15.07.2017

56. Wigilia.

      Następnego dnia w naszym domu zaczęły się generalne porządki i przygotowania. Madd wpadła do mnie do pokoju.
- Emily. Pomóż mi. - usiadła na parapecie okna, tam gdzie ja siedzę. - Rozmawiałam z Nealem. Wigilia jest u nas. Wszystkim powiedzieliśmy że robimy święta bez prezentów, żeby nie czuli się zakłopotani, nie wiemy jakimi pieniędzmi dysponują, poza tym pewnie mieliby problem z kupnem prezentów dla niektórych osób. Ale - wystawiła palec. - My kupujemy prezenty, takie wiesz, niespodzianki. Mam problem co kupić Maximowi, Aidenowi, Mikeowi, Ashley i Emmie. Jakieś pomysły?
- Ee.. - chwile myślałam marszcząc brwi. - Aiden lubi czytać książki kryminalne, ma ich bardzo dużo, to najlepszy prezent dla niego. Maxim rysuje, to jego hobby i jego praca, więc może coś z tej dziedziny? - kiwała głową i zapisywała na kartce. - Emma.. - przygryzłam wargę, co ona lubi? - Może coś z kosmetycznych rzeczy? Zawsze ładnie się maluje, lubi o tym gadać, lubi takie rzeczy. A Mike i Ashley.. - westchnęłam. - Ashley lubi gotować i kosmetyki, też głównie do makijażu. Mike.. ee.. co on lubi.. wiem że lubi medycynę. - zaśmiałam się.
- Co mają w domu? - zapytała.
- Mają.. dużo książek naukowych. Mają.. sporo alkoholu, raczej rzadkiego. Mają.. nie wiem co mają, mogę podpytać.
- Zapytam Paula. Z tego co mamy.. poszukam jakichś rzadkich książek i kupie. Dla Maxima.. muszę zrobić mały rekonesans. Emmie kupie może jakieś fajne rzeczy kosmetyczne, do malowania, takie droższe, pewnie ich nie ma. Ashley.. gotowanie. Pomyśle. Jeśli Mike lubi rzadkie alkohole to Neal może pomóc. - kiwnęłam głową. Madd wyszła, ale przyszła z wujkiem po jakichś czterdziestu minutach.
- Emily - zaczął Neal. - Tak rozmawialiśmy. Co myślisz o tym, żeby w wigilię wszystkich przenocować? Rano od razu ruszymy w drogę.
- Bo tak myślę, że to smutne że na przykład Aiden wróci samotnie do pustego domu po wigilii. - odezwała się Maddeleine.
- Spoko. Myślę że to fajny pomysł. - Kiwnęłam głową.
- Mamy materace na strychu, wstawilibyśmy je do ciebie do pokoju dla Aidena, Mikea, Ashley i Emmy. - zaczęła znów Madd. - Maxim by spał z tobą a - wujek chrząknął, blondynka na niego spojrzała. - Przestań. Przecież nocują u siebie, byli razem pod namiotem.
- Wiem. Nie mam sklerozy. - mruknął.
- Paul by przenocował w gościnnym. - dokończyła.
- No spoko. - kiwnęłam głową.
- To super. Aha. Czy Maxim może przyjść dziś?
- Zapytam. - kiwnęła głową i wyszła. Wujek za nią. Wzięłam telefon i wybrałam twój numer.
- Halo Słonko. - odebrałeś szybko.
- Heeej. Co robisz?
- Obiad. Nie dotykaj tego. - odezwałeś się do kogoś. Jak sądzę do Emmy.
- Ale jestem głodna. - usłyszałam jej stłumiony głos.
- Idź do salonu złodzieju jeden. - odezwałeś się do niej. - No. A co u ciebie? Jak się czujesz?
- Dobrze. Maddeleine chce żebyś dziś przyszedł.
- Ee.. no dobra. Wieczorem?
- No, może być.
- Ok. A coś się stało?
- Nie wiem. Nie sprecyzowała. Zapytała tylko czy możesz przyjść.
- Mogę. Przyjdę tak o o.. która godzina.. o dwudziestej?
- Dobra. To powiem jej, do zobaczenia.
- Pa Słonko. - rozłączyłam się. Zajęłam się pomocą Madd, bo dekorowała dom ozdobami, które wujek przyniósł ze strychu. Chwile po dwudziestej przyszedłeś do nas. Wujek przyszedł z tobą na piętro, gdzie zakładałyśmy ozdoby na poręcz balustrad od schodów.
- Jesteś. Chodź chodź. - wyrwała blondynka natychmiast. Złapała cie za rękę i zbiegła na dół. Zeszłam za wujkiem i poszliśmy do kuchni. - No. Jesteś alergikiem. Na jakie produkty? - zapytała otwierając zeszyt. Otworzyłeś oczy szerzej. Byłeś zaskoczony.
- Ee.. na orzechy, mleko, marchewkę, brzoskwinie, truskawki, mąkę pszenną i barwniki azowe. - usiadłam przy wyspie, obok stałeś ty, wujek przeszedł biorąc swój kupek z herbatą. Madd pisała.
- Co to barwniki azowe, gdzie są? - zmarszczyła brwi.
- To częsty dodatek do praktycznie wszystkiego, ubrań, kosmetyków, leków, jedzenia. Najbardziej uczulają mnie te spożywcze, leki i jedzenie. W jedzeniu.. są w sokach, przyprawach, gotowych wyrobach, dżemach, serkach, ciastach, budyniach, obiadach na szybko, w przetworzonej żywności głównie. - Madd kiwała głową i zapisywała.
- Jak mam je rozpoznać? Nie chce ci zrobić krzywdy kolacją. - uśmiechnąłeś się.
- To miłe, jestem zaskoczony. Do tej pory raczej nikogo nie interesowało moje uczulenie i jego konsekwencja.
- Moja siostra jest uczulona na pomidory, puchnie jej język. Nie byłabym szczęśliwa gdybyś w wigilie wylądował w szpitalu.
- Spokojnie, mi nic nie puchnie. - zapewniłeś. - Barwniki azowe są oznaczane w spisie składników dużą literą e i liczbą. Na przykład e sto dwa. E sto dwadzieścia cztery i tak dalej. Wszystkie e to właśnie barwniki. - Madd znów pokiwała głową.
- Jak będę miała wątpliwości to się odezwę czy mogę czegoś użyć. - zapewniła, uśmiechnąłeś się. - A jak objawia się twoja alergia?
- Nie zbyt ciekawie. Bóle głowy, żołądka, mdłości, wymioty, jestem rozkojarzony, czasem nie ogarniam co się dzieje wkoło mnie, czasem, ale bardzo rzadko tracę przytomność jeśli zjem coś alergicznego i się nie zorientuje, gdy nie mam innych objawów albo gdy zaczyna się wstrząs. To zależy jak silna reakcja alergiczna jest. Ale to się dzieje wyjątkowo bardzo rzadko. Cztery pierwsze objawy są główne. - zapewniłeś.
- Masz jakieś leki? - zapytał wujek.
- Tak. Zastrzyki antyhistaminowe, doraźne, mam też adrenalinę. - kiwnąłeś głową.
- A jak ci pomóc w razie co? - pytał wujek.
- Radzę sobie sam. Przeważnie. Raczej szybko orientuje się że coś mnie uczuliło, nauczyłem się już swojego organizmu. Nie zawsze potrzebuje leków, czasem wystarczy, mówiąc brzydko, że zwrócę ostatni posiłek i czuję się lepiej. - pokiwali głowami. - Problemem są silne reakcje, które postępują bardzo szybko i w kilka minut ścinają mnie z nóg, zanim zdarzę się zorientować że coś się wydarzyło. Wtedy zazwyczaj potrzebuje pomocy, bo nie jestem w stanie pójść po leki, ani ich sobie podać.
- Dobrze mieć takie informacje. - zaznaczył Neal.
- Dobra, to chyba tyle chciałam wiedzieć. - zaczęła Madd zamykając zeszyt. - Emma nie jest alergiczką?
- Nie.
- Mike i Ashley?
- Też nie.
- To wracam do pracy, jest twój. - uśmiechnęła się do mnie. Wzięłam cie za rękę i ruszyliśmy na górę.
- Jak Emma?
- Dobrze. Dała mi zeszyty dla ciebie, jutro je skseruje w Wisterii. - zamknęłam drzwi swojego pokoju.
- Jutro sobota.
- W zasadzie, to jutro jest niedziela. - spojrzałeś na mnie. Zerknęłam na kalendarz nad biurkiem. Przez to zwolnienie lekarskie pogubiłam dni!
- Fakt. Fajnie, dziękuje. - usiadłam na łóżku, ty położyłeś się na brzuchu, przede mną, nogi wystawały ci za łóżko.
- Od poniedziałku ferie, do nowego roku. - uśmiechnąłeś się.
- No. Może w końcu się wyśpię. - uśmiechnęłam się. - A ty jak pracujesz?
- Poniedziałek pracuje, wtorek wolne bo wigilia, środę, czwartek, piątek wolne. Weekend. Poniedziałek pracuje, wtorek też ale krócej bo sylwester. Środa wolna w ramach leczenia kaca. Czwartek, piątek pracuje.
- Pracoholik. Mógłbyś zrobić sobie wolne do końca roku chociaż.
- Nie mogę. Firmy do końca roku muszą zrobić zestawienia podatkowe, poskładać różne dokumenty, podpisać nowe umowy z firmami zewnętrznymi, na początku roku są przetargi na firmy podwykonawcze i konkursy na największe zlecenia publiczne. Mnóstwo rzeczy, nie chce cie zanudzać. - patrzyłeś na mnie, kiwnęłam.
- Czyli, wiosna, jesień jest pracowita bo to najlepsze sezony nasadzeń nowych roślin, zima jest pracowita bo przetargi, rozliczenia i nowe wyzwania, a lato jest nudne, gorące i pracowite bo pracoholicy tak mają. - uśmiechnąłeś się i podparłeś głowę o rękę.
- Powiedzmy że tak.
- Zapomniałam. - weszła Maddeleine. - W wigilie zjawiacie się z walizkami, nocujecie u nas i rano wyjeżdżamy do Montesano. - chwile patrzyłeś zmieszany. - I nawet nie dyskutuj! Zabarykaduje drzwi! Nie wrócicie sami do domu żeby być w nim samemu! Zostajecie. - zagroziła ci palcem, a ja parsknęłam śmiechem.
- Dobrze. - przytaknąłeś. - Mogę spać z Emily? - zapytałeś łagodnie.
- Kochany, to chyba zrozumiałe że nie z nami. - uśmiechnęła się. - Pomyśleliśmy że Paula wciśniemy do gościnnego, a do Emily wstawi się materace dla was wszystkich. - pokiwałeś głową.
- Jak będzie potrzebna pomoc, to jutro mam wolne.
- Świetnie. Neal pewnie będzie potrzebować pomocy z materacami bo są na strychu. - kiwnąłeś głową.
- Dobrze.
- To świetnie. - wyszła. Spojrzałam na ciebie.
- Co? - zapytałeś.
- Mój grzeczny, dobry, pomocny Maxio. - pogłaskałam cie po głowie. Zmarszczyłeś lekko brwi.
- Przecież nie jestem niemiły i lubię pomagać jeśli mogę.. - odezwałeś się ciszej. - Poza tym lubię Madd i Neala.
- Wiem, mój arogancie. - miźnęłam cie palcem po policzku. Byłeś trochę zmieszany. - A mamy jakieś plany na sylwestra?
- Pewnie jakieś mamy, ale jeszcze nie wiemy jakie. - uśmiechnąłeś się.
- A jak zazwyczaj spędzałeś sylwestra?
- Z Mikem, Ash, Ryan i Davem. Czasem Emmą i Dylanem. Różnie. W domu, w klubie, albo łaziliśmy po mieście. A ty? Masz jakiś plan? Coś byś chciała robić?
- Nie wiem. Nie zastanawiałam się w sumie.

      Niedziela była szalona, byliśmy na zakupach, wyciągnęliśmy materace, kupiliśmy choinkę. W poniedziałek Madd zajęła się gotowaniem, wujek jej pomagał, ja ubierałam choinkę, później z Maddeleine szykowałyśmy pokój dla Paula i materace dla reszty. W moim pokoju znalazł się pierdyliard poduszek i kocy. Co dziwne.. były potrzebne trzy materace, licząc że ze mną śpi tylko Maxim, a znalazło się ich aż cztery. Dokończyłam ubieranie choinki i wujek zaczął przynosić prezenty. Było ich całkiem dużo. O wiele więcej niż miało być osób. We wtorek rano ustawiłam z wujkiem stół w jadalni, z Madd go nakryłyśmy. Później poszliśmy się szykować. Założyłam czarną sukienkę przed kolano, bardziej elegancką, cienkie rajstopy i srebrne kolczyki. Delikatnie się umalowałam. Zeszłam na dół, wujek był w garniturze, Maddeleine w beżowej sukience z czarnymi dodatkami. Wydawała część jedzenia na stół. Zadzwonił pierwszy dzwonek. Wujek otwierał. Czułam się podekscytowana i szczęśliwa! Przyszedł Paul, przywitał się z nami w kuchni i wrócił do salonu rozmawiając o czymś z wujkiem. Następnie przyszedł Aiden, a zaraz po nim ty z Emmą, Ashley i Mikem.
- Dobry wieczór Misiu. - objąłeś mnie od tyłu w talii gdy stałam w kuchni i czekałam na jedzenie do wyniesienia.
- Cześć. - uśmiechnęłam się, ucałowałeś mnie.
- Ładnie wyglądasz. - szepnąłeś do mnie.
- Dziękuję. - znów się uśmiechnęłam, łapiąc cie za dłonie które trzymały moją talię. Zerknęłam, czując jakiś materiał. - Co to? - złapałam twoją dłoń.
- Orteza. Usztywniacz, stabilizator nadgarstkowy. - podciągnąłeś rękaw marynarki i koszuli. - Miałem wczoraj wypadek w pracy.
- Co się stało? - zapytałam patrząc ci w oczy. Zmarszczyłam brwi. Dlaczego nic nie wiem?
- Byliśmy w terenie, zabrać sprzęt przed końcem roku. Jak pakowaliśmy wszystko to zsunęły się części od stelaży do robienia ścianek kamiennych. Spadłyby Dylanowi na głowę. Próbowałem je złapać, a że są ciężkie, metalowe.. to jakoś tak wyszło. - podniosłeś rękę pokazując usztywniacz. - Ale Dylan jest cały przynajmniej.
- Widział to lekarz?
- Tak. Skręcenie stawu, naderwanie więzadła.
- Matko.. bardzo boli? - posmutniałam.
- Jestem przyzwyczajony do bólu. - odpowiedziałeś cicho. Spojrzeliśmy sobie w oczy. - Nic mi nie będzie. Mam dwa tygodnie nosić ortezę a później uważać, nie nadwyrężać ręki do miesiąca. Nie martw się, przeżyłem gorsze rzeczy.
- Emily łap. - Madd podała mi salaterkę. Sama wzięła miskę i poszliśmy do salonu. Wszyscy byli elegancko ubrani, garnitury i sukienki. Paul wszystkich obserwował, rozmawiając z wujkiem. Aiden siedział z Mikem, Ashley i Emmą. Zadzwonił dzwonek. Maddeleine pobiegła. - Emma. - zawołała wchodząc do salonu z Dylanem. Brunetka poderwała się i podbiegła.
- Dylan! - krzyknęła szczęśliwa. Pocałował ją i przywitał się z resztą. Czekaliśmy na kogoś jeszcze, ale nie wiem na kogo? Przy stole były jeszcze dwa wolne nakrycia, a chyba tradycyjnie nakrywa się jedno dodatkowe? Zadzwonił dzwonek, poszedł wujek ale Madd też pobiegła. Weszli z.. Jamiem.
- Maxim - zawołał wujek. Zerknęłam po was, Emma była zmieszana, ty zaskoczony. Podeszli do nas. - Emily mówiła że chciałbyś spędzić święta z bratem. - uśmiechnął się. Kiwnąłeś głową, bez słowa. Madd zaczęła rozdawać opłatek, a ty przywitałeś się z bratem.
- W porządku? - szepnęłam do ciebie.
- Tak. Wszystko dobrze. - zapewniłeś.
- Wszyscy mają? - zapytała Madd. - Dobrze. To kochani, ja od siebie i od Neala - stanęła obok niego. - chciałam wam życzyć wszystkiego co najlepsze. Żeby wszystko wam się spełniało, żebyście byli zdrowi. Żebyście już nigdy nie zgubili tej właściwej drogi. Żebyście odnaleźli miłość, ciepło domu, swoją drogę, szczęście i zadowolenie. Pamiętajcie że będąc przyjaciółmi Emily, jesteście też naszymi przyjaciółmi i zawsze, wspólnymi siłami, niekiedy z pomocą wujka Paula, - wskazała go, uśmiechnął się. - zawsze wam pomożemy. Wszystkiego co najlepsze. - uśmiechnęła się. Przełamaliśmy się opłatkiem i usiedliśmy do kolacji. Z początku nic nie jadłeś, byleś jakiś nieobecny. Obserwowałeś Emmę. Rozmawiałeś sporadycznie z Mikem i Jamiem. Trochę z Aidenem, który z kolei ciągle gadał z Ashley i Paulem. Emma trzymała się Dylana. Neal i Madd co raz odzywali się do każdego z nas. Było sympatycznie i miło. Po kolacji Neal z Paulem przynieśli ciasta, Madd natychmiast zapewniła że nie mają w sobie mąki wiec możesz je jeść. Przenieśliśmy się na kanapę i włączyliśmy telewizor na jakiś świąteczny film. Ale mało kto go oglądał, raczej gadaliśmy i się śmialiśmy. Zauważyłam że mi zniknąłeś. Podeszłam do Mikea wracając od stołu, bo strasznie się objadałam.
- Gdzie Maxim?
- Nie wiem. Przed chwilą tu był. - rozejrzał się.
- Może poszedł do łazienki? - Zaczął Jamie.
- Co tam Pączku? - podszedł Aiden. - Jezu będę tak gruby po tej wigilii że mnie nie poznacie rano. - westchnął.
- Nie narzekaj. - zaśmiała się Madd która obok przechodziła. - Ale smakowało chociaż?
- O. Jak u mamy. - uśmiechnął się.
- Nie wiem gdzie jest Maxim. - spojrzałam na Aidena.
- Brał papierosy z kurtki. - zerknęłam na Aidena i ruszyłam do drzwi tarasowych. Wyjrzałam. Stałeś oparty o ścianę i paliłeś. Wyszłam. Było mroźno, ale bez śniegu.
- Wszystko w porządku? - podeszłam. Kiwnąłeś głową zaciągając się. Zostawiłeś papierosa w ustach i zdjąłeś marynarkę, zarzuciłeś mi na ramiona. Chwile na ciebie patrzyłam. Byłeś jakiś.. smutny. - Maxim. Coś się stało? Ktoś powiedział ci coś przykrego? Nie podoba ci się? - spojrzałeś na mnie. Znów się zaciągnąłeś wypuszczając w bok dym, odbiegłeś na chwile wzrokiem w bok.
- Nie. Wszystko jest w porządku. - odezwałeś się cicho.
- Przecież widzę że coś jest nie tak. Powiedz mi.
- Emily. Słońce. Nic się nie stało. Wszyscy są bardzo mili, bardzo dobrze się tu czuje. Po prostu.. pierwszy raz w życiu czuje.. nie wiem. - westchnąłeś patrząc po ogrodzie. - Nie wiem jak to powiedzieć. Pierwszy raz czuje tą magię świąt, to rodzinne ciepło. Jestem szczęśliwy, ale jest mi też przykro, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Teraz widzę jak wyglądają prawdziwe święta z rodziną, czuję tą miłość i ciepło, troskę. Widzę naprawdę szczęśliwą siostrę. Madd i Neal bardzo się postarali i bardzo się starają. Ściągnęli tu nawet Jamiego. Specjalnie dla nas, dla mnie. Pozwolili obcym, Mikeowi i Ashley, nawet Emmie czy Dylanowi, przyjść w tak ważny dzień do swojego domu i usiąść przy stole.. - mówiłeś cicho. Uśmiechnęłam się delikatnie. - Ale jest wszystko w porządku. Jestem szczęśliwy. Potrzebuje chwili dla siebie żeby odetchnąć, bo.. - zamilkłeś na chwile. - Trochę mnie to przytłoczyło. Poczułem się kochany, jakkolwiek to zabrzmi. - popatrzyłam na ciebie a ty natychmiast dodałeś. - To znaczy, czuje się kochany przez ciebie, tylko poczułem taką.. rodziną miłość od Maddeleine i Neala. Taką.. bardziej rodzicielską..
- Oh. - kiwnęłam. Nie wiem co powiedzieć? To trochę dziwne, ale fajnie że tak to odbierasz. - Jeśli chciałbyś porozmawiać, to jestem.
- Wiem. Dziękuję. - uśmiechnąłeś się.
- Będziemy otwierać prezenty. - wyciągnęłam rękę. Zgasiłeś papierosa i wróciliśmy do domu. Wyjąłeś skądś, chyba z kieszeni miętową gumę i wziąłeś.
- Jesteście. To kto włazi pod choinkę? - zapytała Maddeleine.
- Ja mogę, tak się najadłem że czuję ten Mikołajowy brzuch. - zaśmiał się Aiden i usiadł pod choinką. Wyciągnął pierwszy pakunek. - Maddeleine. - podał jej gdy podeszła. Zerknęłam po wszystkich, Mike był zmieszany, ty też.. pewnie dlatego że usłyszeliście że prezentów nie robimy, a jednak są. - Laia. - podał mi mój. Wyciągał dalej. - Emma. A ten Mikea. - podawał dalej. - Ashley. Neal. Paul. - przesuwał je w kolejności po podłodze, każdy podchodził biorąc swój. Swoje odsuwał na bok. - Laia. Maxim. - Przesunął bliżej kolejną partie. - Jamie. Dylan. Emily. Mike. - odsunął je w kolejności. Czyli jest więcej prezentów niż po jednym? Teraz to ja jestem zaskoczona. - Ashley. Dylan. A ty gdzie jesteś podpisany? - wziął jeden karton. - Maxim. - przesunął go do ciebie. Spojrzałam na ciebie, byłeś zmieszany. - Mike. Emma. Jamie. - odsunął kolejne. - Neal. Maddeleine. Paul. - Przesuwał następne. - Czy jak wejdę pod choinkę to się przewróci?
- Nie powinna. - odezwał się wujek. Aiden wczołgał się dalej.
- Będziecie mnie wyciągać za nogi. - zaśmiał się. - Emma. Emily. Dylan. Mike. - wysunął następne. - Madd. Maxim. Paul. - wysunął je na drugą stronę. - Ashley. Jamie. Aiden. A to ja. - odsunął na bok. - Neal. - wysunął znów. Wyszedł i usiadł na podłodze. - Bogaty ten Mikołaj. - Uśmiechnął się.
- Czemu nikt nie otwiera prezentów? - zapytała Madd.
- Ja otwieram. - Uśmiechnęłam się i otworzyłam pierwszy. Pudełeczko. W środku był łańcuszek i otwierana zawieszka, ze zdjęciem.. mamy. Chwile patrzyłam. Zerknąłeś na mnie.
- Twoja mama? - zapytałeś łagodnie.
- Tak. - zamknęłam je. - Aiden. - spojrzał na mnie. - Dziękuje.
- Skąd wiesz że to ode mnie? - oburzył się.
- Bo wiem. Dziękuje. - uśmiechnął się. Otworzyłam następny, ale szybko go schowałam z powrotem. Spojrzałam na Madd która puściła mi oczko z uśmiechem. Serio? Serio Madd? Kupiłaś mi seksowną bieliznę? Czy już jestem czerwona? Wstałam, biorąc swoją szklankę soku ze stolika. Zerknęłam po innych. Emma oglądała nowe pędzle do malowania, ze złotymi ozdobami, wyglądały na dość drogie. Miała też kilka paletek cieni i innych makijażowych rzeczy, na których się nie znam. Ashley dostała też jakieś zestawy makijażowe, jakąś książkę z przepisami zagranicznymi, chyba biżuterię. Obie cieszyły się jak dzieci, a nie otworzyły jeszcze wszystkich prezentów. Mike dostał alkohol, w jakichś specjalnych opakowaniach i cieszył się do nich jak mysz do sera. Aiden otwierał książki z uśmiechem. Zerknęłam na ciebie. Twoje oczy były spokojne, wesołe. Podeszłam.
- Co dostałeś? - usiadłam przed tobą.
- Planner - uśmiechnąłeś się. Widziałam podobny w Wisterii na twoim biurku, był już mocno sfatygowany i kończyły się w nim strony bo był koniec roku. - Wiesz kto robił prezenty?
- Mikołaj.
- Ale kto płacił?
- Ale co? Chcesz coś oddać?
- Nie. Dostałem bardzo drogi zegarek. - pokazałeś. Wzięłam go. Wodoodporny, pyłoodporny, przeznaczony dla pracowników terenowych ale z bardzo fajnym męskim designem.
- Nie podoba ci się?
- Podoba. Ale zobacz na firmę. Ich najtańsze artykuły są za kilka tysięcy. - spojrzałam na ciebie.
- Marudzisz. Bierz jak dają. Dostałeś pod choinkę.
- Emily. Spójrz. Emma dostała też bardzo drogie rzeczy. Mike i Ashley też.
- Dostali, bo na nie zasługują. - podeszła Madd kucając obok ciebie. - Żadne z was nie mogłoby sobie pozwolić na chociaż jeden taki prezent ze względu finansowego. Nie miej wyrzutów, bierz prezenty i się nimi ciesz. - uśmiechnęła się Madd. Wstała i odeszła. Westchnąłeś, spojrzałeś na mnie zmieszany.
- Laia, patrz. - podsunął się Aiden. - Dostałem książkę która wyszła z obiegu księgarń parę lat temu. Jest z autografem. - cieszył się.
- Ale okładkę ma straszną. - zerknęłam.
- Została wycofana bo ludziom odbijało po jej przeczytaniu. - śmiał się.
- Żeby tobie nie odbiło. - poczochrałam jego grzywkę. - Otworzyłeś resztę?
- Tak. Dziękuję za prezent od ciebie. - uśmiechnął się. Skąd wie który jest ode mnie?! Cwaniak. Maximowi też kupiłam i podsunęłam pod choinkę. Planner. Wiedziałam że stary jest już zużyty a w twojej pracy jest bardzo pomocny.
- Nath. - podeszła Emma. - Dostałam tyle fajnych rzeczy, pamiętasz jak mówiłam o tych drogich paletkach z cieniami? Dostałam je pod choinkę. I nowe pędzle z tej samej firmy. Mam też srebrne kolczyki i super fajną kosmetyczkę w której były pochowane różne kosmetyki. - szczerzyła zęby. - A wy?
- Łańcuszek. Bielizna. Dalej nie otworzyłam. - wzięłam swój kolejny prezent.
- Planner. Zegarek. Jeszcze nie otworzyłem ostatniego.
- Ojej, bransoletka. - wyjęłam z pudełeczka srebrną ozdobę. - Jaka śliczna.
- A ty? - spojrzałam na Aidena.
- Oprócz góry książek - uśmiechnął się. - Mam super wygodniutkie skórzane szelki na broń z wyszytym nazwiskiem, od Lai.
- Ty masz broń? - zapytała zaskoczona Emma.
- Emma. - zwróciłeś jej uwagę.
- Skąd wiesz że ode mnie? - mruknęłam.
- Bo ty zawsze kupujesz praktyczne prezenty. - objął mnie ramieniem.
- Ah tak. - spojrzałeś na mnie z uśmiechem, stukając w planner.
- No co, a nie przyda ci się? - fuknęłam na ciebie.
- Właśnie przyda bardzo, ułatwia mi prace, mój stary nadaje się do wymiany. - uśmiechałeś się. Jakoś po prezentach szybko posprzątaliśmy wspólnymi silami stół i poszliśmy na górę, a kolejnie do łazienek aby ogarnąć się do snu. Jakoś tak wyszło że na łóżku zrobiło się kółko plotkarskie. Ja poszłam się przebrać w piżamę i zmyć makijaż. Gdy wróciłam okazało się że Aiden śpi na brzuchu, na skraju łóżka, w ubraniu. Wszyscy zapomnieli że dziś wstał do pracy o piątej.. tak po prostu gadali, a on się położył niby na sekundę. Mike, Jamie i Dylan poszli na materace. Już widziałam focha że ty z nim nie śpisz w łóżku.
- Aiden
- Zostaw. - pociągnąłeś mnie za dłoń. - Niech już śpi, był w pracy. - zerknęłam na ciebie. - Ale ja obok niego nie śpię. Ty śpisz na środku.
- Ok. - zaśmiałam się. Wzięłam wolny koc z materaca i przykryłam Aidena. Nie mam wielkiej trzyosobowej kołdry! Położyliśmy się spać. Na ścianie i na oknie były włączone lampki. Przytuliłeś mnie i poszliśmy spać. Obudziłam się w nocy, leżąc na twojej klatce policzkiem. Zamrugałam i zorientowałam się, że lewą rękę mam na swoim prawym boku i trzymasz moją dłoń. Ale prawą rękę mam na twojej klatce. Nie czujesz? Tak mocno śpisz? Zazwyczaj czujesz i odsuwasz moje dłonie, nawet gdy śpisz, bo zawsze jakoś tak czujnie śpisz. Przejechałam dłonią na twój brzuch i wróciłam na klatkę. Podniosłam wzrok na twoją buzie, śpisz jak nic. Zjechałam dłonią na twój bok, miziając cie palcami. Aż sama nie mogę się nadziwić!

      Wiem że rano wstałeś jako pierwszy, jesteś pieprzonym rannym ptaszkiem! Uniosłam tylko głowę, Aiden nadal śpi na moim łóżku. Na materacach, Jamie śpi sam. Mike śpi na brzuchu a na jego plecach śpi Ashley, przytulona. Emma i Dylan śpią na bokach, on obejmuje ją od tyłu. Wszyscy smacznie śpią.
- Nie śpisz? - usłyszałam twój cichy ochrypły, zaspany głos. Wszedłeś do pokoju i na łóżko kładąc się obok mnie.
- Gdzie byłeś?
- Byłem piciu. - uśmiechnąłeś się, obejmując mnie ramieniem i przytulając. Pocałowałeś mnie w czoło. - Pośpimy jeszcze?
- No. - położyłam się na boku, układając znów policzek na twojej klatce. Ułożyłeś dłoń w mojej talii. Swoją dłoń zacisnęłam w piąstkę i położyłam obok twarzy. Nic nie mówisz? To trochę dziwne. Usnęliśmy.
***
Witam!
Rozdział terminowo!
Dziś też kilka ogłoszeń i pytań :)

1. Mrina - Co do uwagi (za którą tak czy inaczej dziękuję!), Anonim ma rację co do zdania z Maddeleine. To Maxim wspomniał Maddeleine o przeprosinach, a ona powiedziała Nealowi. Stąd "Maddaleine wspomniał", tam jest w domyśle Maxim :)

Rebelliious - Jeszcze wiele przed nami (tfu - Wami bo ja ju wszystko wiem xD ), cierpliwości ;) 

Mari - Miło znów Cię widzieć! :) Co do kłótni i różnych turbulencji - wszystko przed Wami!

KolorowaGwiazdka -  Obawiam się że Twoje życzenie spełni się za pare..naście rozdziałów ;P

2. Kilka osób proponuje maraton wakacyjny z rozdziałami. Napiszcie mi jakbyście to widzieli? :)

3. Aktualnie piszę 68 rozdział!

4. Dziękuję pięknie za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem. To największa motywacja dla mnie, do pisania, do publikowania, do tego żeby tu być :)

5. Miłego weekendu Wszystkim moim czytelnikom!

6. Nie sądziłam że w środku wakacji będę publikować rozdział Wigilijny.. xD

7. Nie wiem co powiedzieć, oprócz wielkiego DZIĘKUJĘ! 
Ostatnio z czystej ciekawości weszłam w statystyki bloga i okazało się że:
- Średnio w ciągu 24h blog jest odwiedzany ponad 200 razy!
- W ciągu ostatnich 30 dni (miesiąc) blog został odwiedzony 6 192 razy!
- Łączna liczba wyświetleń od powstania bloga to prawie 198 000 razy!
- Ostatni post został otworzony ponad 140 razy!
DZIĘKUJĘ!

8. Kolejny rozdział - za tydzień - piątek/sobota. Do napisania!


8 komentarzy:

  1. Hej! Mi miło widzieć tyle cudownych rozdziałów! Kiedy mnie nie było myślałam sobie o tym blogu i nie mogłam się doczekać aż wrócę i znów będę czytała:)
    Rozdział cuuudooo! Tak wszystko pięknie opisane, że zatęskiłam za świętami! Czułam tę rodzinną atmosferę, to ciepło i miłość... pięknie!
    Dzisiaj znów zrobiło mi się szkoda Maxima. Nigdy nikt nie interesował się jego uczelniami i ich konsekwencjami. Nigdy nie miał prawdziwych świąt. Dobrze, że poznał Emily i wszystko się zmieniło:)
    Kocham to opowiadanie i jest jednym z najlepszych jakie kiedykolwiek czytałam.
    Maraton- możesz dodawać rozdziały częściej: np przez tydzień codziennie albo przez pewien czas co drugi dzień. Możesz zacząć wstawiać dwa rozdziały na raz.
    Pozdrawiam, mnóstwo weny i czekam na next!
    Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, ah i oh i wgl 😊 Uwielbiam taką sielankę i taki rodzinny spokój, a czas wigilii i świąt kiedy czytam o nim w książkach/opowiadaniach napawa mnie takimi przyjemnymi emocjami i super pozytywną energią na kolejne godziny 😍 Rozdział świetny jak zawsze 😋😍 Buziaki, rebelliious 😍😊

    OdpowiedzUsuń
  3. I kolejny świetny rozdział, to dopiero Wigilia, czekam na kolejne dni świąt i to co się wydarzy :) i czekam na rozdział gdy Emily przyda się ta bielizna ^^ i jeszcze chciałam powiedzieć że ja jestem jak najbardziej za maratonem i mogłoby być np ze przez miesiąc rozdziały będą się pojawiać i w piątek i w sobote :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Cię i będę wielbić! Właśnie miałam o tym pisać hahh Przypadek? *lenny*
    Dla mnie mogą codziennie się pojawiać rozdziały 😁😁
    A co mogę powiedzieć o tym? Cóż, jak każdy cudowny, przez Ciebie chcę Święta tu i teraz! Aż zaczęłam podśpiewywać Jingle bells xDD Nawet polsat puszcza świąteczne reklamy dopiero w październiku! Hahahh

    Przesyłam uściski! :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega super, świetny rozdział �� czytając ten rozdział czułam zapach pierniczków, aż zatęskniłam za świętami�� jak najszybciej kolejny poproszę bo do weekendu daleko �� pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie swieta :D Rozdział jak zawsze ciekawy i fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy następny?? Może dodaj tak 3 rozdziały w tygodniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział ;)
    Kurcze teraz jeszcze bardziej tęsknię za świętami a tu jeszcze kilka miesięcy ;( Biedny Maxim ;( s.itno mi się zrobiło ale dobrze że Em jest i przy niej moze poczuć ck to prawdziwe święta ;)

    Marika

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy