25.10.2018

1. On.

     Budzik zadzwonił o ósmej, zerwałam się z łóżka i szybko pobiegłam do kuchni, zajrzałam co mam do jedzenia i wyciągnęłam jajka. Chwile mi zajęło zanim znalazłam patelnie ale się udało! Szybko zrobiłam jajecznice i zjadłam, po czym pobiegłam się ubrać i ogarnąć. Za dwadzieścia dziewiąta byłam gotowa, więc stwierdziłam że może pójdę do Chrisa, tak żeby nie musiał jechać po mnie. Wyszłam na ulice zamykając dom, a przez ramie przewiesiłam małą torebkę. Na trawniku domu naprzeciwko mnie była kobieta, która robiła coś w rabacie kwiatów. Zlustrowała mnie dokładnie wzrokiem, założyłam okulary przeciwsłoneczne i szybko ruszyłam przed siebie. Z daleka widziałam dom o żółtych ścianach. Po chwili stanęłam przed drzwiami i zapukałam. Na podjeździe stał czarny terenowy samochód, więc chyba się nie pomyliłam. Drzwi otworzyła znajoma mi twarz.
- O. - zmarszczył brwi zdziwiony. - Wejdź. Coś się stało? - otworzył szerzej drzwi, zdjęłam okulary i weszłam.
- Nie. Pomyślałam że przyjdę żebyś nie musiał po mnie jechać. - zamknął za mną drzwi.
- I tak jadę w tamtym kierunku. Chodź, dopiero jem śniadanie. - zaprosił mnie do kuchni. Dom był większy niż ten który wynajmowałam. Salon był w kolorach szarych, były też schody na górę. Usiedliśmy przy stole. Chris jadł kanapki. - Jadłaś? Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuje. Jadłam.
- Chris! - usłyszałam damski głos a do kuchni wpadła niska, chuda dziewczyna o krótkich falowanych rudych włosach. - Zaspałam! - zaczęła biegać po kuchni i zbierać do torby owoce i butelke wody.
- To Em. Wynajmuje jej dom. - szatyn wskazał mnie. Podbiegła do stołu zabierając z niego telefon i portfel.
- Rose. - podała mi pośpiesznie rękę. - Poplotkowałabym ale zaspałam do pracy. Więc miłego dnia i do zobaczenia jakoś później! - wybiegła. Zamrugałam. Kobieta torpeda.
- Przywykniesz. - Chris się zaśmiał widząc moją minę. - Zbierajmy się. - wstał i wyszedł, a ja za nim. Poszedł na górę a ja stanęłam przy drzwiach. Było mi jakoś tak głupio łazić za nim po jego domu. Po chwili wrócił i wyszliśmy, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. - Czyli najpierw do szkoły, a później pojedziemy do mojego kolegi.
- Ale.. Jak to? Nie chce robić problemu. Tylko mnie podrzuć do szkoły.
- Rozmawiałem z nim o pracy dla ciebie.
- A.. - zerknęłam na niego. Dojechaliśmy do szkoły, tam poszedł ze mną do sekretariatu w którym była starsza kobieta i jakiś mężczyzna, wysoki, szczupły, z zarostem i w skórzanej kurtce. Podałam kobiecie dokumenty, tłumacząc że jestem tą która dzwoniła jakiś czas temu.
- Na jaki język się pani zapisuje? - zapytała starsza kobieta. Zamrugałam. - W naszej szkole jest obowiązkowy drugi język. - patrzyła na mnie.
- A ahha.. A co mam do wyboru..? - zapytałam zmieszana.
- Hiszpański, włoski i francuski. - odezwał się mężczyzna nie odrywając wzroku od kartek które miał przed sobą.
- Ale ja zapisuje się do trzeciej klasy, nigdy nie uczyłam się tych języków.. Nie będę odstawać poziomem od klasy?
- Nie. - znów odezwał się mężczyzna.
- Co byś wybrał? - zapytałam Chrisa.
- Hiszpański. - odpowiedział z uśmiechem. Mężczyzna na mnie spojrzał.
- Zapisz się na francuski. - popatrzyłam na niego. Kto to w ogóle jest?
- A który język jest prowadzony przez jakiegoś normalnego nauczyciela? - kobieta szeeeeroko się uśmiechnęła, a Chris parsknął śmiechem. Czy powiedziałam coś śmiesznego?
- Żaden. - odezwał się rozbawiony chłopak. Co ich tak śmieszy?
- Któregoś uczy kobieta..? - próbowałam dalej. Mężczyzna do nas podszedł.
- Dziękuję Jess. - oddał jej dokumenty. - Żaden nie jest prowadzony przez normalnego nauczyciela i żadnego nie uczy kobieta.
- Czemu w ogóle się pan odzywa? Kim pan jest? - zmarszczyłam brwi. Uśmiechnął się.
- Jeffrey Mills. - podał mi rękę. - Uczę w tej szkole języków. - przełknęłam ślinę i mina mi zrzedła. Chris śmiał się w najlepsze. - Zapraszam na francuski. Jest najprostszy, pomogę ci. - zapewnił. - Chris, powiedz Rosalie że jutro przyjadę po rzeczy.
- Ok. - machnął ręką a mężczyzna wyszedł. Kobieta wpisała mnie na francuski i dała plan zajęć. Gdy wsiedliśmy do auta spojrzałam na Christiana.
- Czemu mi nie powiedziałeś że to nauczyciel zanim się ośmieszyłam?
- Przestań! Jeff jest spoko, to naprawdę spoko gość. - zapewnił.
- Znasz go? W sensie, prywatnie?
- Jest bratem Rose.
- A Rose jest..?
- Moją dziewczyną. To rude coś co rano przeleciało przez kuchnie, pamiętasz?
- Tak. - zaparkował pod jakimś sklepem o nazwie Jtters. Wysiedliśmy i weszliśmy do sklepu. Przy ladzie kasy stała Rose, ta ruda dziewczyna z rana.
- Gdzie Jamie? - zapytał Chris.
- Z Joe na zapleczu. - Wskazała drzwi, ruszył, więc szłam za nim. Na zapleczu był chłopak na oko dwadzieścia pare lat, czarne dłuższe włosy.
- Joe, gdzie Jamie?
- Tam. - wskazał jakieś drzwi.
- To Em. A to Joe. - przedstawił nas sobie, podaliśmy sobie rękę i poszliśmy we wskazane miejsce. Okazało się że to biuro. - Cześć, przywiozłem tą dziewczynę. - wskazał mnie.
- Jamie. - podał mi rękę, wysoki blondyn o kręconych włosach z zielonymi oczami.
- Emily.
- Siadajcie. - usiedliśmy. - Ty masz w ogóle osiemnaście lat? - przyjrzał się mi.
- Tak.
- Chris mówił że szukasz pracy. Tak się składa że mam wolny etat.
- Chętnie skorzystam, o ile będę mogła to pogodzić ze szkołą. - kiwnął głową.
- Da radę. Będzie nas czwórka więc myślę że bez problemu. Masz dziś czas?
- Tak. - kiwnęłam głową.
- Zostaniesz z Rose. Nauczy cie obsługi kasy. Zobaczę jak ci pójdzie. - kiwnęłam głową.
- To ja się zbieram. - Chris wstał. - Jamie, ona nie zna miasta. Możesz odwieźć ją do domu? Wynajmuje jej mój dom. To siostra mojego dobrego kolegi.
- Poradzę sobie. - zapewniłam.
- Jamie, proszę. - zignorowali mnie.
- Odwiozę. - blondyn kiwnął głową. - Chodź. - Chris wyszedł a my poszliśmy na sklep. - To Rose i Joe. Będziecie razem pracować. Rose, pokaż jej wszystko, a my z Joe rozpakujemy towar. - Oni we dwóch wyszli.
- Chodź, pokaże ci kasę, prościzna. - położyła mi rękę na ramieniu i pociągnęła do lady. - Chris wynajmuje ci dom?
- Tak. - zerknęłam na nią.
- Wybacz ranek, nie lubię się spóźniać. - uśmiechnęła się. - Może wpadniesz jutro do Verdant? Będą wszyscy, poznasz ludzi. - uśmiechnęła się szeroko.
- Nie chce się nikomu narzucać..
- Przestań! Jakie narzucać, przyjdź, zabawimy się. Jest piątek. Co masz lepszego do roboty? - w zasadzie to nic. Pokazała mi obsługę kasy i komputera, nawet pozwoliła obsłużyć kilka osób. W sklepie byłam do wieczora, Jamie podpisał ze mną umowę i powiedział że ustali do poniedziałku nowe zmiany, uwzględniając rozpoczynającą się szkołę. Joe poszedł do domu, a ja zostałam z Rose. Gdy ta poszła na zaplecze, ja byłam sama na sklepie. Do środka weszła szczupła blondynka o długich włosach i mocnym czarnym makijażu i wysoki chłopak, blondyn, o wysportowanej sylwetce. Poszli w półki więc ja się zajęłam czym innym, a po paru minutach podeszli do kasy.
- Weźmiesz mi papierosy? - zapytała dziewczyna.
- Nie. - chłopak odpowiedział stanowczo a jego błękitne oczy patrzyły na mnie. Serce mocniej mi zabiło, jego głos wywołał u mnie gęsią skórkę. Był oszałamiająco przystojny.
- Proszę.
- Nie.
- Bardzo ładnie proszę.
- Powiedziałem nie Kochanie. - spojrzał na nią z uśmiechem. Nabiłam wszystko i czekałam aż da mi pieniądze. Gdy sięgnął do tylnej kieszeni spodni zauważyłam pod skórzaną kurtką szelki z bronią. Zbladłam. Zauważył mój wzrok na broni i reakcje. Natychmiast powstało pytanie w mojej głowie, czy przyjechał tu za mną? Czy to możliwe że już mnie znaleźli? - Dobrze się czujesz? - zapytał obserwując mnie. Kiwnęłam głową, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Zaczęły mi drżeć dłonie i kuło mnie w klatce z nerwów. - Napewno? Źle wyglądasz. - oparłam dłonie o blat a on trzymając portfel w dłoniach mi się przyglądał. Dziewczyna też to obserwowała. - Może usiądź? Przynieść ci wodę?
- Nic mi nie jest. - zapewniłam, ale czułam że robi mi się słabo. Analizowałam cały mój wyjazd aby przypomnieć sobie czy widziałam już gdzieś tą piękną twarz. Podał portfel dziewczynie i ruszył żeby wejść za ladę. - Nie wchodź tu.
- To usiądź.
- Nic mi nie jest.
- Twoje usta mówią coś innego. - stanął obok mnie.
- Odsuń się ode mnie.
- Nic ci nie zrobię. Usiądź. - podsunął mi stołek. Złapałam dłonią blat, szumiało mi w uszach. Zaraz zemdleje.
Obudziłam się leżąc na podłodze. Obok mnie siedział ten chłopak, a nad nim stała Rose. Z za lady wyglądała ta blondynka. Cholera.
- Trzymaj. - Rose podała mi kubek wody. Usiadłam opierając się o szafkę za sobą. Odsunęłam się od blondyna. - Jak się czujesz?
- Nic mi nie jest.
- Przynajmniej nie kłam. - odezwał się do mnie, jego błękitne oczy nadal się we mnie wwiercały. - Rose, jest Jamie?
- Nie, wyszedł, wróci zamknąć.
- Odwiozę ją do domu. - no! I jeszcze czego!
- Nie trzeba, poradzę sobie.
- Jedź do domu. - odezwała się Rose. Wstałam, więc i on wstał.
- Nic mi nie jest, naprawdę. - zapewniłam. Wziął portfel od dziewczyny, wyjął kartę, sam wbił w terminal kwotę i zapłacił. Wziął sobie rachunek.
- Proszę. - Rose podała mi torebkę. - Jedź, odwiezie cie do domu.
- Ale nic mi nie jest, naprawdę, w porządku.
- Co się dzieje? - do sklepu wszedł Jamie.
- Przed chwilą zemdlała. Chce odwieźć ją do domu. - odezwał się chłopak. Jamie podszedł.
- Jezu, nic mi nie jest! Dajcie mi spokój! - zirytowałam się.
- On ma racje, jedź do domu odpocząć. - Jamie wskazał blondyna. - Możesz ją odwieźć? Chris prosił żeby nie wracała sama. Ja muszę pomóc Rose.
- Tak.
- Halo? Przecież mówię że nic mi nie jest. - zaczęłam.
- Chodź. - blondynka wyciągnęła do mnie rękę, wzięła od Rose moją torebkę i pociągnęła mnie abym wyszła z za lady.
- Przyjdź jurto o dwudziestej do Verdant. - odezwała się ruda. Blondyn wziął mnie pod rękę. Chyba nie jest nikim kogo powinnam się obawiać, Rose i Jamie go znają, więc chyba mi nie zagraża? Tylko po kij mu broń? Wyprowadził mnie na zewnątrz, blondynka miała moją torebkę i ich zakupy. Podeszliśmy do Rang Rovera, ona wsiadła na tył, mi otworzył drzwi z przodu. Wsiedliśmy.
- Gdzie mieszkasz?
- Na Rose Lane, wynajmuje dom.
- A, dom Chrisa. - odpalił i ruszyliśmy. Czy tutaj wszyscy się znają? Dojechaliśmy pod dom.
- Proszę. - blondynka podała mi torebkę.
- Dziękuje. - blondyn wysiadł, ja też. Podszedł ze mną do drzwi.
- Lepiej się czujesz?
- Tak. Mówiłam że nic mi nie jest. Nie potrzebnie robiłeś sobie kłopot.
- To nie kłopot. Nie rozumiesz. Tutaj dbamy o swoich.
- Nie jestem tutejsza.
- Już jesteś. Pracujesz u Jamiego, wynajmujesz dom od Chrisa. Nie wiem czemu się mnie tak wystraszyłaś, ale zapewniam że nie jestem dla ciebie zagrożeniem.
- Wiem. - spojrzałam mu w oczy. Te jego piękne błękitne oczy.
- Jak się czujesz? - podszedł do nas Chris.
- Dobrze. Co tu robisz?
- Rose dzwoniła. Powiedziała co się stało. - no to pięknie.
- Zostaniesz z nią? Nie wierz jej jak mówi że wszystko gra, jest ściemniarą. W sklepie zapewniała że wszystko w porządku, a usta miała sine jak trup i chwile później straciła przytomność. - zaczął blondyn.
- Zostanę z nią. - zapewnił Chris.
- To jadę. Miło było poznać i nie kłam tak więcej. - uśmiechnął się do mnie.
- Jestem Em. - powiedziałam na odchodne.
- A ja Nathan. - uśmiechnął się szeroko, Boże co za uśmiech..


     Piątek. Rano dzwonił Jamie że ustalił grafik, będę pracować po szkole, po kilka godzin, tak żebym miała kiedy robić lekcje, uczyć się i odpocząć. Rano wpadł do mnie też Chris, sprawdzić jak się czuje i zaprosił mnie do Verdant wieczorem. Powiedział że Rose po mnie przyjdzie żebym nie szła sama. Czy tylko mi się zdaję, czy oni traktują mnie jak jajko? Albo jestem tu jakimś cholernym VIPem. Tak czy tak, trochę dziwnie. Miło. Ale dziwnie. Cały dzień przesiedziałam na ogrodzie, nie pamiętam już kiedy mogłam sobie tak po prostu poleżeć na trawie, nic nie robić i o niczym nie myśleć. Trochę brakuje mi Londona, tęsknie. Pierwszy raz w życiu się rozdzieliliśmy. Ale tylko tak mamy szansę uciec i przetrwać. Osobno. Wieczorem przyszła do mnie Rose, roześmiana i uchichrana.
- Idziemy! - krzyknęła gdy zaczęłam marudzić że może zostanę i nie będę się wciskać w ich grupkę. - Z daleka przyjechałaś? - zaczęła gdy zamknęłam drzwi.
- Jechałam tu kilka godzin. - kiwnęłam głową.
- A skąd jesteś?
- Urodziłam się w Iowa.
- Kawał stąd. - kiwnęłam głową. - A masz jakąś rodzinę?
- Mam brata. - spojrzałam na nią.
- Nie rób takiej miny. Tu nikt cie nie osądzi, ani nie oceni, ani nie wykluczy z jakiegoś powodu. Nie musisz się obawiać. To miasto wyrzutków, społecznych i rodzinnych, ludzi którzy przed czymś uciekają. Tu dbamy o swoich. Chris tutaj się urodził. Ja przyjechałam z bratem, Jeffreyem. Jamie jest sam. Joe też. Nathan i Charlie są tylko we dwoje. Jest jeszcze Paul, samotnik, ale kumpluje się z moim bratem.
- A reszta miasta?
- To tubylcy, albo przejezdni, inni którzy uciekli przed czymś. Tu są grupki i każda dba o swoich. Niektórzy między grupkami mają spory ze sobą.
- Czemu mi to mówisz? - spojrzałam na nią.
- Nie jesteś tu bez powodu. Też przed czymś uciekasz. - uśmiechnęła się i otworzyła drzwi od baru. Weszłyśmy, przy stolikach siedzieli różni ludzie. Część na mnie patrzyła. Rose poprowadziła do stolika przy którym siedział Chris, Joe, Jamie, Nathan i ta blondynka, oraz mój przyszły nauczyciel Jeffrey. Usiadłyśmy.
- Wy się nie znacie, to Charlie. - usiadł obok mnie Nathan i wskazał blondynkę która z uśmiechem mi pomachała.
- Em. - podałam jej rękę.
- Gdzie Paul? - zapytał Joe.
- Zaraz będzie. - odpowiedział Jeff, sącząc już drinka. Dziwne miasto. Bardzo dziwne miasto. Czy kiedykolwiek byście pomyśleli że będziecie siedzieć w barze, przy jednym stoliku, ze swoim nauczycielem? Podszedł do nas wysoki brunet, z tatuażami na rękach i lekkim zarostem, o mocno brązowych oczach i usiadł obok Jeffa.
- Cześć wszystkim.
- To Paul, Paul, to Em. - odezwał się Chris. Mężczyzna podał mi rękę z uśmiechem. Jakaś dziewczyna przyniosła nam kieliszki i butelkę wódki.
- Em jest nowa, jest tu sama, może opowiedzmy jej coś o sobie żeby nie czuła się taka zagubiona? Pamiętam jak ja byłam nowa, czułam się strasznie zagubiona. - zaczęła Rose. Była chudą, niską i bardzo delikatną dziewczyną, o krótkich kręconych rudych włosach. Bardzo często się uśmiechała. - Ja jestem Rosalie Mills, pracuje w sklepie Jtters u Jamiego, studiuje zaocznie pedagogikę, a Jeffrey to mój starszy brat. - wskazała mężczyznę siedzącego na przeciwko. Był w koszulce guns'n'roses, skórzanej kurtce, miał kilka pierścionków na palcach, skórzane i materiałowe bransolety, łańcuszek na rzemyku z zawieszką i kolczyki w jednym uchu. Dłuższe włosy postawione do góry i kilkudniowy zarost, oczy mocno czekoladowe. Nie wyglądał na dużo starszego od nich, ale coś czuje że trzydziestkę ma na karku. W życiu bym nie powiedziała że to nauczyciel. - Jeffrey jest nauczycielem w tutejszym liceum. Uczy języków obcych. - dodała. - Christiana znasz, jest właścicielem Verdant, a prywatnie moim chłopakiem. On jako jedyny z nas wszystkich tutaj się urodził i wychował. - wskazała chłopaka siedzącego obok mnie. Miał krótsze włosy w kolorze ciemnego brązu, był ogolony i miał szaro niebieskie oczy. Siedział w zwykłej granatowej bluzce z długim rękawem. Zawsze gdy go widziałam miał bardzo spokojne oczy. - Jamie, to James Blackwell, ale nie lubi jak ktoś woła go James, ma swój sklep, Jtters gdzie pracuję ja, ty i Joe. - wskazała po kolei. Jamie był dość wysokim, ciemnym blondynem o kręconych włosach z zielonymi oczami. Siedział w niebieskiej koszulce z krótkim rękawem i uśmiechał się delikatnie. - Joe Shaffer, jest tu sam tak jak ty, pracuje w Jtters i studiuje zaocznie literaturę angielską. To nasz cicho ciemny chłopak. Bardziej nieśmiałej i zarazem szalonej osoby tu nie znajdziesz. Jest w związku z Charlie. - wskazała blondynkę. Joe to chłopak o kruczo czarnych dłuższych włosach, które ciągle zaczesuje do tyłu i zielonych oczach. Siedział w białej koszuli która była rozpięta do połowy. Faktycznie w sklepie za dużo nie mówił, ale miał miłe bezsłowne gesty pomocy i często się uśmiechał. - Paul Benett. - wskazała dużo starszego mężczyznę który siedział po drugiej stronie stołu. Był szczupły i wysoki, miał krótkie czekoladowe włosy, równie czekoladowe oczy i kilkudniowy zarost. Ubrany w jeansy i zwykłą szarą bluzkę z długimi rękawami które były podciągnięte do łokci, przez co było widać kilka tatuaży. - Jest najstarszy z nas, najbardziej przyjaźni się z Jeffem. - uśmiechnęła się. - Jest lekarzem, prowadzi tu swoją klinikę, gdyby nie on nie było by tu nawet przychodni z lekarzem rodzinnym. Jest żonaty od sześciu lat, jego żona to Jane, mają trzyletniego synka Briana. Nie oceniaj go z góry, jest zupełnie inny niż ci się wydaję, a na dowód powiem, czy widziałaś lekarza z milionem tatuaży na ciele?
- Nie mam miliona tatuaży. Nie mam nawet tyle skóry żeby zrobić taką ilość. - odezwał się rozbawiony.
- Ja opowiadam. - wytknęła mu język. - W każdym razie, myślę że powinnaś się z nim umówić bo to wczoraj nie wyglądało fajnie.
- A co się stało? - natychmiast podłapał temat.
- Nic takiego. - odezwałam się natychmiast.
- Widziałem wiele zasłabnięć, ale tak sinych ust jeszcze nigdy. - wtrącił Nathan. Prawie zabiłam go wzrokiem.
- Każde zasłabnięcie ma jakiś powód, jeśli nie emocjonalny to może warto to sprawdzić. To mogą być problemy z sercem, z układem krążenia albo ciśnieniem. - zaczął.
- Wiem co mi jest i dajcie już spokój. - spojrzałam na niego.
- Czyli jednak coś ci jest, mówiłem że ściemniara. - spojrzał na mnie Nathan.
- Tak czy inaczej. - zaczęła Rose. - W naszym gronie jest jeszcze Charlotta Ottera. - Wskazała bardzo szczupłą dziewczynę, blondynkę o bardzo długich włosach, niebieskich oczach, ubraną w czarne ciuchy, z kilkoma łańcuszkami, pierścionkami, bransoletkami i mocnym makijażem. Bardzo mocno pomalowanymi oczami na czarno i czerwonymi ustami. - jako jedyna tu jest nieletnia, ma siedemnaście lat. Uczy się w liceum, jest w związku z naszym Joe, a jej brat to Nathan. Wszyscy wołają na nią Charlie. No i jest oczywiście Nathaniel. - wskazała wysokiego wysportowanego chłopaka obok mnie. Miał proste, dłuższe, ułożone w nieładzie włosy w kolorze blond, błękitne oczy i kilkudniowy zarost. Na sobie miał jeansy i czarną bluzkę z dwoma guzikami które były rozpięte. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a jego uśmiech palił moje serce. Onieśmielał mnie. Z jednej strony mnie wkurzał tym co mówił, z drugiej się go bałam, z trzeciej nieziemsko bardzo chciałam go poznać bardziej. - I to tyle. A ty? - spojrzałam na nią.
- Ja? Ee.. Jestem Emily. Jestem tu sama. - popatrzyłam po nich.
- Będzie się uczyć w liceum. Będziesz w klasie z Charlottą. - wtrącił Jeffrey z uśmiechem.
- Pracuje u mnie w Jtters. - dodał Jamie.
- I wynajmuje jej swój dom. - wtrącił Chris i uśmiechnął się do mnie. Jeffrey w końcu złapał za butelkę i rozlał kieliszki. Nareszcie..
Jest druga w nocy, wszyscy są nieźle wstawieni. Powinnam się bardziej pilnować, ale polubiłam tych ludzi, zaufałam im, chociaż sama nie wiem czemu. Bawiłam się naprawdę dobrze. Pierwszy raz od bardzo dawna. Dużo żartowali, więc równie dużo się śmialiśmy. Poczułam się częścią tej grupy ludzi. Wypuścili mnie jak do siebie, bez pytań, bez uprzedzeń. Po prostu. Z czasem bar opustoszał i zostaliśmy tylko my. Byłam najmniej pijana z towarzystwa. Nie chciałam stracić kontroli. Obserwowałam ich. Byli totalnie spokojni i wyluzowani. Dobrze się czuli we własnym gronie i wyglądało na to że dobrze się znali. Choć zauważyłam że był rejon tematów na który nie schodzili. Nie rozmawiali o przeszłości, ani o tym co przeżyli, skąd są i czemu tu są. Myślałam że zasypią mnie pytaniami, co tu robię, czemu tu przyjechałam, czemu jestem sama.. Nie zapytali. I nie powiem, że nie było mi to na rękę. Koło trzeciej gdy inni klienci wyszli, Chris odprawił do domu pracowników i zostaliśmy totalnie sami. Co zauważyłam? Nie rozmawiali za dużo, bardziej chodziło o sam fakt że są razem. Charlie była cichą osobą, tak samo jak Joe, było widać że są nieśmiali i raczej nie wybiegają przed wszystkich. Jeffrey, Paul, Rose i Nathan wraz z Chrisem ciągle coś opowiadali i się śmiali. Zupełnie inny był Jamie, dużo rozmawiał, ale mało się śmiał. A ja tylko obserwowałam. W zasadzie za dużo się nie odzywałam. Koło czwartej postanowiliśmy wracać, Chris zamknął bar i zaproponował aby iść do niego.. Wszyscy się zgodzili. Nie wiem czy to był dobry pomysł? Charlie z Joe i Jamie poszli spać. Paul wrócił do domu, a Chris, Rose, Jeff i Nathan postanowili wypić jeszcze whisky. Siedziałam z nimi, bo w zasadzie nie wiedziałam co mam zrobić.


     Obudziłam się z gigantycznym bólem głowy. Po prostu gigantycznym. Chwilę mi zajęło aby ogarnąć w jakiej pozycji leże, gdzie jestem i z kim. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam tylko sufit. Przetarłam twarz i zamrugałam. Tak, dopiero wtedy ogarnęłam że nie jestem sama na materacu, a obok mnie leży wtulony w mój bok Nathaniel. Podniosłam głowę. Obejmował mnie ręką w pasie i miał wtuloną buzie w mój bok. Jasna cholera! Nawet nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt że on był w samych bokserkach, a ja w staniku i majtkach. Zaczęłam kląć na siebie w myślach, co ja sobie myślałam?! Nawet nie pamiętam czy do czegoś między nami doszło, bo whisky urwało mi film. Zsunęłam się z materaca na podłogę wyplątując się z objęć, odnalazłam swoje ubrania i pośpiesznie uciekłam do domu. Nie jestem z siebie dumna, mimo że było super miło i dobrze się czułam wśród tych ludzi. Przyjęli mnie do grupy bez pytań i uprzedzeń. No ale halo, lądować w łóżku z obcą osobą na pierwszej imprezie? To przegięcie! Może lepiej bym się czuła gdyby pamiętała drugą część nocy. Mam cichą nadzieje że po prostu tak usnęliśmy i już. Położyłam się żeby jeszcze pospać.
Obudził mnie dzwonek do drzwi i pukanie. Zwlokłam się, na dworze już było ciemnawo. Otworzyłam.
- Musisz mi podać numer telefonu, bo to bieganie mnie wykończy. - o framugę stał oparty Chris.
- To będzie problem. Nie mam telefonu.
- Jak to nie masz telefonu? - spojrzał na mnie poważnie.
- Po prostu nie mam. - wzruszyłam ramionami. Przybliżył się aby patrzeć mi dokładnie w oczy.
- Jak można nie mieć telefonu?
- Normalnie. - Zmarszczyłam brwi i odezwałam się spokojnie. Położył rękę na moim brzuchu i wepchnął mnie do środka, zamknął drzwi.
- Ale London ma telefon.
- A ja nie mam.
- To jak się kontaktujecie? - popatrzyłam na niego. - Oh. Nie kontaktujecie się.. - mruknął. - Musiałaś coś nieźle odjebać w takim razie.
- Nie chce o tym rozmawiać.
- Jasna sprawa że nie. Nie pytam o nic. - uniósł ręce w geście obrony. - Ale nie zabiłaś człowieka co? - spojrzałam na niego.
- Nie.
- To super, inaczej musielibyśmy ustalić pod którą rabatą chce być zakopany, tak jakbym któregoś dnia cie wkurwił i postanowiłabyś mnie zadźgać widelcem. - odezwał się poważnie a ja parsknęłam śmiechem. - Czemu tak uciekłaś? - zapytał z troską w głosie. Wzruszyłam ramionami, co miałam powiedzieć. - Em. Nikt cie tu nie skrzywdzi. Nikt z naszej paczki. Nie musisz się nas obawiać. I nikt cie nie osądzi, cokolwiek zrobiłaś że tu wylądowałaś. - popatrzył na mnie chwile.
- Zauważyłam. - zerknęłam na niego, odchodząc do kanapy.
- Nie musisz nikomu mówić, nikt tego od ciebie nie wymaga. Ale osobiście - podszedł do mnie gdy usiadłam i stanął przede mną. - widzę że coś cie gryzie, więc jeśli będziesz chciała to zawsze cie wysłucham. Nie muszę się odzywać, jeśli będziesz chciała się tylko komuś wygadać i wyżalić, żeby ktoś posłuchał. Nie ocenie cie. Tu najlepiej wiemy że każdy popełnia błędy i głupoty, z których nie jest dumny, ale to nie powód aby kogoś skreślić lub wytknąć. Mamy zasadę w grupie, że się szanujemy, niczego nie wymagamy, wszystko zostaje między nami, pomagamy sobie.
- Czemu mi to mówisz?
- Bo doskonale wiem jak to jest być samemu. Jest fajnie, do pewnego momentu. Gdy pojawiają się problemy, człowiek zamyka się w sobie. Odcina. Stara się zapomnieć i nie myśleć. To wszystko się piętrzy i zaczyna nas przygniatać. Masz ochotę wrzeszczeć. Ale nie możesz. - westchnął. Miał racje. Dokładnie tak było. - Chce tylko żebyś wiedziała, że masz mnie, masz nas, że nie jesteś sama i że są tu ludzie którzy cie zaakceptują, wysłuchają i ci pomogą, niezależnie co masz na swoim koncie. - popatrzyłam na niego i kiwnęłam głową. - Czemu uciekłaś z mojego domu?
- Po prostu.
- Ale coś się stało? Ktoś coś powiedział? Źle się zachował?
- Nie. Po prostu chciałam wrócić. I już. - popatrzyliśmy na siebie chwile w ciszy. - Czemu spałam z Nathanielem..? - zapytałam cicho. W sumie nie wiem czemu. Chyba szukałam potwierdzenia.
- Nie wiem, miałaś spać na kanapie a on na materacu. Ja poszedłem na górę, więc nie wiem. - wzruszył ramionami. - Czemu pytasz? - wlepiłam w niego wzrok. Milczeliśmy. Zrobiłam grymas niezadowolenia a on głośno westchnął. - Nathaniel taki nie jest. - podniosłam na niego wzrok z podłogi. - Co to to nie on. Nie nie. On taki nie jest. - kręcił głową. - To porządny facet. - patrzyłam na niego. - O to się nie musisz martwić. To nie ten typ. - zapewnił. - Jutro przyniosę ci telefon, kupisz sobie kartę.
- Czemu?
- Co czemu?
- Czemu mi pomagasz?
- Taki już jestem. Poza tym jesteś tu jakby pod moją opieką. London kiedyś bardzo mi pomógł, jestem mu to winien. Poza tym taki już jestem. Ojciec wszystkich. - uśmiechnął się. - Skoro żyjesz i jesteś w jednym kawałku to idę. - skierował się do drzwi.
- Chris. - zawołałam gdy usłyszałam otwieranie drzwi, odwróciłam się. Stał w wejściu. - Dziękuje. - uśmiechnął się.
- Do jutra Em. - wyszedł.


     W niedziele z samego rana znów obudził mnie dzwonek do drzwi. Zwlokłam się z łóżka zawijając w koc i poszłam otworzyć. Christian i Nathaniel.
- Słowo daje, to nie moja sprawka. - odezwał się Christian wskazując na Nathana który wbijał we mnie wzrok. - Mam telefon i kupiłem kartę. - podał mi pudełko i kopertę. - To pa. - zerknął na nas, odwrócił się i odszedł.
- Co? - spojrzałam na Nathana.
- Rozmawiałem z Rose. - wysunął do mnie palec jakby chciał mi zagrozić. - Twierdzi że uciekłaś wczoraj rano w popłochu bo obudziłaś się rozebrana w moich ramionach. - założyłam ręce na piersi i patrzyłam. - Nie wiem czy pamiętasz coś z nocy, ale sądząc po twojej ucieczce to chyba nie, a ja niestety wiem co wtedy taka dziewczyna ma w głowie.
- Ciekawe skąd. - wywróciłam oczami.
- Mam siostrę. - warknął. - Nie jestem taki. Nie robię takich rzeczy. Nie zrobiłbym ci czegoś takiego.
- Czemu miałabym ci uwierzyć?
- Bo mówię prawdę. - zmarszczył brwi.
- Ależ argument. - wywróciłam oczami. - Cokolwiek.. Chris mówi że miałam spać na kanapie, więc jeśli ja wylądowałam na materacu a nie ty na kanapie to pewnie moja wina. - co ja bredzę?! On był mniej pijany ode mnie! Jeśli to zrobił, to wbrew mnie! Dobrze że przynajmniej tego razu nie pamiętam, znów miałabym problemy psychiczne.
- Emily. - westchnął. - Jak wszyscy poszli spać zaczęłaś wymiotować. - spojrzał mi w oczy. - Pomogłem ci dojść do łazienki i trzymałem ci włosy. Gdy poczułaś się lepiej zaczęłaś płakać, że jesteś sama i jest ci źle, że tęsknisz i żałujesz tego co zrobiłaś. Uspokoiłem cie i poszliśmy na kanapę. Gdy poszedłem się położyć po chwili przyszłaś i zapytałaś czy możesz spać ze mną bo ci smutno. Zgodziłem się. Przytuliłeś się do mnie łapiąc mnie tymi lodowatymi dłońmi i usnęłaś. To cała historia.
- Świetnie. Teraz jest mi jeszcze bardziej głupio. - zakryłam twarz rękoma. Ciekawe co jeszcze ci wypaplałam? Zrobił krok w moją stronę. - Możesz do mnie nie podchodzić? - chciałam odejść ale złapał mnie za dłoń. Spojrzałam mu w oczy. Był totalnie spokojny.
- Wczoraj widziałem twoje przerażenie w oczach. Strach który zżerał całą ciebie. Nie wiem co zrobiłaś, ale wiem że coś zrobiłaś, wiem że kogoś się boisz, a ja wiem że jestem w stanie cie ochronić. I mam zamiar to zrobić. Wczoraj ci to obiecałem.
- Dlaczego? - wydukałam po chwili. Nic nie rozumiem z tej sytuacji. Przygryzł dolną wargę patrząc na mnie.
- Bo chce. - odpowiedział po chwili. Patrzyliśmy na siebie. Było jakoś niezręcznie. Jakoś.. Dziwnie. Jakoś tak na mnie patrzył.. Dlaczego?
- Wiesz, dam ci radę. Nie mieszaj się w to. Bo pożałujesz. I lepiej się we mnie nie zakochuj, bo tego też pożałujesz. To że biegasz ze spluwą po mieście nic nie znaczy.
- Cóż. Już za późno. - zerknął na mnie przelotnie i wyszedł zamykając drzwi. Stałam jak słup z dobre kilka minut. Że co proszę? Człowieku! Widzieliśmy się raz! Przez kilka minut! Otrząsnęłam się i poszłam na kanapę otworzyć telefon. Używany, ale jest. Wsadziłam kartę i natychmiast dostałam SMSa.
Zapisz sobie ten numer, Christian.
Uśmiechnęłam się. Zapisałam i odpisałam.
Zapisane, dziękuje.
Wybrałam z pamięci numer i zawiesiłam palec nad zieloną słuchawką. Podniosłam wzrok na ścianę zaciskając usta. Nie mogę. Miałam kontaktować się tylko w awaryjnych sytuacjach. Oddałabym wszystko, żeby usłyszeć jego głos.
***
Witajcie!
Dziękuję za komentarze pod prologiem!
To teraz łapka w górę, kto jest z nami? Zostawcie chociaż kropkę w komentarzu żebym wiedziała że jesteś i mam dla kogo publikować!
Pierwszy rozdział za nami, jak wrażenia?
Przy tym opowiadaniu używam innego programu do pisania, dlatego tekst inaczej wygląda  - lepiej? Gorzej? Dajcie znać!
I to chyba tyle na dziś.
Kolejny rozdział jakoś koło 8-9 listopada, myślę? Co Wy na to?
Do napisania!


7 komentarzy:

  1. Wszystko na razie jest takie tajemnicze, zakładam, że nie dowiemy sie tak szybko co zrobiła Em. Bardzo spodobała mi się ta historia, czekam na następny rozdział 😁😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem 🙋‍♀️
    Jest tajemniczo i jeszcze pewnie potrzymasz nas w niepewności 🙃
    Ogolnie to przyznam szczerze, ze kilka razy się zgubilam w tym wszystkim i opowiadanie strasznie przypomina mi tatuaż z motylkiem. Mam nadzieję, że to wszystko nie bd na jedno kopyto 😉
    Życzę dużo weny,
    N

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez jestem! Wowow nowe opowiadanie... bardzo tajemnicze,trochę poplątane, ale ciekawe i wciągające. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie się zaczyna, czekam na więcej :) ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Już nie raz powtarzałam, że jesteś genialna i powtórzę to jeszcze raz. Jesteś genialna. Mogłabym czytać Twoje opowiadania cały czas. ��

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm, już po pierwszym rozdziale. Pierwsze wrażenie to: dużo dialogów, mało opisów. Brakuje mi troszkę tego, zwłaszcza, że narracja jest z punktu widzenia dziewczyny, więc powinno być więcej odczuć bohaterki. Ale to tylko moje odczucia :>
    Zauważyłam, że piszesz w pierwszej osobie słowa bez literki "ę" np. "zrobie". Powinno być "Zrobię, będę itd". To tylko tak nawiasem mówiąc. Mam nadzieję, że się nie obrazisz.
    Co do treści, to jest dość ciekawe, choć mieszają mi się jeszcze bohaterzy. Za dużo jak na pierwszy rzut, więc muszę się przyzwyczaić :> Jest dobrze, dużo akcji. Główna bohaterka jest minimalnie męcząca, ale mam nadzieję, że się zmieni z biegiem czasu. Lecę czytać kolejny. Tymczasem zapraszam również do mnie.
    ps. bloga obserwuję, bo jest tego wart :>

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy