13.10.2017

70. Balkon.

      Rano obudziła mnie Madd. Wparowała do mnie z talerzem kanapek.
- Emily! Wstawaj! - usiadła obok mnie, a ja poderwałam się z poduszki.
- Co się dzieje?! - krzyknęłam wystraszona.
- Wstawaj. Jedz i jedziemy. - uśmiechnęła się.
- Co? Gdzie? Po co? - jęknęłam zmieszana.
- Do kliniki. Zrobimy zakupy Maximowi i może omów się z Emmą, może wybierze się z nami? Wie co lubi i niech spakuje mu kilka rzeczy. - wstała. - No. Jedz. Ja idę się ubrać. - wyszła zadowolona. Wzięłam telefon do ręki. Siódma dwadzieścia.
- Maaadd! - zawołałam za nią. Wróciła się. - Dlaczego nie jesteś w pracy a ja w szkole? - zapytałam, nadal niedospana i roztelepana przez nagłą pobudkę.
- Bo urobiłam Neala. Pospiesz się. - wyszczerzyła zadowolona zęby i poszła. Wybrałam numer Emmy, choć nie wiem czy to dobry pomysł. Odebrała dość szybko.
- Halo.
- Hej. Jesteś w domu?
- Tak. Nie idę dziś na lekcje.
- Pojedziesz ze mną i Madd do sklepu? Chcemy kupić mu coś do jedzenia i zawieźć mu rzeczy.
- Wiesz, nie obraź się, ale najpierw oskarżacie go o kryminalistę a teraz udajecie milutkich.
- Nikt o nic go nie oskarżył. Poza tym ja i Madd staramy się przetłumaczyć wujkowi ze ludzie się zmieniają i ze Maxim jest w porządku, mimo że popełnił kilka błędów w życiu. Chcemy pomoc, to jedziesz czy nie? - siedziała cicho. - Halo?
- Pojadę. - odezwała się.
- Będziemy za półgodziny ok?
- tak. - rozłączyłam się. Zjadłam i szybko się ubrałam, po czym zeszłam do Madd. Ubrałyśmy się i wsiadłyśmy do auta, podjechałyśmy pod Emme. Weszłam otwierając drzwi z klucza.
- Masz klucze do domu? - zdziwiła się Madd.
- Tak. Dal mi.
- To poważny krok. - uśmiechnęła się.
- Emma?! - krzyknęłam.
- Na gorze! Chodź! - zawołała. Weszłyśmy na piętro. Maddeleine szła za mną. - Tu. - wyjrzała z twojego pokoju. - Nie wiem co mu wziąć. - weszłyśmy za nią. Na twoim łóżku leżała torba, jak na razie pusta.
- Spakuj mi ubrania, luźne i wygodne, tez takie w których mógłby spać. Najlepiej dresowe.
- Śpi w koszulkach i spodniach dresowych. - zajrzałam do komody, do szafki z której wyciągasz mi koszulki do snu. Wzięłam dwie białe i dałam Emmie do spakowania. - A spodnie.. - otworzyłam inne drzwi komody i je znalazłam. Też wzięłam dwie pary dresowych szarych i granatowych spodni, dałam Emmie.
- Weźcie mu szczoteczkę do zębów. Jakieś kosmetyki, podstawowe jak mydło. Może rzeczy do golenia. Ręcznik. Klapki. Skarpetki. Może bluzę na suwak. Może jakieś książki, albo coś czym mógłby się zając gdyby się nudził.
- Te pudełeczka na soczewki i krople do oczu. - olśniło mnie. Emma biegała, zbierając rzeczy. Po kilkudziesięciu minutach wyszłyśmy z domu z torbą. Pojechałyśmy do sklepu, kupić ci wodę i jakieś przekąski w postaci owoców. Ruszyłyśmy do kliniki w której byłyśmy przed dziewiątą. - A gdzie wujek? Pracuje?
- Pojechał porozmawiać z Paulem w klinice. - odezwała się spokojnie. Aż przełknęłam ślinę. Dojechałyśmy i weszłyśmy do kliniki, od razu kierując się na piętro. Madd zadzwoniła domofonem mówiąc do jakiego pacjenta jesteśmy. O dziwo, gdy weszłyśmy do sali w której leżałeś, była pusta. Widziałam zmieszanie na twarzy Emmy. Łazienka była pusta. Odłożyłyśmy rzeczy obok łóżka. Wszedł Paul z Mikem i wujkiem.
- Gdzie Maxim? - zapytał zdziwiony brakiem twojej obecności Paul.
- Myślałam że z wami. - odezwała się Madd.
- Mike gdzie jest pacjent? - lekarz spojrzał na blondyna.
- Nie wiem.. - zmarszczył brwi. - Nie. Jednak chyba mogę wiedzieć. - wystawił do nas palec. - Chodźcie. - ruszył, a my za nim. Wyszedł z oddziału i prowadził przez korytarz, weszliśmy piętro wyżej i tam skierował się do oddziału dziecięcego. Otworzył kartą magnetyczną drzwi i weszliśmy. - Megan. Jest tu pacjent z Intensywnej terapii? - zapytał jakieś młodej dziewczyny która przechodziła, chyba tez stażystki.
- Na sali gier. - wskazała. Poszliśmy tam, stanęliśmy przy szybie. Była to sala z zabawkami dla dzieci, gdzie miedzy badaniami albo w trakcie hospitalizacji mogły pójść się pobawić. Siedziałeś na podłodze po turecku, z jakąś dziewczynką na kolanach, z książką w ręku. Na około siedziały inne dzieci, z wielkimi uśmiechami na twarzach. Dziewczynka co raz obejmowała cie za szyje i łapała za ręce pokazując obrazki w książce. Byleś uśmiechnięty i szczęśliwy.
- Co was sprowadza na mój oddział? - podeszła do nas niska, pulchniutka szatynka.
- Mój pacjent. - odezwał się Paul.
- Jest od ciebie? Bardzo miły i uczynny chłopiec. Przyszedł po siódmej i zaczął bawić się z dziećmi które nie spały. Od godziny im czyta bajki. Nie pamiętam kiedy tu było tak cicho. - uśmiechała się zadowolona. - Dzieciaki go pokochały, są zachwycone.
- Max bardzo lubi dzieci. - uśmiechnął się Mike. - Ma do nich rękę, podejście i cierpliwość. - zapewnił a Paul otworzył drzwi sali. Obejrzałeś się i zauważyłeś nas, uśmiechnąłeś się szerzej, powiedziałeś coś do dzieci i zaczęliście radośnie machać. Jeszcze nigdy nie widziałam cie z dziećmi, nie sądziłam że taki jesteś. Niesamowity widok. Zerknęłam na wujka który był raczej zmieszany i zdziwiony, zaskoczony.
- Maxim, dlaczego uciekłeś z oddziału? - zapytał Paul.
- Bo tam jest strasznie nudno, a tu moglem pomóc. - odezwałeś się spokojnie.
- Wiesz że nie powinieneś wstawać? Nie powinieneś się przemęczać.
- Ale nie robiłem nic czego nie powinienem. Grałem z dziećmi w gry i kolorowaliśmy a teraz czytam bajki. To nic ciężkiego.
- Następnym razem chciałbym wiedzieć że się wymykasz. - Paul się uśmiechnął. - Pożegnaj sie z dziećmi i wracamy.
- Musis ićś? - zapytała dziewczynka na twoich kolanach.
- Tak. Ale wrócę wieczorem, dobrze? Poczytam wam do snu. - odezwałeś się miło.
- Obiecujesz?
- Obiecuje. - wstałeś. Odłożyłeś książkę na półkę szafki. - Do zobaczenia. - pomachałeś, odmachały wszystkie. Wyszedłeś do nas.
- Nath. - Emma cie przytuliła.
- Ał ał. - jęknąłeś. - Nadal mam połamane żebra. - puściła cie. - Wszystko w porządku? - zapytałeś jej, patrzyła na ciebie. Kiwnęła głową.
- Nie poszłam do szkoły.
- Zauważyłem. - kiwnąłeś głową. - Ten jeden raz wybaczam bez wychowawczych gadek. Jak tam Misiu? Co to za mina? - podszedłeś do mnie, łapiąc za biodra i ucałowałeś szybko usta.
- Nie wiedziałam że dogadujesz się z dziećmi.
- Przecież mówiłem że bardzo lubię dzieci. Dzień dobry Madd, Panie Neal. - kiwnąłeś do nich głową. - Nie musi mnie Pan odwiedzać.
- Wręcz przeciwnie. - odezwał się wujek. - Chce z tobą porozmawiać. Poza tym nadal jesteś przyjacielem i chłopakiem Emily. - uniosłeś w zdziwieniu brwi.
- Wczoraj i przedwczoraj też byłem i odniosłem nieco inne wrażenie naszych relacji. - Oho. Maxim arogant się załączył. Wujek się uśmiechnął.
- Najpierw porozmawiajmy.
- Nie. Najpierw się zbadajmy. - przerwał mu Paul. - Chodźmy. - ruszył.
- Przywiozłyśmy ci rzeczy i trochę owoców. - odezwała się Madd.
- Dziękuje. - objąłeś mnie w talii jedną ręką i ruszyliśmy za nimi. - Wiecie że jutro macie być obie w szkole? Sprawdzę to. Dziś wam przepuszczę wagary. - spojrzałeś na mnie i na siostrę. Doszliśmy do oddziału i do sali, usiadłeś na łóżku.
- Jadłeś coś? - zapytał Paul.
- Nie. Tylko nie mów ze ominęło mnie śniadanie. - zmarszczyłeś brwi.
- Nie. U nas śniadania są o normalnej porze a nie w nocy. Pani Betty przybędzie po dziewiątej. - uśmiechnął się Paul.
- Posiłki szpitalne są do bani. - odezwała się Emma siadając na krześle.
- To jest prywatna klinika. - uśmiechnął się znów Paul. - Maxim. Pobierzemy krew. Zabierzemy cie na tomograf. Podamy leki i damy spokój.
- Ok. - kiwnąłeś głową.
- W takim razie, Mike pobierz krew od kolegi. Na pierwszy profil. Ja idę zadzwonić na tomografie i wrócę po ciebie.
- Czy skoro ma wstrząs mózgu, to nie powinien zobaczyć go neurolog? - zapytała poważnie Emma. Wujek z Madd i Mike się uśmiechnęli.
- Widzi go neurolog. - uśmiechnął się tez Paul.
- A ja widzę tu tylko ciebie, nie widziałam nikogo innego. - Fuknęła a Mike chrząknął.
- Paul jest neurologiem.
- Mówił że prowadzi oddział intensywnej terapii, a to chyba anestezjolodzy je prowadzą? Poza tym składał mi rękę wiec to chyba chirurg?
- Zgadza się. - Paul kiwnął głową. - Anestezjolodzy go prowadzą. Ja prowadzę oddział intensywnej terapii i oddział neurologiczny. Mam pięć specjalizacji. Anestezjologie, neurologie, chirurgie ogólną, psychologie i medycynę rodzinną.
- Ahym.. - mruknęła zawstydzona. - A co to medycyna rodzinna?
- Lekarz rodzinny. - uśmiechnął się Paul. - Mike, do roboty. - popędził go i wyszedł. Mike tez wyszedł.
- Przywiozłyśmy ci rzeczy. - podeszła Madd. - Kupiłyśmy trochę owoców, bo z przekąsek to ryzykowne, czy cie nie uczulą. Emily mówiła że prowadzisz zdrowy tryb życia, Emma wybrała to co lubisz. - wyjęła z siatki owoce. - Kupiłyśmy tez wodę.
- Dziękuje bardzo. - uśmiechnąłeś się do niej. - Oddam pieniądze jak oddadzą mi portfel.
- Przestań. Daj spokój. - machnęła ręką.
- A jak się czujesz? - zapytał wujek.
- Bywało gorzej. - spojrzałeś na niego. Zwracałeś się do niego ostrzejszym tonem, z nutą arogancji w glosie.
- Wzięliśmy ci kilka ubrań, czysta bieliznę i Emma wzięła ci kilka rzeczy z domu. - odezwała się Madd.
- Dziękuje.
- Wzięłyśmy te pudełeczka od soczewek i krople do oczu. - odezwałam się.
- Oo super. - wstałeś. - To od razu je wyjmę. - wziąłeś torbę i odnalazłeś wszystko.
- Połóż się Max. Pobiorę ci krew. - wrócił Mike z taca z potrzebnymi rzeczami.
- Czekaj, tylko wyjmę soczewki bo i tak je przenosiłem. Powinienem je wczoraj zdjąć. - poszedłeś do łazienki która była w pokoju. Poszłam za tobą. Odłożyłeś pudełeczko i buteleczkę, patrząc w lusterko odciągnąłeś powiekę i wyjąłeś soczewkę. Mrugałeś i śmiesznie się krzywiłeś, poleciały ci jakieś łzy. Schowałeś soczewkę do pudelka i wyjąłeś drugą, która tez schowałeś. Zaśmiałam się widząc twoją zabawnie skrzywioną minę, przymrużone, mrugające oczy i lecące pojedyncze łzy. - Co się ze mnie śmiejesz? - zapytałeś cicho, ale milo.
- Bo robisz głupie miny. - śmiałam się.
- Przeważnie zawsze robię głupie miny przy ściąganiu soczewek. - wziąłeś buteleczkę i wpuściłeś sobie krople do oczu. Wlałeś tez krople do pojemniczka, wziąłeś wszystko i podszedłeś do mnie, łapiąc w talii. - nie ładnie się tak ze mnie śmiać. - ucałowałeś mnie.
- Chodź. - zawołał Mike. Odłożyłeś wszystko na szafkę i się położyłeś. Mike założył rękawiczki i ucisk na twoje ramie, przetarł zgięcie w łokciu, chwile się przyglądając chyba jak idą żyły.
- Emily usiądź bo już jesteś blada. - obserwowałeś mnie. Usiadłam przy twoim boku z cierpieniem przyglądając się co robi blondyn. Wyjął igłę z opakowania i przygotował sobie fiolki.
- Uwaga. - odezwał się spokojnie a ty zasłoniłeś mi widok drugą ręką.
- Ej Misiu, tu jestem. - zawołałeś, spojrzałam na ciebie. - Nie patrz się tam. Wszystko w porządku? - kiwnęłam głową. Po chwili Mike przyłożył ci wacik.
- Dobra, to biegnę zanieść do laboratorium. Trzymaj wacik. - nakazał ci.
- Gotowy? - wszedł Paul.
- Pobrałem krew, sprzątnę i zaniosę do laboratorium. - odezwał się Mike.
- Tomograf czeka. Maxim, dojdziesz czy wziąć wózek?
- Dojdę.
- To poleż chwile, żebyś nie zasłabł. - po chwili Paul zabrał cie na badania a Mike poszedł do laboratorium. Po około półgodziny wróciliście w trójkę.
- I co? - zapytała Emma.
- Wszystko jest w porządku. - zapewnił Paul.
- Dzień dobry, przyniosłam śniadanko. - weszła starsza, niska kobieta, z wielkim uśmiechem.
- Dzień dobry Betty. - odezwał się Paul.
- Pacjent jest alergikiem. - odezwał się Mike.
- Wszystko wiem. Kochany ja tu pracuje przeszło dwadzieścia lat. - zaśmiała się. - Na śniadanie jest warzywna zapiekanka. Do picia kompot jabłkowy, mogę tez zaproponować kawę. - spojrzała na ciebie.
- Poproszę kompot. - uśmiechnąłeś się.
- Mike, przyszykuj leki. Maxim, wypijesz po śniadaniu kroplówkę.
- Dobrze. - Kobieta podała ci foremkę z białego szkła z zapiekanka, a na szafce postawiła kubek z kompotem. Mike podszedł i gdzieś jakby z pod łóżka wyjął boczny stolik. Kobieta podała ci jeszcze sztućce.
- Za godzinę będę zbierać naczynia. - uśmiechnęła się i poszła dalej. Mike i Paul wyszli.
- Jadłaś śniadanie? - zapytałeś.
- Tak.
- Emma a ty?
- Tez jadłam. - kiwnąłeś głowa i wziąłeś się za jedzenie, siedzieliśmy w ciszy. Gdy skończyłeś, przyszedł Paul z kroplówką i zastrzykami. Mike stanął w drzwiach.
- Przepłucze wenflon, zobaczymy czy jeszcze działa. - podłączył strzykawkę z przeźroczystym płynem do wenflonu który miałeś w dłoni i go podał, podłączył kroplówkę. - Do kroplówki podam ci środek przeciwzapalny. - wbił igle do kroplówki i wcisnął tam lek. - Podam ci środek przeciwbólowy, ma inną substancje czynną niż leki które otrzymałeś wczoraj, więc jeśli ból się nasili to mi powiedz. - mówił odciągając ci koszulkę, przetarł skore i wbił igle podając lek. - Teraz grzecznie pij kroplówkę. - uśmiechnął się.
- Kiedy go wypuścicie? - Zapytała Emma.
- Pojutrze rano. Chyba że coś się zmieni. Dobrze, wydaje mi się że Neal ma sprawę do ciebie, wiec dziewczyny wychodzą. - poprosił. Madd wyszła, ja wstałam zmieszana.
- Nie. Znów będzie się go czepiać! - warknęła Emma patrząc na Paula.
- Nie będę. Chce porozmawiać. - zapewnił wujek. Był opanowany.
- Emma. Zostaw nas. - spojrzałeś na nią.
- Traktują cie jak kryminalistę, jak gorszego! - założyła ręce na piersi. Westchnąłeś.
- Em, proszę cie, wyjdź na chwile. Idź z Emily i Madd. Nie kłoć się ze mną. - wyszła niezadowolona. Ja tez wyszłam. Mike tez został wyproszony. Paul został. Zamknęli drzwi i rozmawiali cicho. Patrzyłam przez szybę, bo każda sala miała tu szybę na korytarz. Takie okno z żaluzjami. Widziałam po twojej minie że na bank załączył się arogancki Maxim.
- Zaraz będzie awantura. - odezwała się Emma.
- Tez to widzisz? - zapytałam cicho.
- Nie będzie, jest z nimi Paul a Neal ma zakaz krzyczenia. - uśmiechnęła się Madd. Paul który stał tyłem, chyba załagodził jakoś sytuację. Zacząłeś rozmawiać z nim a nie z wujkiem. Ciekawe o czym ta dyskusja? Przyglądałyśmy się tak z kilkanaście minut, spojrzałeś na mnie i na Emmę bo przylepiłyśmy się do szyby niczym glonojady. Paul w końcu wyszedł, wpuszczając nas do ciebie, Mike poszedł z nim. Skinęłam na ciebie głową, uśmiechnąłeś się delikatnie i położyłeś głowę. Madd podeszła do wujka coś mówiąc.
- I jak? Co mówił? - zapytałam cicho.
- Dużo mówił. - szepnąłeś. Przymykałeś oczy.
- Krzyczał na ciebie? Ej dobrze się czujesz? - złapałam twoja rękę.
- Tak. Tylko chce mi się spać Misiu. - patrzyłeś na mnie.
- To śpij. - puściłam cie i złapałam kołdrę którą poprawiałam.
- Nie złość się na mnie.
- Nie złoszczę się. - uśmiechnęłam się. Usiadłam na krześle obok Emmy, wujek i Madd wyszli kupić jakąś kawę a ty usnąłeś. Nie gadałyśmy z Emmą, tylko się gapiłyśmy. Paul przyszedł odłączyć ci kroplówkę po jakimś czasie i znów zniknął. Obudziłeś się dwie godziny później.
- Wyspałeś się? - zapytała Emma. Spojrzałam na ciebie, miałeś rozchylone powieki.
- Powiedzmy. Znajdziesz Paula albo Mikea?
- Ja poszukam. - wyszedł wujek. Madd podeszła do łóżka.
- Potrzebujesz czegoś? Dokupić ci coś? - zapytała blondynka.
- Nie. Nie, dziękuje.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Jestem zmęczony, ale jest w porządku. Która godzina?
- Po trzynastej. - odezwała się Madd.
- Co się dzieje? - wszedł Paul z Mikem a za nimi wujek.
- Nic. Tylko chciałem zapytać, gdzie są moje rzeczy? W sensie, miałem telefon, portfel i papierosy.
- W szafce pod kluczem. - odpowiedział Paul.
- A mogę te rzeczy odzyskać?
- Zdajesz sobie sprawę z tego że tu nie można puszczać dymka? - uśmiechnął się.
- Tak. - tez się uśmiechnąłeś.
- Mike. Przynieś mu rzeczy. - odezwał się do blondyna, który od razu ruszył. - Jak się czujesz?
- W porządku. - kiwnąłeś głową.
- Niedługo będą podawać obiad.
- Trzymaj. - podszedł Mike i podał ci rzeczy. Przyniósł też kurtkę.
- Dziękuje. Przyniosłeś nawet moją kurtkę. - zdziwiłeś się. Usiadłeś, spuszczając nogi na podłogę.
- Znam cie nałogowcu. - zaśmiał się.
- Ej, i tak bardzo ograniczyłem. Paliłem prawie dwie paczki dziennie, teraz jedna starcza mi na dwa dni. - patrzyłeś na niego.
- Wiem. Jestem z ciebie dumny że się na to zdobyłeś.
- Musiałem. Emily ma astmę. - uśmiechnąłeś się do mnie. Wziąłeś telefon i zerknąłeś na ekran. - Jezu ile powiadomień. - mruknąłeś. - Gdzie mogę się ulotnić? - spojrzałeś na Paula.
- W lekarskim jest balkon. Nie mamy tu palarni. Możesz też zejść na dół, do wyjścia.
- Eee... za daleko. - skrzywiłeś się. - Mogę na balkon?
- Tak. Lekarski jest pusty. Wejdziesz bez karty. Musze iść, mam pacjentów. - wyszedł, Mike poszedł za nim. Wstałeś, biorąc kurtkę w rękę.
- Idę z tobą. - wstałam, łapiąc za swoja kurtkę. Do Emmy ktoś dzwonił, wiec wyszła na korytarz. Złapałeś mnie za rękę i ruszyliśmy. Na korytarzu było cicho i nikt nie chodził, z innych sal było słychać dźwięki maszyn podtrzymujących życie. Chyba. Tak mi się wydaje. I ciche rozmowy. Otworzyłeś drzwi do lekarskiego i zajrzałeś, pusto. Przeszliśmy przez niego i otworzyłeś balkon. Założyłeś kurtkę i wyszliśmy.
- Zapnij się, jest zimno. - zwróciłeś mi uwagę.
- Ty tez mógłbyś się zapiąć. - uśmiechnąłeś się do mnie. Odpiąłeś kieszeń z suwaka i wyjąłeś paczkę fajek z zapalniczką. Wyjąłeś jednego i włożyłeś do ust, podpaliłeś i się zaciągnąłeś.. natychmiast zacząłeś kaszleć. Jedną ręką wyjąłeś fajka, drugą wsunąłeś na żebra. Widziałam po twojej minie że cierpisz, bolą cie żebra gdy kaszlesz.
- W porządku? - zapytałam cicho. Kiwnąłeś głową. - Bardzo boli?
- Bywało gorzej. - zerknąłeś na mnie i spojrzałeś w bok. Chwile patrzyłeś w bezruchu. - Czy tobie tez jest tak zimno? - znów na mnie spojrzałeś. Pokręciłam głową.
- Nie. Dziś akurat jest znośnie, wyszło trochę słońca.
- Mi jest zimno.
- Pewnie jesteś osłabiony.
- Możliwe. - zaciągnąłeś się i wypuściłeś dym. Tym razem nie kaszląc.
- Pamiętasz wypadek? - zapytałam cicho. Zerknąłeś na mnie i pokręciłeś głową znów się zaciągając dymem.
- Pamiętam jak wyjeżdżaliśmy spod hangarów. Jak mijaliśmy rondo i sygnalizacje świetlną. A następne co pamiętam to Paula na SORze. Nawet nie pamiętam karetki ani tego jak wydostałem się z auta. - kiwnęłam głową.
- Co mówił wujek? - zapytałam ciszej, bo nie wiem czy chce wiedzieć? Zaciągnąłeś się znów i wypuściłeś dym w drugą stronę, żeby nie leciało na mnie. Przymknąłeś oczy, spuszczając głowę w dół. Obserwowałam cie. Zrobiłeś krok w tył, opierając się o ścianę. - Dobrze się czujesz? - stanęłam przed tobą. - Maxim? W porządku? - podniosłeś na mnie wzrok.
- Tak. Kręci mi się w głowie.
- Chcesz usiąść?
- Nie. Zaraz mi przejdzie. - odezwałeś się spokojnie. Spojrzałeś na mnie. - Emily. Nic mi nie jest. - uśmiechnąłeś się delikatnie. - Miałem wypadek, jestem osłabiony, mam połamane żebra, miałem problemy z oddychaniem, nie paliłem od ponad dwunastu godzin. To normalne.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Bo to nie mój pierwszy raz. - uśmiechnąłeś się a ja założyłam ręce na piersi. - Emily. Nic mi nie jest. Misiu. - wyciągnąłeś do mnie rękę i złapałeś za dłoń. - Wszystko jest w porządku.
- Co mówił wujek?
- Bardzo dużo mówił.
- A konkretnie?
- Bardzo konkretnie mówił.
- Nie zaczynaj tych swoich gierek. Dobrze wiesz o co mi chodzi. - fuknęłam.
- Emily, nie chce o tym rozmawiać. - odezwałeś się poważnie i patrzyłeś mi prosto w oczy.
- Dlaczego? Był nie miły? Zranił cie?
- Nie. - patrzyłeś na mnie. - Ciężko mnie zranić.
- To dlaczego?
- Po prostu nie chce. Nie mam ochoty o tym rozmawiać.
- No ale doszliście do jakiegoś porozumienia?
- Tak. - zaciągnąłeś się znów.
- I jak wygląda sytuacja?
- Że mam drugą szansę. Jakby.. jeśli można to tak nazwać.. to trochę skomplikowane..
- To świetnie! - przytuliłam cie.
- Ał Emily! - odszarpnąłeś moje ręce od siebie.
- Przepraszam. - przytknęłam przejęta ręce do ust. Jedną ręką trzymałeś się za żebra pod kurtką. W drugiej trzymałeś fajka. - Jeszcze cie boli?
- Szczerze powiedziawszy przeżyłem gorsze rzeczy.
- Jak tam dzieci? - wyjrzał Paul.
- Kręciło mu się w głowie jak zapalił i twierdzi że to normalne. - wskazałam cie.
- W jego sytuacji to normalne. - kiwnął głową lekarz. - Poza tym czytałaś skład papierosów? I tak bardzo cie dziwi ten fakt?
- Nie czytałam.. Ale nic mu nie jest?
- Nie. Miał wypadek, jest osłabiony. Wczoraj miał problemy z oddychaniem przez połamane żebra. To normalne. - spojrzał na ciebie. - Co nie znaczy że zdrowe. - zagroził ci palcem. - Poza tym ma wstrząśnienie mózgu. Zawroty to jeden z objawów.
- Mam zamiar rzucić. Tylko powoli mi idzie. - wytłumaczyłeś szybko.
- Ważne że idzie. Nie stójcie tu za długo. - wrócił się do pokoju. Zgasiłeś papierosa i wróciliśmy do pokoju. Paul siedział na kanapie i coś pisał w karcie pacjenta. Przeszliśmy spokojnie i wróciliśmy do sali. Zdjąłeś kurtkę i wziąłeś telefon. Przez chwile ogarniałeś powiadomienia. Madd i wujek siedzieli na krzesłach a Emma na parapecie i grzebała w telefonie.
- Paul mówił że tu gdzieś jest bufet? - spojrzałeś na Madd.
- Tak. Na dole. - kiwnęła głową. - Coś potrzebujesz?
- Nie. - wyjąłeś z kurtki portfel. - Proszę. - Podałeś banknot Emmie. - Idź kup sobie obiad. Zabierz ze sobą Emily.
- Ja dziękuje, nie jestem głodna. - spojrzałam na ciebie.
- Nawet ze mną nie dyskutuj. - posłałeś mi surowe spojrzenie.
- Nie jest głodna.
- Ale mnie to nie obchodzi. Masz jeść. Regularnie. Rozmawialiśmy już kiedyś o tym.
- Ale nie chce jeść! - warknęłam marszcząc brwi.
- Ale masz jeść. - usiadłeś na łóżku. - Idź z Emmą, kupcie sobie coś na ciepło.
- Już. Nie kłóćcie się. Chodźcie dziewczyny. - Wtrąciła się Madd. Objęła nas ramionami i zeszłyśmy na dół.

     Jutro mają cie wypisać. Wczoraj kazałeś nam być dziś w szkole, wiec grzecznie do niej poszłyśmy, ale każda lekcja mi się ciągnęła. Nie mogłam się doczekać aż do ciebie pojedziemy. Wujek dziś pracował, razem z Madd. Paul i Mike mieli wolne po wczorajszej zmianie.
Śpisz?
Napisałam do ciebie siedząc na trzeciej lekcji.
Podsypiam. Jesteś w szkole?
Westchnęłam i zerknęłam gdzie jest nauczyciel.
Tak. Jak się czujesz?
Pisałam dalej do zeszytu z tablicy.
A moja siostra też w niej jest? Dobrze.
Zawsze mówisz że dobrze. Masz połamane żebra i zachowujesz się jakby nigdy nic. Jak ja miałam połamane żebra to nie mogłam oddychać, a co dopiero się ruszać.
Emma tez jest. Siedzimy na historii. Wolałabym być u ciebie :(
Odpisałeś szybko.
Skup się Misiu, później będziesz musiała to nadrobić w domu.
No i co z tego? Nie chce mi się. Napisał do mnie Aiden.
Podwózka do Maxima po lekcjach?
Uśmiechnęłam się.
Chętnie!
Odpisał po chwili.
Będę pod szkołą :)
To świetnie. Czekając tylko na wyjście lekcje zleciały mi szybciej. Wybiegłyśmy ze szkoły i zaczęłam szukać auta Aidena.
- Tam jest. - wskazałam auto kawałek dalej. Podeszłyśmy, wsiadłam na przód a Emma na tył. - Hej. - ucałowałam jego polik.
- Hejo hej. Cześć Emma. - odwrócił się do niej. W reku miał kubek kawy na wynos a w drugiej telefon i coś pisał. - Pojedziemy na obiad? Bo ja jestem głodny a wy chyba też byście coś zjadły?
- Niech będzie. - kiwnęłam głową. Odłożył telefon miedzy siedzenia a kubek wstawił w trzymak. Odpalił i ruszył. Podjechaliśmy pod jakąś knajpę. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy jedzenie. Emma poszła do łazienki.
- Jak z Jess? - zapytałam.
- Jakoś. - odpowiedział obojętnie. - Spotykamy się. - kiwnęłam głową.
- A jak sprawa wypadku?
- Mamy nagranie z monitoringu drogowego, to nic pewnego jeszcze. Musimy to sprawdzić. Ale wygląda na to że to nie był wypadek. Poza tym z Maxima została zdjęta odpowiedzialność karna, zeznania świadków i dowody, ślady na jezdni, wskazują na to że Maxim poruszał się po drodze zgodnie z przepisami. - Kiwałam głową.
- Dlaczego się tym zajmujecie? - podeszła Emma i usiadła. - To chyba sprawa dla policji.
- Maxim jest naszym informatorem. To trochę tak jakby należał do FBI. Jakby był jednym z naszych. - wyjaśnił Aiden. Przynieśli nam jedzenie.
- A ty dziś pracujesz? - zapytałam.
- Tak. Mam przerwę. - wziął jedzenie do buzi.
- W takim razie gdzie Brian?
- Gdzieś w nieokreślonym bliżej miejscu na jakimś jedzeniu. - Znów wziął jedzenie do buzi i bawił się widelcem. - Rozmawiałem z Nealem.
- O czym?
- O Maximie. - Emma podniosła na nas wzrok z talerza. - Próbowałem się wstawić za nim tak jak Paul i Madd. Pytał o bardzo dziwne rzeczy. - zrobił niezadowolony grymas.
- Na przykład? - zapytałam ciekawa.
- Na przykład czy kiedy był ostatnio karany i za co, albo czy ma pozwolenie na broń, czy wiem czy ze sobą sypiacie, czy wiem jak wygląda dokładnie wasza relacja, czy wiem jak się do ciebie odnosi gdy nikt nie patrzy i takie jakieś dziwne pytania. Tez pytał o parę rzeczy z teczki, o sprawy, o informatora, o powiązania i tak dalej.
- Hym. - mruknęłam. - I co mu powiedziałeś? - Emma bacznie się przysłuchiwała.
- Prawdę. Połowę może sprawdzić, drugą polowe może wydedukować. Gdybym skłamał, to nie dość że ja bym stracił w jego oczach, to pogorszyłbym sytuacje z Maximem, bo skoro kłamę to ukrywam coś gorszego. - kiwnęłam głową.
- Maxim nie jest złą osobą. - odezwała się Emma.
- Wiem. - odpowiedziałam jej.
- Jakby nią był to nie pozwoliłbym mu się zadawać z Emily. - zapewnił Aiden.
- Co ty nie powiesz.. - mruknęła Emma. Chwile później zebraliśmy się do auta i Aiden podwiózł nas pod klinikę.
- Wejdziesz z nami?
- Nie, muszę już wracać do biura. Widziałem się z Maximem rano. - spojrzał na mnie.
- Jak to rano?
- Byłem służbowo. Sprawdzałem poprawność zeznań.
- Aha. - Emma wysiadła. - Dziękuje za obiad i za podwiezienie. - ucałowałam jego policzek.
- Nie ma za co Laia. Jak będziecie wracać to daj znać, może będę mógł wyrwać się z biura.
- Nie będę ci przeszkadzać, wrócimy autobusem.
- Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. - uśmiechnął się. - Ej, mówiłem ci że Jamie będzie mieszkać obok mnie?
- Nie. Ale obok w mieszkaniu czy obok
- Ej zimno jest trochę. - Emma otworzyła moje drzwi.
- Leć. Podjadę do ciebie wieczorem. Taakim późniejszym, po dziewiątej. Ok?
- Dobra. - posłałam mu uśmiech i wysiadłam. Poszłyśmy do kliniki, tam weszłyśmy na piętro, fartem weszłyśmy z jakąś pielęgniarką na oddział i podreptałyśmy do sali. Do sali która była pusta.
- Nath? - zawołała Emma.
- Jestem. - wyszedłeś z łazienki. - Dzień dobry Misiu. - podszedłeś, delikatnie obejmując mnie w pasie i ucałowałeś. - Jak w szkole?
- Nudno. - jęknęła Emma, ściągając kurtkę.
- Wyjątkowo potwierdzam. - ściągnęłam tez swoją, a ty usiadłeś na łóżku.
- Jadłyście coś?
- Tak. Aiden zabrał nas na obiad i podwiózł. - uśmiechnęłam się.
- Czy jak ty jesteś w szpitalu, to Dylan nie mógłby mieć wolnego? - zapytała Emma.
- Nie. - spojrzałeś na nią poważnie.
- No ale bez ciebie przecież
- Emma, Dylan ma do wykonania projekty. Zapłaciłem podwykonawcom za prace. Mam umówione terminy z klientami i firmami zewnętrznymi. - powiedziałeś poważnym tonem patrząc prosto na nią. Założyła tylko ręce na piersi.
- A jak w Wisterii? - zapytałam. - Radzą sobie? I jak Nicole?
- Dobrze. Radzą sobie. - kiwnąłeś głową. - Nicole jakoś się ogarnia.
- A jak Jamie?
- Znalazł mieszkanie, obok Aidena. - zaśmiałeś się.
- No właśnie coś mi Aiden wspominał. Ale mieszkanie obok? Czy obok w bloku?
- Mieszkanie obok mieszkania Aidena.
- I kiedy zaczyna prace?
- Od przyszłego miesiąca, czyli od poniedziałku.
- W końcu kwiecień, będzie cieplej. - klasnęła Emma. - Może pojedziemy pod namioty?
- W kwietniu na pewno nie. - zaprzeczyłeś głową. - Pierwszy projekt jaki wjeżdża to nasz ogród.
- Dylan będzie go wykonywał?
- Tak. Dylan wykonuje moje projekty. Liam Joego. - kiwnąłeś a ona szeroko się uśmiechnęła.
- Ale jak pierwszy, to co on teraz robi?
- Robi małe wczesnowiosenne nasadzenia u klientów. Sprawdza stan roślin u klientów z zeszłego sezonu. Takie małe rzeczy. - uśmiechnąłeś się delikatnie.
- Kiedy cie wypuszczą? - Emma usiadła na parapecie.
- Paul mówił że jutro rano.
- Mike nadal u was mieszka? - zapytałam.
- Nie. - Spojrzałeś na mnie. - Pogodzili się z Ashley.
- To dobrze. - uśmiechnęłam się. - A jak się czujesz?
- Dobrze.
***
 Hejo!
Dziś bardzo terminowo  rozdział! :D
Chciałabym zauważyć że dziś publikuję już 70 rozdział opowiadania.. chyba sama nie sądziłam że zalecę tak daleko.. to co, widzimy się przy 100?

Dziękuję pięknie za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem! Dziękuję za zostawienie komentarzy przez anonimy i osoby które nigdy wcześniej się nie ujawniały! Miło wiedzieć że jesteście i czytacie! Dziękuję! <3

KolorowaGwiazdka - cierpliwości, temat wróci w najmniej oczekiwanym momencie.. ;)

To chyba tyle na dziś, miłego weekendu Wszystkim! 
Do napisania za tydzień w piąteczek :)

PS. Notatniczek napisanych rozdziałów zaktualizuję wieczorem, bo już mam trochę napisane tylko nie podzielone :)

8 komentarzy:

  1. I takie rozdziały ja lubię! Dluuuuugie! :)
    Oby tak dalej i czekamy na więcej! Liczymy ze do 100 dojdziemy a akcje będą jeszcze pełne wrażeń! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, fajny, długi rozdział. Co dalej? Czekam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy tylko ja mam takie wrażenie że ta akcja szybko przebiega bardzo? Nie wiem czemu xd Rozdział super jak zwykle, nie mogę się doczekać kiedy to wszystko rozkręci się na dobre. Buziaki rebelliious :***

    OdpowiedzUsuń
  4. No. To czekamy dalej na rozwój akcji. ;)

    Fajne porównanie glonojadów i szyby w szpitalu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam długie rozdziały :) nie mogę doczekać się co będzie się działo dalej :) a może znowu jakiś maraton nam zrobisz?? <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział przeczytałam już dawno, ale nie miałam czasu napisać komentarz wcześniej :( Ale jak zawsze muszę ci powiedzieć, że świetnie piszesz i masz wielki talent! <3 Chyba możesz już kojarzyć moje komentarze, bo w każdym ci to powtarzam. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie kolejny rozdział, bo już nie mogę sie doczekać! Jestem ciekawa co dalej wymyślisz. Możesz robić jakieś zwroty akcji, bo wtedy nie jest monotonnie, ale wiedz, że jeśli pokłócisz i zakończysz związek Maxima i Emily to cię znajdę! Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy