bo widzę jak na ciebie patrzą, jak cie traktują. Za dużo przeszłaś z Aidenem, a Maxim ma za dużo z tobą wspólnego, też musiał się przed tobą otworzyć. Obaj czerpią korzyści dla siebie ze znajomości z tobą. Jesteś dla nich wsparciem.
- Nie wiem. Muszę to przemyśleć. Możemy porozmawiać o tym później? – kiwnął głową. - Mogę iść? – wstałam.
- Siadaj. – nakazał poważnym tonem, usiadłam. Nie wiedziałam że tak potrafi. – Nie będę zrzędliwym wujkiem. Nie będę cie sprawdzać. Wyznaczać pory powrotu. Nakazywać czegoś, albo zakazywać, bo z własnego doświadczenia wiem jak to działa. Nie powiem nie pal, nie pij i tak dalej. – patrzył mi w oczy. – Ale powiem, uważaj na siebie, nie dzwoń do Neala, jak wypijesz alkohol nie odbieraj od niego telefonów, wtedy pewnie zadzwoni do mnie a ja coś wymyśle, zadzwoń kiedy będę miał po ciebie przyjść żebyś sama nie wracała. Aha. I fajnie by było wiedzieć gdybyś miała zamiar nie wrócić na noc. – uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. – Uciekaj. – skinął na dom. Pobiegłam do dziewczyn i natychmiast opuściłyśmy dom. Poszłyśmy na spacer po okolicy gadając o głupotkach. Na każdym kroku spotykałyśmy znajomych ludzi. Odwiedziłyśmy park, szkołę, cukiernie, Johna który mieszka na przeciwko mojego domu i bar w którym pracował Aiden a my w nim notorycznie przesiadywałyśmy. One opowiedziały co u nich nowego, co po staremu. Jednym słowem, nic ciekawego. Ja czekałam aż będę sam na sam z Jess. To ona jest mi bliższa, zawsze była. Wieczorem poszłyśmy do domu Aidena z Jessicą. Carla musiała iść do domu. Usiadłyśmy z miską chipsów przed telewizorem.
- Paul uważa że to normalne, że Aiden i Max to bezpieczeństwo, a Peter i Tony strach. – Zaczęłam.
- Powiedz że jest w błędzie. No nie jest. – spojrzała na mnie. – Dobrze wiesz że ma racje. To znaczy nie wiem co do Maxima.. bo go nie znam. Ale Aiden i Peter. Tak.
- Nie wiem co mam zrobić. Przeprowadzka do Seattle popsuła mi kontakt z Aidenem. Rozeszliśmy się gdzieś. On ciągle pracuje, tam wszystko jest droższe, poza tym tak się wkręcił w tą sprawę z Maximem bo chce mnie chronić przed Peterem. Maxim znowu.. odsunął się i mam wrażenie że tego nie widzi. Pracujemy razem i praktycznie to jedyny czas gdy się widzimy. Twierdzi że odsunął się przez sprawę w FBI, bo nie chce mnie narażać na Petera, bo jakoś tak wyszło że pośrednio dla niego pracował. Ale czuje że jest coś jeszcze. Może jemu wystarcza kontakt w pracy? Mi nie. Wiesz, już wcześniej to się rozjechało, porozmawiałam z jednym, z drugim i wydawało się że wszystko zmierza ku lepszemu. Ale.. pojawił się Peter i wszystko w łeb strzeliło. I nie tyle że stanęło w miejscu, czy wróciło do poprzedniej postaci, jest jeszcze gorzej. I czuje że jak nic nie zrobię to obaj odejdą, zniknął, gdzieś zostaną. Nie wiem co mam robić. Z jednej strony ich rozumiem, z drugiej jestem wściekła, jest mi przykro, bo bardzo ich obu potrzebuje. Tym bardziej że wiem, że nie umiem bez nich funkcjonować. Przyjechałam, bo potrzebuje dystansu. Czasu na przemyślenie wszystkiego. Na wymyślenie czegoś. – Siedziała cicho, patrzyła na mnie i słuchała, a ja wywaliłam ten monolog chyba na jednym wdechu.
- Ciężko będzie. Z Aidenem.. – westchnęła chwile milcząc. – Wątpię żeby odszedł, bo cie kocha, jesteś jak jego młodsza siostra, nie zostawi cie, za dużo razem przeszliście. Może teraz zajął się pracą, bo chce cie ochronić, bo ma możliwość? I zaraz wróci na miejsce? Może sam jest już zmęczony? Sytuacją? Peterem? Może nie chce wchodzić między ciebie a Maxa? Myślę że powinnaś z nim porozmawiać. – pokiwałam zgodnie głową. – A Max. Ciężko mi się wypowiedzieć. Nie znam go. Widziałam go dwa razy na oczy. Ale.. skoro wszystko się sprowadza do pracy z nim.. może weź urlop, albo zrezygnuj z pracy? Zobaczysz co zrobi gdy przestaniecie się widywać w pracy? Czy się zainteresuje?
- Zastanawiałam się nad tym. – Przyznałam. – pomyśle nad tym jeszcze.

     Następny dzień spędziłam w ogrodzie rodziców Paula, z nim. Leżeliśmy na kocu chyba z pół dnia, na zmianę grając w siatkówkę bez siatki.. O dziwo świetnie czułam się w jego towarzystwie. Luźno. Ciągle ze mną rozmawiał, o pierdołach, o życiu, o moich problemach, o Aidenie, Maximie, Peterze. O planach na przyszłość, o wujku, opowiadał historyjki. Pomagał mi zrozumieć swoją sytuacje i zrozumieć zachowania Aidena i Maxa. To trochę jakbym miała jakieś prywatne terapie. Ale czułam się lepiej, psychicznie. Mogłam mu się wygadać o wszystkim. Choć sama nie wiem, czemu mu ufam? Ale ostatecznie pomógł Emmie po wypadku, Mikeowi ze studiami, Maximowi gdy został postrzelony i nic nie powiedział wujkowi..  więc chyba jest godny zaufania? Wieczorem wyszłam z dziewczynami, z Jess, Carlą i Hayley, która była dziewczyną z którą Jess chodziła do szkoły. Poszłyśmy do naszego baru, gdzie pracował Aiden, był własnością Johna, mojego byłego sąsiada. Wiecie co było najlepsze? Że przypomniałam sobie co to znaczy mieszkać w małym mieście. Uwielbiam tą atmosferę. To jak ludzie się traktują. Jak tu jest. To jest najlepsze. Zaczęłyśmy od piwa, od tańczenia do piosenek Abby. Tak, Abby. To małe miasto, królują tu stare, dobrze znane hity. Do domu wracałyśmy na piechotę, z butelkami soku pomarańczowego w rękach. Bo tylko to dał nam John. Odprowadziłyśmy Hayley, Carle a Jess odprowadziła mnie. Weszłam po cichu do domu Paula i cichutko poszłam do pokoju i położyłam spać.

     Minęły cztery dni spędzone w Montesano. O dziwo, z Jess widziałam się dwa razy, a całe dnie spędzałam z Paulem. Jest świetnym kompanem do rozmowy.  Zamiast z Jess, rozmawiałam właśnie z Paulem o swoich problemach.
- Co myślisz, żebym zrezygnowała z pracy? – zaczęłam, gdy siedzieliśmy w kuchni. Paul robił kanapki, a ja pomagałam.
- Dlaczego?
- Żeby sprawdzić Maxima. Teraz widzimy się tylko w pracy. Tak jakby mu nie zależał. Jestem ciekawa co zrobi, gdy z niej zrezygnuje. Czy się zainteresuje, czy nadal nic nie zrobi. – chwile na mnie popatrzył.
- Too.. ma sens. – przyznał.
- Bo nie potrzebuje pracy. Utrzymuje mnie wujek. Poza tym był wkurzony, gdy jej szukałam.
- To prawda. – Nagle mnie olśniło. Stanęłam jak wryta.
- O ja pieprzę.. – jęknęłam.
- Co? – spojrzał na mnie, przegryzając plasterek ogórka.
- Ty. – usiadłam, odkładając nóż którym kroiłam pomidora. – Ja, wujek, Madd, nawet Aiden, Mike czy Maxim.. Ty wiesz wszystko. O wszystkich. Wszyscy zawsze przychodzą do ciebie po pomoc, zawsze pomagasz. – patrzył na mnie i nagle się uśmiechnął gryząc kolejny plasterek ogórka.
- Z Maximem to przesada. – odezwał się po chwili. – Jakby to powiedzieć. – wziął kolejny plasterek i chwile stał. – Jak mogę to pomagam, a często wystarczająca pomoc to rozmowa lub wysłuchanie. Mam też taki dar, umiejętności słuchania, oceniania osobowości, rozumienia, empatii. Znam też ludzką psychikę, bo mam papier psychologa terapeuty. Łatwiej mi oceniać sytuacje. Odpowiadając na twoje pytanie. Tak, wiem wszystko o wszystkich. Tak, wujek, Madd, ty, Mike, czasem Aiden, przychodzą, rozmawiają. Maxim nie. Wiem jakim jest człowiekiem bo wystarczy spędzić z nim chwile aby wyłapać specyficzne zachowania. Dużo czasu spędzał z Emmą w szpitalu, wiem też dużo z opowieści twoich, Aidena, Mikea, czy nawet Neala. Wiem o wiele więcej niż może ci się wydawać że wiem. – patrzył mi w oczy.
- Ja pierdole no.. – jęknęłam. – Zaraz się okaże że wiesz więcej niż ja.
- Na pewno lepiej znam osobowość Maxima. Bo wiem na co patrzeć. Wiem że przeszedł przez wiele strasznych, ciężkich doświadczeń, nie raz był stawiany pod murem. Dlatego wiem, na ile musiał się zebrać aby powiedzieć ci cokolwiek. Jesteś dla niego ważna. Może się pogubił sam w sobie, może ma ważne powody, ale zależy mu. Na pewno. Domyślam się że ma problemy, bo Mike się o niego martwi. Wiem o sprawie w FBI. O tym że jest informatorem. Zaprzyjaźniliśmy się z Mikem. I powiem więcej, często o tobie rozmawiają. Maxim to inicjuje.
- Co mówią? – zapytałam ciekawa.
- Nie powiem ci. I tak powiedziałem za dużo. Tajemnica lekarska. Jaki byłby ze mnie terapeuta skoro bym wszystko wygadywał? – układał pomidory na kanapki.
- Ale już powiedziałeś. – uniosłam brwi do góry. No powiedz!
- Tak. Żeby cie upewnić w tym, że mu nadal zależy. Daj mu czas i samej sobie.
- Sobie? Po co? – zmarszczyłam brwi robiąc grymas niezrozumienia.
- Emily, doskonale wiesz po co. – spojrzał na mnie poważnie. – Peter. Tony. I te sprawy. Kanapeczkę? – podsunął mi talerz.
- Co myślisz o pracy?
- Emily. Jeśli czujesz że to dobre wyjście, to słuchaj serce. Boisz się że to zajdzie za daleko, że będzie za późno. To nic złego. Chcesz go zmotywować. To zrozumiałe.
- Odkąd zaczęłam tam pracować, nasz związek przestał się rozwijać, stanął w miejscu.
- To spróbuj.
- Mogę skorzystać z twojego laptopa?
- Jest na górze. – kiwnął głową. Wstałam i poszłam, wzięłam laptopa, zalogowałam się na pocztę i napisałam do ciebie wiadomość, oficjalną rezygnację ze stanowiska. Wyślij. Amen.

     Następny dzień spędziłam z Jess, w dzień łaziłyśmy po mieście, wieczorem poszłyśmy z Carlą i Hayley do baru. Tańczyłyśmy i piłyśmy. Tej nocy na prawdę się wytańczyłam i.. spiłam jak cholera. John nas pilnował, ale Aaron, barman i nasz stary kumpel, wydawał nam więcej drinków, niż przyzwolił nam pić John. Jak zawsze. Bawiliśmy się świetnie,  przyszli chłopcy z liceum. Tańczyliśmy z wódką w ręku. Wybiła trzecia. Podszedł do mnie Tim, chodziłam z nim do szkoły.
- Ej, tamten koleś ciągle się na ciebie gapi. – wskazał stolik pod ścianą. Rozpoznałam Jamiego. Brata Jess. Szturchnęłam ją, podeszłyśmy.
- Szpiegujesz mnie łajzo jedna? – zaczęła Jess. Była już nawalona. Ja nie lepsza..
- Nie. Jestem ze znajomym. – zaczął rozbawiony widząc w jakim stanie jest siostra.
- Emily. – usłyszałam z boku. Aż zesztywniałam. Przełknęłam ślinę i spojrzałam. No chyba kurwa kpisz.
- Pierdolisz. Jej szukasz? – zaczął Jamie.
- Tak. – przeszedłeś obok niego, zerkając po nas.
- Trzeba było powiedzieć że Laia od Aidena O’Leili. To kumpela mojej siostry. – tłumaczył. – Chyba powinnaś wracać do domu, już wystarczająco wypiłaś. – zabrał szklankę z ręki Jess.
- Nie rządź się gówniarzu. – wysepleniła.
- To ja jestem starszy. – zaśmiał się.
- Co ty tu robisz? – wtrąciłam, przerywając tą bezsensowną kłótnię, spojrzałam ci w oczy.
- Przyjechałem. Nie będę o tym teraz rozmawiać. Jesteś pijana, a oni nie muszą tego słuchać.
- Jesteśmy rodziną dupku. – jęknął Jamie patrząc na ciebie z kwaśną miną.
- Że co kurwa? – wrzasnęła Jess. Gdzie się zgubiłam? Co przegapiłam? – Chyba kurwa żartujesz! To jest twój brat?! – machała rękoma. – Emily idziemy. – złapała mnie za nadgarstek i wyciągnęła na dwór.
- Co to znaczyło? – zapytałam zmieszana. Czy chce wiedzieć? Może źle zrozumiałam?
- Jamie jest adoptowany. – spojrzała na mnie.
- No wiem. – kiwnęłam. Wiem od kilku lat.
- Już dawno mówił że spotkał się z bratem, że tamten go znalazł, ale nie chciał ujawniać kto to jest, ze względu na naszą rodzinę. A teraz.. no kurwa, jego bratem jest Max? Twój Max? To jakaś kpina chyba. – Chwile. Chwila chwila.. Maxim ma.. brata?! Co to kurwa ma być? Chyba muszę się napić. Może coś źle zrozumiałam? Wyszli za nami, obaj. – Idę do domu.
- Jess poczekaj. – zaczął.
- Nie odzywaj się do mnie! – wrzasnęła i ruszyła szybkim krokiem.
- Max muszę
- Spoko, idź. – machnąłeś przerywając mu. Złapałam go za rękaw przyglądając się i puściłam. Poszedł a ja wlepiłam wzrok w ciebie. Jesteście podobni. Jesteście podobni! I to cholernie bardzo. Czego jeszcze o tobie nie wiem?! – Emily
- Zamknij się. Nawet nie chce tego słyszeć. – przerwałam ci i ruszyłam do domu Paula.
- Emily. – podbiegłeś za mną i złapałeś mnie za rękę. – Przyjechałem do ciebie. Nie gniewaj się.
- Nie gniewam się o to! Masz brata? – wyprostowałeś się zmieszany. – Ile jeszcze rzeczy przede mną ukrywasz? – spojrzałam ci w oczy.
- Teoretycznie tak. Praktycznie nie. – założyłam ręce na piersi. – Emily, wyjaśnię ci to jutro. Jak wytrzeźwiejesz. Porozmawiamy spokojnie.
- Co tu robisz?
- Wytrzeźwiej. Chodź, tam mam auto. – wskazałeś drugą stronę ulicy. – Odwiozę cię do domu.
- Mieszkam u Paula.
- Jakiego Paula? – zdziwiłeś się.
- Benetta.
- Lekarza? – kiwnęłam głową. – On jest z Montesano?
- Tak.
- Odwiozę cie. – ruszyliśmy do auta. Otworzyłeś mi drzwi, wsiadłam, a sam obszedłeś auto. - Nie wiem gdzie mieszka. – odpaliłeś zerkając na mnie.
- Powiem ci jak jechać. – Przez drogę nie rozmawialiśmy, mówiłam tylko, skręć tu i tam. Pod domem byliśmy w dziesięć minut. Wysiedliśmy i wszedłeś ze mną do domu.
- Poradzisz sobie? Odprowadzić cie do łóżka?
- Kogo ja tu widzę. – po schodach zszedł Paul. Spojrzał na mnie. – Ile wypiłaś? – Obserwował mnie.
- Nie dużo..
- Zdecydowanie więcej. – zmarszczył brwi. Ale miał neutralny wyraz twarzy. Nie był zły.
- Zajmiesz się nią? – zacząłeś cicho.
- Zajmę. – kiwnął głową.
- Przyjadę rano, muszę z nią porozmawiać jak wytrzeźwieje.
- Ok, a gdzie idziesz? – zapytał badawczo Paul.
- Poszukać hotelu albo motelu?
- Żartujesz? Jest tu jeden motel, naprawdę obskurny, jeszcze się zarazisz jakimś gównem. Zostań, możesz spać z Emily. – spojrzałam na niego morderczo. – Nie patrz tak na mnie. Jak ci nie pasuje, to możesz spać u mnie, a on niech śpi sam w twoim pokoju.
- Nie dobrze mi. Idę spać. – ruszyłam na górę. Zostali chwile na dole, ja się w tym czasie przebrałam w piżamę i wpakowałam do łóżka Paula. Przyszli. Stanąłeś w drzwiach z rękoma w kieszeni.
- Jak sobie nie życzysz mnie tu, mogę jechać. – spojrzałeś na mnie poważnie.
- Zostań. Jestem wkurwiona bo mnie okłamujesz.
- To nie tak. – zerknąłeś na Paula, jakbyś się tłumaczył też przed nim. – Jutro wszystko wyjaśnię.
- Spać, oboje. – Odezwał się Paul, położyłam się, przykryłam. Poszedłeś do pokoju, a Paul chwile się kręcił. Gdy przysypiałam, zaczęło mi się kręcić w głowie i mnie zemdliło. Poderwałam się na równe nogi i pobiegłam do łazienki. Zaczęłam wymiotować. Paul zajrzał. Podszedł zgarniając mi włosy do tyłu. Kaszlałam i wymiotowałam jednocześnie. Astma się odezwała. Nie mogła wybrać lepszego momentu. Jeszcze bardziej kręciło mi się w głowie przez brak tlenu. Dziwnie się czułam. – Emily. Oddychaj. – pociągnął mnie za brodę. Stał za mną i był pochylony. – Emily! Wdech! – krzyknął do mnie.
- Co się dzieje? – usłyszałam gdzieś w oddali ciebie. Cofało mnie, ale nie wymiotowałam, za to gdzieś odpływałam. Szumiało mi w uszach.
- Emily – pociągnął mnie pod ramionami. Odsuwając od ubikacji. – Otwórz oczy. Emily! – spojrzałam na niego. – Nie zamykaj oczu. Mdlejesz, zadławisz się. Max, zmocz ręcznik. – po chwili poczułam zimno na karku. – Będziesz jeszcze wymiotować? – zaprzeczyłam głową. – Jest ci słabo?
- Jest blada. – wtrąciłeś.
- Emily. Jest ci słabo? – oparł mnie o swoje nogi, stał za mną. Trzymał mnie pod ramionami. Kiwnęłam głową. Pociągnął mnie na podłogę, na bok a nogi lekko uniósł. Po chwili sama się podniosłam, zwymiotowałam. Złapał mnie za szczękę, patrząc w oczy. Chwile obserwował.
- Chce się położyć.. – jęknęłam. Podniósł mnie i przetransportował do łóżka. Położył na boku, pod policzek położył zrolowany ręcznik. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.

     Rano obudziłam się z takim kacem, że ledwo usiadłam na łóżku. Wstałam, byłam sama w pokoju. Bolał mnie żołądek, było mi nie dobrze, bolała mnie głowa i byłam rozkojarzona. Nie pamiętam za dużo z wczoraj. Wiem że pojawił się Maxim i coś było nie tak. Wzięłam telefon z szafki, dzwonił wujek i mam kilka wiadomości od Jess i Aidena. Ruszyłam na dół i ogarnęłam będąc w przedpokoju że jestem w koszulce.. kogoś, nie wiem kogo, chyba Paula? Zeszłam na dół, wszyscy siedzieli na ogrodzie, przy drewnianym stole. Rodzice Paula siedzieli obok siebie i jedli obiad.. zerknęłam na telefon i ogarnęłam że wcale nie jest rano. Jest czternasta. Paul siedział przy już pustym talerzu. Amy nawet nie ruszyła jedzenia, wyglądała jakoś blado. Chyba wczoraj też gdzieś wychodziła na imprezę. Ty siedziałeś grzecznie i jadłeś. Rozmawialiście wszyscy cicho, Amy się przysłuchiwała. Podeszłam.
- Dzień dobry Emily, siadaj i jedz. – Judy wskazała krzesło. Usiadłam. Ale nie ruszę jedzenia bo będę rzygać dalej niż widzę. Obserwowałeś mnie.
- Jak się czujesz? – zapytał Paul.
- Beznadziejnie.. dzwonił do ciebie wujek?
- Tak. – spojrzał na mnie. Przełknęłam ślinę. – Śpisz, bo całą noc spędziłaś przy ognisku z Jess, Amy i Carlą. – uśmiechnął się. – Wiarygodny świadek. – wskazał Amy.
- Jedz. – uśmiechnęła się Judy.
- Nie. Dziękuję. Przepraszam, nie czuję się najlepiej.
- Nie musisz jeść, bo masz zmęczony żołądek, ale musisz pić. Wodę. W kuchni są saszetki które rozpuszcza się w wodzie, są bezsmakowe, weź jedną. Uzupełni ci elektrolity i pomoże nawodnić organizm.
- Mieszkać z lekarzem. Masz przesrane. Wiesz że ja tak mam od jakichś dwudziestu lat? – zaczęła Amy.
- Co najwyżej szesnastu. – poprawił Paul.
- Co za różnica. Więcej niż dziesięć. – wzruszyła ramionami.
- Ja myślę że fajnie mieć lekarza w rodzinie. – przyznałam.
- Nie kłóć się z bratem Amy. – wstała Judy. – Steve, mieliśmy zrobić porządek w garażu.. – wstali oboje i poszli do domu.
- Jak się tu znalazłeś? – zapytałam cie.
- Przyjechałem.
- No co ty nie powiesz. – mruknęłam. – Jak wróciłam do domu? – zapytałam ciszej Paula. Zaśmiał się i wskazał ciebie.
- Pamiętasz coś z wczoraj?
- Taak.. Tima. Jess i Jamiego.. i ciebie ze mną w kiblu.. – zamilkłam - Jeezu.. patrzyłeś jak rzygam. Ale wstyd. – zakryłam rękoma twarz. Paul się śmiał. Amy i ty też. Wcale nie śmieszne!
- Pocieszę cie że mam młodszą siostrę która za kołnierz nie wylewa, a jako lekarz przez tyle lat, widziałem naprawdę o wiele gorsze rzeczy niż pijana nastolatka wymiotująca do klopa.
- Pocieszające. – mruknęłam.
- Idę spać. – wstała Amy i poszłam do domu. Chwile siedzieliśmy w ciszy.
- Będę tak uprzejmy i was teraz zostawię, bo jak mniemam po waszych nocnych minach i odzywkach do siebie, to chyba się pokłóciliście, więc teraz to naprawcie, wyjaśnijcie i tak dalej. – wstał. – Tylko bez rękoczynów proszę, bo moja mama będzie miała przez was zawał. – zgarnął szklankę z kompotem i odszedł. Milczeliśmy. Przetarłeś kciukiem dolną wargę i odwróciłeś się do mnie przodem.
- Ile pamiętasz z wczoraj? – patrzyłeś mi w oczy. Twoja twarz była spokojna, opanowana.
- Nie dużo.. – podrapałam się po głowie. – To chyba lepiej, bo przynajmniej nie pamiętam kłótni? Ale za to pamiętam rzyganie. – westchnęłam ciężko przykładając dłonie do oczu.
- To co się wydarzyło, ciężko nazwać kłótnią. – przyznałeś po chwili. Spojrzałeś za mnie, a po chwili podszedł Paul.
- Zanim pójdę w pizdu, to trzymaj. – podał mi szklankę. – Masz pić. – nakazał i odszedł.
- Czyli co się stało? Pamiętam jak staliśmy przed barem. Ale nie wiem czemu się tam znaleźliśmy?
- Jess cie wyciągnęła bo zdenerwowała się na Jamiego. – patrzyłam pytająco.
- A ty znacz Jamiego? – kiwnąłeś głową.
- Właśnie o to wszystko poszło. – mówiłeś opanowanym tonem. – Zanim zabrano nas do domu dziecka, miałem siostrę i brata. Jego zabrano dwa lata wcześniej niż nas. Gdy zabrano nas, on już trafił do rodziny adopcyjnej. Do Pickettów.. – otworzyłam buzie, ale żadne słowa nie padły. – Jamie to mój młodszy brat. Znalazłem go. – chwile myślałeś. – Sześć lat temu, jak wyszedłem z domu dziecka po osiągnięciu pełnoletności. On nie powiedział rodzinie, bo nie chciał ich ranić, ja nie utrzymuję kontaktu, ze względu na Emmę.
- Co to znaczy ze względu na Emmę?
- Nie pamięta rodziców, nie pamięta też Jamiego, jest zła że jemu się udało, że trafił do rodziny która go pokochała, a my byliśmy w bidulu, z przemiłym panem opiekunem grupy. Boi się, że zajmę się nim, a ją odstawie na bok. – pokręciłeś głową. – Utrzymujemy koleżeński kontakt, wysyłamy sobie życzenia na święta, czy urodziny, ale nie kontaktujemy się na co dzień. Raz na jakiś czas przyjeżdżam, żeby pamiętać jak wygląda, żeby go poznać, bo jesteśmy sobie jak obcy ludzie. Z Emmą w ogóle się nie kontaktują, nie wie że ja czasem mam z nim kontakt. – zamilkłeś. To przykre. To twój brat. Jesteście rodziną. Powinniście mieć kontakt.
- Nie chcesz się do niego zbliżyć? Jak do brata?
- Nie wiem. To ciężkie. Czasem myślę że tak, czasem, że nie..
- Ja, Aiden, Jess, Carla i Jamie byliśmy grupą. Przyjaźniliśmy się, nadal się przyjaźnimy. Jeśli chcesz, mogę ci opowiedzieć o nim.. – przez moment się uśmiechnąłeś.
- Dziękuję, na razie.. nie chce.. – odezwałeś się ciszej zniżając na chwile wzrok.
- Miałeś zamiar mi powiedzieć? Dowiedziałam się przez przypadek.
- Nie wiem. – przyznałeś patrząc mi w oczy.
- Ile rzeczy jeszcze ukrywasz przede mną?
- Nie ukrywałem tego. Nie uważam żeby to było coś ważnego, bo poza tą samą grupą krwi, praktycznie nie łączy nas nic.
-Czego jeszcze nie wiem? Ile jeszcze punktów mam do odkrycia? – Patrzyłeś na mnie chwile w ciszy.
- Dużo. – przyznałeś i westchnąłeś. Popatrzyłam po ogrodzie. – Nie będę kłamał. Jest wiele zakamarków mojego życia o których nie wiesz. O części sam już nie pamiętam, o części mam nadzieję że nigdy się nie dowiesz, a jest część.. która, po prostu uważam że nie jest ważna.
- Spoko. Fajnie wiedzieć. – zmarszczyłam brwi robiąc niezadowolony grymas. – Wymagasz ode mnie szczerości, mówienia prawdy, wszystkiego, nawet jak mi wstyd, nawet jak nie chce, a sam jesteś nie w porządku.
- Nigdy do niczego cie nie zmuszam. – zacząłeś szybko. - To nie tak. Ty masz bardziej ułożone życie. Ja wiele razy skręcałem. Wiele razy wybierałem złą drogę, złych ludzi, dokonałem złych wyborów.. są rzeczy o których sam nie chce pamiętać. Gdyby to porównać do książki, twoja zajęła by dziesięć stron, a moja pewnie z tysiąc. Z czego większość byłaby przekreślona, albo wyrwana. Część wydarzeń, rzeczy, uważam za nie istotne. – zamilkliśmy. – Nie wiem co mam ci mówić. Ciężko tak samemu z siebie coś zacząć. Też nie wiem jak zareagujesz na pewne informacje. Ale jeśli zapytasz, zawsze odpowiem szczerze. Bo nie chce mieć przed tobą tajemnic. Chce żebyś wiedziała. – milczeliśmy.
- Dowiedziałam się o tobie już tyle rzeczy, też się bałeś, ale nadal jestem. – spojrzałam na ciebie.
- Wiem. – popatrzyłeś na mnie i zniżyłeś wzrok. Oparłeś łokcie o stół i pochyliłeś do przodu.
- Co tu robisz? – zapytałam po chwili.
- Rozmawiałem z Ashley. – odezwałeś się ciszej. Zadziwiające że jesteś tak spokojny i opanowany, bo we mnie się gotuje ze zdenerwowania.
- I co? – dopytałam.
- Doradziła mi. – Spojrzałeś na mnie.
- Co?
- Jestem tutaj. Przyjechałem za tobą. – popatrzyliśmy sobie w oczy chwile. – Wiem że ostatnio cie zaniedbuje, nasz związek, że utknęliśmy, ale nie potrafię inaczej. Chce cie chronić przed Peterem nie ważne jaką ceną. Poza tym.. ostatnio spadło na mnie tyle rzeczy, gubię się trochę, nie wiem co robić, jest mi ciężko. Przepraszam. – patrzyłam. Nie wiem co powiedzieć. – Dostałem też twoje wypowiedzenie.. – dodałeś ciszej.
- To cie zmotywowało? – zdziwiłam się, bo nie sądziłam że to podziała.
- To mi pokazało że to wszystko zaszło za daleko i muszę coś zrobić, bo zaraz dostanę wypowiedzenie ze związku. – patrzyłeś mi w oczy. – Nie chce cie stracić. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez ciebie. Nie poradziłbym sobie.
- Ja bez ciebie też. – oparłam o rękę głowę. Przez twoją twarz przemknął uśmiech.
- Przepraszam że jestem takim beznadziejnym partnerem dla ciebie. – popatrzyłam na ciebie chwile.
- Jesteś dobrą osobą. Rozumiem dlaczego tak robisz, tylko nie potrafię funkcjonować, wiedząc że się oddalasz. Mam wrażenie że.. odkąd zaczęłam u ciebie pracować, coś przestało funkcjonować między nami. Odpuściliśmy sobie spotkania, spędzanie razem czasu, walczenie o jutro. Razem. Do tego doszły problemy. W firmie. W domu. Nasze prywatne. Turbulencje w związku z którymi nic nie robimy. – patrzyłeś na mnie uważnie.
- Dlatego składasz rezygnacje?
- Tak. – kiwnęłam głową. – Chce zobaczyć, czy coś się zmieni.
- Postaram się uporać z problemami i jakoś wszystko ułożyć na nowo. – zapewniłeś. Kiwnęłam głową. – Nie chce cie stracić.
- Nigdzie się nie wybieram. – uśmiechnęłam się. – Nie tak łatwo jest się mnie pozbyć, bo zawsze walczę do ostatniej kropli krwi. A ciebie, nie odpuszczę tak łatwo. – uśmiechnąłeś się. – Za bardzo mi na tobie zależy, za mocno cie pokochałam, za dużo dla mnie znaczysz i za bezpiecznie się przy tobie czuję.
- Naprawię wszystko. Obiecuję.
- Emily. – zawołał Paul stojący w wyjściu. – Masz gościa. – spojrzałam na ciebie i wstałam. Poszłam do domu, przy drzwiach stała Jess.
- Co tam? – zapytałam dochodząc do niej.
- Pokłóciłam się z Jamiem.
- O co?
- O Maxa. Moja mama się dowiedziała, że on wie, że mają kontakt. Jest zdruzgotana. Nie wiem co mam robić. – mówiła przejęta.
- Chyba w tej sytuacji nie wiele możesz. – popatrzyłyśmy na siebie. – To chyba trzeba przeczekać.
- A ty i on? Jak u was? – zapytała ciszej.
- W miarę. Właśnie rozmawialiśmy o tym co się między nami dzieje.
- I jak?
- Chce to naprawić. Zobaczymy jak wyjdzie. – wzruszyłam ramionami.
- Pójdziesz ze mną na spacer? – obróciłam się patrząc czy jesteś ale cie nie było. Kiwnęłam głową.
- Tylko powiem Paulowi. – rozejrzałam się za nim. W kuchni była Judy. – Widziała pani Paula?
- Tak Skarbie, jest w ogrodzie. – uśmiechnęła się. Wyjrzałam. Jest, siedzi z tobą i o czymś rozmawiacie. Podeszłam.
- Już was zostawiam. – wstał lekarz.
- Nie. W zasadzie to.. mogę iść z Jess? Miała awanturę w domu przez Jamiego..
- Idź. – odezwał się lekarz.
- Maxim? – spojrzałam na ciebie.
- Nie jesteś na smyczy. – stwierdziłeś. – Mogę jakoś pomóc z Jamiem?
- Na razie chyba nie. Nie znam szczegółów. Idę. – zawinęłam się. Wyszłyśmy na ulice i wolno dreptałyśmy.
- Nie jestem zła na Maxa. - spojrzała na mnie nagle. – Nic do niego nie mam. Rozumiem że szukał rodziny. To nic złego. Ale miałam umowę z Jamiem, że mama ma się nie dowiedzieć.. a się dowiedziała. Wczoraj tak się pokłóciliśmy, że jak wróciliśmy do domu to ciągnęła nas za język.
- Nie pamiętam za dużo z wczoraj.. – przyznałam. – Nie wiedziałam że Maxim ma brata. Dziś mi wyjaśnił jak to wygląda. – Jess na mnie spojrzała.
- Moja mama chce poznać Maxa i jego siostrę, oraz wszystkie osoby związane z rodziną. – przystanęłyśmy. – Myślisz że Max się zgodzi?
- Eee.. – jęknęłam. – Podejrzewam że.. będzie problem z Emmą.
- Jego siostrą? – Kiwnęłam głową.
- Nikogo innego nie ma. Tylko ja i Dylan, chłopak Emmy, z resztą to Smalley.
- Nasz Smalley? Bez kitu to zaczyna się robić dziwne.
- Co ty nie powiesz. Świat jest mały. – wzruszyłam ramionami. Westchnęła ciężko.
- Pójdziesz ze mną do Luisa? Ma mi zrobić kolczyk w sutku. – wyszczerzyła się. – Potrzebuje duszyczki do trzymania mnie za rękę.
- Spoko. Teraz?
- No. – kiwnęła i ruszyliśmy. – Może ty też sobie zrobisz? Taki prezent dla życia erotycznego z Maxem.
- Eee.. zobaczę jak to zniesiesz. – uśmiechnęłam się. Do dreptałyśmy do domu Luisa. To był starszy od nas chłopak, który miejscowo zajmował się tatuażem i piercingiem. Otworzył nam z uśmiechem i natychmiast po wpuszczeniu nas do domu, zaczął rozmowę na temat kolczyka. Jess usiadła na specjalnej kozetce a on dał jej do wyboru pierwsze wzory kolczyków ze specjalnego metalu. Sam zaczął szykować potrzebne rzeczy.
- Chce po prostu kuleczki. – oddała mu wszystko.
- Ok. Kuleczki. – podszedł do szafki i wyjął sterylnie zapakowany kolczyk.
- Czy to boli? – zapytałam.
- Zależy jaki masz próg bólu. – zerknął na mnie zakładając rękawiczki. – Samo przekucie, raczej nie, to tak jak przekuwałem ci uszy. Ale później może boleć, bo piersi są wrażliwsze. – Jess się rozebrała. Luis przetarł miejsce jakimś płynem odkażającym i usiadł. – Poziomo ma być?
- Tak. – kiwnął głową i wziął igłę.
- Dobra, uwaga, wdech. – przebił się, Jess się skrzywiła. Luis na nią spojrzał. – W porządku?
- Tak. Krzywię się na zapas. – zaśmiała się.
- Dobra, to teraz podmienimy na kolczyk. – zajął się tym, szybko podmienił i spryskał wszystko środkiem odkażającym. – W porządku?
- Tak. Jest spoko. Dzięki. – uśmiechnęła się.
- Przykleję ci opatrunek, żeby ubranie nie drażniło tego miejsca. – wziął rzeczy do opatrunku i szybko go zrobił. – Masz codziennie przemywać to miejsce. Jeśli pojawi się zaczerwienienie, ropa, duża opuchlizna to przyjdź do mnie.
- Ok. – wstała i zaczęła się ubierać.
- Em też robi kolczyk. – lekko mnie popchnęła do przodu.
- Tak? – spojrzał na mnie.
- Aeeee... w sumie czemu nie? Ale ja będę się darła bo mam niski próg bólu. – Zaśmiałam się. Usiadłam, a Luis przyszykował nowe rzeczy i zmienił rękawiczki. Ja się rozebrałam.
- Też kuleczki?
- Tak. I też poziomo.
- Ok. – przemył mi pierś środkiem odkażającym i wziął igłę. – Uwaga, wdech. – przebił się. Ło kur.. de! Bolało. – W porządku?
- Tak. – podmienił szybko wszystko i przemył. Założył opatrunek.
- Za ile wyjeżdżasz?
- W niedziele chyba.
- To jak coś by się działo to przyjdź, a jak wrócisz do Seattle, to dzwoń, powiem ci co robić. – podał mi wizytówkę.
- Mam twój numer.
- A ja mam nowe piękne wizytówki. – wyszczerzył się.
- Luis, w jakim najdziwniejszym miejscu robiłeś kolczyk?
- Damska łechtaczka, a u mężczyzny kolczyk łączący dwa pośladki.
- Co? Fuu.. – jęknęła. – A tatuaż?
- Ee.. u faceta na penisie, darł się tak że ogłuchłem. A kobieta.. chyba na stopie, w sensie, na podeszwie stopy.
- Dziwny zawód. – wstałam zakładając ubrania.
- Ale dobrze płatny i spełnia moje aspiracje. Dziś i przez parę dni mogą was boleć piersi, zrobią się wrażliwsze na dotyk. – popatrzył po nas.
- Cześć – wszedł jakiś chłopak. – Ja na drugą sesje z tatuażem.
- Tak, pamiętam. Rozbieraj się. – wstał. – Dzięki dziewczynki, do zobaczenia.
- A kasa? – zapytałam ciszej. – Ile ci przynieść?
- Wy macie zawsze gratis. – uśmiechnął się. Chwile później wyszłyśmy.
- Ej, to pogadasz z Maxem?
- Tak. – kiwnęłam głową.
- To do zobaczenia. Dzięki za spotkanie. – Uśmiechnęła się, przytuliła mnie, ale obie odskoczyłyśmy czując ból cyca. Masakra. Chwile później się rozeszłyśmy a ja wróciłam do domu. Weszłam i poszłam do ogrodu, tak jak sądziłam był Paul i ty. Rozmawialiście. Podeszłam i usiadłam.
- I jak? – Zapytał Paul.
- Dobrze. Tylko Sara chce poznać ciebie, Emmę, mnie i Dylana którego już zna. – spojrzałam na ciebie.
- Kto to jest Sara? – zapytałeś zmieszany cicho.
- Mama Jess i Jamiego. – uniosłeś brwi w grymasie i westchnąłeś.
- Zapomnij. – dodałeś po chwili.
- Bo Emma? – Kiwnąłeś głową.
- Ja mogę jechać, ty, Dylan, ale jak wezmę tam Emmę.. nie ma takiej opcji. Mogę z nią porozmawiać, ale nie obiecuje że będzie, nie mogę jej zmusić do kontaktu z nim.
- Wiem. Rozumiem. Powiedziałam Jess że Emma raczej się nie pokaże. – wstałam i podeszłam do ciebie, siadając ci na kolanach i przytulając głowę do twojej klatki. Objąłeś mnie ramionami, oparłeś brodę o czubek mojej głowy.
- Byłem ciekaw czy zobaczę ten widok. – zaczął Paul.
- Tylko uważaj na mojego cycuszka. – odezwałam się cicho. Oderwałeś głowę i na mnie spojrzałeś.
- Co?
- Uważaj na mojego cycuszka bo mnie boli. – zachichotałam.
- Boli cie pierś? – wtrącił się Paul. Kiwnęłam głową. – Dlaczego? Uderzyłaś się?
- Zrobiłam kolczyk. – obaj spojrzeliście na mnie poważnym wzrokiem.
- Kiedy? – zapytałeś zdziwiony.
- Przed chwilą. Jess robiła u Luisa i ja też się zdecydowałam. – podniosłeś mnie i wstałeś.
- Przepraszamy na chwile. – wziąłeś mnie za rękę i poszliśmy do domu, do najbliższej łazienki. Podciągnąłeś mi bluzkę i odciągnąłeś biustonosz. – Ty wariatko. – spojrzałeś na mnie. – Bolało?
- Nie, tylko teraz boli.
- Bo pierś zrobiła się wrażliwsza. Musisz teraz uważać. – usiadłeś na brzegu wanny. Złapałeś mnie za nadgarstki i przyciągnąłeś do siebie. – Kocham cię. – pocałowałeś mnie w usta.
- Ja ciebie też. – Musnęłam twoje usta. Odwzajemniłeś, przesuwając dłonie na moją talię i całując usta. Zawiesiłam ręce na twojej szyi.
- Wiesz że seks z bolącą piersią, to nie najlepsze rozwiązanie?
- Mądrala. – wyszczerzyłam się patrząc ci w oczy i cie puściłam. Rozbawiona wyszłam z łazienki, a ty za mną.
- I jak? – przechodził akurat Paul z telefonem.
- Dobrze. – uśmiechnęłam się.
- Nie kłamała. – potwierdziłeś.
- Czy ty możesz w ogóle tu być? – nagle ogarnęłam że jest środek tygodnia. Spojrzałeś na mnie zmieszany.
- Paul mnie zaprosił..
- Nie o to mi chodzi. Jest czwartek. Ty pracujesz.
- Noo eee taak jakby.. wyżej od pracy stawiam rodzinę, ty zaliczasz się do rodziny. – uśmiechnęłam się.
- Nie będziesz miał problemów?
- Szef dał mi urlop bez problemu.
- Ha ha ha, baardzo śmieszne. – złapałeś mnie za dłonie, a sam oparłeś się tyłem o ścianę i przyciągnąłeś mnie do siebie.
- Ale jutro muszę być w pracy. – popatrzyliśmy na siebie. – Więc wieczorem wracam do domu.
- Ja zostaje.
- Dobrze. – kiwnąłeś głową. – Nie każde ci wracać. Emma daje mi zeszyty do kserowania w pracy. Mam w samochodzie lekcje do wczoraj, jakbyś chciała.
- Chce. Dziękuje. A.. – chwile się zastanowiłam. – Nie możesz zostać na noc?
- Będę musiał bardzo rano wstać. – zrobiłam smutną minę. – Ale dla ciebie zostanę. – zacząłeś muskać moją szyje, a ja się chichotałam w twoje ramie. Obok nas przeszedł bez słowa Paul. Zaczęłam się śmiać i odeszłam rozbawiona.
- Paul, liczyłam na jakieś co to ma kurde być? – poszłam z nim, spojrzał na mnie zmieszany.
- Dlaczego? To chyba normalne, bardziej bym się martwił jakby przyjechał i siedzielibyście w innych pokojach.
- Marudzisz marudo. – złapałeś mnie od tyłu. Zadzwonił dzwonek do drzwi, z kuchni wybiegła Judy.
- Proszę, proszę wejdź. – zaprosiła kogoś a do domu wszedł Aiden.
- Aiden! – podbiegłam przytulając go mocno.
- Cześć Laia. Paul, Max. – objął mnie i podał rękę jednemu i drugiemu.
- Chodź, właśnie podaję deser. – Judy pobiegła do kuchni.
- Nie, nie, ja tylko na chwile, dziękuje.
- Aiden. – wtrącił Paul. – Zostań. – klepnął go w ramie i poszedł na ogród.
- Co tu robisz? – zapytałam z uśmiechem.
- Przyjechałem na trzy dni urlopu. Tylko zapomniałem kluczy. Masz może?
- Zawsze mam. Zaraz ci przyniosę. Skąd wiedziałeś gdzie jestem?
- To proste z dwóch powodów. Skoro nie ma cie u mnie, u Jess, u Johna ani w twoim domu, to jesteś z Paulem. Poza tym to małe miasto, wystarczy zapytać pierwszej lepszej osoby.
- Na to nie wpadłem. – mruknąłeś.
- Szukał mnie przez Jamiego. W ogóle wiesz że Jamie to jego rodzony brat?
- Ee.. – podrapał się po skroni. No chyba kurwa żartujesz. Założyłam ręce na piersi.
- Wiedziałeś i mi nie powiedziałeś?
- To nie moja sprawa Laia. To jego rodzina. To jego sprawa. Nie mam prawa informować cie o takich rzeczach. Czemu nie wściekasz się na niego? – wskazał ciebie.
- Bo się wściekałam ale mi przeszło, teraz wściekam się na ciebie. Skąd w ogóle wiesz? Wiesz więcej niż ja, a wy nawet się nie lubicie.
- W zasadzie to już się lubimy. – wtrąciłeś.
- Zamknij się. – warknęłam.
- Pracuje w FBI. Mam dobry wywiad śledczy. – wyjaśnił Aiden. Westchnęłam ciężko i poszłam na ogród do Paula.
- Jak to jest że nawet się nie lubili, a teraz wiedzą o sobie więcej niż ja.
- Życie. – spojrzał za mnie.
- W zasadzie to działa w jedną stronę, ja nie wiem o nim, a on wie o mnie. To raczej niezręczne. – usiadłeś obok mnie, a Aiden po drugiej stronie. Przyszła też Amy. A Judy i Steve przynieśli pucharki z różnymi owocami.
- Proszę, jedzcie. – Uśmiechnęła się.
- Aiden, ty tu. Mieszczuchu. – zaśmiała się Amy. – Co tam stary glucie? Dawno się nie widzieliśmy. Podobno jesteś też w Seattle?
- Tak. Przeniosłem się do pracy tam.
- Za Panną Jabłkową. – zaśmiała się.
- Nienawidzę tego przezwiska. – westchnęłam.
- Panna Jabłkowa? – zapytałeś zdziwiony.
- Rzucałam w Dylana jabłkami. – Wyjaśniłam pokrótce.
- Chodził z takimi siniakami. – wspominała Amy.
- Za to ty nie byłaś lepsza bo notorycznie napieprzałaś Aarona z baru Johna. – zaczął Paul patrząc na Amy.
- Dlatego teraz nie mam darmowych drinków.. – robiła smutną minę.
- Oj dzieci. – zaśmiała się Judy. – Jedzcie. – Podsunęła mi pucharek. Wzięłam go i zaczęłam jeść, były ogrodowe truskawki, winogrona, jabłka, gruszki, jagody i inne owoce.
- Czemu nagle wziąłeś urlop? – zapytałam Aidena. – Do tej pory mówiłeś że nie możesz.
- Tak. Tylko do tej pory nikt mnie tak nie wkur.. – spojrzał na rodziców Paula. – zył. – dokończył. – Więc wziąłem i mam ich w tylnej części ciała, niech robią co chcą.
- Brian też wziął wolne? – zapytałeś.
- Nie, jest na zwolnieniu lekarskim. Między innymi dlatego na nim jest, dlaczego ja jestem na urlopie.
- Aee.. no spoko. – mruknęłam. – Zrobiłam kolczyk w sutku chcesz zobaczyć? – Zakrztusiłeś się wodą którą właśnie piłeś.
- Nie uważasz że to niezręczne? Maxim tam siedzi. – wskazał krzesło.
- Niech się przyzwyczaja.
- Nie. – przełknąłeś w końcu i spojrzałeś na mnie mówiąc poważnie. Popatrzyłam na ciebie. Gdybyś tylko wiedział że właśnie cie sprawdzam.. Nie żebym się nie pokazała Aidenowi, ale znam granice związku. Byłam ciekawa czy zareagujesz. – Rozumiem że już nie jedno widział gdy ci pomagał, ale nie. – odezwałeś się stanowczo, a ja parsknęłam śmiechem.
- Żebyś widział swoją minę. – śmiałam się. – Tak poważnie, to cie sprawdzam. – złapałam cie za rękę.
***
Witam!
Dziś zdecydowanie dłuższy rozdział, ale mam nadzieję że ciekawy?

Dziękuję pięknie za każdy komentarz! To najlepsza motywacja do pisania, publikacji i działania dalej! <3

Dziękuję pięknie Mari - za jej wytrwałość, upominanie się, komentarze, za to że jest ze mną od samego początku! 

Miłego weekendu Wszystkim!

Kolejny rozdział za tydzień, piątek wieczór lub sobota.

 

2 komentarze:

  1. No bardzo zabawny odcinek, nie powiem. Niektóre dialogi wywołują taki uśmiech na twarzy.. że na prawdę. Cieszy mnie, że Maxim ruszył się i pojechał za nia. Że Aiden również się pokazał. Widać że oboje ja bardzo kochają i gdyby coś wydarzyło się strasznego, oboje by sobie tego nie wybaczyli.
    Duża niespodzianka z bratem Maxima. Nie spodziewałam się. :) Mam nadzieję, że ich relacje poprawia się i rodzina Jamiego nie będzie czuła się odrzucona.

    Nie ukrywam, owszem był odcinek poświęcony zagubionemu Aidenowi, ale wciąż za mało dla mnie. Tak strasznie lubię tą postać. Uważam że też sporo ma za uszami i kłamie Emily, ale póki co trzymasz to w tajemnicy. Mam nadzieję, że zrobisz jakiś specjalny odcinek poświęcony jemu i Emily. W końcu razem przeszli nie jedno.

    Dobrze, że Max wygrał sprawę i nie jest ojcem dziecka. Ile trzeba mieć zaufania i siły (Emily), żeby wierzyć tylko na słowo bo się kogoś kocha.

    Fajnie, że Paul ma.taki.kontakt z Emily, lepszy niż z wujkiem. Trochę dziwne.

    Komentuje wszystko za jednym razem. Wszystkie 3 odcinki przeczytane i nadrobione. Wybacz za zwłokę. :)

    Kiedy zafundujesz nam jakiś stres związany z całą grupą przyjaciół?! :) Czekam niecierpliwie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze jedno. Kolczyk w sutku?! Nie mogłaś nic innego wymyślić?! Szalona jesteś jak ten kolczyk! Fuj. :P

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy