03.09.2017

64. Panna Pickett.

      Wczoraj napisałeś że umowę podpiszemy w piątek, a dziś żebym nie przyjeżdżała do Wisterii i to z samego rana o siódmej. W szkole na pierwszej lekcji Emmy nie było, pojawiła się na drugiej. Na początku nie zwróciłam na to uwagi, a po każdej lekcji sprawdzała telefon.
- Ej, wszystko w porządku? - zapytałam.
- Tak.
- Jesteś jakaś inna. - westchnęła. - Coś z Maximem? Byliśmy umówieni ale napisał żebym dziś nie przyjeżdżała.
- Miał ciężką noc. - spojrzała na mnie.
- To znaczy?
- Emma! - zawołała Caroline i ją przytuliła. No ta to ma wyczucie. Po szkole wróciłam z Emmą autobusem do domu, ale zamiast do siebie ruszyłam z nią do was.
- A ty nie idziesz do domu? - zapytała.
- Chce zobaczyć się z Maximem. Jest w domu, prawda?
- Tak. - wyjęła klucze z torebki i otworzyła drzwi. Zdjęłyśmy kurtki i buty. W domu było cicho. - Nath, jestem! Emily przyszła! - krzyknęła. Ale nie odpowiedział nikt. Weszła do salonu patrząc na kanapy. - Pewnie jest w swoim pokoju. - spojrzała na mnie. Kiwnęłam głową i ruszyłam do schodów. Twój pokój miał uchylone drzwi. Zajrzałam, leżałeś na łóżku, no boku, twarzą do ściany. Weszłam po cichu i podeszłam do ciebie. Byłeś w szarych dresowych spodniach i luźnej białej koszulce. Zazwyczaj to była twoja piżama. Weszłam delikatnie na twoje łóżko i położyłam się obok, patrzyłam jak śpisz. Byłeś blady.
- Nath chcesz - weszła Emma i spojrzała na mnie. - Co robisz?
- Nic. - odezwałam się szeptem. - Nie chce go budzić.
- Nie śpię. - odezwałeś się cicho. Spojrzałyśmy na ciebie. Lekko rozchyliłeś oczy i położyłeś się na plecy. - Co chcesz? - spojrzałeś na siostrę.
- Czy chcesz coś zjeść?
- Nie. Odgrzej sobie obiad i poczęstuj Emily.
- Ja dziękuję. - odezwałam się. Emma wyszła. Spojrzałeś na mnie i złapałeś mnie za dłoń. - Wszystko w porządku? - kiwnąłeś. - Co się stało?
- Nic. A coś miało?
- Emma powiedziała że miałeś ciężką noc.
- Wymiotowałem od trzeciej. - kiwnąłeś delikatnie głową patrząc mi w oczy. - Źle się czuje. Mdli mnie.
- Mogę ci jakoś pomóc? - pokręciłeś głową. Przekręciłeś się na bok i wtuliłeś we mnie, obejmując mnie rękoma w pasie i układając głowę na moim biuście. Objęłam cie ręką delikatnie, układając dłoń na twoim ramieniu. Miziałam cie delikatnie palcami po nim. Szybko usnąłeś, wiem bo twój oddech stał się spokojny, wolny. Odchyliłam głowę do tyłu układając ją na poduszce i też usnęłam.
Obudziłam się sama w łóżku, było ciemno, poderwałam się łapiąc twój telefon na szafce nocnej i sprawdziłam godzinę. Dwudziesta pierwsza czterdzieści. Rany Boskie! Wyskoczyłam z łóżka i zbiegłam na dół, złapałam swoją torebkę i zaczęłam ubierać kurtkę, szalik i buty.
- Emily. - usłyszałam cie. Stałeś nadal w dresie. Z rękoma w kieszeniach w wejściu do salonu.
- Neal mnie zabije. Powinnam być dawno w domu. - zarzuciłam torebkę na ramie a ty podszedłeś, łapiąc moje policzki w dłonie.
- Rozmawiałem z Nealem. - pocałowałeś mnie. Wlepiłam w ciebie wzrok a ty muskałeś moje usta. - Możesz nocować albo mogę cie odprowadzić do domu. - westchnęłam rzucając torebkę na szafkę. Zaczęłam się rozbierać z kurtki i butów.
- Aaaa Nath! Pomocy! - krzyknęła z kuchni Emma. Poszedłeś tam. Ja do końca się rozebrałam i też poszłam. Stałeś przy kuchence za Emmą, trzymając jej ręce. Chyba robiła naleśniki. Usiadłam przy wyspie i obserwowałam. Na talerzu leżał jeden przypalony i porwany. Trzymałeś ją za dłonie, robiłeś wszystko jakby jej rękoma.
- I teraz robisz tak. - odezwałeś się.
- Ale się poparzę!
- Nie poparzysz.
- I co dalej?
- Czekasz aż się usmaży jedna strona.
- A spróbujesz jak zrobię?
- Noo pewnie, dawno nie odwiedzałem szpitala jako pacjent. - zaśmiałeś się.
- A da się jakoś podmienić mleko i mąkę w naleśnikach?
- Nawet jak się da to nie będzie ci smakować. Zmień stronę.
- Ale mi się rwie. - pomogłeś jej. - Nie umiem gotować.
- Nauczysz się. - puściłeś ją i odwróciłeś się do mnie. - Tylko najpierw spalisz mi kuchnie. - szepnąłeś do mnie a ja się zaśmiałam.
- A ty umiesz robić naleśniki? - spojrzała na mnie.
- Teoretycznie tak, praktycznie robię sobie krzywdę widelcem i podpalam każdą patelnie oraz umiem spalić nawet wodę na herbatę więc zostanę na usługach kulinarnych innych. - uśmiechnęłam się.
- A chcesz się nauczyć? - zapytałeś.
- Że niby u ciebie? - kiwnąłeś głową. - Spale ci patelnie i kuchnie.
- Nie wiem czy to taka dużo różnica, albo ty albo ona. - wskazałeś siostrę. - A z was obu to ty masz bogatego wujka, a jak ona spali to ja muszę sam pokryć koszty. - powiedziałeś z powagą i zaraz się szeroko uśmiechnąłeś. - Chodź usmażysz jednego. Lubisz naleśniki. - wstałeś. Podeszłam za tobą, pociągnąłeś mnie za biodra przed siebie i złapałeś za dłonie tak jak Emmę. Wzięliśmy łyżkę wazową i nabraliśmy ciasta, wylaliśmy na patelnie, rozprowadziliśmy i poczekaliśmy. - Teraz przewracamy. - wzięliśmy szpatułkę i przewróciliśmy naleśnika a za chwile go zdjęliśmy. - Brawo, zrobiłaś naleśnika. Jestem z ciebie dumny. - pocałowałeś mnie.
- a ze mnie nie jesteś? - zapytała Emma.
- Z ciebie jestem zawsze dumny. I ciebie też. - popatrzyłeś na nas obie z uśmiechem.

      W sobotę wpadłam tylko do domu wziąć prysznic i się przebrać, po czym pobiegłam na przystanek. Pojechałam pod dom Aidena po drodze kupując jedzenie na wynos. Do klatki weszłam dzięki któremuś z jego sąsiadów, który wychodził. Gdy weszłam na piętro i stanęłam przed drzwiami to szukałam kluczy z pięć minut. W końcu otworzyłam drzwi. Zdejmując kurtkę i poszłam do kuchni zaczynając rozkładać jedzenie. Później obudzę Aidena. Usłyszałam kaszel na przedpokoju.
- Hej. - stanął nagle w wejściu, był w samych spodniach dresowych i potarganej fryzurze. Popatrzyłam chwile.
- Hej. Obudziłam cie?
- Tak jakby. Co tu robisz?
- Przyniosłam śniadanie. - pokazałam.
- Co się dzieje? - Wyszła z za niego naga ruda ale szybko schowała się za nim. Łapiąc go za boki i ciągnąc do ściany aby uciec do pokoju tak, aby jej nie widziała. Staliśmy w ciszy. Nie powiem, że nie poczułam smutku, zabolało.
- Laia - odezwał się zawstydzony, zmieszany i zażenowany.
- Nie spoko. - zapewniłam starając się wyglądać poważnie.
- To nie tak
- Jesteś dorosły. Nie jesteśmy w związku. - mówiłam szybko.
- Miałaś się inaczej dowiedzieć. - weszła do kuchni w twojej koszuli Jess.. zniżyłam wzrok. Jess i Aiden. Nie powiem że nie zakuło mnie w serce. Bo zakuło kurewsko mocno. Ale nie pokaże nic po sobie. Chce żeby Aiden był szczęśliwy. Jess miała spuszczoną głowę i błądziła wzrokiem po szafkach. Aiden wpatrywał się we mnie.
- Jess zostaw nas, chce porozmawiać z Laią.
- Nie. Spoko. Naprawdę. Przerwałam wam.. zostawię jedzenie, zjedzcie śniadanie. - zaczęłam iść do przedpokoju. - Spotkamy się na siłowni w poniedziałek. - wzięłam kurtkę i wyszłam. Poszłam na przystanek i usiadłam, czekając na autobus. Jest mi smutno. Przykro. Jakoś dziwnie. Jestem zmieszana. Trochę boli mnie serduszko. Nawet nie wiem kiedy popłynęły mi łzy. Podjechał jakiś samochód.
- Emily, czekasz na autobus? - podniosłam wzrok, Mike. Kiwnęłam głową. - Jedziesz do domu? - znów kiwnęłam. - To chodź, podwiozę cie. - wstałam i wsiadłam. Obejrzałam się tylko czy jedziemy sami. Zerknął na mnie i ruszył. - Mam chusteczki w schowku. - zerkał na mnie. Wyjęłam je i wytarłam policzek. - Wszystko w porządku? Potrzebujesz jakiejś pomocy?
- Nie.. - odezwałam się cicho.
- Chcesz pogadać?
- Nie..
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Nie. Dzięki. - uśmiechnęłam się delikatnie, zerkając na niego. Wciągnęłam katar. Dojechaliśmy pod dom wujka. Mike na mnie patrzył. - Dzięki za podwiezienie.
- Nie ma za co. Na pewno nie potrzebujesz pomocy?
- Nie. Dzięki. - uśmiechnęłam się i wysiadłam idąc do domu. Poszłam od razu do siebie, rozebrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Ale beznadzieja. Przysnęłam, zapukał do mnie wujek.
- Emily, masz gościa. - zajrzał. Wszedłeś ty i zamknąłeś drzwi.
- Dzień dobry Misiu. - uśmiechnąłeś się łagodnie i podszedłeś obserwując mnie. - Co tam? Dzień piżamowy? - wzruszyłam ramionami. Usiadłeś na łóżku, przodem do mnie. Chwile na mnie patrzyłeś. - Co jest? Coś się stało? Co to za smutna mina?
- Nie mogę mieć gorszego dnia?
- Możesz. - założyłeś mi grzywkę za ucho. - A czemu masz gorszy dzień? - wzruszyłam ramionami. - Coś się stało? Ktoś coś zrobił? Powiedział ci coś niemiłego? - patrzyłeś. - Emily. - odezwałeś się po chwili. - Porozmawiaj ze mną.
- Nie chce.
- Dlaczego?
- Bo nie zrozumiesz.
- Dziękuje za wiarę we mnie.
- Skąd wiesz że coś się stało, a nie ze mam po prostu zły dzień przez okres?
- Bo kobiety mają wahania nastroju przed okresem a nie w trakcie, poza tym wiem kiedy ty masz miesiączkę i to nie twój czas, a w dodatku.. nie ważne. - westchnąłeś.
- Co? - spojrzałeś na mnie. - Ah. No tak. Mike u ciebie był.
- Nie był, ale dzwonił do mnie. - kiwnąłeś głową.
- I co mówił?
- Że zgarną cie zapłakaną z przystanku autobusowego i nic nie chciałaś powiedzieć, żebym z tobą porozmawiał czy wszystko w porządku.
- Czyli przyszedłeś bo on chciał.
- Nie. Bo ja chciałem. Chce wiedzieć dlaczego moja kobieta siedziała zapłakaną na przystanku. Martwię się. Chciałbym ci pomóc. Chciałbym żebyś ze mną rozmawiała i dzieliła się swoimi radościami i smutkami. - westchnęłam. - Wiesz że zawsze ci pomogę. Zawsze cie wysłucham i zawsze będę cie wspierać. - westchnęłam.
- Chodzi o Aidena.. nie ważne.
- Coś zrobił? Powiedział ci coś?
- Nie, nie. To skomplikowane. - uśmiechnąłeś się. - Tak, używam tego cholernego słowa. Yhh.. ogarnę się, potrzebuje czasu.
- Mam z nim pogadać?
- Nie. Nie. Nie chce. Nic nie rób. - kiwnąłeś głową.
- Jak sobie życzysz. - podsunąłeś się i mnie przytuliłeś, kładąc się ze mną.

      W poniedziałek miałam zrobić tyle rzeczy, a skończyło się leżeniem w łóżku z gorączką. Super prawda? Od rana dostawałam wiadomości od Emmy, czy będę i kiedy będę, że jej się nudzi. Po jedenastej dostałam wiadomość od ciebie.
Dzień dobry Misiu, możemy dziś podpisać umowę, wpadniesz do Wisterii?
- Emily, może jednak coś zjesz? - wszedł wujek.
- Nie, dziękuje. Później zjem. - wychrypiałam.
- Rozmawiałem z Paulem, przyjedzie do ciebie wieczorem. - kiwnęłam głową.
- A może zrobię ci coś do picia na ciepło?
- Nie. Naprawdę dziękuje wujku. - uśmiechnęłam się.
- To odpoczywaj. Jak będziesz czegoś potrzebować to wołaj. - uśmiechnął się i wyszedł. Wzięli dziś z Maddeleine wolne żeby siedzieć ze mną a i tak większość tego czasu spałam. Odpisałam ci.
Raczej nie..
Szczerze powiedziawszy nie jestem pewna swojej decyzji o pracy, bardzo bym chciała i podjęłam ją pod wpływem chwili, ale tak szczerze, nie jestem do końca pewna.
Wszystko w porządku? Rozmyśliłaś się? Czy masz coś do zrobienia po szkole?
Chciałabym.
Nie mam. Leże w łóżku, mam gorączkę i kaszle :((
Odpisałeś szybko.
Mogę do ciebie przyjechać jeśli chcesz, żebyś nie była sama.
Uśmiechnęłam się.
Nie jestem. Wujek wziął wolne.
Znów odpisałeś szybko.
To wpadnę do ciebie po 18?
Podciągnęłam sobie kołdrę wyżej.
Nie gwarantuje że nie będę spać :p
znów odpisałeś szybko.
To najwyżej pośpię z tobą :)
Wieczorem pojawiłeś się ty, przyjechał też Paul który mnie zbadał, wręczył zwolnienie lekarskie i recepty. Później przyszedł też Aiden. Wszedł niepewnie do mojego pokoju gdy kończyłam kolacje w łóżku.
- Hej. Jak się czujesz?
- Hej. Tak sobie. - wychrypiałam. - Po pracy? - kiwnął głową i usiadł na parapecie, przodem do mnie.
- Laia. Chce porozmawiać o ostatnim spotkaniu.
- Nie musisz. Jesteś dorosły, masz swoje życie. Nie musisz mi się spowiadać.
- Laia. - pokręcił głową. - Widziałem twoje oczy. - patrzyliśmy chwile na siebie. - Nie mówiłem ci nic, bo nie wiedziałem jak, nie wiedziałem w jaki sposób. Bo wiedziałem że tak czy inaczej, to cie zrani. I zraniło.
- Zraniło mnie że mi nie powiedzieliście. - odezwałam się cicho. Pokręcił głową.
- Zraniło cie że mam inną kobietę w mieszkaniu. To że zatailiśmy ten fakt przed tobą, to zupełnie inna para kaloszy, oczywiście wiem że też cie to zabolało, bo do tej pory mówiliśmy sobie absolutnie wszystko, ale oboje z Jessi chcieliśmy cie chronić, bo oboje wiedzieliśmy że cie to zrani. - westchnęłam. Miał racje. Zabolały obie rzeczy. Tajemnica i sam fakt.
- Czyli jesteście parą?
- Tak jakby..
- To znaczy?
- Ee - podrapał się po głowie. - Spotykamy się, ale to nic oficjalnego. Nie mówimy znajomym, nie mieszkamy razem. Po prostu spędzamy ze sobą czas. Nasze spotkania nawet ciężko nazwać randką czy czymś takim. To bardziej jak dobre kumplostwo z czymś więcej.
- Od jakiego czasu się spotykacie?
- Od wyjazdu do Montesano. Gdy pojechałaś z Paulem.
- Kochasz ją?
- Nie wiem. - westchnął ciężko. - Pogubiłem się trochę. Na razie mamy postanowienie że zwyczajnie się spotykamy i zobaczymy co z tego wyjdzie. - kiwnęłam głową. - Cokolwiek by z tego nie wyszło, chce żebyś wiedziała że zawsze będziesz mi bliska, będę cie kochał i chronił, pomagał i doglądał. Zawsze będziesz dla mnie ważna i poświecę wszystko aby cie chronić. - uśmiechnęłam się. To słodkie, słyszeć te słowa z jego usta nadal, nawet po takim czasie. - Chciałbym żeby między nami nic się nie zmieniło, żeby było jak dawniej, jak zawsze. Nie chce żeby to coś między nami zmieniło. Tak jak Maxim nic nie zmienił między nami. - kiwnęłam głową.
- Chce żebyś był szczęśliwy. - uśmiechnęłam się. - Jesteś wspaniałym facetem, zasługujesz na najlepszą dziewczynę.
- Najlepsza jesteś ty. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.
- Wiesz że zawsze byłeś i jesteś mi najbliższy. Zawsze ci pomogę i zawsze będę obok gdy będziesz tego potrzebował.

      Tydzień spędziłam w łóżku. Wujek wziął na mnie zwolnienie. Aiden wpadał po pracy na chwile, ale z tobą widziałam się dwa razy. Emma zaczęła rehabilitację więc jeździłeś z nią a poza tym pracowałeś. Tęsknie za wiosną.. przynajmniej odrobiną Słońca i ciepła. Jest dopiero luty a ja chce już co najmniej kwiecień. Ciągle też myślę o pracy. Chciałabym wrócić, popracować, spędzić czas z tobą i innymi, ale się zastanawiam, czy nasz związek znów nie ucierpi? I co z Nicole? Jeśli się będziemy spierać, to ją zwolnisz, a ostatecznie to ona potrzebuje pracy tak na prawdę. Nie wiem co zrobić. Aiden i Jess to też inny temat. Z jednej strony zakuło mnie serce że Aiden kogoś ma. Z drugiej jestem szczęśliwa że on jest szczęśliwy. Ale poczułam się.. źle.. z tym że mi nie powiedzieli. To że Aiden to ukrył aby mnie nie ranić jestem w stanie zrozumieć. Ale Jess? Moja najlepsza z najlepszych przyjaciółek? Nawet nie wspomniała że się spotykają jako znajomi. Dziwnie mi z tym faktem i to bardzo. Choć też wiem że Aiden potrafi być bardzo przekonujący. W poniedziałek było beznadziejnie, pytali mnie na absolutnie każdej lekcji i przypomnieli że mam do nadrobienie sprawdzian i kartkówki z zeszłego tygodnia. Zajebiście! Kolejne trzy dni będę kuć jak debil żeby ogarnąć zaległe i przyszłe sprawdziany na ten tydzień. Już to widzę. Ogarnęłam po szkole co i na kiedy mam. Świetnie chemia i matma. Napisałam do Aidena.
Potrzebuje korków z chemii.
I do ciebie.
Potrzebuje na cito zakujonić matmę :D
Aiden odpisał szybko.
Na kiedy?
Ee eee.. kalendarz.
Na poniedziałek.
Wezmę się za odrabianie literatury.
W sobotę? Mam teraz popołudnia. Chyba że w tygodniu ale po 22?
Litości Aiden.
Sobota, najlepiej z samego rana o 15 :P
Już widzę jak się śmieje.
Faktycznie z rana xD
No wiadomo. Jak wstaje o jedenastej to piętnasta to taki późny poranek nie? A ty czemu nie odpisujesz? Pewnie pracujesz pracoholiku jeden. Wzięłam się za literaturę. Odpisałeś jakąś godzinę później.
Jaki masz termin?
Niech no zerknę w kalendarz.
Poniedziałek.
Odpisałeś szybko.
Mogę w czwartek po 18 albo weekend. Dlaczego moja siostra nie potrzebuje się tego nauczyć?
Eee Emma?
Bo ja pisze zaległy sprawdzian z zeszłego tygodnia? To kiedy ci pasuje.
Już wiem co odpiszesz.
Od zeszłego poniedziałku przekonywała mnie że absolutnie niczego nie musi się uczyć i nie ma żadnych sprawdzianów..
Właśnie coś w tym stylu. Cała Emma. Odpisałam krótko.
:)
Odpisałeś.
Co z pracą w Wisterii?
No właśnie nie wiem?
Musimy pogadać.
Chyba nie będziesz zły.
Dobrze.
No to dobrze. Dopisałeś jeszcze szybko.
To ja proponuje sobotę z matmą.
No niech będzie.
Ok.
***
Pod ostatnim rozdziałem rozwaliliście system xD
Dziękuję pięknie za tyle komentarzy!
Dziękuje za ujawniające się Anonimy i osoby które są ze mną od początku! <3

Maratonu ciąg dalszy, choć lekko spóźniony ale jest! Wczoraj miałam awaryjną sytuację rodzinną i wróciliśmy z SORu o 3 w nocy. Kocham te nasze super fajniutkie polskie szpitale.

To skoro tu jesteśmy, sprawdźmy ilu nas jest?
Jeśli ktoś nie chce pisać komentarza, niech zostawi chociaż kropkę - "." - w komentarzu! 
Dziękuję! To tyle na dziś! Do.. piątku? ;)

19 komentarzy:

  1. Pierwsza, pierwsza! Zaraz napiszę resztę 😂😏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiałam się przy tym rozdziale xD Szczególnie przy robieniu naleśników i smsach Emily i Maxima xD Rozdział świetny, ogólnie cały maraton ekstra :)) Czekam na więcej :)) Buziaki rebelliious :***

      Usuń
    2. Hahahah, uważałaś, że mnie tu nie będzie? Jestem i będę! Jeśli nie jako pierwsza to jako któraś z kolei :*

      Usuń
  2. wspaniały rozdział oby wiecej takich zycze weny do następnego Misty

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham! Cudowny maraton♡
    Jak słodko... wspólne "gotowanie" ( jeden naleśnik) jest zawsze mega urocze i zabawne;)
    Aiden i Jess... zaskoczenie, ale dobrze żeby Aiden kogoś miał. Zobaczymy jak to się dalej rozwinie:)
    Emily ma wątpliwości co do pracy w Wisterii... na jej miejscu też bym miała i porządnie, na spokojnie się zastanowiła.
    Weny i czekam na next
    Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny ^^ a... może jeszcze jeden dzień maratonu? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. a więc kolejny Anonim :D
    świetne opowiadanie, byle do piątku <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie piszesz,super opowiadanie,moze kiedyś jakaś książka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieee! Nieee! Aiden miał być singlem dla mnie! Nieee! *histeryczny płacz*
    A Emily zazdrosna C: To lubić xDD
    Czyżby Maxim myślał, że naszej Em się spóźnia? Tak to zabrzmiało *lenny*
    A wracając... Po 1. Chcę kolejny! Po 2. Chcę fakePregnant!




    Ten uczuć, gdy nie skopiujesz lenny'ego i musisz pisać lenny face xDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny super rozdział! Czekam na następny!! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Coraz lepsze rozdziały. Mniej romantycznej monotonii, a więcej niezręcznych sytuacji. Podoba mi się. Zwłaszcza wątek z Aidenem, Jess i śniadaniem. :)

    Całkiem pozytywny ten maraton. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak mogłaś mi to zrobić?! Wiedziałam, że to szykujesz... Aiden nie może z nikim być! �� Wiem, że to samolubne... Ale jakoś tak głupio... Ale i tak rozdział świetny! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Dodasz dzisiaj next?

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy