25.12.2017

Bonus 2 - Tatuaż z Motylkiem. - Nicole.

Bonus Świąteczny - Fragment niewykorzystany w opowiadaniu.
Jest to tekst wstępny, niedopracowany, z małą ilością opisów. Szkic wstępny danej sytuacji bez większych opisów emocji, miejsc czy pilnowania aby wiadomo było kto mówi. Bez justowania tekstu i sprawdzania błędów interpunkcyjnych czy ortograficznych oraz literówek.

***
Wejdę, Emma pewnie jest na górze. Weszłam i od razu skierowałam się na górę, do pokoju szatynki.
- Hej - zajrzałam do niej, siedziała na łóżku z laptopem na kolanach.
- Emily! - ucieszyła się i wstała.
- Przyniosłam zeszyty. - wyjęłam je z torebki.
- Tak. Super. Dziękuje. Mogę je oddać jutro? Przepisze je? - podeszła do biurka odkładając laptopa.
- Ok. Nie ma problemu. - Uśmiechnęłam się podając jej zeszyty. - A jak się czujesz?
- Dobrze. Czasem trochę boli, ale ogólnie jest dobrze. W szkole coś mówią? - odłożyła zeszyty.
- Nie. Maxim dowiózł zwolnienie od Paula.
- A Caroline nie marudzi? - usiadłyśmy na łóżku.
- Nie chodzi na lekcje. Łazi z Tylerem gdzieś.
- Palant. - westchnęła a ja kiwnęłam głową.
- A jak ty i Dylan?
- Dobrze. Teraz dużo pracuje, bo zaczął się sezon właśnie. Wiesz, na ogrody. Max siedzi w projektach, a Dylan w terenie. - westchnęła. - Max ma teraz jakiś problem z klientem i praktycznie mieszka w Wisterii.
- Podobno ma nową asystentkę? - spojrzała na mnie z grymasem.
- Tsaa..
- Poznałaś ją?
- Niestety. Nie lubimy się. - mruknęła kręcąc głową. To całkiem ciekawie. Ktoś mi mignął przy drzwiach. - To nie twój pokój! - Emma nagle krzyknęła i wstała.
- Zamknij japę gówniaro! - do pokoju weszła.. nowa asystentka. W staniku i szortach. Cała w tatuażach od szyi po stopy. Zaniemówiłam. Mieszka tu? Serio?
- Gówniarę to sobie znajdź! To nie twój dom!
- Twój też nie! Jest Maxa! - krzyczały na siebie, a ja siedziałam odrętwiała. Analizowałam. Twoja asystentka tu mieszka? Coś mnie ominęło? Czegoś nie zauważyłam? Zapomniałeś mi powiedzieć? Co to ma być?
- Nie obwiniesz go sobie wokół palca! - krzyknęła Emma.
- Już to zrobiłam. - uśmiechnęła się.
- To jest jego dziewczyna! - wskazała mnie, wstałam. Nie wiem po co. Patrzyłam zmieszana.
- Kolejna niedojrzała dziwka której chodzi o kasę. - napluła na mnie. Nawet nie wiem kiedy walnęłam ją w twarz.. - Gówno o nim wiesz. - spojrzała mi w oczy.
- Jesteś popierdoloną suką! - krzyknęła Emma.
- Odpierdol się! - trzasnęła drzwiami od twojego pokoju. Pracuje u ciebie? Mieszka? I to w twoim pokoju? Obwinęła sobie ciebie wokół palca? Co to znaczy? Mam dość. Emma na mnie spojrzała i gdy miała się odezwać, zaczęłam.
- Musze już iść. - wyszłam pośpiesznie. Nie mogę w to uwierzyć. Serio? Serio Max? Cała się trzęsłam z nerwów. Co mam teraz zrobić? Rozbeczałam się na przystanku. Po paru minutach się ogarnęłam i pojechałam do Ash. Nie wiem po co? Powinnam do Aidena, bo Ash to twoja przyjaciółka. Ale Aiden by ci przywalił w twarz za zdradę w takim stylu. Chociaż może ci się należy? Wbiegłam na piętro i zapukałam. Otworzył Mike.
- Emily. Co się stało? Wejdź. Ash! - patrzył na mnie zaniepokojony. Cały makijaż mi się rozpłyną od łez.
- Nie. - spojrzałam na niego. Wyjrzała Ashley.
- Co się stało? Emily? - podbiegła. Chwile stałam, nie wiedząc co mam powiedzieć? Po co tu przyszłam? To twoi sojusznicy. Będą cie bronić. Dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo jestem samotna bez ciebie. Pokręciłam głową i się wycofałam. - Hej hej hej. Stój. - złapała mnie. - Max?
- To koniec. - spojrzałam jej w oczy, wyrwałam rękę i wróciłam do domu. Przywitałam się tylko z wujkiem i Madd po czym poszłam do siebie.
- Emily. - wszedł wujek. - Wszystko w porządku?
- Tak.
- Wróciłaś zapłakana. Coś się stało? - wzruszyłam ramionami. - Chcesz porozmawiać? Mogę jakoś pomóc?
- Chce zostać sama.
- Dobrze. Jeśli będziesz chciała porozmawiać, będę z Madd na dole. - kiwnęłam głową. Wyszedł a ja usnęłam. Po dwudziestej pierwszej dzwonił mój telefon. Nie mam zamiaru do niego wstawać. Ale zaraz po rozłączeniu dzwonił znów i znów. Wstałam. Ty. Ashley. Emma. Teraz Mike. Spieprzajcie ode mnie. Wróciłam do łóżka. Byłam rozżalona. Było mi przykro. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Ale co pomyślałbyś ty? Odchodzisz z pracy, a w zamian ja sobie zatrudniam ładnego pana, który chodzi za mną krok w krok, jeździ autem, mieszka u mnie, chodzi w samych majtach i jeszcze wyzywa cie od najgorszych? Co byś pomyślał? Co byś zrobił?
- Emily - wszedł wujek. - Maxim przyszedł.
- Nie chce go widzieć. - wujek na mnie spojrzał poważnie, ale kiwnął głową. Chwile później usłyszałam podniesiony ton na dole, więc zeszłam. Stałeś przy drzwiach, zmieszany, z dziwnymi oczami.
- Emily, porozmawiaj ze mną!
- Nie mamy o czym. - stanęłam na schodach.
- Max, wyjdź. Proszę. - poprosił wujek.
- Emily, to nie tak jak myślisz. Daj mi wyjaśnić. - mówiłeś szybko przejętym tonem.
- Nie chce tego słuchać. - wróciłam do pokoju. Nie wiem czemu, ale drażnił mnie twój widok, twój głos. Wiec to nasz koniec?

Rano pojechałam z Madd do sklepu, zrobiłyśmy zakupy spożywcze, a Neal został z Paulem w domu. Dostałam wiadomość od Emmy.
Możesz dziś wpaść po zeszyty :) Skresowal mi Maxim w Wisterii. Chyba że mogę jutro je przynieść? Bo Max dziś wyszedł bez kluczy a ja mam czekać na Mikea.
W sumie, Emma niczemu nie jest winna. A ja mam lekcje jeszcze..
Wpadne po obiedzie ok?
Zapakowałam zakupy do auta, a Madd pobiegła zostawić wózek.
Ok ok.
Wróciliśmy do domu, pomogłam zrobić Madd obiad. Uczyła mnie gotowania w weekendy. Średnio mi to idzie. Dziś miałam publiczność, Paula i Neala. Po zjedzonym obiedzie poszłam do twojego domu. Zapukać czy wejść? Zaaapp.. Wejdę. Weszłam, jak wchodzą wszyscy. Skierowałam się na górę, słysząc jak Emma gada przez telefon. Weszłam do jej pokoju.
- Emily do mnie przyszła, to zbieraj tyłeczek i chodź. - rozłączyła się.
- Dylan?
- Tak. Chce iść ze mną do kina. - wstała z łóżka idąc do biurka. - Maxim skresowal mi zeszyty wieczorem, bo wpadł na chwile i jeszcze jechał do firmy. - podała mi je. - Dzięki wielkie.
- To w piątek przyniosę ci następne co?
- No, jakbyś mogła? - uśmiechnęła się a ja kiwnęłam głową. - Rozmawiałaś z Maximem?
- Nie, a co?
- Powiedziałam mu o wczoraj. Wkurzył się i zrobił awanturę Nicole.
- Kto to Nicole?
- Dziewczyna w staniku. - popatrzyłyśmy na siebie chwile. Wzruszyłam ramionami.
- To jego życie. Muszę wracać, Madd na mnie czeka. - Wcale nie czeka, ale nie mam ochoty na tą rozmowę. Kiwnęła głową, zeszła ze mną na dół. Zauważyłam na tarasie Ashley, Mikea, tą całą Nicole i ciebie z papierosem. Zauważyłeś mnie. Wyrzuciłeś fajka i wszedłeś do domu.
- Emily poczekaj. - zacząłeś natychmiast.
- Nie mam zamiaru.
- Chce porozmawiać, poczekaj.
- Ale ja nie chce. - spojrzeliśmy na siebie, doszedłeś do mnie. - Mam dość. Mam dość rozumiesz? Mam dość martwienia się, rozglądania, czekania na telefon, myślenia czy tym razem Ryan i banda cie zabije, czy tylko pobije? Czy wrócisz postrzelony? Czy Peter nic ci nie zrobi? Mam dość twoich porąbanych znajomych. Twoich kłamstw. Tego co robisz. Mam dość osób które ciągle chcą nas skłócić, bo uważają że nie jestem ciebie godna. - wylałam swoja żale poważnym tonem. Gdzieś podczas tego do domu weszła reszta. - Mam dość wyzwisk. Oskarżeń. Wytyków. Udowadniania. Słuchania że jestem kolejną małolatą która chce cie wykorzystać dla kasy. Mam dość zastanawiania się czy tylko mi się wydaje czy naprawdę jestem tak beznadziejna że musisz mnie zdradzać? Dlatego ułatwię ci życie i to będzie nasza ostatnia rozmowa. - odciągnęłam twoją koszulkę i zerwałam swój łańcuszek. Stałeś ze zmieszaną miną. Twoje oczy były puste. Skrajnie puste, jak nigdy dotąd. - Dzięki za miły weekend. - ruszyłam do drzwi. Panowała cisza, a ja czułam jak zbiera mi się na płacz. Czy robię błąd?
- Emily. - usłyszałam twój łamiący się głos. - Emily stój. - doszłam do drzwi otwierając je, a ty podbiegłaś zatrzaskując. - Nie odchodź. To nie tak jak myślisz. Nic nie zrobiłem.
- Tak, faktycznie. Ta sama dziewczyna jest w twojej firmie, chodzi krok w krok za toba, mieszka u ciebie, chodzi w staniku i mówi mi że obwinęła sobie ciebie wokół palca i jestem kolejną głupią małolatą która chce twojej kasy. - spojrzałam w twoje oczy.
- Co mam zrobić?
- Rób co chcesz. Ale beze mnie. I daj mi wyjść. - szarpnęłam klamkę.
- Emily, nie zdradziłem cie. Przysięgam. To nie tak jak myślisz. Wiesz że cie kocham. Nie chce cie stracić. Nie mogę cie stracić. Jestem kretynem który nie potrafi dobrać sobie znajomych. Nie odchodź. - patrzyłam na ciebie. - Emily, zrobię wszystko. - kleknąłeś przede mną, obejmując mnie w pasie. - Nie odchodź. - zauważyłam pewną siebie minę Nicole. - Zrobię wszystko.
- Wybieraj. - uniosłeś na mnie wzrok.
- Co?
- wybieraj!
- Ale co mam wybrać?
- Albo ja albo ona. - wstałeś łapiąc mnie za rękę i ciągnąc do salonu. - Pakuj się i wyjdź.
- Co? Ale ja nie mam gdzie iść.. - otworzyła szerzej oczy a mina jej zrzedła. - Max no bądź poważny. Szantażuje cie dziewczyna.
- To moja rodzina i bardzo ją kocham, nie poświecę jej dla pomocy tobie. Zabierz swoje rzeczy i wyjdź. - mówiłeś poważnie.
- Po tym wszystkich co dla ciebie zrobiłam?
- Jestem ci wdzięczy i pomogę ci zawsze, ale nie jej kosztem. Proszę, opuść mój dom. - spojrzała na mnie, pokręciła głową i ruszyła na górę Odwróciłeś się do mnie. - Nie odejdziesz ode mnie? Nie zostawiaj mnie. Oddaj łańcuszek, naprawie go. - zabrałeś mi go z ręki. Byleś tak bardzo przejęty, ale mówiłeś spokojnie. Wszyscy milczeli. Boże jaka ja jestem naiwna. Za każdym razem daje się nabrać na gierki takich tanich dziewczyn. Mimo że tyle razy mnie zapewniałeś.. patrzyłeś mi w oczy.
- Kim ona jest?
- Nicole. Moją starą przyjaciółką.
- O jakiej pomocy mówiła? W czym ci pomogła? - patrzyłeś chwile.
- Miałem depresje. Pomogła mi z niej wyjść. To były czasu domu dziecka. - przygryzłam wargę.
- A ty jak jej pomagasz?
- Wyszła z więzienia. Dałem jej prace. Chwile u mnie pomieszkuje, do pierwszej pensji. - zerknęłam na Emmę i Ashley, obie kiwały potwierdzając głową.
- Niech zostanie. - westchnęłam. Chyba upadłam na głowę. Puściłam cie i ruszyłam do drzwi.
- Emily. - zawołałeś. Dziewczyna akurat schodziła z góry z torbą.
- Możesz zostać. - spojrzałyśmy na siebie. Stanęła na dole schodów.
- Emily. - podszedłeś.
- Spoko. - spojrzałam na ciebie. - Niech zostanie. Do pensji. A jak mnie zdradzisz to Aiden, Dylan i Jamie wyrwą ci jaja. A ciebie - spojrzałam na nią. - Osobiście zamorduję.
- Spoko. - uśmiechnęła się.
-  Ja pomogę chłopakom. - wtrącił Mike.
- A ja z Em tobie. - dodała Ashley.
- Idę do domu. - uśmiechnęłam się, stanęłam na palcach aby cie pocałować, a ty mocno mnie przytuliłeś i ucałowałeś.
- Poczekaj. - wyszła za mną Nicole. Zmierzyłam ją wzrokiem. Zamknęła drzwi za sobą. - Przepraszam. Nie wiedziałam że jesteś Emily.
- To znaczy?
- Maxim bardzo dużo o tobie mówił. Myślałam że jesteś koleżanką Emmy, że to kolejna jej opowieść.. nie lubi mnie i ciągle wymyśla bajeczki żeby nas skłócić. Przepraszam za to co usłyszałaś. Miedzy mną a Maxem nigdy nic nie było i nie będzie, bo zwykle do siebie nie pasujemy. To tylko przyjaźń i zwykła pomoc. Miał u mnie dług, teraz go spłaca. Ja pomogłam mu kiedyś. - zamilkła na chwile. Patrzyłyśmy na siebie. - Wiem że bardzo cie kocha. Bardzo mu na tobie zależy. Bardzo dużo o tobie mówi. Gdyby mógł, oddałby ci wszystko, zrobił by wszystko. Nie chce stawać między wami. Wiem jak ciężkie życie jest z nim, jak bardzo skomplikowany jest. Ale jest tego wart, i zasługuje na taką miłość którą od ciebie dostaje. Źle zaczęłyśmy. Jestem Nicole. - wyciągnęła do mnie rękę. Uścisnęłam ją.
- Emily. Trzymaj się od niego z daleka, ma już wystarczająco dużo problemów. - kiwnęła głową. Wróciłam do domu.
***

4 komentarze:

  1. Ohoho, nieźle sobie poczytać takie niewykorzystane fragmenty :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A to mi się strasznie podoba! Szkoda, że tego nie wykorzystałaś. To jest o wiele lepsze od kochanie. Było strasznie emocjonujace i nie było nudno. A tam to się długo ciągnie. Boję się, że się rozstaną, a tego to ja nie wytrzymam. Proszę rozwiąż tą akcję z opowiadania już w tym najbliższym rozdziale, bo ja zwariuje! A to było świetne. :D Masz talent! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. MEEEGA!!! W 100% zgadzam się z anonimkiem, było tu dużo emocji i aż mnie skręcało, gdy Emily zerwała naszyjnik...
    Po prostu cuuudne...

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy