09.09.2017

65. Koperta.

      Nie sądziłam jaki weekend mnie czeka. Nie przypuszczałam takiego obrotu sprawy. Tym bardziej nie myślałam że to dopiero tylko początek.. i co gorsza, nie wiedziałam co robić. Od rana coś się działo a dokładniej od momentu gdy wujek wyszedł opróżnić skrzynkę na listy i gazetę. Był zdenerwowany i gdy tylko pojawiałam się w polu widzenia bacznie mnie obserwował. Rozmawiał po cichu z Maddeleine. Koło trzynastej przyjechał Paul z którym w trójkę zażarcie dyskutowali ale gdy tylko przechodziłam, natychmiast milkli. Paul był spokojny, albo przynajmniej opanowany. Poszłam do siebie, napisałeś że przyjdziesz w ciągu godziny. I tak było. Otworzyłam ci drzwi i poszliśmy na górę, przy okazji tylko obadałam że wujek z Madd i Paulem nadal są w kuchni. Gdy usiedliśmy do matmy usłyszałam dzwonek do drzwi ale ktoś z dołu poszedł otworzyć. Minęło z pół godziny jak wujek z Paulem i Madd oraz.. Aidenem weszli do mojego pokoju. Oboje na nich spojrzeliśmy. Widziałam po Aidenie że coś się dzieje, stał z rękoma na piersiach.
- Maxim nie wiedziałem że jesteś. - odezwał się surowo wujek, co zmieszało i mnie, i ciebie.
- Uczę Emily matematyki na sprawdzian. - odezwałeś się łagodnie.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- No musimy porozmawiać. - usiadł na łóżku. Madd, Aiden i Paul stali. - Z Maximem. I będę na tyle miły że dam mu szansę.
- Wujku - przerwałam.
- Cicho. - złapałeś mnie za rękę. - O co chodzi? - zapytałeś.
- O ciebie. - To mamy przesrane. Wujek wwiercał się w ciebie wzrokiem. Ty byłeś opanowany. Paul bardzo cie obserwował a Madd ciągle kręciła głową. Aiden zerkał po nas i gapił się w podłogę.
- Nie rozumiem? - dopytałeś.
- Już wyjaśniam. - podniósł dużą kopertę którą wcześniej położył obok siebie. - Dostałem dziś takie coś. Mówię otwarcie, ktoś to podrzucił, nie ma nadawcy. Chce usłyszeć od ciebie jakieś wyjaśnienia. - podał ci kopertę. Popatrzyłeś chwile. Wyjąłeś zawartość. Jakieś zdjęcia, mnóstwo zdjęć, twoich, z Ryanem i chłopakami. Twoje akta z FBI i policji. Kartoteka. Dokument świadczący że jesteś informatorem. Podniosłeś wzrok nie oglądając dalej. - Słucham?
- Zna pan odpowiedź. - odezwałeś się cicho. - Nie mam zamiaru się tłumaczyć.
- W takim razie, bardzo mi przykro, ale zabraniam ci spotykania się z moją siostrzenicą.
- Wujku! - wrzasnęłam zła.
- Emily! Nawet nie zaczynaj! - krzyknął na mnie. - Maxim, proszę opuścić mój dom. - natychmiast wstałeś.
- Nie! Wujku! - też wstałam łapiąc cie za rękę. - Jak możesz?! Zaczekaj! Paul pomóż mi! - krzyczałam i szarpałam cie w swoją stronę.
- Emily. - odezwałeś się. Byłeś opanowany choć wiem że było ci przykro.
- Nie! Nie zgadzam się! Nie możesz! - rozbeczałam się.
- Misiu. - złapałeś moje policzki. - Nie płacz. - wytarłeś kciukami moje łzy i mnie przytuliłeś. - Nie martw się. Poradzisz sobie.
- Nie. Nie zostawiaj mnie.
- Dasz sobie rade. Nie płacz. Aiden ci pomoże. - potarłeś moje plecy i mnie puściłeś odchodząc. - Aiden zrób z nią matmę.
- W dupie mam matmę! - zrzuciłam zeszyty. - Nie możesz tego zrobić! Nie masz takiego prawa! - krzyczałam na wujka.
- Uspokój się! - wstał mówiąc poważnym tonem.
- Nie jesteś moim ojcem! - popchnęłam go.
- Emily opanuj się! Moja cierpliwość zaraz się skończy! - krzyknął surowo.
- Neal - podszedł szybko Paul. - Daj jej ochłonąć.
- I ty brałeś w tym udział! - rzuciłam w niego długopisem.
- Emily! - zagroził mi wujek.
- Zostaw. - wtrącił Paul. - Teraz wyjdziemy. Jak się uspokoisz, to będę czekał na dole bo chce z tobą porozmawiać. - odezwał się do mnie Paul i wyszli z Madd. Aiden został. Opadłam bezsilna na podłogę zalewając się płaczem. Aiden podszedł, siadając obok mnie i obejmując.
- Dlaczego to zrobiłeś? - wypłakałam.
- Co? - zapytał zdziwiony.
- Wydałeś go..
- To nie ja i obawiam się że to dopiero początek.. - odezwał się cicho, spojrzałam na niego. - Neal zadzwonił żebym natychmiast przyjechał, a jak się zjawiłem to pokazał mi wszystko i zapytał czy coś wiem, powiedziałem że nie a on wtedy pokazał mi kartę informatora Maxima którą ja podpisałem. - popatrzyłam na niego. Mówił szczerze. - Zorientował się że go kryje. Poza tym zdjęcia zdjęciami, ale ktoś wyciągnął akta z policji i co gorsza, wyciągnął też te akta z FBI, a osobiście je utajniłem.. To że mieliśmy kreta w policji wiedzieliśmy, ale teraz wiem że mamy też w FBI.
- Co to znaczy? - spojrzeliśmy na siebie.
- Nie wiem. Jeszcze. Ale coś mi tu śmierdzi. To nie logiczne. W jakim celu ktoś dał Nealowi takie materiały? Chciał zaszkodzić Maximowi przez Neala? To bez sensu. - chwile myślał. - Chyba że.. to atak na ciebie a nie na niego..
- A co to za różnica? Komu by przeszkadzało że jestem z Maximem? - wciągnęłam katar.
- Raczej czemu komuś zależało żebyś była bez niego? Wiesz co, muszę coś sprawdzić. - wstał. - Poradzisz sobie? Nie rób głupstw Laia. Wrócę jak najszybciej. - pocałował moje czoło i wyszedł a ja wkopałam się pod kołdrę do łóżka.
- Gwiazdko. - zapukał i wszedł Paul. - Ochłonęłaś?
- Nie odzywaj się do mnie. Pomogłeś wujkowi.
- Emily. Z Madd próbujemy go przekonać że Maxim nie jest dla ciebie zagrożeniem. - spojrzałam na niego. - Znasz go prawie rok. Jesteście parą. Wyjeżdżaliście razem. Nie skrzywdził cie. Gdyby miał to zrobić, dawno by zrobił. Neal działa pochopnie, instynktownie. Dostał materiały z których jasno wynika że Maxim ma kryminalną przeszłość, szemranych kolegów i lewe interesy. Neal próbuje cie chronić. Nie rozważył za i przeciw, nie spojrzał na waszą przeszłość, tylko zrobił to co każdy rodzic by zrobił.
- A ty co myślisz? - westchnął i usiadł obok mnie.
- Gwiazdko. Ja już dawno wiedziałem że Maxim jest specyficzną osobą. Że przeżył straszne rzeczy w dzieciństwie i że to nadal się za nim ciągnie. Takie osoby często podejmują złe decyzje z których ciężko się wyplątać. Wiedziałem że najprawdopodobniej ma taką kartotekę i takich znajomych.
- Chce zostać sama..

      Przez weekend się nie odzywałeś, a w poniedziałek zostałam obrzucona wyzwiskami przez Emmę. Teraz jestem zdrajcą, kłamczuchą, suką bez uczuć i kilka innych epitetów.. W sumie mogłam się tego spodziewać.. Wiem że po lekcjach przyjechałeś po siostrę bo z tego co pamiętam, w poniedziałki jeździsz z nią na rehabilitację. Zmyłam się szybko na przystanek. Nie mogłam sobie poradzić. Nie wiedziałam co robić. Było mi okropnie źle. Przykro. Smutno. Czułam się samotna. Byłam zła na wujka. Zamiast do domu pojechałam do kliniki. Tam podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry, gdzie znajdę Doktora Benetta?
- Niech Pani pójdzie tam. - wskazała korytarz. - Jest na zamkniętym oddziale anestezjologicznym. - Ruszyłam. Doszłam do zamkniętego oddziału anestezjologicznego. Niby jak mam się tam dostać, podeszłam do czegoś w rodzaju domofonu ale drzwi się otworzyły.
- Cześć Emily, chodź. - zawołał Mike. No gorzej trafić nie mogłam. Wujek cie wyrzucił a ja trafiam na twojego najlepszego przyjaciela. - Pewnie szukasz Paula? Jest teraz zajęty, musisz poczekać. - kiwnęłam głową i weszłam. - Chodź. - machnął ręką i poszłam za nim do socjalnego pokoju. Poszedł do szafek robiąc sobie picie a ja przystanęłam przy drzwiach. - Chcesz herbaty?
- Eeyy.. t.. tak poproszę. - spojrzał na mnie.
- Zrobiłem coś nie tak?
- Co? Nie. Czemu pytasz? - poprawiłam grzywkę. Westchnął.
- Dziwnie się zachowujesz.
- Czyli nic nie wiesz. - spojrzałam na niego.
- O tym że Neal wyrzucił Maxima z twojego domu bo ktoś podrzucił mu zdjęcia i kartotekę? Niee.. - zrobił poważną minę kręcąc głową. Przygryzłam wargę. - Emily, zachowanie Neala jako twojego opiekuna jest zrozumiałe. To nic dziwnego że tak zareagował i tak postąpił. Maxim nie ma żalu ani urazy, rozumie to, wychowuje sam siostrę.
- Jest mu przykro. Mi też.
- Jest. Ale da sobie radę. Nie takie rzeczy przeżył. - uśmiechnął się pocieszająco. - I Emily, on sobie ciebie nie odpuści. - zmarszczyłam brwi. - Za mocno cie kocha. Nie da sobie rady bez ciebie.
- Nie odzywał się przez cały weekend i dziś.
- Wycofał się dla twojego dobra. Sam musi przemyśleć parę rzeczy.
- Kto i czemu? - wszedł Paul. - Co tu robisz? - zapytał mnie. - A ty zrobiłeś co miałeś zrobić? - zapytał Mikea.
- Tak. - kiwnął głową.
- Przyszłam porozmawiać. - odezwałam się.
- O Maximie i Nealu? Pracuje nad tematem ale twój wujek a mój przyjaciel jest uparty jak upierdliwa mucha. - uśmiechnęłam się a Mike zaśmiał. - Ale wiem że da się przekonać.
- Nie wiem co mam zrobić.
- Daj na wstrzymanie. Na jakiś czas. Zajmuję się tematem.
- Przekonasz go żebym mogła wyjechać do Montesano?
- Ucieczka to słaby wybór. - oparł się o szafki.
- Czyli nie?
- Nie puści cie samej. Jeśli ja pojadę, nie przekonam go do Maxima. - westchnęłam ciężko. - Poza tym masz szkołę.
- Czyli co? Mam się z nim nie widzieć aż wujek się nie ogarnie że Maxim mnie nie skrzywdzi? Poza tym tyle czasu z nim spędziłam i mnie nie skrzywdził. I dlaczego mam kogoś dyskryminować bo kiedyś popełnił błąd?
- Słuszne uwagi Emily. Ja się pod tym podpisuje. Tylko Neal ma inną osobowość i takie argumenty do niego nie przemawiają. - uśmiechnął się pocieszająco. - Co do spotykania.. - zerknął na Mikea. - Myślę że Mike się zgodzi ze mną. Neal cie nie szpieguje, przynajmniej jeszcze nie, więc nie sprawdzi gdzie jesteś. Ale. - Wyciągnął palec w moją stronę. - Uważaj. Bo jak cie złapie to będziesz miała przerąbane, wprowadzi godzinę policyjną i będzie cie sprawdzać co pięć minut.

      Wczoraj zakopałam się w lekcjach. Ale też jakoś chyba nie miałam ochoty na rozmowy. Wujka unikałam. Madd przychodziła do pokoju żeby zobaczyć jak się trzymam i pocieszać że z Paulem pracują nad tematem. Ale dziś to ci nie daruje. Trzy dni milczysz. Czuje się winna sytuacji, choć to nie ja zawiniłam. Siedząc przy biurku nad lekcjami wzięłam telefon.
Jak długo masz zamiar się do mnie nie odzywać jeszcze?! To nie moja wina!
Odpisałeś zadziwiająco szybko.
Emily nie mogę teraz rozmawiać.
Że co?
Dlaczego?
Znów odpisałeś szybko.
Jestem w pracy.
Nie no spoko. Ty zawsze jesteś w pracy. Zawsze pracujesz. Ale dopisałeś szybko.
Przyjadę do ciebie po osiemnastej.
Coo?
A wujek? Będzie krzyczeć..
Znów odpisałeś szybko.
Mam go w dupie.
Zaśmiałam się. Wyobraziłam sobie twoją poważną minę do tego tekstu. Czekałam z niecierpliwością na ciebie. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi zbiegłam jak poparzona ale otworzyła Madd. Wpuściła Paula, Aidena i ciebie. Przywitaliście się i zauważyłeś mnie na schodach.
- Co to za zgromadzenie? - wyszedł z kuchni wujek. - Czy ostatnio nie wyraziłem się jasno? Zabroniłem wam się spotykać. Masz zakaz przebywania w moim domu. - wujek spojrzał na ciebie.
- Jak Pan dobrze przejrzał moje dokumenty to wie, że nie raz złamałem prawo i mam zamiar złamać też ten zakaz. - uśmiechnęłam się na sekundę.
- Co was wszystkich tu sprowadza? - zapytałam.
- Ja do Neala. - Paul ruszył do salonu.
- Ja do ciebie. - Aiden ruszył do schodów.
- A ja do Pana. - spojrzałeś na Neala.
- Zapraszam. - Zawołał wujek i cofnął się do kuchni. Paul poszedł za nim. Aiden zbiegł do Madd coś do niej powiedział i poszli do salonu, dała mu teczkę i wbiegł znów do mnie. Poszliśmy do mojego pokoju, Aiden zamknął drzwi a ja usiadłam na parapecie biorąc na kolana jedną z poduszek. Aiden usiadł na łóżku i zaczął przeglądać te wszystkie dokumenty które dostał wujek na Maxima. Po chwili je odłożył i spojrzał na mnie.
- Sprawdziłem odciski z koperty. - odezwał się po ciszy.
- I co ustaliłeś?
- Że na kopercie są odciski osoby która pracuje dla Petera, mamy ją w systemie. - aż mnie ciarki przeszły. - Mam zamiar powiedzieć o tym Nealowi.
- Nie! - podniosłam ton. Aiden wlepił we mnie wzrok. - Nic mu nie mów na razie. Nic mi nie grozi, prawda? Nie chce żeby miał kłopoty przeze mnie.
- Nie wiem. Nie wiem Laia.. - pokręcił głową i się zastanowił chwile. - Nic więcej nie ustaliłem. Nie wiem w jakim celu dał to Nealowi. Teraz sprawdziłem, bo, akta Maxima są utajnione, sam je osobiście utajniałem. Więc, po pierwsze, w takim razie nie wiem jakim cudem ktoś je wyciągnął, po drugie sprawdzałem w pracy wykaz, nasze akta są na miejscu i co ciekawsze, nikt ich nie wyciągał od miesiąca, a jedyne osoby widniejące na liście to ja i Brian. Po trzecie, w tych aktach - podniósł teczkę - jest ee.. nie ma wszystkiego, nie ma wzmianek o Peterze. Tu został wymazany. Wymazani zostali wszyscy. Przecież tu był podany Peter, Ryan, Mike, Dave, inni ludzie. Jest tylko opisany Maxim i jakoś tak.. okrężnie napisane że ma tak zwanych szemranych kolegów. - wlepiłam w niego wzrok.
- Czyyyli.. że co? Nie rozumiem. Co nam to daje? - zmarszczyłam brwi.
- Nic. Nie wiem. Nie rozumiem. Musze trochę nad tym posiedzieć. Otworzyłem z Brianem śledztwo w tej sprawie. Ale według mnie jedyne rozsądne stwierdzenie, na tą chwilę, to to że ktoś, najprawdopodobniej Peter, nie chce w twoim otoczeniu Maxima.
- Ale nawet jeśli, to dlaczego? - mam mętlik w głowie.
- Nie wiem tego. - westchnął.- To trochę nie logiczne w tym momencie. Nie mamy nawiązania do niczego. Ale Laia, uważaj na siebie. Rozglądaj się jak jesteś na dworze. Miej przy sobie telefon.
- Twój kolega nadal mnie śledzi?
- Ze zmiennikiem. - kiwnął głową. - Ale mimo wszystko.
- Na razie nie chce mówić wujkowi nic. Nie chce go stresować i martwić. - Aiden kiwnął głową.
- Niech będzie, na razie. Jak wyniucham realne zagrożenie to mu powiem.
- Zgoda. - kiwnęłam głową. Wszedłeś do pokoju, z dziwną miną, błądząc po podłodze wzrokiem. - Co się stało?
- Muszę wracać do domu. - spojrzałeś na mnie.
- Dlaczego?
- Emma do mnie dzwoniła.
- A co z wujkiem? - westchnąłeś.
- Porozmawiamy jutro.
- No ale ej - zeskoczyłam. - Co się stało? Co powiedział? O czym rozmawialiście?
- O tym co się stało. Paul go jakby prawie przekonał..
- Czemu jesteś taki.. dziwny? - spojrzałeś mi w oczy bo stanęłam przed tobą.
- Bo nie sądziłem że kiedykolwiek upadnę aż tak nisko, nie sądziłem że jeszcze niżej w ogóle się da. Poza tym jestem zmęczony i marzę o łóżku i przynajmniej ośmiu godzinach snu i nie marudzącej siostrze. - twoje kąciki ust na chwile się uniosły. - Jutro się zobaczymy.
- Wujek wie? Zgodził się? - wyjrzałeś na przedpokój i spojrzałeś na mnie.
- Mam w dupie jego nakazy. - szepnąłeś do mnie. - Jestem dorosły. Nie będzie mi mówić co mam robić. Ale będę uważać, bo wiem że przez to możesz mieć kłopoty.
- Czyli nic nie poskutkowała rozmowa?
- Nie wiem. Paul jeszcze z nim gada. Musi mieć czas na przetrawienie informacji.
- Dobra skończcie. - podszedł Aiden. - Paul go przekona.
- Skąd wiesz? - zapytałam.
- Bo Paul to czarodziej, zawsze dociera do ludzi, a Neala ma w małym paluszku. Maxim, idziesz? Bo chce pogadać.
- Tak. To na razie Misiu. - pocałowałeś mnie w czoło przytulając przy okazji.
- Pa Laia. - pocałował mój polik.
- Ej Aiden.
- No? - obejrzał się idąc już z tobą do schodów.
- Jak z Jess? - zrobił gest ręką, który mówił "ani tak, ani tak".

      Następnego dnia od rana wyczekiwałam jakiegoś znaku od ciebie. Po szkole zjadłam obiad w domu, odrobiłam lekcje i wyskoczyłam do osiedlowego sklepu po jakieś ciastka. To chyba nie był dobry pomysł bo napotkałam twoją siostrę. Stałyśmy obie przy regale ze słodyczami.
- Co znów zrobiłaś Maxowi? - zapytała, widziałam że ją korci od dłuższej chwili.
- Nie wiem o czym mówisz. - odezwałam się cicho i obojętnie, wiem że to skończy się kłótnią bo zaraz na mnie naskoczy.
- O wczoraj. Wrócił w podłym humorze. Wiem że to twoja wina.
- Nic nie zrobiłam, daj mi spokój.
- Taka jesteś? Fałszywa? Okręcasz go sobie wokół palca a teraz co? Robisz z niego kryminalistę? Złodzieja? Morderce? Może jeszcze gwałciciela?
- Emma. - podszedłeś, nie wiem skąd i stanąłeś między nami. - Idź do kasy proszę.
- Nawet nie próbuj jej bronić. - syknęła.
- Przestań robić sceny w sklepie. Idź do kasy powiedziałem. - patrzyłeś na nią surowo a twój ton był poważny i nakazujący. Odeszła. Spojrzałeś na mnie. - Przepraszam za siostrę, porozmawiam z nią w domu. Nie chce scen w sklepie. - Głos stał się łagodniejszy, obserwowałeś mnie. Kiwnęłam głową.
- Nie jesteś dla mnie kryminalistą. - odezwałam się w roli wyjaśnienia.
- Wiem. - uśmiechnąłeś się delikatnie. - Przyjdę do ciebie jak załatwię sprawę z Emmą. - kiwnęłam głową. - Kończysz zakupy? - spojrzałeś do mojego koszyka.
- Tak. Przyszłam tylko po ciastka.
- To chodź, odprowadzę cie do domu. - ruszyliśmy do kas.
- A Emma?
- Zna drogę do domu. - podeszliśmy do kasy.
- Brat zapłaci. - odezwała się Emma pakując zakupy do siatki.
- Dzień dobry - odezwałeś się do kasjerki. - poproszę jeszcze te ciasteczka. - zabrałeś je z mojego koszyka.
- Nie Maxim
- Cii - przerwałeś mi. Podałeś pani kartę płatnicza, wklepałeś pin i po chwili wyszliśmy. Wziąłeś zakupy od Emma a mnie złapałeś za rękę.
- Będzie z nami szła? - zapytała cie zła.
- Będzie. - odezwałeś się obojętnie.
- Ale ja nie
- Emma. - przerwałeś jej surowym tonem. - Masz iść trzy kroki przede mną do domu. Bez scen na dworze. Porozmawiamy w domu o twoim zachowaniu. - mierzyła cie wzrokiem i ruszyła. Szliśmy w ciszy. Akurat gdy dochodziliśmy na posesje wjeżdżał wujek z Madd. Emma szła dalej a my się zatrzymaliśmy.
- Wszystko w porządku z tobą? - zapytałam. Znów byłeś jakiś dziwny..
- Tak. Jestem zmęczony trochę.
- Jesteś ciągle zmęczony?
- Ostatnio jestem przemęczony. - kiwnąłeś.
- To może odpocznij dziś? Nie przychodź. Jest dziewiętnasta. Może jutro wpadnę do Wisterii, czy coś? - uśmiechnąłeś się delikatnie i złapałeś moje biodra, przyciągając do siebie.
- Jak ja cie kocham.
- To co?
- Idę pogadać z Emmą.
- Czyli mam wyczekiwać latających rzeczy po ulicy?
- Nie. Raczej sąsiedzkich krzyków. - uśmiechnąłeś się. - Odezwę się, dobra?
- Tak. - kiwnęłam głową. Pocałowałeś mnie i poczekałeś aż wejdę do domu.
***
Witam!
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem! <3
Tyle Was jest!
Dziękuję!

Widzę też że opinie i reakcję na temat Aidena są bardzo podzielone ;)

Kolejny rozdział postaram się dodać w piątek wieczorem - ale! Bardzo możliwe że opublikuję go w czwartek lub w sobotę. Ponieważ czwartek będzie masakryczny i dopiero w ten dzień okaże się jak będą wyglądać moje najbliższe dni. Jak coś, postaram się aktualizować informacje w publikacji w gadżecie po prawej w "INFO".

To tyle na dziś. Do napisania i jeszcze raz dziękuję pięknie Wszystkim za bycie tu ze mną i za wszystkie komentarze!

9 komentarzy:

  1. Jak można ich rozdzielać?! Tylko nie too... Ale wiem, że przetrwają! <3 A co do Aidena to już pisałam. Rozdział świetny! Niezły zwrot akcji. Już dawno takiego nie było. Jesteś najlepsza, a to najlepszy blog na świecie! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Yhgygy... Chcę jeszcze...

    Nie lubię wujka Neila. Zawsze okropnie krzyczy na Maxa. Tak wgl to z tą kopertą to myślałam, że ktoś w szpitalu się pomylił i wysłał pozytywne wyniki ciążowe :-D
    No przepraszam, ale tyle już na to czekam. Mogłabyś chociaż napisać, w którym rozdziale to się zacznie xDD
    Co do Aiden to ma być sam, bo jest mój! Tylko MÓJ buahahaha! XDD

    Do następnego! Weny życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie... czemu... Neal jest głupi...
    Jak można ich rozdzielać? To złe!
    Emma znowu mnie wkurza. Maxim wrócił do domu w złym humorze, to od razu Emily jest fałszywa i robi z niego kryminalistę. I znowu będzie wyzywana i oskarżana. Jeszcze raz: Emma mnie wkurza.
    Pozdrawiam, weny i czekam na next (może będzie trochę pogodniejszy)
    Mari:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. zaczęło się dziać, bardzo ciekawa jestem jak tą sytuację pociągniesz dalej :) mam nadzieję że już dzisiaj się dowiem :) a może znowu jakiś maraton?? pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. E tam :D szkoda, że Em jest taka opanowana. Ja to bym wy*ebała z domu i nie wróciła przez 3 dni :D trochę dramatu w tym opowiadaniu nie zaszkodzi. Dobrze, że przynajmniej Maxim nie jest pod dyktando Neala. Paula za dużo tutaj. Bardziej ogarnia niż Neal, co jest nie na miejscu i conajmniej jest dziwne.

    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle super rozdział! Nie dziwie się Emmie, ze się zdenerwowała! Irytuje mnie postawa wujka!!!! :D On nie rozumie tej młodzieńczej milosci haha :D
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dotarłam dopiero przed chwilą tutaj ale chcę kolejny już i zaraz! Rozdział świetny, ale zgadzam się z Mari, że nie powinni ich rozdzielać. Czasami mam wrażenie, że Emily to taka osoba, którą przede wszystkim wypełnia opanowanie i w żadnym razie nie potrafi się wkurzyć tak na dłużej. Dla mnie jest ona za dużą altruistką ;) Rozdział mega jak zwykle :)) Buziaki, rebelliious :***

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy